Luty jeszcze trwa, a to oznacza że jakimś cudem udało mi się trzymać własnych planów i dotrzymać danej Wam obietnicy. Może więc, jest jeszcze dla mnie szansa ;).
Zapraszam...
***
Ciężarówka, która służyła jako „autobus” nie wzbudzała
zaufania wyglądem. Przede wszystkim, pasażerowie pozostawali zamknięci w
naczepie, bez możliwości porozumienia się z kierowcą. Nie było więc mowy o
zatrzymaniu się na żądania w razie nagłej potrzeby na przykład. Na szczęście
kontener przynajmniej prowizorycznie przystosowano do transportu ludzi poprzez
zamontowanie w środku twardych, niewygodnych krzesełek i wycięcie w bocznych
ścianach kilku otworów, w których zamontowano uchylne okienka. To dawało
przynajmniej pewność, że pozostającym w środku nie zabraknie powietrza.
Przerobiono też zamek we wrotach tak by dało się je otwierać także od wewnątrz.
Podróżujący mieli więc poczucie wolności i złudne wrażenie, że dzierżą swój los
we własnych rękach.
Misha upewnił się, że Anna nabyła właściwy bilet i znalazła
właściwy „autobus”. Mieli jeszcze chwilę do odjazdu. Pomógł jej ulokować bagaż
i teraz stali z boku naczepy. Misha palił papierosa i kątem oka obserwował
Annę. Mała pomrukiwała i wierciła się w powijakach.
– W Tukon masz przesiadkę, pamiętasz?
– Tak.
– Musisz tam przenocować. Koło dworca powinien być hotel.
– Dam sobie radę. – Spojrzała na niego, zakładając z ucho
kosmyk jasnych włosów, który wysunął się spod gumki. Usta miała spierzchnięte
od zimnego wiatru.
Uśmiechnął się. Rzucił niedopałek i zdusił czubkiem buta.
– Nie wątpię. Ale lepiej uważaj na małą. Jak ją przebierasz
staraj się robić to dyskretnie. Lepiej niepotrzebnie nie ryzykować. Żałuję, że
sam nie mogę cię zawieźć, ale im szybciej się rozdzielimy tym lepiej.
Zmrużyła oczy i spojrzała na niego uważniej.
– Dlaczego? – Nie, żeby pragnęła jego towarzystwa, ale
sposób w jaki to powiedział, nie patrząc na nią, lecz ponad jej ramieniem,
jakby wypatrywał jakiegoś czającego się niebezpieczeństwa, zaniepokoił ją.
