Od jakiegoś czasu publikuję także na wattpadzie. Nie ma tam na razie wszystkich tekstów, które są na blogu, ale dodaję tam w tej chwili "Dzieci Żywiołów", które jakiś czas temu zdjęłam z bloga, i które w miarę publikacji poprawiam. Są tam już części "Ziemia" i "Ogień", wkrótce zostaną dodane dwie kolejne. Pozostaną tam póki nie przerobię całości, więc jest okazja żeby poczytać póki są.
Tamto konto powstało ponieważ, wydaje mi się, że tamten serwis jest nieco lepiej przystosowany do urządzeń mobilnych, jak czytniki i fony wszelkiej maści. Tak więc publikuję tam dla Waszej wygody :). Blog pozostaje dla tych, którzy wolą blogi i nadal będę go prowadzić i dodawać tutaj teksty. Na dłuższą metę zakładam, że oba konta, to i na wattpadzie, będą funkcjonowały równolegle. W każdym razie, "15 godzin..." już wyrównało i na dzień dzisiejszy jego status tutaj i na wattpadzie jest identyczny. Kolejne fragmenty tego tekstu będą dodawane równocześnie i tu, i tam, i tylko od Was będzie zależało, gdzie wygodniej będzie Wam czytać.
A teraz już właściwy wpis...
Zwierzę było naprawdę potężne. Pozbawione sierści, jedynie na głowie pokrytej charakterystycznymi guzami po wszczepach jej kępki tworzyły osobliwe antenki. Uniesione wargi odsłaniały dziąsła i cały garnitur białych, ostrych zębów. Oczy były pokryte bielmem. Pies był ślepy. To jednak w żadnym razie nie czyniło go słabszym ani mniej niebezpiecznym. Jego węch i słuch skoordynowane ze sobą były skuteczniejsze niż wzrok. Dodatkowo pojedyncze szczeciniaste włosy znajdujące się na jego pysku były wrażliwe na najlżejsze zmiany temperatury i ruch powietrza. Z kącików potężnych szczęk kapała pienista ślina, jakby pies był wściekły. Odd wiedział jednak, że to skutek stymulacji.
Drapieżnik namierzył swoją ofiarę perfekcyjnie. Cały czas warcząc, przesunął się w jej kierunku o kilka kroków i przypadł do ziemi, spinając mięśnie do skoku. Odd napiął swoje, przygotowując się na przyjęcie ataku.
Ten nastąpił błyskawicznie, niemal bez ostrzeżenia.
Yenni odruchowo osłonił gardło ramieniem. Długie kły przebiły skórę, mięśnie i sięgnęły kości. Jedna fala bólu nałożyła się na drugą, gdy sztywne, zaostrzone pazury jednej z przednich łap przeorały ledwie zabliźniony kikut. Oddowi pociemniało w oczach, ale utrzymał się na nogach. Jeżeli upadnie będzie po nim. Choć szanse na przeżycie były niewielkie, nie był ich pozbawiony. Był potężnym, silnym yennim, nie słabym człowiekiem. Poza ramieniem, na którym zacisnął szczęki pies, miał jeszcze dwa wolne, w tym jedno uzbrojone. Jedną z wolnych dłoni chwycił teraz dolną szczękę psa i pociągnął w dół, zmuszając go do zwolnienia uścisku, nożem dźgnął na oślep między żebra. Pies szarpnął głową, rozdzierając kłami mięśnie przedramienia Odda i skórę dłoni trzymającej jego szczękę. Próbował się uwolnić z uchwytu, ale w żaden sposób nie zareagował na uderzenie nożem. Najwyraźniej nie czuł bólu. Każda mijająca sekunda działa na niekorzyść yenniego, przechylając szalę potencjalnego zwycięstwa na korzyść bestii.

