Postanowiłam, że puszczę tego tekstu tyle ile mam z niego gotowego materiału, a to znaczy, że będzie jeszcze przynajmniej jeden wpis poza dzisiejszym. Co dalej zobaczymy...
Kompletnie zwariowałaś Adriano, skarciła się. Ale latających w brzuchu
motyli i tak nie potrafiła powstrzymać na samo wspomnienie tego przypadkowego,
nic nie znaczącego dotyku.
A co by było, jakby spróbował ją pocałować?! Boże, zirytowała się na
siebie, przecież nie próbował. To obcy facet i na pewno przez myśl mu to nawet
nie przeszło.
Ada, uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie zimny prysznic, ale nim
się ruszyła z łóżka drzwi do jej pokoju uchyliły się i w szparze pojawiła się
głowa Davida.
– Wybacz, chciałem tylko...
– Mówiąc o drzwiach miałam na myśli drzwi wyjściowe, a nie te! – Usiadła
na łóżku rozzłoszczona.
Ledwo zdołała się odwołać się do zdrowego rozsądku, a on znów pojawił się
w polu widzenia i z niemałym trudem osiągnięta równowaga rozsypała się jak
domek z kart. Sam dźwięk jego łagodnego, głębokiego głosu wywołał ponowne harce
motyli.
Stał w drzwiach, nie próbując naruszać prywatnej przestrzeni Ady i uśmiechnął
się tym swoim zniewalającym uśmiechem, wywołując w niej kolejny atak furii i
motylków równocześnie. Oparł się o futrynę, splótł ramiona na piersi i z wesołymi
iskierkami w oczach spoglądał na czerwoną z gniewu i zażenowania Adę.

.gif)





