WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

24.08.2016

15 godzin... cz.19

"Słony wiatr" dostał recenzję :). Poczytać można tutaj KLIK. Ślicznie dziękuję za nią pani Ani M.

Edit 25.08: dzisiaj wpadła kolejna recenzja, za którą serdecznie dziękuję pani Krystynie M. Recenzja dostępna tutaj KLIK.

Jeśli i Ty prowadzisz bloga z recenzjami napisz do mnie na adres podany w zakładce "Kontakt". Udostępnię ebooka do recenzji. W wiadomości proszę podać adres bloga, na którym docelowo miałaby znaleźć się recenzja. Nie autoryzuję Waszych opinii, niczego Wam nie sugeruję, w żaden sposób nie naciskam. Ocenicie jak Wam podyktuje serce. Osoby, które się zdecydują proszę jedynie o poinformowanie mnie, gdy recenzja będzie już gotowa  i zawiśnie u nich na blogu. Posiadane konto na lubimyczytać.pl i możliwość umieszczenia opinii także tam, będzie dodatkowym argumentem dla mnie, by wysłać ebooka właśnie do Ciebie. Zachęcam do kontaktu :).

To tyle ze spraw bieżących, a teraz pora na kawałek "15 godzin...".




***
     W porównaniu z liczbą mężczyzn kobiet było rozpaczliwie mało a to oznaczało mocne zawężenie puli genów. Żeby odbudować i poszerzyć tę pulę kobiety nie powinny pozostawać z jednym partnerem, a najbardziej wyczekiwanym potomstwem były w tej chwili córki.

     Nie wypytywał jej, czekając aż sama zechce wyjaśnić to miała na myśli, mówiąc że nie Odd nie wie wszystkiego. Szczęki zaciskały mu się nerwowo, bo cokolwiek to miało być musiało oznaczać jedno – jego misja wciąż trwała.

     Kiiri obserwowała go kątem oka. Zwlekała do ostatniej chwili, ale nie powodowała nią niedbałość czy niefrasobliwość. Ten projekt czy raczej eksperyment był najtajniejszym przedsięwzięciem, a jeśli dotychczasowe wyniki się potwierdzą będzie miał przełomowe znaczenie dla całej populacji.
     Widziała, że Odd jest zirytowany, ale tym nie przejmowała się w najmniejszym stopniu. Bardziej niepokoiła ją możliwość, że główny koordynator nie zaakceptuje tego czego udało im się dokonać i użyje swoich wpływów by zablokować kontynuację projektu, pomimo wyraźnie obiecujących wyników. Miała świadomość, że część społeczeństwa nie od razu zaakceptuje to co ma im do przekazania. Tu potrzeba było otwartych umysłów, odwagi i determinacji i oderwania się od tradycji, do których yenni byli przywiązani.

     Podróż po pustych już ciągach komunikacyjnych nie trwała długo. Ich pojazd był jedynym przemieszczającym się w tej chwili w kierunku opróżnionych ładowni. Odd zarejestrował, że zjechali kilka poziomów niżej i teraz musieli być przy ładowniach położonych najniżej. Co takiego mogło się tu znajdować? Te pomieszczenia powinny przecież stać puste od lat.
Kiiri lekko zacisnęła palce na jego ręce. Wyczuwał że pragnie jego aprobaty dla swoich działań, ale w tej kwestii będzie mógł dać jej jakiekolwiek sygnały dopiero jak zapozna się z problemem.

29.07.2016

15 godzin... cz. 18

Działeczka może wydać się nieco krótka, ale postanowiłam zsynchronizować to opowiadanie z postami na wattpadzie, a tam nie wstawiam długich działek. 
Czasem tak jest, że koncepcja, mimo że jakaś tam zawsze jest na całość, to w szczegółach potrzebuje czasu żeby się wyklarować. Tekst niby siedzi w głowie, ale ciągle coś mi w nim nie pasuje i zanim znajdę właściwy dla niego szlak, bywa że trochę to trwa. Dużo prościej jest kiedy dodaję teksty już ukończone. Niestety na chwilę obecną takich nie mam. Wszystkie są w różnych fazach, ale żaden nie jest gotowy od a do z. A ja się błąkam pomiędzy nimi jak błędny rycerz, bo nie potrafię się skupić na jednym. Tak wiem, rządzi mną chaos. Ale pocieszam się myślą (choć może to jedynie złudzenie), że nad tym moim chaosem panuję.
W każdym razie mam taką cichą nadzieję, że z krótszymi wstawkami ten tekst pójdzie mi troszkę szybciej. A i blog zyskałby wtedy nieco więcej życia.
Zapraszam :)



     Stojąc na oszklonej galerii nad polem startowym, obserwował jak przygotowywano do lotu wahadłowiec i dwa transportowce. Ten i jeszcze dwa kolejne transporty i wszyscy znajdą się bezpiecznie na powierzchni planety. Ich nowego domu. Wreszcie po tylu długich latach, wielu latach, zbyt wielu.
     Tymczasem tu, na pokładzie statku-bazy, przez ostatnie trzy miesiące trwała gorączka przygotowań. Kiedy wszyscy już bezpiecznie go opuszczą, pozostaną do przeniesienia jedynie laboratoria. Ich wyposażenie było zbyt cenne, by pozostawić je pustej skorupie jaką stanie się statek.
     Zawsze wiedzieli, że nie ma odwrotu, od chwili gdy dawno temu opuścili przeludniony rodzinny glob. Regularnie, co kilkadziesiąt lat macierzystą Yennai opuszczała grupa osadników, by szukać nowego domu. Statki-matki wypełnione hibernacyjnymi kapsułami przemierzały kosmiczną przestrzeń z pogrążoną w letargu załogą i grupą osadniczą. Zaprogramowany urządzenia skanowały napotykane układy, przeprowadzały wstępne analizy i określały przydatność krążących w nich planet do potencjalnej kolonizacji. Obecność innego życia, nawet inteligentnego nigdy nie była przeszkodą. Ewolucja rządzi się własnym, okrutnym prawem także w kosmosie. Prawo do życia trzeba sobie wywalczyć, zdobywa je silniejszy i lepiej przystosowany.
     Ziemia była pierwszym przypadkiem, gdzie kosmiczni konkwistadorzy zostali zmuszenia do uznania tego co zastali za równe sobie.

13.07.2016

W strugach deszczu cz.2




Zrzędzenie będzie na końcu, bo raczej nie na nie czekacie ;).


poprzedni fragment


     Kobieta ostrożnie układała w kartonach zarówno ubrania, jak i bibeloty. W osobnym poskładała zabawki z pokoju, chyba chłopca, na to wskazywałyby rzeczy i wystrój pomieszczenia. Osobne pudło przeznaczyła na rzeczy z pokoju dziewczynki.      Chwilę spędziła przeglądając pamiętnik, który znalazła na biurku. Uśmiechała się do siebie, przerzucając kolejne kartki. Typowe problemy i rozterki nastolatki. Agnieszka sama kiedyś prowadziła taki dzienniczek. Pamiętała swoje w nim wpisy: rodzice mnie nie rozumieją, szkoła jest nudna, koleżanki wredne, a koledzy nieznośni i tak dalej...
     Zamknęła zeszycik i ułożyła w kartonie wraz z innymi rzeczami, porcelanową lalką w balowej sukni, ozdobną poduszeczką w kształcie serca...

     Za oknem zaczął w końcu siąpić deszcz. Zaburczało jej w brzuchu i przypomniała sobie o tabletkach, zostawiła więc wypakowane pudła na korytarzu i zeszła na dół, by odgrzać sobie wczorajszą zapiekankę. Nie należy przyjmować lekarstw na pusty żołądek.

     Zerknęła na zegar, dochodziła piętnasta, a na zewnątrz zrobiło się całkiem szaro i ciemno, i to nie tylko z powodu szybko zapadającego o tej porze roku zmierzchu. Zimna mżawka przerodziła się w jednostajny deszcz. Krople bębniły monotonnie po parapetach i spływały smętnymi strużkami po szybach. Podkręciła ogrzewanie, bo w całym domu panował nieprzyjemny, wilgotny chłód.
     Nagle wszystko dookoła wydało się jej jakieś ponure i przesiąknięte starością. Światło nie rozjaśniało niczego, to znaczy nie zrobiło się nagle ciemno, ale blask, sączący się z żarówek przestał być kojący i wesoły. Jakby coś go przytłumiło, zrobił się żółtawy, mdły i jakiś taki nierzeczywisty, a przez pogrążony w półmroku przedpokój przesunął się jakiś cień.
     Ciarki przebiegły Agnieszce po grzbiecie. Poczuła, jak wszystkie włosy i włoski na ciele stają dęba. Zacisnęła palce na krawędzi kuchennego stołu. Zamrugała powiekami i... dziwaczne wrażenie przytłumionego światła i cieni szwendających się po domu znikło.