Kochani, nie wiem ile mi jeszcze wyjdzie tekstu, ale na pewno jest bliżej niż dalej finału. Tak czy siak, z opowiadanka planowanego na 25 stron rozrosło mi się troszkę ;). Dzisiejszy fragment trochę spokojniejszy, jako że trzeba złapać trochę oddechu po poprzednich wydarzeniach. I mała uwaga, wprowadziłam drobną zmianę w historii ale jeszcze nie naniosłam dotyczących jej poprawek we wcześniejszych postach. Gdyby więc komuś coś się nie zgadzało, to zapewne będzie to. A w ogóle to zmiana jest naprawdę drobna i liczę po cichu, że nikt nie zwróci na szczególik uwagi. Zapraszam :).
poprzedni fragment
Dopijał drugiego drinka i rozważał przygotowanie kolejnego,
ale tutejsze trunki były wyjątkowo mocne. Alkohol szybko uderzał do głowy i
długo krążył we krwi, utrzymując stan błogiego tumiwisizmu. Ostatecznie więc
odstawił pustą szklankę i zatrzasnął barek, nie chcąc doprowadzić się do stanu,
w którym każda, nawet najbardziej elektryzująca nowina, spłynęłaby po nim
niczym deszcz. Spojrzał na zegar. Jeszcze kwadrans do siódmej. Baih zaraz tu
będzie.
Odd czuł nerwowe mrowienie pod skórą. Nie mógł usiedzieć na
miejscu i krążył po pokoju, od okna, wyglądając czy pomiędzy przechodniami,
których coraz więcej pojawiało się na ulicy z budzącym się dniem, nie rzuci się
w oczy wysoka sylwetka yenniego. To zatrzymywał się przy drzwiach nasłuchując,
czy nie zbliża się ku nim odgłos długich równych kroków. Wreszcie klnąc cicho
pod nosem usiadł przy biurku i tylko bębnił nerwowo palcami jednej dłoni po
jego blacie.
Zegar stojący na półce na regale z tyłu zaterkotał
metalicznie, sygnalizując pełną godzinę. Odd wbił zniecierpliwione spojrzenie w
drzwi i zgrzytnął zębami. Kolejnych kilka minut wlokło się niemiłosiernie i
niemal podskoczył na krześle, gdy wreszcie rozległo się energiczne stukanie.
Zdążył jedynie nabrać powietrza, gdy drzwi otwarły się z impetem i do pokoju,
nie czekając na zaproszenie wszedł Morr Baih w swoim nieodłącznym długim
płaszczu. Nie zatrzymał się by go ściągnąć, od razu zajął miejsce po drugiej
stronie biurka, na wprost Odda.
Ten tylko patrzył na niego wyczekująco. Od razu zauważył
błysk zadowolenia w oczach przyjaciela i w głębi ducha odetchnął z ulgą. Wieści
musiały być pomyślne, cokolwiek Morr miał do powiedzenia.
Ale on zamiast wreszcie się odezwać położył jedynie na
biurku jakąś fotografię i przesunął ją po blacie w kierunku Odda.
Widniała na niej metalowa brama z wieżyczkami strażniczymi
po bokach. Brama była otwarta i w głębi, za nią, widać było jakieś zabudowania.
Nietrudno było się domyślić co przedstawia. Mimo to Odd zadał pytanie:

