Na dzisiaj druga i ostatnia część "Snu o deszczu" :)
Na wattpadzie można w tej chwili czytać niemal całe już "Dzieci Żywiołów" (wszystkie cztery części). Ostatnie rozdziały dodam tam po niedzieli. Tekst pozostanie tam około dziesięć dni licząc od dodania ostatniego rozdziału potem zostanie usunięty. Jeżeli ktoś jest chętny sobie poczytać link do wattpada jest u góry po prawej stronie. Zapraszam :)
poprzedni fragment
Ojciec nie patrzy na mnie, jego czoło jest zmarszczone, oblicze poważne. Matka milczy i ociera ukradkiem zaczerwienione oczy. Moi bracia są poważni, jak ojciec. Siostry pochlipują po kątach, choć matka gani je za łzy.
Oto ja, Nuba, córka tej ziemi, córka mego
plemienia... Moje oczy są bystre i patrzą daleko, moje nogi są szybkie, ręce
zwinne, a czarna skóra lśni w promieniach słońca...
Mam na sobie odświętny strój. Najlepsza suknia
okrywa mi biodra. Ramiona i kostki stóp zdobią błyszczące bransolety z
czerwonawej miedzi. Jędrne piersi, które nie karmiły jeszcze dzieci,
przesłaniają sznury kolorowych paciorków i drobnych muszelek.
Bransolety pobrzękują cichutko, muszelki i
paciorki grzechoczą, gdy idę poprzez wieś, podążając za szamanem. Idę, wysoko
unosząc głowę. Przed sobą widzę zgarbione plecy Mduy, okryte lamparcią skórą.
On nie ogląda się za siebie, ja także nie, choć trudno mi powstrzymać się od
zerkania ukradkiem na ludzi, których mijam.
Czy się boję?
Nie wiem... Pragnę z całego serca wypełnić
zadanie, jakie mi wyznaczono. Chcę, tego. To musi się stać i wiem, że tylko
moja wola może poprowadzić mnie ku przeznaczeniu. Jeśli w sercu będzie bunt,
nie spełnię pokładanej we mnie nadziei. Nie ma we mnie buntu.
Czy to znaczy, że nie wolno mi się bać?
Nie. Czuję więc lęk, jak każdy by czuł. Bo
przecież każdy boi się nieznanego, a ja po równo wiem i nie wiem, co mnie
czeka. Tak, boję się. Lecz nie spoglądam za siebie, nie zatrzymam się, póki
Mdua i ja nie dojdziemy do celu.
Oto ja, Nuba, córka tej ziemi...








