Nieszczęście spadło na kraj jak czarny kruk. Bogedor, był wcale jeszcze młody. Miał ledwie czterdzieści lat, a tylko trzy minęły, jak włożył na skronie dumną, anviliońską koronę. Wszyscy czekali, że rychło pojmie małżonkę, pannę godnego rycerskiego rodu, by ta dała królestwu dziedzica z krwi Danargidów. Ojcowie bacznym okiem spoglądali na córki w odpowiednim do zamążpójścia wieku. Niejeden widział się już w roli królewskiego teścia, a w przyszłości dziada. Tymczasem śmierć cicha, podstępna i banalna rozbiła w proch wszelkie plany i marzenia. Bogedor, na polowaniu spadł z konia i nadzwyczaj mało chwalebnie skręcił kark. Nie pozostawił potomka, za to pozostał po nim pusty tron i korona, którą jak najszybciej należało włożyć na godną głowę.
Stare prawo stanowiło, że w żyłach króla musi płynąć zacna krew rodu z Danargo. Niestety, ród ów szlachetny, ku zgryzocie Rady Królestwa, nie należał do zbyt płodnych. Tymczasem do pośpiechu w poszukiwaniu odpowiednio urodzonego następcy, skłaniały pogłoski o starych dokumentach, traktatach oddających dziedzictwo raskońskim władcom, w przypadku wygaśnięcia rodu anvioliońskich Danargidów. W odległej przeszłości, królowie z Alsarath spokrewnieni byli bowiem z władcami z Danargo. Początkowo nie chciano dawać wiary plotkom, lecz królewski archiwista odnalazł owe stare pisma. Co gorsza, okazało się, że kopie tych dokumentów posiadają też Raskończycy i chcą zrobić z nich użytek.
Stary Arthiran Raskoński przysłał posłów, by ci, wziąwszy wpierw udział w ceremonii pogrzebowej, następnie w imieniu swego władcy zażądali korony i berła, powołując się na rzeczone zapisy. I uczynili to rzecz jasna, nie czekając nawet dla przyzwoitości, aż ciało zmarłego Bogedora ostygnie w grobowcu. Oczywiście, posłów odprawiono z Danargo z kwitkiem. Oddanie korony Arthiranowi oznaczałoby włączenie anviliońskich ziem do terytorium Rasków. Dumni Anviliończycy nie chcieli słyszeć o utracie niepodległości.







