WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

14.01.2017

15 godzin... cz.25

Pozostajemy na razie przy tym tekście, ponieważ cisnę to już do końca. Znaczy, nie wiem ile mi wyjdzie "rozdziałów", ale z mojego punktu widzenia jestem z tą historią już na finiszu. I jak to zwykle u mnie przy końcówkach, zaczynam go mieć coraz bardziej dość :P. Im szybciej się go pozbędę z głowy, tym szybciej wkręcę się w coś innego. Dlatego lecimy z tym koksem.

Dzisiejszy rozdział jak zauważyliście ma dodatkowe oznaczenie, ponieważ zawiera dość brutalną scenę. Wiem, że otagowałam go "dla dorosłych" ale ostrzeżeń nigdy dosyć. A tutaj dodatkowo oznaczenie 18+ może niektórym sugerować coś na co mogliby się skusić mimo że do 18+ mają daleko. Dlatego ostrzegam, to nie to. Tu nie będzie ładnie, będzie brzydko.




     Ze spania nic nie wyszło. Odd był zbyt niespokojny, żeby bodaj na chwilę wyciągnąć się na łóżku, o zaśnięciu nie wspominając. Krążył po ciemnym pokoju jak zwierzę w klatce, co chwila spoglądając na wyświetlacz zegara. Wreszcie około trzeciej nie wytrzymał. Narzucił kurtkę i zszedł do garażu. Kilka minut później był już w drodze do miasta.
     Nie śpieszył się, wiedząc, że w biurze i tak będzie długo przed umówionym spotkaniem. Ba, długo przed godziną, o której zwykle się tam pojawiał. Ale prowadzenie auta nocą po praktycznie nieoświetlonej drodze zmuszało go do koncentracji i dzięki temu łatwiej mu było panować nad nerwami.

     Było jeszcze ciemno, kiedy wchodził do budynku. Przyjaznym gestem pozdrowił zaskoczonych strażników. Rozpoznali go, ale pojawił się o tak niezwykłej porze, że musiał okazać dokumenty. Później, w swoim biurze, uspokajał skołatane nerwy szklaneczką trunku z lodem.

***
     Odgłos ciężkich, wolnych kroków po jej prawej stronie skłonił Dankę do oderwania wzroku od przygotowanych „instrumentów”. Jedna z osób stojących w cieniu stanęła teraz w świetle.
     Danka podniosła obolałą głowę i wytrzymała pełne nienawiści spojrzenie Celine. Jej usta wykrzywił ironiczny uśmieszek, gdy zwróciła się do komendanta:
     – Komendancie, Jaszczykov, mogę?
     – Chwileczkę, moja droga. Nie śpieszy nam się przecież nigdzie.
     Komendant zacisnął palce na pałce, głową skinął na jednego z ludzi stojących za nim. Brodą wskazał na ofiarę.
     Mężczyzna podszedł wyciągając z kieszeni rolkę szerokiej szarej taśmy. Oderwał kawałek i sprawnie zakleił uwięzionej kobiecie usta, po czym wrócił na swoje miejsce.
     – No, dobrze. Tak jest dobrze – mruknął komendant znudzonym głosem. – Nie chcemy tu przecież zbiegowiska. To przecież prywatne przedstawienie. – Gestem ręki zachęcił Celine do działania. – Teraz czyń honory.

01.01.2017

15 godzin... cz.24





Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2017 :D.

Podsumowania starego roku nie będzie, a to z tej prostej przyczyny, że blog ma archiwum, w które w miarę czasu i chęci każdy może zerknąć. Uznałam więc, że nie ma sensu. Byłoby to powielanie informacji i tak ogólnie dostępnych.

W zamian odrobina planów... Priorytet to oczywiście dokończenie tego co zaczęte i kontynuacja kolejnych części „Dzikich łabędzi”. Przy czym w pierwszej kolejności oczywiście pojawi się druga część „Dioris”. Kolejna rzecz, którą mam w planie to ogarnięcie w całość trzeciej z moich powieści „Księżyca i miecza”. Prawdopodobnie będę to ogarnianie wrzucać na bloga, więc będziecie mogli podglądać, jak mi idzie. Mam też plany związane z powieścią, którą tutaj mieliście okazję poznać pod roboczym tytułem „Dzieci Żywiołów”. Jeśli nie znajdzie nikt kto dałby jej szansę na papier, być może wydam kolejnego ebooka, zobaczymy. Tyle większych planów. Więcej nie robię, niechby udało się zrealizować te trzy punkty to już byłby dla mnie powód do satysfakcji. Mam też nadzieję, że pomiędzy tymi większymi, dam radę czasem sklecić coś mniejszego i tym Was ucieszyć.

Nowy rok należy dobrze zacząć, a dla bloga, którego istotą są opowiadania najlepszym początkiem będzie oczywiście nowy wpis na Nowy Rok :). Nie, nie witamy się z nowym tekstem. Jeszcze nie. Choć ma nadzieję, że w trakcie jakieś nowości też się tu pojawią. Tymczasem pozostajemy przy tekście rozpoczętym. Wiem, że obiecałam go na piątek, ale to była nieprzemyślana obietnica. Mogłam usiąść do komputera dopiero wieczorową porą, a w Sylwestra i tak pewnie nikt by tu nie zajrzał, bo wszyscy byli skupieni na przygotowaniach do imprezowego szaleństwa. Uznałam więc, że publikacja w Nowy Rok ma więcej sensu.

Zapraszam na kontynuację „15 godzin…” :).





***
     Minęły już dwa dni od chwili, gdy Danka przekazała dyskietki z kompromitującymi materiałami. Dwa cholernie długie dni i nic się nie wydarzyło. Ironiczny uśmieszek błąkający się po twarzy komendanta w chwili, gdy odbierał od niej brudną zmiętą kopertę był niczym drzazga wwiercająca się pod paznokieć. Postawiła wszystko na jedną kartę, być może przypieczętowała los i Anny i swój.
     Nie powiedziała towarzyszce o rozmowie w jej sprawie. Nie chciała rozbudzać w niej nadziei na cokolwiek. Czekała. Z każdym dniem coraz bardziej czując zaciskającą się na gardle łapę lęku.
Po porodzie Anna dostała tydzień wolnego i na razie pozostawała w domu. Nie wychodziła, nie pokazywała się nikomu. W niewielkiej społeczności, nawet bez nadgorliwości Celine nie udałby się długo utrzymać tajemnicy, szczególnie, że Anna była tu jedyną ciężarną. Ale o ile wcześniej zdarzały się przyjazne gesty ze strony ludzi, to teraz nie pojawił nikt, kto zapytałby, jak się czuje, czy pogratulował zdrowego dzieciaka. Trzymali się z daleka, a ona wolała nie myśleć co będzie, gdy w końcu wyjdzie na zewnątrz. Bo przecież nie mogła się tu ukryć na wieczność. W głębi ducha liczyła, że w najgorszym razie będą od niej stronić i będzie zmuszona we wszystkim liczyć wyłącznie na siebie. Mimo wszystko była jedną z nich. Gdyby jednak miało być inaczej...
     Może to jednak był błąd, że nie starała się o umożliwienie wyjazdu? Choć z drugiej strony, dokąd mogłaby pójść? Gdziekolwiek by się znalazła będzie otoczona ludźmi pełnymi uprzedzeń i gniewu. Tu przynajmniej znała część i wiedziała czego się po nich spodziewać, do czego są zdolni. W nowym miejscu otaczaliby ją nieprzewidywalni obcy. Dlatego została.

26.12.2016

15 godzin... cz.23

Obiecanki, obiecanki... Słowo się rzekło, jest post :). Zapraszam...


poprzedni fragment


     Ze zmarszczonym czołem obserwował Kiiri. Pod plecy podłożyła sobie poduszkę, długie nogi wyciągnęła i położyła na pufie, którą jej przysunął nim wyszedł do kuchni. Jedną parę ramion zaplotła na mocno już zaokrąglonym brzuchu. W jednej z wolnych rąk trzymała pilot i przeglądała kanały tutejszej telewizji. Pracując na orbicie, a ludzkimi kobietami miała okazję dość dobrze opanować ludzki język, a od jakiegoś czasu, gdy zrobiła się ociężała i wzięła urlop od zawodowych obowiązków, ta marna rozrywkowo ziemska telewizja była jej jedyną rozrywką. Wolałaby pracować, ale mocno opuchnięte kostki i bóle kręgosłupa dawały się jej we znaki.
     Odd nalegał, żeby zrobiła sobie przerwę przynajmniej do czasu, póki nie urodzi. To, że nie łączyło ich głębsze uczucie, nie znaczyło, że miałby się nie interesować i nie troszczyć o matkę swego dziecka. Ta sama troska i palący niepokój o inną matkę innego dziecka zżerała go od środka dzień za dniem. Nawet jeśli nie miał pewności, że ciąża Anny była jego dziełem, to sam fakt, że było to prawdopodobne odbierał mu spokojny sen.
     Był zmęczony, przyłapywał się nieustannym zerkaniu na wyświetlacz osobistego komunikatora, w oczekiwaniu na wiadomości od Morra. Adres, który podał im Hudyc okazał się trefny. Anna nigdy nie dotarła do tego obozu. Co więcej, z tego co udało się ustalić prawnikowi, nigdy jej tam nie oczekiwano. Znaleźli się w punkcie wyjścia i znów musieli szukać po omacku, metodycznie weryfikując listy osadzonych w kolejnym obozie i kolejnym… Placówek było kilkadziesiąt, a gwarancji na szczęście nie mógł dać im nikt. Nie mógł na razie porzucić swoich obowiązków i dołączyć do Morra. No i była jeszcze Kiiri, względem której czuł się zobowiązany.

     Westchnął i przetarł dłonią zmęczone oczy. Kobieta siedząca na kanapie obejrzała się przez ramię.      Zmrużyła oczy.
     Bynajmniej nie umknęły jej uwadze ani poszarzała cera, ani ściągnięte skrywanym niepokojem rysy towarzyszącego jej mężczyzny. Odd już jakiś czas temu powiedział jej o Annie. Wiedziała, że jej szuka i domyślała się, że właśnie te poszukiwania są źródłem jego trosk.
     Zachęcająco poklepała kanapę obok siebie.
     Postawił herbatę na stoliku i ciężko opadł na siedzenie.
     – Martwisz się – stwierdziła, nie zapytała. – Szkoda, że nie o mnie.
     Odchylił głowę, opierając ją o zagłówek i przymknął powieki. Nie miał najmniejszej ochoty ani na kłótnię, ani na zazdrość.