WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

01.05.2018

Ziemia (DŻ) cz.1






Piękny maj się nam zaczął, po wcale nie mniej pięknym kwietniu. Mam nadzieję, że u Was pogoda równie majówkowa jak u mnie za oknem, co jedncześnie oznacza, że niewielu jest takich jak ja, co uciekając od słońca i upału spędzają czas przy kompie. Ale to nic, kto ma tu trafić to trafi i w późniejszym terminie.
Na dzisiaj mam kawałeczek Ziemi, ale to oczywiście nie wszystko co mam przygotowane na maj. Zapraszam...


poprzedni fragment



CZĘŚĆ I ZIEMIA
Ziemia… najstarsza, najważniejsza…

1
Gdzieś w świecie zwanym Aravat...

     Alenę obudziło jasne słoneczne światło, padające prosto na twarz. Przeciągnęła się nieśpiesznie, nie otwierając oczu. To był pierwszy dzień dwutygodniowego urlopu i nie było potrzeby zrywać się z łóżka skoro świt. Że też musiała zapomnieć o spuszczeniu rolet! Nie pozwoliła sobie jednak na złość, zawsze pogodna i łagodnego usposobienia, uśmiechnęła się w duchu, pozwalając ciepłym promieniom pieścić policzki i wciąż zamknięte powieki. Tak czy owak, to będzie piękny dzień...

     Tymczasem odgłosy dochodzące z kuchni wyraźnie świadczyły, że i jej współlokatorka, Eva, była już na nogach, i chyba szykowała śniadanie.

     Cóż, skoro i tak już nie spała, najlepszym, co mogła zrobić, to dołączyć do przyjaciółki i pomóc jej, na przykład szykując kawę. Robiła najlepszą, wszystkie cztery były tego zdania. Dlatego Alena była pewna, że cokolwiek w tej chwili robi w kuchni Eva, przygotowanie naparu czeka na nią.

Pełna słońca i energii, wyskoczyła z łóżka. Za oknem promienie złociły dachy, muskały liście stojących w uporządkowanych szpalerach drzew i trącało pąki podbiałów, kwitnących na trawnikach, zachęcając je, by rozchyliły pozamykane na noc kwiatostany. Piękny dzień. Wiele pięknych dni.

09.04.2018

Ukryci cz.10

Na dzień dobry mówię, że DŻ też bedą, ale jutro. A dzisiaj Ukryci, bo jakoś tak się za nimi stęskniłam. Może ktoś jeszcze? Może tak, a może nie... W każdym razie, zapraszam :)


poprzedni fragment



     Koszulę zużyłem na zrobienie opatrunków, więc teraz skórzany kaftan musiałem nałożyć na nagie ciało. Nie było to wygodne, tym bardziej, że szorstka skóra ocierała skaleczone miejsca.
     Na moje szczęście ten sam kaftan osłonił mnie wcześniej przed pazurami Bruxas i zdołała mnie jedynie drasnąć. Niestety trucizna i tak dostała się do ran i chociaż za mało jej było by mnie zabić, to jednak mój organizm wyczerpywało jej neutralizowanie. Byłem obolały i czułem się zmęczony i słaby niczym wyżęta szmata. W innych okolicznościach po prostu bym się wyciągnął i poczekał aż, mój ogień w pełni zwalczy truciznę, jednak nie będąc sam nie mogłem okazać słabości. Nie przy śmiertelnej dziewczynie, bez względu na to jaka krew płynęła w jej żyłach.

     Nie zawracałem sobie głowy dopinaniem kaftana, luźny mniej mnie uwierał i irytował.
     Odwróciłem głowę i spojrzałem na nią. Obserwowała mnie, z lękiem i zaciekawieniem wypisanym na twarzy. To oczywiste, że się bała. Ludzkie życie jest takie... kruche. Trochę jednak dziwiło, że nie wpadła jednak w panikę, przynajmniej na razie, ale może po prostu jeszcze nie do końca się obudziła. Cały czas wyglądała jakby nie wierzyła, że to co się dzieje, dzieje się naprawdę i nawet się uszczypnęła, żeby samą siebie przekonać, że to sen. Cóż, będzie musiała przywyknąć.

02.04.2018

Dzieci Żywiołów - prolog

Witam świątecznie, choć w sumie to już o tej porze raczej po świątecznie, ale nie mniej serdecznie życzę wyszstkim moim gościom, wszystkiego dobrego nie tylko w święta. Poświętach, czy też międzyświętami to okres znacznie dłuższy i też obejmijmy go życzeniami :).

Dziś zapowiadany wcześniej "return" "Dzieci Żywiołów". Opowieść jest po lekkim liftingu, po poprawkach (mam nadzieję, że byków została tam minimalna i nie rzucająca się w oczy ilość). Dostaną też na blogu nową, nie prezentowaną tu wcześniej grafikę. I mam nadzieję, że w tej nieco poprawionej odsłonie znajdą swoich amatorów.
Zapraszam...


Start



PROLOG

   Jest pełnia lata.
     Ziemia pęcznieje dojrzewającym zbożem, Powietrze pełne jest radosnego świergotu ptaków. Woda łagodnie szemrze w korytach rzek i potoków. Wieczorami zaś, Ogień snuje opowieści, rozsypując wokół ognisk złote iskry, rozpala wyobraźnię młodych, rozgrzewa pamięć starych.
     Bo cień, który niegdyś spowijał krainę Taar, może wrócić. Dlatego nie wolno nam dopuścić, by pamięć pokrył kurz Ziemi, by zmyła ją Woda, rozwiał Wiatr lub spopielił Płomień...

     Tak naprawdę, historia ta zaczęła się daleko stąd, na niezwykłej, tajemniczej planecie o nazwie Aravat. Ona to była naszą Matką, Matką Siginów-Kapłanek.

     Aravat – wspaniały, wielobarwny świat, zasobny w wodę i minerały, w którym ludzie żyli i rozmnażali się. Z którego dóbr od zawsze czerpali zachłannie, a niegdyś piękna i dziewicza Aravat ubożała i stawała się jałowa. Właśnie wtedy pojawili się pierwsi z nas. My – dzieci Światów, dzieci ich Żywiołów. Aravat – nasz dom, który opuściłyśmy, by swoje miejsce i przeznaczenie odnaleźć daleko od niego.
     I na zawsze pozostanie w naszych sercach, choć życie na niej nie było dla nas łaskawe.