Piękny maj się nam zaczął, po wcale nie mniej pięknym kwietniu. Mam nadzieję, że u Was pogoda równie majówkowa jak u mnie za oknem, co jedncześnie oznacza, że niewielu jest takich jak ja, co uciekając od słońca i upału spędzają czas przy kompie. Ale to nic, kto ma tu trafić to trafi i w późniejszym terminie.
Na dzisiaj mam kawałeczek Ziemi, ale to oczywiście nie wszystko co mam przygotowane na maj. Zapraszam...
poprzedni fragment
Ziemia… najstarsza, najważniejsza…
1
Gdzieś w świecie zwanym Aravat...
Alenę obudziło jasne słoneczne światło, padające prosto na twarz. Przeciągnęła się nieśpiesznie, nie otwierając oczu. To był pierwszy dzień dwutygodniowego urlopu i nie było potrzeby zrywać się z łóżka skoro świt. Że też musiała zapomnieć o spuszczeniu rolet! Nie pozwoliła sobie jednak na złość, zawsze pogodna i łagodnego usposobienia, uśmiechnęła się w duchu, pozwalając ciepłym promieniom pieścić policzki i wciąż zamknięte powieki. Tak czy owak, to będzie piękny dzień...
Tymczasem odgłosy dochodzące z kuchni wyraźnie świadczyły, że i jej współlokatorka, Eva, była już na nogach, i chyba szykowała śniadanie.
Cóż, skoro i tak już nie spała, najlepszym, co mogła zrobić, to dołączyć do przyjaciółki i pomóc jej, na przykład szykując kawę. Robiła najlepszą, wszystkie cztery były tego zdania. Dlatego Alena była pewna, że cokolwiek w tej chwili robi w kuchni Eva, przygotowanie naparu czeka na nią.
Pełna słońca i energii, wyskoczyła z łóżka. Za oknem promienie złociły dachy, muskały liście stojących w uporządkowanych szpalerach drzew i trącało pąki podbiałów, kwitnących na trawnikach, zachęcając je, by rozchyliły pozamykane na noc kwiatostany. Piękny dzień. Wiele pięknych dni.
Alenę obudziło jasne słoneczne światło, padające prosto na twarz. Przeciągnęła się nieśpiesznie, nie otwierając oczu. To był pierwszy dzień dwutygodniowego urlopu i nie było potrzeby zrywać się z łóżka skoro świt. Że też musiała zapomnieć o spuszczeniu rolet! Nie pozwoliła sobie jednak na złość, zawsze pogodna i łagodnego usposobienia, uśmiechnęła się w duchu, pozwalając ciepłym promieniom pieścić policzki i wciąż zamknięte powieki. Tak czy owak, to będzie piękny dzień...
Tymczasem odgłosy dochodzące z kuchni wyraźnie świadczyły, że i jej współlokatorka, Eva, była już na nogach, i chyba szykowała śniadanie.
Cóż, skoro i tak już nie spała, najlepszym, co mogła zrobić, to dołączyć do przyjaciółki i pomóc jej, na przykład szykując kawę. Robiła najlepszą, wszystkie cztery były tego zdania. Dlatego Alena była pewna, że cokolwiek w tej chwili robi w kuchni Eva, przygotowanie naparu czeka na nią.
Pełna słońca i energii, wyskoczyła z łóżka. Za oknem promienie złociły dachy, muskały liście stojących w uporządkowanych szpalerach drzew i trącało pąki podbiałów, kwitnących na trawnikach, zachęcając je, by rozchyliły pozamykane na noc kwiatostany. Piękny dzień. Wiele pięknych dni.





