Umarł król, niech żyje król… Za nami stary rok, przed nami
nowy rok…
Wpisów stuknęło w tym roku sto sześć, a ten, zamykający jest
sto siódmy. Czyli średnio wypada mniej więcej 7- 9 wpisów w miesiąc. Myślę, że
to całkiem dobry wynik. Nawet jeśli w ostatnich miesiącach mijającego roku
wynik ten jest nieco poniżej tej średniej. Niestety, nawet hobbystycznie nie da
się niczego robić na pełnych obrotach w nieskończoność i musiałam troszkę
zwolnić. Ale mam nadzieję, że za rok o tej porze, będziemy się cieszyć nie
gorszym wynikiem.
O tym, z czym skończyłam w tym roku, była mowa przy okazji
urodzin bloga, więc teraz dodam tylko,
że kolejna opowieść (może kolejne, tego jeszcze nie wiem) z cyklu „Dzikie
łabędzie” pojawi się w roku przyszłym. I będzie najpewniej ta, od której grafika
zawisła już „Galerii”.
Ogólnie zamykam rok kilkoma całościami i trzema
rozgrzebanymi tekstami tutaj na Warsztaciku. Bo tego, co mam rozpisane i
rozgrzebane we własnych notatkach to nawet nie liczę.
Plany na przyszłość są oczywiście, a jakże… ale takie krótko dystansowe, dalekobieżnych nigdy nie robiłam i to się nie zmienia. Postanowień noworocznych także nie robię, bo życie lubi po swojemu wszelkie takie weryfikować. Tak więc, będzie co ma być, uda się zrobić, co się uda, a co się nie uda, to zrobi się kiedyś tam.
No i oczywiście wszystkim Wam, tu zaglądającym życzę
fantastycznej zabawy w sylwestrową noc i wspaniałego ROKU 2015! Całego, żeby
nie było wątpliwości ;). Samych sukcesów, samych radosnych zdarzeń, samych
spełniających się marzeń. Euforii, radości, uniesienia, miłości, wiadomo. To
ode mnie, a łyżkę dziegciu do tego morza słodyczy pewnie i tak dorzuci samo
życie od siebie, więc ode mnie tylko na słodko ;).
Do siego roku! I na koniec jeszcze trochę fajerwerków ;).














