WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

04.09.2014

Yave cz.19

Zakładam, że wszyscy są w temacie i wiedzą, o co chodzi dlatego wstępu dzisiaj nie będzie. Gdyby jednak ktoś wpadł znienacka i czuł się nie wtajemniczony, w indeksie są podlinkowane wszystkie dotąd opublikowane części "Yave". Można też skorzystać z etykietek.


   
 – Pozwolisz wejść, Yave? – spytał, gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi na słowa powitania.
     – O... oczywiście – wybąkała, odzyskawszy głos. – Wejdźcie, proszę...
     Gość wkroczył do środka pewnym krokiem. Zbliżył się do stołu i postawił na nim duży, wyraźnie ciężki kosz.
     – Moja żona przysyła to dla ciebie.
     Yave pomyślała tylko, że przy całej życzliwości, jaką zawsze okazywała jej Illith, z tym można było posłać sługę. Z całą pewnością, nie podarunki były powodem tej niespodziewanej wizyty i zachodziła w głowę, próbując dociec prawdziwej jej przyczyny.
     – Pani Illith, jak zawsze łaskawa dla mnie wielce – powiedziała ostrożnie i dygnęła w podziękowaniu. – Przekażcie, panie, ode mnie wdzięczne słowa swej małżonce. Zechciejcie usiąść. – Wskazała miejsce za stołem.

     Arut rozgościł się chętnie, dyskretnie rozglądając dookoła.
     W izbie panował idealny porządek i było nieskazitelnie czysto. Cynowe i miedziane naczynia lśniły niczym lusterka, podłoga zamieciona, stół wyszorowany do białości, a w maleńkich okienkach zawieszono ręcznie robione, koronkowe firaneczki.

     – Widzę, że radzisz sobie doskonale, moja droga.
     – Mój brat zagląda tu często i pomaga mi. Czasem przychodzi też matka. Zechcesz napić się piwa, naczelniku? Wczoraj Gedor przywiózł świeże.
     – Z przyjemnością – uśmiechnął się pod wąsem – dzień dzisiaj ciepły, piwo dobre będzie na ochłodę.
     Mężczyzna spojrzał na chłopczyka.

     Kiedy Arut wszedł mały siedział na podłodze pośrodku izby i ustawiał jeden na drugim drewniane klocki. Teraz porzucił zabawę, wstał i przyglądał się przybyłemu.
     Arut widział go kilka razy, gdy Yave z Ukerem zajeżdżała do wsi, wątpliwe jednak było, by dziecko mogło pamiętać jego. Nigdy nie dotąd nie wziął go na ręce, nawet wtedy, gdy bywali w jego domu. Zawsze obserwował tylko dyskretnie, nie chcąc nikogo krępować nadmiernym zainteresowaniem.
     Sięgnął do stojącego na stole kosza i wyjął miodowe ciastko.
     – Lubisz ciasteczka, Iredzie? – Wyciągnął ku dziecku rękę z łakociem.
     Mały sięgnął łapką, chwycił ciastko i natychmiast wpakował do buzi. Starszy mężczyzna uśmiechnął się, pod wąsem.
     – Chodź do mnie – poklepał zachęcająco kolano – to dostaniesz więcej.
     Chłopczyk, podszedł śmiało i bezceremonialnie zaczął wdrapywać się na kolana mężczyzny. Ten podniósł go ze śmiechem i posadził wygodnie, podając następne ciastko.
     – Przyniosę piwo – bąknęła, obserwująca scenkę Yave.

     Ogarnął ją jakiś dziwny niepokój. Wyszła do komory, pozostawiając na chwilę synka pod opieką naczelnika. Nie podobał się jej sposób, w jaki Arut spoglądał na jej syna.
     Zdawała sobie sprawę, że ludzie nie wierzą w ojcostwo Ukera. Ired był jego absolutnym zaprzeczeniem.
     Podobny jak dwie krople wody do naturalnego ojca, był żywym oskarżeniem i dowodem jego winy. Dlaczego naczelnik osobiście tu przyszedł? Nie łudziła się, że Arut nie żywi żadnych podejrzeń, może nawet miał pewność. Nie ma już Ukera, który był jej schronieniem, a Ired jest przecież wnukiem Aruta...
     Czy w takim razie teraz, kiedy brakło opieki męża, będzie chciał odebrać jej dziecko, by przywrócić dobre imię swojemu synowi?
     

     Niespokojna i pełna najróżniejszych obaw wróciła do izby z dzbanem piwa i kruchymi rogalikami, nadziewanymi słodkim serem, które piekła wczoraj. Postawiła dzban i koszyk z pieczywem na stole przed gościem. Mały, którego mężczyzna podrzucał na kolanach, śmiał się głośno.
     – Jaki się zrobił ciężki – stwierdził pogodnie naczelnik. – Pamiętam, kiedy się urodził, jakby to było ledwie wczoraj, a tu popatrz tylko, jak ładnie wyrósł.
     – Ma już półtora roku – odparła, siląc się na spokojny, obojętny ton i usiadła naprzeciw swego gościa.
     – No tak – westchnął ów – czas szybko płynie... Ani się obejrzymy, jak będzie z niego mężczyzna.
     – Na to, mimo wszystko, trochę jeszcze przyjdzie poczekać. Co tak naprawdę cię do mnie sprowadza, panie? – Wypaliła nie, mogąc już dłużej znieść niepewności.
     Arut zakłopotał się nieco.
     – Cóż... – przeczesał dłonią szpakowate włosy – jako naczelnik... Widzisz... Ty i twój syn należycie do dziedziny, za którą jestem odpowiedzialny. Martwię się trochę o ciebie, o was... Młoda niewiasta, małe dziecko. Różnie się zdarza, a ty tu sama, z dala od wioski i ludzi.
     – Brat mój troszczy się o mnie i pomaga, gdy potrzebuję męskiej pomocy.
     – Co nie zmienia faktu, że na co dzień tu jesteś sama. Nie powinno tak być. A jeśli coś nagle się stanie? Co zrobisz?
     – Sam rzekłeś, że dobrze sobie radzę. – Yave ściągnęła brwi.
     – Oczywiście, rzekłbym nawet, że doskonale. Ale póki śniegi nie spadną i drogi nie zasypią.
     – Poradzę sobie i zimą. Tu drewna na opał nie brak.
     – Yave, ja wiem, że jesteś twarda i nie poddajesz się. Ale wiem też, że samotnej dziewczynie nie jest łatwo. Duma nie pozwala ci prosić o pomoc. Ale zważ, że nie tylko o swój byt musisz się troszczyć. Nie możesz być dziecku i matką, i ojcem równocześnie...
     – A dlaczego to troszczysz się o los obcej ci kobiety i jej dziecka, naczelniku? – Przerwała mu pytaniem, mrużąc oczy, nie odrywając wzroku od twarzy starszego mężczyzny.
     Arut westchnął.
     – Chodź, usiądź tutaj, przy mnie – powiedział. – Usiądź proszę – powtórzył, widząc że się waha.
     Posłuchała w końcu i przysiadła obok, a on ujął jej dłoń i ścisnął.
     – Moje dziecko, wiele już zim dźwigam na karku. Dość wiele, by dostrzec, to czego nikomu nie chcesz powiedzieć.
     Zagryzła wargi. Więc jednak wie.
     – Uker ci powiedział, tak? – zapytała cicho.
     – Nie, nie powiedział. Nigdy nie wymienił imienia Melty. Nie musiał. Pamiętam, jak tamtego lata mój syn wodził za tobą oczyma, chociaż jemu się zdawało, że nie widzi nikt. Przyznaję, nie upominałem go, bo nie spodziewałem się po nim takiej beztroski. Umiem jednak liczyć moja droga. Sam jestem ojcem, lekarzem i znam się trochę na tych sprawach. Poza tym, gdybym jeszcze miał jakieś wątpliwości... – Uśmiechnął się, patrząc na chłopczyka, który tymczasem zasnął na jego kolanach. – On, z dnia na dzień, coraz bardziej jest podobny do swojego ojca.
     Yave zabrała rękę.
     – Nie oddam dziecka – powiedział twardo.
     Arut skrzywił się zirytowany.
     – Jak możesz sądzić, że chcę ci je odebrać? Jesteś jego matką. Nie po to tu przyszedłem, by was rozdzielić.
     – Po cóż więc?
     – Mój syn uwiódł dziewczynę i porzucił brzemienną. Dom okrył hańbą. Pozwól choć w części tę hańbę zetrzeć. Zamieszkaj z nami Yave. – Patrzył na nią ciepło i życzliwie.
     – To... – Wciągnęła głęboko powietrze, zaskoczona propozycją Aruta. – To niemożliwe. Niemożliwe.
     – Dlaczego? Byłabyś pod moją opieką. Nie dopuszczę, by cię obmawiano, by was, ciebie czy jego – wskazał wzrokiem uśpione dziecko – spotkała jakakolwiek krzywda.
     Z uporem potrząsnęła głową.
     – I ja nie chcę niczyjej krzywdy. Zgadzając się przyznałabym, że dziecko jest Melty i okryła go niesławą.
     – Mój syn sam jest sobie winien – żachnął się gniewnie Arut. – Osobiście bym go wybatożył, gdyby tu był!
     – Nie – potrząsnęła głową – nie wiń go, proszę. O niczym nie wie.
     – Jak to... nie wie?

     Dziewczyna zwiesiła głowę, niczym winowajca żeby ukryć cisnące się do oczu łzy. Nie chciała, by mężczyzna je zauważył. Chwilę strawiła na opanowaniu zaciskającego się gardła. Nie chciała żeby głos jej drżał.
     – Kiedy wyjeżdżał nie wiedział, że spodziewam się dziecka. Nie powiedziałam mu – wyznała wreszcie.
     Wprawiła, tymi słowami, swego gościa w osłupienie i konsternację
     – Nie powiedziałaś?! Dlaczego, Yave?!
     – Chciałam, ale... bałam się, że wpadnie w złość. Mówił, że nie może się obarczać żoną.
     – A cóż to za wymówka?! – Teraz mężczyzna wpadł w gniew. – Skoro tak, nie trzeba mu było dziewcząt niewinnych uwodzić!
     – Może gdym ja nie była taką głupią gąską...
     – O, nie. Nie broń go, dziecko. Melta starszy jest od ciebie. Dość starszy, by mieć rozumu za was dwoje. To mój jedyny syn, wiem, ale nie znajduję usprawiedliwienia dla takiej beztroski. Żadnego. Dlatego tym bardziej proszę, byś zgodziła się na moją propozycję. O chwili jego narodzin – spojrzał na chłopca – wiedziałem, że Ired to mój wnuk. Nikt nie musiał mi tego mówić. Nie wtrącałem się, gdy żył Uker, lecz wszystko się zmieniło. Teraz jesteś sama...
     – Jestem wdową po Ukerze, Naczelniku – powiedziała twardo. – Ja wiem... – chwyciła jego dłoń i ucałowała z szacunkiem – wy serce macie szlachetne i nie chcecie dla mnie źle. Zrozumcie mnie jednak. Jestem to winna Ukerowi, żeby zostać tutaj i żeby Ired pozostał jego synem.

     Arutowi nie łatwo było pogodzić się z takim stanowiskiem, ale nie chciał przeprowadzać swoich zamiarów przemocą, ani wbrew woli kobiety.
     – Jesteś pewna? Przemyśl to sobie dobrze, Yave. Jedno moje słowo starczy, by ściągnąć Meltę. Król nie odmówiłby mi. Teraz znów jesteś wolna. Musiałby ożenić się i uznać syna...
     – Sam rzekłeś... musiałby. Nie znaczy to, że by chciał. Nie, Naczelniku, ja nie chcę niczyjej litości, niczyjej łaski. Los nas rozdzielił. Skoro stało się, niech tak zostanie. Do wsi nie wrócę. Ludzie i tak plotkują. Mówicie, że dziecko podobne do ojca...
     – Jak dwie krople wody. Pamiętam Meltę w jego wieku...
     – Tym bardziej nie wrócę. Im mniej będzie kłuć ludzkie oczy tym podobieństwem, tym więcej naszego spokoju... I waszego też.
     Arut westchnął ciężko.
     – Nie przymuszę cię przemocą, moje dziecko. Ale powtórzę, przemyśl rzecz. A gdybyś zmieniła zdanie, pamiętaj, że w moim domu zawsze jest dla was miejsce.
     – Dziękuję. Zawsze pamiętam życzliwość, jaką mi okazujecie, ty panie i twoja małżonka.
     – Zezwolisz, bym czasem zajrzał, tu do was?
     – Kiedy tylko wam wola. To wasz wnuk. Wy nie odbieracie mi go. Jakże mogę wam bronić go zobaczyć?
     – Między ludzi też czasem wyjdź. Obmowy się nie lękaj. Dość jeszcze tu mojej władzy, by kąśliwe języki poucinać. Zachodź do nas czasem. Moja żona kupowała twoje hafty i koronki. Nadal chętnie kupi, a tobie każdy grosz się przyda. Przyjdziesz?
     – Przyjdę – obiecała.

     Arut podniósł w ramionach śpiącego Ireda, z czułością ucałował główkę małego i podał dziecko matce.
     – Dbaj o niego i na siebie uważaj. Nie lękaj się. Twoja tajemnica jest bezpieczna. Może masz rację. Zostawmy to losowi. Czas pokaże jak będzie.
     Pocałował ją w czoło.

     Kobieta zaniosła śpiące dziecko do drugiej izby. Potem wyszła przed dom, odprowadzając swego gościa.
     Arut z ciężkim sercem odwiązał lejce i usiadł na koźle niewielkiego, dwukołowego wozu.
     – Obiecaj, że przemyślisz, co ci mówiłem, Yave. – Poprosił jeszcze raz.
     Skinęła głową, ale w oczach palił się zacięty upór. Objęła się ramionami. Mężczyzna uśmiechnął się do niej ciepło, choć widział, że marne są szanse, by ona zmieniła zdanie.
     – Dbaj o was oboje. O siebie i o małego... Córko.
     Zacisnęła usta, ale po chwili odpowiedziała spokojnie:
     – Do zobaczenia, naczelniku.


     Zawrócił wóz i cmoknął na konia i strzelił lekko lejcami po zadzie. Yave stała w progu i obserwowała jego przygarbioną sylwetkę, póki ta nie znikła za najbliższym zakrętem. Potem weszła do domu, starannie zamknęła za sobą drzwi, oparła się o nie i ukryła twarz w dłoniach...


I na razie tyle... A tymczasem zabieram się strugać nowy obrazek. Do czego? Już nie długo się dowiecie ;) Nie wykluczone zresztą, że obrazki (tak jest ich więcej i każdy do innego tekstu) pokażę wcześniej w ramach zapowiedzi nowości ;)

12 komentarzy:

  1. Los ( czytaj Kajjka :) ) nie oszczędza Yave. Może znajdzie się jakiś wioskowy kawaler zainteresowany młodą wdową. Wątpię by Arut potrafił nie wygadać się przed synem. " Dla dobra " wnuka pewnie mu się wymsknie. Mam nadzieję, że Yave będzie twarda i nie da się przestawiać po kątach. A Melta musi trochę pocierpieć. Nie ma że boli. Trzymam kciuki za Yave - twardzielkę. Jak to mówi jedna koleżanka: samiec nasz wróg!:-) Pozdrawiam, Patula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie powiem ;) w swoim czasie dowiecie się wszystkiego. Chyba skutecznie udało mi się obrzydzić Wam Meltę... ;)

      Usuń
  2. Kajjko, obrzydzić Meltę? Never. Melta to drrrrań, a my lubimy Twoich drani ;)

    Bardzo mi się ten rozdział podobał. Różnił się od innych, był dopieszczony w najmniejszym szczególe. Język dialogów, emocje, strach Yave, zagubienie Aruta, co by tu zrobić, żeby ją zachęcić, a nie zniechęcić. Majstersztyk. Co by nie było i jakiej bym solidarności z niesamowicie silną Yave nie czuła, nie zapominajmy, że Melta się nią zabawił, ok, ale ma powód, żeby być na nią wściekły. Co prawda możemy tylko gdybać, ale prawdopodobnie, jako człowiek dobry, wychowany przez równie dobrych ludzi, nigdy by nie ściągnął na siebie takiej hańby. Trzymam z Yave, ale sama sobie uwarzyła taką sytuację. Amen :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję Ci solennie, że dostaniecie takiego, którego serdecznie znienawidzicie i odtańczycie taniec dziękczynny kiedy w końcu zrobię mu to, co mu zrobiłam. Znaczy to nie ja właściwie tylko... Cicho, nic już nie mówię, dowiecie się kiedyś tam, w którym z kolejnych epizodów, nie w Yave ;)

      Usuń
    2. O rany... Teraz mnie zżera ciekawość!
      Ile jeszcze przewidujesz Yave?

      Usuń
    3. Nikki, nie wiem ile tego faktycznie wyjdzie w przełożeniu na wpisy, ale na pewno jesteśmy tu bliżej końca niż początku :)

      Usuń
  3. Fragment swietnie napisany chociaż smutny ona jest bardzo uparta i dumna ale czy rozsądna - ja bym tego niepowiedziala powinna bardziej dbać o zdrowie dziecka / zima , odsobnienie/ niż o swoją dumę juz i tak go skrzywdzila nie mówiąc o nim ojcu .Może Melta by postąpil wlaściwie a tak nie mial mozliwości podjęcia decyzji Trudno stawiać na nim kreske tylko dlatego ze uwiodł dziewczyne Jak to sie mówi nie ma dymu bez ognia Oczywiście drzę na samą myśl o drugim nurcie tej powieści czyli komentarzach mowa jest o jakiś niegodziwych rzeczach które autorka już knuje dzieki miłego weekendu Kajko blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Blanko :) Dla uspokojenia powiem tylko, że w epizodzie "Yave" raczej już nikogo więcej nie zamorduję... Chociaż niektórzy powiadają: nigdy nie mów nigdy ;)

      Usuń
  4. Ona uparta, a on ugodowy. Sama też bym się zachowała, to taka duma, najczęściej szkodliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację, coś z tym trzeba będzie zrobić :)

      Usuń
  5. Brakuje mi trochę akcji, niekoniecznie krwi i flaków (choć jak zwykle będą mile widziane), tylko czegoś co wywoła dreszcz emocji. Z drugiej strony tęsknie za jakimś takim sielankowym fragmentem. Ale nie ma co narzekać przeczuwam powrót Melty, więc pewnie będzie zarówno akcja jak i sielanka :)
    PS Szkoda, że tak "sucho" opisałaś śmierć Ukera, myślę, iż zasłużył na więcej uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Z Ukerem jakoś tak wyszło :( Może faktycznie powinnam to zrobić nieco inaczej, w sensie ująć całe wydarzenie w inaczej. Ale chyba zaczyna mi się śpieszyć do końca i ztąd to zaniedbanie względem jego osoby. Akcja jeszcze będzie, to mogę powiedzieć na pewno. I tylko tyle, bo nie chciałabym zdradzać zbyt wielu szczegółów :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.