WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

24.11.2017

Czy leci z nami pilot?

Kochani, u mnie znów przerwa, tym razem spowodowana awarią sprzętu. Tak, drodzy moi, zajeździłam kolejnego kompa w swoim życiu, czwartego już. Na moje szczęście podobno da się go reanimować, bo w przeciwnym razie to tylko smuteczek.

Kiedy będzie następny działek, nie wiem. Dzisiaj rano mnie zestresowano informacją o formacie dysku, ale zanim zdążyłam zacząć rwać kłaki z głowy, specmajster doprecyzował, że dopiero ma tę destrukcyjną czynność w planie. Zastrzegłam więc, żeby się nie ważył tykać dysku, póki nie odzyskam plików.

Tak że ten... no, do kiedyś tam. Mam nadzieję, że to "kiedyś tam" nie potrwa zbyt długo :).

20.11.2017

Ukryci cz.6

Kochani czas zasuwa jak mała kometa, już półmetek listopada za nami. A dopiero niedawno był początek miesiąca. Tymczasem jeszcze moment i będzie koniec roku. Ktoś kiedyś mi tłumaczył, że postrzeganie upływu czasu zmienia się z wiekiem i jest to kwestia psychologiczna. Dla małego dziecka jeden rok to ogromna część calego jego dotychczasowego życia więc wydaje się długi. Ale jak się tych wiosen trochę na karku już ma, a rok staje się niewielkim ułamkiem z całości to wygląda to już supełnie inaczej. Zdecydowanie zmienia się prerspektywa a lata pędzą z prędkością światła i na wszystko zaczyna brakować czasu. Ot taka mała refleksja :).

A teraz już kolejne spotkanie, tym razem z Kay. Zapraszam...


poprzedni fragmnent



     Daleko nie musiałam iść, kiedy trafiłam na pierwsze jagodzisko, nie było duże, ale kawałek dalej było następne i następne... Koszyk zapełniał się i robił się ciężki. Czas szybko płynął, czułam na plecach ciepłe promienie południowego słońca. Spojrzałam w niebo, by stwierdzić, że stoi w zenicie. Kątem oka uchwyciłam jakiegoś przelatującego ptaka, nie przyjrzałam mu się, bo szybko znikł za koronami drzew, ale musiał być dość duży. Być może kruk albo jakiś drapieżnik. Ptak jak ptak, dla mnie nie mógł stanowić niebezpieczeństwa więc przestałam się nim interesować, tym bardziej że i tak już go nie było w zasięgu wzroku. Za to zaciekawiło mnie coś innego.
     Przeniosłam spojrzenie przed siebie i w oddali zamajaczyło coś, co nie pasowało do reszty widoku.
     W miejscu, w którym stałam, las właściwie się kończył. Polanka wcinała się jak zatoczka zielonego jeziora w jego linię. Ale w oddali zieleń nagle się urywała zastąpiona ponurą szarością. I nawet z daleka dało odróżnić poczerniałe kikuty starych drzew. Przyglądałam się temu dobrą chwilę, zanim zdałam sobie sprawę, gdzie tak naprawdę zawędrowałam.

31.10.2017

Ukryci cz.5

No i ostatni październikowy wpis.
Nadal na warsztacie mam "Ukrytych", jak widać, i nie rozpieszczam Was częstotliwiścią, wiem.
W tym tygodniu wyjazdowe święta, ja także wyjeżdżam, ale przerwa między postami nie powinna być dłuższa niż zwykle, bo na razie materiał jest i się kisi ;).
Wszystkich odwiedzających serdecznie pozdrawiam i wszystkim, a szczególnie tym, którzy wyjeżdżają, życzę nam dpowiedniej pogody. Wiecie, zimno nam nie straszne, bo od czego czapki i szaliki, ale życzę nam słońca a przynajmniej braku deszczu i błota :).

A teraz zapraszam na kolejną porcję "Ukrytych".





     Czekaliśmy w milczeniu, stojąc przed Wrotami, które lada chwila miały się otworzyć. Dziesięciu demonów z najstarszych, najpotężniejszych rodów. Właściwie dziesięcioro, gdyż była pośród nas jedna istota rodzaju żeńskiego. Przyglądałem się dyskretnie moim przeciwnikom, ważąc swoje szanse. Wszyscy to zresztą robili. Bruxas, piękna demonica uzbrojona w ogon skorpiona z żądłem pełnym zabójczego jadu, jak przystało na istotę, której domeną są trucizny, podchwyciła moje spojrzenie. Uniosła wargi i wysuwając rozdwojony na koniuszku język syknęła wrogo w moim kierunku.
     Bywaliśmy kochankami, ale pomijając fakt, że jako jedna z dwóch żeńskich demonów w Tartarox mogła mieć każdego kogo chciała i kiedy chciała, dziś byliśmy rywalami i jakakolwiek była zażyłość między nami nie znaczyła nic. Zresztą byłem pewien, że podobne relacje łączyły ją z większością obecnych, jeśli nie ze wszystkimi. Nie pozostałem jej zresztą dłużny, pozwalając zapłonąć pełnemu złości ogniowi w moich oczach.  Taka żałosna demonstracja. Bo tak, wyglądaliśmy żałośnie ludzko. Odarci z większości naszych  przyrodzonych mocy. I nawet po przekroczeniu wrót na czas wyścigu przywrócona nam będzie jedynie zdolność latania, oraz odrobina instynktów i wyczulonych zmysłów, tak byśmy byli w stanie wyczuć i zlokalizować Ofiarę.