Uporałam się z tym i z owym, pora na kolejny wpis z Dzikusów. Jeśli ktoś czeka na "15 godzin..." to proces mi się klaruje i troszkę jeszcze to pewnie potrwa nim polecimy z tym dalej. Tymczasem "Dioris" jako zapchaj dziura. No, i jeszcze słówka dwa na temat mojej sondy, ale to na końcu.
Dioris zabrano. Kalgas rozejrzał się po opustoszałej
komnacie. Stoły i ławy poodsuwano pod ściany, na podłodze porozkładane były
sienniki, derki, trochę zwierzęcych skór. Służyło to wszystko przetrzymywanym
tu dworkom za posłania i okrycia, gdy było ich tu wiele. Teraz na jednym z nich,
skulona, siedziała tylko jedna, struchlała Imeni. Na chwilę zatrzymał na niej
wzrok i prychnął pogardliwie.
– Rozpalić tu ogień. – Polecił. – I dajcie jej coś jeść.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Imeni została sama w
gęstniejącym mroku. Nie płakała już. Nie poruszyła się, gdy wszedł pachołek, by
rozpalić ogień, ani gdy w chwilę później inny przyniósł miskę z jakąś strawą i świeżą
wodę. O siedzenia w bezruchu zdrętwiały ręce i nogi, ale zupełnie nie zwracała
na to uwagi. Strach skutecznie tłumił wszelkie inne odczucia.
Drgnęła dopiero późną nocą, gdy znów otwarły się drzwi, a
sługa wprowadził, czy raczej wepchnął do środka Dioris.
Imeni poderwała się ze swego miejsca. W świetle pełgających,
po polanach w palenisku, płomieni siostra wyglądała okropnie. Twarz miała bladą
i ślady uderzeń na niej. Ubranie w nieładzie. Na zaciśniętych ustach zaschniętą krew. Tępy,
niewidzący wzrok wbiła w nieokreślony punkt przed sobą. Imeni podeszła do niej
powolutku.
– Dioris... moja kochana. – Głos się jej łamał. – Tak się
bałam, że już nigdy cię nie zobaczę.
Wyciągnęła ramiona, chciała ją objąć, przytulić się do niej,
ale tamta odsunęła się w milczeniu.
– Dioris... – wymamrotała zdezorientowana szesnastolatka.
Poturbowana dziewczyna wyminęła ją bez słowa i zwinęła w
kłębek na posłaniu w najdalszym, najciemniejszym kącie. Odwróciła się plecami
do sali i zasłoniła się naciągając wełnianą derkę pod samą brodę. Imeni
zbliżyła się ostrożnie i lekko pogładziła potargane włosy Dioris. Wtedy ta
wreszcie odezwała się matowym głosem:
