WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne. Pokaż wszystkie posty

24.11.2017

Czy leci z nami pilot?

Kochani, u mnie znów przerwa, tym razem spowodowana awarią sprzętu. Tak, drodzy moi, zajeździłam kolejnego kompa w swoim życiu, czwartego już. Na moje szczęście podobno da się go reanimować, bo w przeciwnym razie to tylko smuteczek.

Kiedy będzie następny działek, nie wiem. Dzisiaj rano mnie zestresowano informacją o formacie dysku, ale zanim zdążyłam zacząć rwać kłaki z głowy, specmajster doprecyzował, że dopiero ma tę destrukcyjną czynność w planie. Zastrzegłam więc, żeby się nie ważył tykać dysku, póki nie odzyskam plików.

Tak że ten... no, do kiedyś tam. Mam nadzieję, że to "kiedyś tam" nie potrwa zbyt długo :).

21.12.2016

Coraz bliżej święta...






     Kochani moi Czytelnicy :)

     Świąteczny czas za pasem, Wigilia już za kilka dni i chciałabym wszystkim, którzy odwiedzają mnie regularnie i tym zaglądającym od czasu do czasu oraz tym, którzy zabłądzą przypadkiem życzyć szczęśliwych i radosnych Świat. W okolicznościach jakie mamy ostatnimi czasy życzę też nam wszystkim spokojnych Świąt, refleksyjnych.


     Wiem oczywiście, że zaglądając tutaj oczekujecie kolejnego rozdziału. Mam to na uwadze i chcę poinformować, że przynajmniej dwa rozdziały "15 godzin" ukażą się, jeden w święta (pierwszy lub drugi dzień świąt) i następny w Sylwestra lub Nowy Rok. Po Nowym Roku, tak jak obiecałam zacznę porządkować drugą część Dioris. Myślę też, że przed samym Nowym Rokiem skuszę się jeszcze na jakiś wpis podsumowujący 2016 i wtedy pewnie też zdradzę niektóre z planów na 2017.
Do poczytania niebawem :).


31.03.2016

Vardoger


Kochani śpieszę donieść o sukcesie mojej znajomej, która podobnie jak ja wydała swoją powieść. Powieść, która jest mi znana i którą gorąco polecam miłośnikom mrocznych tajemnic i niesamowitych splotów okoliczności.

Oto "Vardoger" - niestety nie umiem zrobić takiego przekreślonego "o", dlatego moja pisowania tytułu nie jest poprawna, ale mam nadzieję, że Maja mi to wybaczy :).

Książkę-ebook można nabyć na stronie wydawnictwa e-bookowo: VARDOGER (kliknij tytuł)

Szczerze polecam i uprzedzam: nie zaczynajcie czytać wieczorem, bo zagwarantujecie sobie bezsenną nockę. Po przeczytaniu pierwszego zdania lekturka wciąga i nie odpuszcza do samego końca ;).

4.02.2016

Słony Wiatr na lubimyczytać.pl

Kochani, pewna życzliwa Dusza wrzuciła "Słony wiatr" na portal "Lubimy czytać". Osoby, które posiadają tam konto i znają treść, mogą tam wyrazić swoją opinię i postawić ocenkę.
Jest tam też wykaz księgatni internetowych, w ktorych można nabyć ebooka. W większości tych miejsc można pobrać darmowy fragment książki.
Zachęcam gorąco zarówno zapoznania się z treścią ebooka i do dodawania opinii na "Lubimy czytać" :). 



29.09.2015

Ahoj!

Ha, ogromną i fantastyczną niespodziankę sprawiła Monika :D.

Otóż, dostałam od niej książkę (przyszła wczoraj) na urodziny ;). Trafiła z terminem niemal idealnie, Poczta Polska stanęła na wysokości zadania i tym bardziej mnie uradował prezent.

A sama książka... Miodzio...


O, tak właśnie wczoraj to wyglądało, chociaż użyłam nożyczek, nie nożyka. Fotkę zwinęłam w sieci, po prostu. Uwielbiam książki dostawać, kupować, a przede wszystkim czytać, więc na jesienne ciemne i zimne wieczory... Hm... Rum sobie chyba kupię. Oczywiście do herbatki :).

Moniko, ślicznie dziękuję, nawet nie wiesz ile mi sprawiłaś radochy :).

5.08.2015

O warsztatach o... Indianach...











Najsamprzód o warsztatach...
     Jest pomysł i projekt do realizacji… Autorką jednego i drugiego jest Karina. Bierze udział w konkursie. Wygrana pozwoliłaby zrealizować i rozwinąć pomysł w prężnie funkcjonujący portal. Gorąco zachęcam do wsparcia Kariny. Wystarczy oddać głos poprzez kliknięcie na TEJ STRONIE. Można tam znaleźć informacje o szczegółach pomysłu. Można też doczytać o nim tutaj. W imieniu pomysłodawczyni dziękuję za każdy oddany głos.


     No, dobra, a teraz trochę prywaty… No, niestety przed nami kolejny przestój, bowiem wyjeżdżam za dwa dni na trochę, a przenośny sprzęt wysiadł. W związku z tym nie będę miała na czym pisać (chociaż to może jakoś obejdę i powracając do korzeni zaopatrzę się w kajecik oraz pióro) ani z czego się zalogować do sieci. Tak że jeśli nawet coś naskrobię, to i tak po powrocie będę musiała wpierw przenieść rzecz na dysk.

31.07.2015

Otwieramy szampana...

Ktoś zauważył, a może i nie, jak nie to oficjalnie ogłaszam, iż wyautowałam stąd "Nie-boskie stworzenie". Stało się tak, ponieważ weszło w skład oficjalnego wydania, które się ukaże nakładem... Więcej szczegółów w temacie będzie w swoim czasie. Na razie dmucham, a właściwie dmuchamy, bo jest nas... legion :P, na zimne.

Nie wykluczone, że siłą rozpędu w przyszłości wyleci stąd jeszcze to i owo, więc... czytajcie, póki możecie, za free, żeby potem nie było płaczu ;).

Ponieważ domknięcie bieżącego projektu spuściło ze mnie sporo ciśnienia i pary, mam wreszcie chęć wrócić do moich tekstów. Za tydzień jadę na urlop, zabieram ze sobą lapka i pliki z tekstami i biorę się ostro do roboty. Szczególnie, że za progiem czeka kolejny projekt :).

Do następnego, tym razem już konkretnego, opowiadaniowego wpisu ;)

19.05.2015

Sondny czas

     Jak zapewne zauważyliście pojawiła się po lewej stronie sonda.

     W poprzednim poście napisałam, co napisałam i zdania nie zmieniłam bynajmniej. Kradzież, to kradzież jakkolwiek złodziej zechce ją sobie nazwać. Nie mniej pod wpisem pojawił się głos od Czytelniczki, że blokada czasem może stanowić problem i Czytelniczka podała argumenty, z którymi trudno się nie zgodzić. Ja z internetu na telefonie korzystam sporadycznie, a już na pewno nie czytam na nim własnego bloga, ani niestety Waszych też nie, dlatego nie mam porównania i muszę polegać na tym, co Wy mi sygnalizujecie. I o ile nadal uważam, że istnienie blokady nie przeszkadza w napisaniu prostego komentarza, jeśli ktoś ma ochotę go napisać, a jej brak nikogo do komentowania nie zachęci, to chciałabym się dowiedzieć co faktycznie myślą o niej moi Czytelnicy. Czytelnicy zaznaczam, nie jakaś tam wyrwana nie wiadomo skąd osoba, która póki co nie próbowała tu nigdy zostawić żadnego komentarza, za to próbowała sobie coś skopiować. Mimo, że ma jak byk napisane, że na kopiowanie tekstów autorka bloga nie wyraża zgody. No, ale kto by się tam ałtorem przejmował i jego fanaberiami. Przecież grunt to dowartościować własne ego.

     Co zaś się tyczy blokady... To czy faktycznie i jak wielu osobom utrudnia życie? Żeby się tego dowiedzieć włączyłam sondę. Ona sobie tu na blogu powisi jakiś czas, bliżej nie określony. I mam nadzieję, że pozwoli mi się zorientować w skali problemu. Jeśli faktycznie okazałby się WIELKI, zastanowię się jak go rozwiązać.
     Proszę, klikajcie w opcję bliższą swemu sercu. Sonda jest anonimowa, ktokolwiek i cokolwiek sobie kliknie, złośliwa małpa na pewno nie będzie go ścigać po internetach. Nie należę bowiem do osób, które swoje żale, czy też ból dupy, jak to niektórzy lubią obrazowo określać, wywalają w cudzym ogródku. Wyłącznie we własnym się pienię i zrzędzę. I tak pozostanie.

     Miał być normalny czytelniczy wpis, ale niestety... Remonty odcięły mnie od mojego osobistego kompa. Korzystam ze sprzętu awaryjno-wyjazdowego, a tu niestety nie mam tego, co potrzebne. Tak że niestety, jakiś normalny wpis ukaże się pewnie dopiero po niedzieli.

     A obrazek dzisiaj tematyczny. Tak mniej więcej wygląda moja chałupa, już drugi tydzień ;(...

     Jak coś, to przyjmuję kondolencje ;)

14.05.2015

Złośliwa małpa...

Przykro mi (a może i nie), ale złośliwa małpa mi się włączyła… Mam jakieś wyjątkowe szczęście do idiotów, a wczoraj trafiła mi się idiotdziewoja na fb. Zgłosiła się z fochem odnośnie blokady kopiowania treści bloga.
Informuję więc wszystkich, którzy mają z tym problem: blokada jest i będzie. Dlaczego?

A dlatego…
Pod nagłówkiem wisi sobie na czerwono, prosty i jasny komunikat: wszystkie teksty opublikowane na blogu są moją własnością i NA ICH KOPIOWANIE I WYKORZYSTYWANIE MUSISZ, CZŁOWIEKU, UZYSKAĆ MOJĄ ZGODĘ. Jeśli jej nie masz, to kradniesz, bez względu na to jakich wymówek na swoje usprawiedliwienie zechcesz użyć. Proste jak drut, choć jak widać dla niektórych to drut kolczasty. Blokada jest żeby ci, złodzieju, przypomnieć o tym, co zignorowałeś, lub czego nie doczytałeś.

8.05.2015

Lot Ikara

     Myśl lotna, niczym sokół poszybowała, w swym zadufaniu zapominając wszakże, iż sokołem nie jest, a marnym wróblem jeno. Tak więc impet wytraciwszy na wysokości, w dół runęła niczym szary kamyk i prasnąwszy o ziemię smutną, mokrą plamką się stała. A w powietrzu jednie kilka żałosnych piórek, jeszcze tylko parę chwil, wirowało ku pamięci, nim wiatr zapomnienia rozniósł je bez śladu po szerokim świecie...

    Ot, taki przerywniczek dziś tylko...

     Kochani jestem zasypana i zakurzona po uszy i pewnie jeszcze przez co najmniej następny tydzień tak będę. Za to jak już się skończy remoncik, to wreszcie będę mieć spokój. Oczywiście, po uprzednim odgruzowaniu chałupy z obrzydliwego pyłu, kurzu i ogólnego bałaganu. Jak sobie pomyślę, jak to będzie potem pięknie, to nawet mnie chrzęszczący w zębach pył już tak okropnie nie nie wnerwia.

30.04.2015

15 godzin... cz.5

Dzisiaj w biegu sprawdzimy co, w czasie kiedy Odd przeżywa swoje rozterki, robi Anna. Nie, nie przewiduję jeszcze ich spotkania, ale powoli się zbliżamy.
Nie wiem czy tylko u mnie tak jest, ale od czasu do czasu, coś mi się buntuje blogger i nie widać wtedy części postów, ani wpisów z boxa. W boksie są wtedy tylko same emotki. Naprawia się samo, więc jestem skłonna przypuszczać, że jest to jakiś błąd techniczny serwera, chociaż w tym czasie podobnych błędów innych blogach tego nie zaobserwowałam. Ale trudno, raczej nie przeprowadzę się z bloggera na inną platformę, ponieważ tylko tę w miarę ogarniam. Poza tym, z tego co patrzyłam, to tylko ta ma w wersji free wszystkie opcje, których potrzebuję i lubię używać.




***
     Przeszła przez piekło kontroli, weryfikacji lojalności, testy na prawdomówność, inwigilację, obserwację. Winą było to, że przeżyła, czy raczej, że darowano jej życie. Były chwile, kiedy zastanawiała się, czy nie byłoby lepiej dla niej, gdyby jednak tamten yenni okazał się służbistą. Ale nie. Musiała akurat trafić na jakiegoś durnia ze śladowymi ilościami sumienia.
     Przez kolejne miesiące wydeptywała ścieżki we wszystkich garnizonach do jakich udało się jej dotrzeć, starając się o jakikolwiek przydział. Potrzebowała pracy nie tylko żeby się utrzymać, ale żeby nie zwariować. Brakowało lekarzy, w kolejnych miejscach, do których aplikowała rekrutanci witali ją entuzjastycznie, bo przecież w wojennej zawierusze każdy lekarz był na wagę złota. A jednak nie każdy. Wstępny entuzjazm gasł, gdy kładła na biurku potencjalnego przełożonego swoje papiery. Przecież nie miała prawa żyć.
     Dobiegał końca kolejny beznadziejny dzień. Do obskurnego pokoiku, w którym pomieszkiwała z przypadkowo poznaną dziewczyną, wróciła jak zwykle z kwitkiem. Bezsilność ją zabijała skuteczniej mógł to zrobić yenni z bronią w garści.
     – I jak? – Gina energicznie mieszała w mocno sfatygowanym garnku postawionym na elektrycznej płytce. – Znów nic?
     Anna nie odpowiedziała, pokręciła tylko głową i ciężko opadła na posłanie w swoim kącie.
     – Nie martw się, w końcu coś dostaniesz. Nie uwierzysz co znalazłam. – Triumfalnym gestem potrząsnęła malutką puszeczką. – Pewnie solidnie przeterminowany, ale co tam. Dzisiaj będziemy mieć pomidorówkę. – Szeroki uśmiech ozdobił twarz współlokatorki.

4.02.2015

Blog Roku 2014 - głosowanie

Jak w ubiegłym, tak i w tym zapisałam bloga do konkursu... Bo czemu nie. Głosowanie trwa od wczoraj, przez tydzień, czyli do 10 lutego do godziny 12.00. Każda osoba może oddać jeden głos poprzez wysłanie smsa o treści J11216 na nr 7122. Koszt smsa:1,23 zł.

Nie proszę, nie domagam się, ale nie ukrywam, że gdyby kilka głosów "z zewnątrz" zostało oddanych, byłaby to dla mnie jakaś motywacja. A brak tej ostatniej szczególnie mi doskwiera.


Niezależnie, liczę na kolejny rok dobrej zabawy z pisaniem, blogiem i Wami...
Do następnego wpisu zatem :)





13.01.2015

Na gorąco...

     Kochani, ja żyję w przekonaniu, że mój blog do nazbyt popularnych nie należy, a ponieważ ja nie należę do osób z parciem na popularność, zupełnie mi ten stan chwilowej stagnacji nie przeszkadzał. Ze wstydem znajduję korespondencję, z której wynika, że jednak są osoby, które zaglądają i których cierpliwość wystawiam tym swoim przekonaniem i niefrasobliwością na próbę. W związku z tym winna jestem Wam wszystkim, zarówno cichym jak i aktywniejszym czytelnikom, słowo wyjaśnienia. Otóż nic gorszego nie ma jak się, człowiek zabierze za ciąganie kilku srok za ogon na raz. I tak ja zaangażowałam się w kilka projektów, a teraz gonię w piętkę. Z jednego już się wycofałam. Pozostałe na tę chwilę stoją pod znakiem zapytania i są zawieszone. Co dalej się wydarzy zobaczymy.

     Niestety ponieważ jestem osobą dość emocjonalnie podchodzącą do wydarzeń, które dotyczą mnie i moich przyjaciół, sporo energii i czasu wyciągnęła ze mnie nieprzyjemna i żenująca sprawa rozkręcona przez pewną histeryczkę, której imienia nie wymienię, ani nie wskażę namiarów na nią, żeby nie dawać jej narzędzi, do rozkręcania kolejnej draki, tym razem na blogach. Ta żałosna sprawa nadal pozostaje otwarta, mimo iż doprowadzono do poblokowania nam profili, ale mamy nadzieję, że ostateczne jej wyjaśnienie i zamknięcie jest kwestią krótkiego czasu.

     W tej chwili jestem też trochę zajęta wysyłką tekstu. Jest to moje pierwsze podejście i mam trochę tremy. Z drugiej strony mam świadomość, że czas oczekiwania na odpowiedź należy liczyć w miesiącach, do pół roku nawet, więc zanim ktokolwiek się odezwie zdążę się pozbierać. Biorę też oczywiście pod uwagę, że nie odezwie się nikt. Ale wtedy zawsze mam zanadrzu powrót z tekstem tutaj ;).

     Wszystko to i sprawy osobiste, złożyło się na to, że tu był zastój. I mam nadzieję, że tym razem słowo "był" będzie miało moc sprawczą. Dziś dostałam komentarz, z zapytaniem o kontynuację "Kontredansa". Odpowiadam więc, tak to opowiadanie będzie kontynuowane i nie jest zawieszone. Podobnie jak nie jest zawieszone "15 godzin...", ani żaden inny tekst, z którym do tej chwili weszłam na bloga. Potrzebuję jedynie jeszcze trochę czasu żeby się ogarnąć. I nie mogę obiecać, że pierwsza kontynuacja jaka się pojawi (prawdopodobnie nastąpi to w przyszłym tygodniu) będzie kontynuacją "Kontredansa". "Kontredans" jest, bądź co bądź, komedią, a ja, biorąc pod uwagę wszystkie ostatnie zdarzenia, raczej jestem w morderczym nastroju. Dlatego ze swojej strony stawiam raczej na "15 godzin...", albo jakiś inny tekst, w którym będę mogła bezkarnie kogoś zamordować, najchętniej zbiorowo, dając w ten sposób upust emocjom i frustracji.

     Obrazek załączam adekwatny. Tak właśnie ostatnio wyglądam i tak się czuję... Ot co. I tylko proszę mi nie współczuć, ja się tu bynajmniej nie skarżę. Jestem z tych wyznających zasadę: co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Dlatego, choć pewnie moich wrogów to zmartwi, powrót do opowiadań nastąpi niebawem. Na dniach powinno się pojawić opowiadanie, które wycofałam z projektu wydawniczego. I mam nadzieję, że to będzie takie przełamanie marazmu. Potem już powinno być tylko lepiej.

31.12.2014

Żegnamy stare, witamy nowe...



     Umarł król, niech żyje król… Za nami stary rok, przed nami nowy rok…

     Wpisów stuknęło w tym roku sto sześć, a ten, zamykający jest sto siódmy. Czyli średnio wypada mniej więcej 7- 9 wpisów w miesiąc. Myślę, że to całkiem dobry wynik. Nawet jeśli w ostatnich miesiącach mijającego roku wynik ten jest nieco poniżej tej średniej. Niestety, nawet hobbystycznie nie da się niczego robić na pełnych obrotach w nieskończoność i musiałam troszkę zwolnić. Ale mam nadzieję, że za rok o tej porze, będziemy się cieszyć nie gorszym wynikiem.
     O tym, z czym skończyłam w tym roku, była mowa przy okazji urodzin bloga, więc  teraz dodam tylko, że kolejna opowieść (może kolejne, tego jeszcze nie wiem) z cyklu „Dzikie łabędzie” pojawi się w roku przyszłym. I będzie najpewniej ta, od której grafika zawisła już  „Galerii”.
    
     Ogólnie zamykam rok kilkoma całościami i trzema rozgrzebanymi tekstami tutaj na Warsztaciku. Bo tego, co mam rozpisane i rozgrzebane we własnych notatkach to nawet nie liczę.

     Plany na przyszłość są oczywiście, a jakże… ale takie krótko dystansowe, dalekobieżnych nigdy nie robiłam i to się nie zmienia. Postanowień noworocznych także nie robię, bo życie lubi po swojemu wszelkie takie weryfikować. Tak więc, będzie co ma być, uda się zrobić, co się uda, a co się nie uda, to zrobi się kiedyś tam.
     No i oczywiście wszystkim Wam, tu zaglądającym życzę fantastycznej zabawy w sylwestrową noc i wspaniałego ROKU 2015! Całego, żeby nie było wątpliwości ;). Samych sukcesów, samych radosnych zdarzeń, samych spełniających się marzeń. Euforii, radości, uniesienia, miłości, wiadomo. To ode mnie, a łyżkę dziegciu do tego morza słodyczy pewnie i tak dorzuci samo życie od siebie, więc ode mnie tylko na słodko ;).

Do siego roku! I na koniec jeszcze trochę fajerwerków ;).

25.12.2014

Czy leci z nami pilot?

WESOŁYCH ŚWIĄT!

Serdeczne życzenia, dużo radości, spokoju, wypoczynku, śpiewania kolęd w rodzinnym gronie aż do ochrypnięcia, życzy...
Kajjka :)


***

Dzisiaj przy święcie będzie wpis z innej beczki. Robiłam wprawdzie "15 godzin..." ale kawałek jaki musiałabym wrzucić jest wg mnie troszkę mało świąteczny. Dlatego dzisiaj puszczamy pilota, a tamtym zajmiemy się już w nowym roku. To co wrzucam dzisiaj, też nie będzie ustrojone choinkowymi ozdobami, bo to nie za bardzo w moim klimacie takie opowieści. Jakoś nie czuję magii reniferów, Śnieżynek i grubego, brodatego faceta z workiem, musicie darować. Nie mniej uznałam, że świąteczny wpis powinien się pojawić więc...
zapraszam na małą niespodziankę ;)

10.11.2014

Świętowanie zacząć czas...

     A tak... bo to właśnie dnia 10 listopada, równiutko rok temu, opublikowałam tu pierwszy wpis.
Rok zleciał szybko, miejsce trochę okrzepło, zdobyło stałych czytelników i takich, którzy bywają tylko okazjonalnie, ale bywają, na co wskazuje statystyka i co mnie oczywiście niezmiernie cieszy.
     Trochę się wydarzyło, trochę tekstów upłynęło, nawet nalot trolli się przydarzył, ale zabić mnie im się nie udało, a stara mądrość ludowa prawi: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Czyli, jest dobrze.
   
     Jak zauważyliście zmienił się wygląd, ponieważ jaskrawe kolory jednak męczą oczy przy czytaniu i mam nadzieję, że zarówno stałym bywalcom, jak i okazjonalnym gościom, obecny wystrój i kolorystyka przypadną do gustu.

     A teraz trochę wynurzeń, odnośnie samego bloga... Założyłam go, żeby mieć motywację do skończenia rzeczy pozaczynanych. I ten cel konsekwentnie realizuję. Udało mi się sfinalizować już dwie z zaczętych powieści, w tym "Słony wiatr", który na finisz czekał w szufladzie, nie mniej, nie więcej, a dziesięć lat. Tak, zaczęłam go jeszcze nim dorobiłam się komputera i miałam trochę pracy z przeniesieniem go na nośnik inny niż papier. Udało się i cieszę się z tego.
     Dokończyłam też "Dzieci Żywiołów", z którymi, w porównaniu do poprzedniego, uwinęłam się iście ekspresowo, bo w jedyne półtora roku od chwili ich poczęcia ;). Faktem jednak jest ta powieść była już w lwiej części klepana bezpośrednio na dysk, więc było znacznie szybciej.
     Ci którzy odwiedzają mnie od dawna mieli przyjemność (mam nadzieję, że jednak była to przyjemność) poznać oba teksty. "Pamiątki" po nich pozostały tu w odpowiednich wpisach. Teksty obecnie "leżakują". "Słony Wiatr" przechodzi ostateczny lifting i spodziewam się niebawem wiedzieć, czy wróci tutaj, czy jednak nie. "Dzieci Żywiołów" zostawiam sobie na postanowienie noworoczne.

     Nie wszystkie teksty, które pojawiły się w minionym roku, są odgrzewane. Do tegorocznych świeżaków należą: "Nie-boskie stworzenie", "Studnia i róża", "Jesienny nokturn" i kilka krótkich opowiadań. Na kapitalny remont i swoje pięć minut nadal czekają pozostałe epizody z "Dzikich łabędzi". Czeka też na kontynuację "Księżyc i miecz". Obie powieści będą oczywiście kontynuowane, już w nowym roku. Chociaż w przypadku "Dzikich łabędzi" wciąż jeszcze się waham, jaką nadać im formę. Pierwotnie miała to być wielowątkowa powieść, później rozpisałam wątki na osobne epizody. Teraz jednak znów zastanawiam się nad połączeniem tego w całość. "Yave", była rodzajem pilota cyklu. Chronologicznie powinna być ostatnia. I od głównej treści jest jednak nieco oderwaną. Pojawia się tam jedynie kilka postaci, które swoje pięć minut miały właśnie w głównym cyklu, zaś sama akcja "Yave", jak wspominałam, toczy naście lat po wydarzeniach z "Dzikich łabędzi".

     Są też oczywiście pomysły na nowe opowiastki z innych światów. Niektóre pozaczynane, inne tylko w fazie zanotowanego pomysłu.
     Z jednym z tych nowych pomysłów, będzie okazja zapoznać się jeszcze dzisiejszego popołudnia, ponieważ na okoliczność urodzin ukażą się w dniu dzisiejszym dwa wpisy. I ów drugi będzie już tym właściwym, czyli ku uciesze z czytania.

No i oczywiście z okazji urodzin zapraszam na urodzinowy tort:


Na zdmuchiwanie świeczki zapraszam o 17.00 :)
Dzisiaj jeszcze... ;)






30.10.2014

Na wysokim niebie

 
     Przeczytałam dzisiaj książkę… Tak, to nie jest żadna pomyłka. Dzisiaj.

     Wzięłam ją do ręki rankiem i szczęśliwym zbiegiem okoliczności, nie mając dziś nic innego do roboty, przepłynęłam przez nią.
     Samą mnie ta płynność i to "porwanie" zaskoczyło.


     Książkę podesłała mi wraz kilkoma innymi pozycjami przyjaciółka. Taki zestaw „wakacyjny lajtów”, jak to sobie nazywałyśmy, dostałam, ale ta ostatnia pozycja… Cóż, ja jestem z natury swojej oporna jeśli chodzi o lekturę zmuszającą czytelnika do zadumy i refleksji. Że taką właśnie będzie ta książka wiedziałam już po przeczytaniu pierwszej strony, więc odłożyłam. Na później. I choć pozostałe zostały „połknięte” błyskawicznie, ta leżała, leżała i czekała. Na swoją chwilę i na chwilę mojej słabości.

     Niezwykle rzadko sięgam po lekturę z rodzaju tych zmuszających mózgownicę do pracy. Tak już mam, że znacznie więcej przeczytałam rzeczy łatwych, dla frajdy niż trudniejszych, dla sponiewierania. Książki są dla mnie głównie źródłem rozrywki, inspiracji dla wyobraźni, sposobem na oderwanie się od codzienności. Tymczasem ta lektura, o codzienności właśnie, o szarości mijających dni, skradła moje serce. Pozwala spojrzeć na wszystko, co nas otacza, na to co już mamy za sobą i co jeszcze może się w życiu przydarzyć, z niezwykłej perspektywy.

     Sponiewierała mnie, ale w takim pozytywnym wydźwięku tego słowa. Mimo niełatwych problemów, o których w niej mowa, choć może banalnych, bo nie są wcale jakieś szczególnie wydumane, ot taka rzeczywistość, która dzieje się tuż obok każdego dnia, tak bardzo, że przestaliśmy zwracać na nią uwagę. Zatem mimo tych wspomnianych treści, tchnie ciepłem, nadzieją i prawdą.

16.10.2014

Grin - audiobook

     Mam dziś niekłamaną przyjemność przedstawić Wam wersję audio opowiadania, które dało początek temu blogowi. 

     "Grin" zdobył dla mnie jedno z wyróżnień w konkursie literackim organizowanym przez portal extrastoy.pl, lądując w pierwszej dziesiątce nagrodzonych wtedy tekstów, na pozycji ósmej. Nagrodą za zajęcie tego miejsca było właśnie wykonanie nagrania.
     Troszkę to trwało, ale osobiście uważam, że warto było czekać, bo efekt jest powalający. Mam pełną świadomość, że to nie tyle zasługa samego tekstu, ale głównie lektora, który jest po prostu genialny w tym co robi i któremu serdecznie niniejszym dziękuję. Terminowo publikacja audio prawie zbiega się w czasie z urodzinami bloga. Jest więc dla mnie czymś w rodzaju miłego prezentu przedurodzinowego ;).

     Nagrana została konkursowa wersja „Grina”, ta najstarsza, najmniej doskonała. Jednak fantastyczne wykonanie naszego lektora, moim (pewnie nieobiektywnym zdaniem, ale co tam) rekompensuje wszelkie braki. Gorąco zachęcam do wysłuchania, bo jestem pewna, że się spodoba :).

     Zachęcam też do zapoznania się z audiobookami innych naszych Autorów. Nagrania są dostępne na naszym, „esowym” kanale YouTube: TUTAJ

7.10.2014

Już był w ogródku...

     Wiem, że Ci, którzy do mnie zaglądają czekają na obiecany finisz Yave, więc dwa słowa, dla tych oczekujących...
     Będzie, obiecuję.
   
     Robię właśnie tę końcówkę, ale jak to w życiu bywa, rządzi się ona swoimi własnymi prawami. I jak to opowieści bywa, autor sobie, a bohaterowie i tak robią co chcą. I tak (zgodnie tytułem dzisiejszego wpisu) "już był w ogródku, już witał się z gąską" i tak mnie się zdawało: fine, the end, koniec, amen itp. A tu masz... No po prostu nie mogłam się powstrzymać i wczoraj wieczór siedziałam przy klawiaturze chichocząc się jakby mi nie tylko piątej, ale jeszcze kilku klepek brakło.

     Zrobiłam, co zrobiłam, czy raczej napisałam i jestem zadowolona, ale w konsekwencji muszę jeszcze dostrugać coś a'la epilog, choć właściwego epilogu raczej tu nie przewiduję. Nie mniej pewne sprawy trzeba będzie załatwić do końca ;).

     Wydawało by się, że można sobie wszystko zaplanować i potem wystarczy punkt po punkcie realizować wcześniejszy plan. Mnie, szczerze mówiąc, rzadko kiedy się tak udaje. Popatrzycie tylko na tę nieszczęsną Yave... Miałam tę historię zakończyć zupełnie inaczej, ale w trakcie wyszło, jak wyszło. Ostatecznie powściągnęłam trochę swoich morderczych zapędów i wszyscy pacjenci żyją. Tak, tyle mogę zdradzić. Ale nie mogłam sobie odmówić maluśkiej zadymy, dlatego końcówka będzie w takim właśnie stylu:


     Po prostu nie mogłam się powstrzymać :D. A teraz już biorę się do roboty, byście nie musieli czekać zbyt długo :).

7.09.2014

We wrześniu i dalej...

     Odrobina planów... Przede wszystkim dokończymy Yave, bo wiadomo, co za dużo to niezdrowo i nie chciałabym, żeby się nam zbyt długo wlokąca się opowieść przejadła.

     Poza tym, we wrześniu przypadają moje urodziny, oczywiście 35 (od lat :P), a ja mam gotowe dwa teksty, pisane do antologii tematycznej "Deszczowe sny". A skoro mam, zrobię sobie i Wam prezent urodzinowy i oba we wrześniu ukażą się światu. Nie są długie, ale takie... Sami zobaczycie ;). Dzisiaj pokażę jedynie obrazki, bo oczywiście i one już są :). I tak:


"Sen o deszczu"...
...już wkrótce...
















"W strugach deszczu"
...już wkrótce...



















     Wiem, jakoś nieszczególną się wykazałam kreatywnością, przy tytułach, za to same teksty są od siebie zupełnie różne... Mam nadzieję, że odrobinę zaostrzyłam ciekawość ;).

     Jeszcze mała zapowiedź... Liczę na to, że jak zobowiążę się przed publiką, będzie to dla mnie mobilizacja, do ogarnięcia i przygotowania tego w planowanym terminie. Mianowicie, w przygotowaniu mam jeszcze jedno opowiadanie będące swego rodzaju eksperymentem, bo to trochę jakby nie moje klimaty. Nie mniej koncepcja na całość jest i spory kawał tego już jest. I nawet "okładka też już jest...


"15 godzin..."
...to tytuł roboczy, ale jakoś tak jest, że u mnie jak się już coś do tekstu przylepi to zwykle tak zostaje. Dlatego szczerze wątpię, w możliwość wystąpienia wersji finalnej pod inną nazwą...















   
     Ten ostatni, chcę przygotować na urodziny, tym razem bloga, które wypadają w listopadzie, a dokładnie 10 listopada, kiedy to wrzuciłam tu pierwszą część "Grina".
     "15 godzin..." na pewno będzie dłuższym tekstem niż te wcześniej wspomniane, jak długim, nie potrafię w tej chwili nawet w przybliżeniu powiedzieć

     Po zakończeniu "Yave" zabiorę się też za uporządkowanie kolejnej historii z cyklu "Dzikie łabędzie". Jak już wspominałam jest ich kilka i wszystkie wymagają kompleksowego "liftingu". Ale powolutku odkurzymy sobie wszystkie :)