WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

29.08.2014

Yave cz.16

Wracam do kontynuacji Yave.
Dzisiaj krótki flesz z północy... Ostatecznie zrezygnowałam z obszernego rozwijania tego wątku i tylko tak pobieżnie rzucimy okiem, jak tam się ludziom wiedzie. Co za tym idzie, dzisiejszy wpis będzie stosunkowo krótki. Ale grunt to wreszcie ruszyć z miejsca, potem już powinno polecieć z górki ;)

poprzedni fragment

     Rok trzeci... północ, pogranicze... zima...

     Ku utrapieniu wszystkich ochraniających północną granicę oddziałów, tego roku mrozy ścięły ziemię wcześniej niż zwykle. Zima zawsze była tu najgorszym okresem do przetrwania i to bynajmniej nie z powodu chłodów i śnieżyc.
     Wiosną, latem i jesienią północ chroniły bagna ciągnące się wiele mil wzdłuż granicy. Mrozy ścinały moczary, tym samym otwierając kraj i narażając na niebezpieczeństwo ze strony dzikich północnych plemion. Trzęsawiska stanowiły naturalną przeszkodę, której nie próbowali forsować w cieplejszych porach roku, za to zimą...

     Jeszcze nim spadł pierwszy śnieg w hrabstwie, za bezpieczeństwo którego odpowiadał Melta, agresywne bandy zrównały z ziemią, najdalej wysuniętą na północ osadę drwali. Jak zawsze, przy życiu nie zostawili nikogo. Rabowali jedynie przedmioty: broń, narzędzia, żywność. Ludzie byli dla Urtów zbędnym balastem. Żywego inwentarza brali tylko tyle żeby nie cierpieć głodu w drodze powrotnej, resztę wyrzynali, podobnie jak ludzi. Cechowało napastników brutalne i bezwzględne okrucieństwo. Do niewoli nie brali nikogo ani młodych, ani starych, ani kobiet, ani mężczyzn. Zupełnie jakby ich celem była eksterminacja wszystkich poza własną nacją. Nie używali koni. Paradoksalnie dawało im to przewagę w trudnym terenie.

     – Pochowajcie ich – polecił, wskazując wzrokiem na długi rząd trupów, które zebrali spośród zgliszcz niewielkiej wioski.
     Z chałup nie pozostało nic prócz kilku kup zwęglonego drewna. Kiedy Melta i jego ludzie dotarli tu z rutynowym patrolem, już nawet nie dymiły.
     Podoficer pociągnął nosem i obtarł go rękawem.
     – Ziemia zmarznięta... – zauważył z niechęcią, ale dowódca nie ustąpił.
     – Mróz trzyma dopiero od tygodnia. Nie zmarzła jeszcze na tyle, żebyście nie dali rady wykopać grobu. Do roboty – dorzucił twardo.
     Żołnierz westchnął i krzyknął do pozostałych, żeby brali się do łopat. Nikt nie śmiał sarkać, ponieważ Melta, nie czekając aż inni zabiorą się do pracy, sam zaczął z pasją dziobać ziemię podręcznym narzędziem.

     Kiedy zasypywali bezimienną, zbiorową mogiłę, nie czuli już mrozu. Zgrzani, spoceni, w pośpiechu przyrzucali ułożone równo ciała pomordowanych kolejnymi warstwami ziemi. Uformowali kopczyk, który z wiosną pokryje się zieloną trawą, ostatecznie zamykając historię nieszczęsnej osady.
     Melta oczyścił łopatkę z grudek gleby.
     – Na koń – rzucił komendę. – Wracamy.

     Opuszczali miejsce w ponurym milczeniu.
     Ludzie po wsiach znali wytyczne – gdy tylko mrozy zetną bagna, natychmiast przenieść się z dobytkiem w okolice fortu...
     Tego roku mrozy zaskoczyły wszystkich. Nie zdążyli.
     Melta zacisnąwszy mocno usta, postanowił osobiście dopilnować, by mieszkańcy pozostałych dwu osad, jak najszybciej przenieśli się w bezpieczniejsze miejsce.
     Nie stać ich było na straty. Tej jesieni przybyły z nimi trzy rodziny. W nieszczęsnej osadzie zginęły cztery. Bilans znów był ujemny.

     Na szczęście zamek był już niemal gotów. Murarze i cieśle musieli przerwać pracę ze względu na zimno, ale było już wiadome, że dokończą budowę wiosną. Jeszcze nim wojsko odejdzie latem do Dioridy, by uzupełnić straty i przywieźć kolejnych osadników. Być może już w przyszłym roku nastanie tu graf, który z królewskiego nadania obejmie rządy nad niewielką prowincją i będzie odpowiadał za jej bezpieczeństwo.
     Z czasem wokół zamku powstanie miasto, a prowizoryczne domostwa zimującej w pobliżu fortu i budowy ludności, przekształcą się w podgrodzie. Dookoła ziemia ulegnie pługom. Kraj stanie się spokojny i bezpieczny.


     Jednak wiele lat musi jeszcze upłynąć nim ta piękna wizja się spełni i żołnierze strzegący dziś pogranicza doskonale o tym wiedzieli. Momentami dziwili się, że w ogóle znajdują się chętni do osadnictwa i wielu powątpiewało, czy ci którzy decydują się tu zamieszkać, mają świadomość niebezpieczeństwa na jakie narażają siebie i swoje rodziny.

następny fragment

Kolejny fragment tej opowieści jest już gotowy i jego publikacja ustawiona na jutrzejsze południe. Czas bowiem wrócić do rutyny.

Pierwotnie planowałam w tym kawałku jakąś poważniejszą rozróbę i solidne skopanie tyłka Melcie, ostatecznie koleżanka wstawiła się za niecnotą, podsyłając mi to:


Słodziak tak mnie zmiękczył, że ostatecznie Melta zachował oboje oczu i wszystkie kończyny :D

8 komentarzy:

  1. Masz miękkie serduszko, ja bym mu przynajmniej łomot spuściła.

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz, a niektórzy uważają, że jestem okrutna względem swoich bohaterów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak możesz czołowemu herosowi i amantowi powieści oczy wydłubać?? :D Chwała koleżance za interwencję! Kajjka wraca do swojej nuuuudnej rutyny, czyli krwi i flaków spływających po ścianach :D
    Króciutko, ale wybaczam, bo juto znowu dostaniemy porcyjkę.
    Kajjko jak Ty świetnie oddajesz klimat i jak świetnie prowadzisz nas przez te zimne, ponure i groźne pustkowia. Dobrze jest wrócić znowu do Twojego świata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro będzie więcej... Ale chciałam tylko jedno oko mu wydłubać, prawa pięść i język nie były zagrożone ;)

      Usuń
  4. Tak się cieszę, że dopisałaś kolejny fragment do "Yave"!!! Nie mogę się doczekać momentu w którym Melta dowie się o dziecku. O ile się dowie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planuję dobrnąć z tą historią do końca, przed końcem roku... Czyli jest szansa, że Wy się dowiecie, czy on się dowiedział, jeszcze w 2014 ;)

      Usuń
  5. Zdaje mi się ze druga wersja powiesci pisze się w komentarzach Cale szczeście ze nie bedziesz wciskać Yave wybrakowanego towaru och co ja mówie przecież ona ma jeszcze dobrego meża Na pólnocy Melcie cieżko wato by bylo czyms osłodzić mu zycie dzieki do jutra blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanko, zdarza się, że wersja pisana w komentarzach jest o wiele zabawniejsza, od oryginału :)
      Melta schnie od zakochania... Sam jest sobie winien. Jeszcze trochę tej historyjki mamy przed sobą, zobaczymy więc, jak się wszystko poukłada :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.