Jak zapewne zauważyliście pojawiła się po lewej stronie sonda.
W poprzednim poście napisałam, co napisałam i zdania nie zmieniłam bynajmniej. Kradzież, to kradzież jakkolwiek złodziej zechce ją sobie nazwać. Nie mniej pod wpisem pojawił się głos od Czytelniczki, że blokada czasem może stanowić problem i Czytelniczka podała argumenty, z którymi trudno się nie zgodzić. Ja z internetu na telefonie korzystam sporadycznie, a już na pewno nie czytam na nim własnego bloga, ani niestety Waszych też nie, dlatego nie mam porównania i muszę polegać na tym, co Wy mi sygnalizujecie. I o ile nadal uważam, że istnienie blokady nie przeszkadza w napisaniu prostego komentarza, jeśli ktoś ma ochotę go napisać, a jej brak nikogo do komentowania nie zachęci, to chciałabym się dowiedzieć co faktycznie myślą o niej moi Czytelnicy. Czytelnicy zaznaczam, nie jakaś tam wyrwana nie wiadomo skąd osoba, która póki co nie próbowała tu nigdy zostawić żadnego komentarza, za to próbowała sobie coś skopiować. Mimo, że ma jak byk napisane, że na kopiowanie tekstów autorka bloga nie wyraża zgody. No, ale kto by się tam ałtorem przejmował i jego fanaberiami. Przecież grunt to dowartościować własne ego.
Co zaś się tyczy blokady... To czy faktycznie i jak wielu osobom utrudnia życie? Żeby się tego dowiedzieć włączyłam sondę. Ona sobie tu na blogu powisi jakiś czas, bliżej nie określony. I mam nadzieję, że pozwoli mi się zorientować w skali problemu. Jeśli faktycznie okazałby się WIELKI, zastanowię się jak go rozwiązać.
Proszę, klikajcie w opcję bliższą swemu sercu. Sonda jest anonimowa, ktokolwiek i cokolwiek sobie kliknie, złośliwa małpa na pewno nie będzie go ścigać po internetach. Nie należę bowiem do osób, które swoje żale, czy też ból dupy, jak to niektórzy lubią obrazowo określać, wywalają w cudzym ogródku. Wyłącznie we własnym się pienię i zrzędzę. I tak pozostanie.
Miał być normalny czytelniczy wpis, ale niestety... Remonty odcięły mnie od mojego osobistego kompa. Korzystam ze sprzętu awaryjno-wyjazdowego, a tu niestety nie mam tego, co potrzebne. Tak że niestety, jakiś normalny wpis ukaże się pewnie dopiero po niedzieli.
A obrazek dzisiaj tematyczny. Tak mniej więcej wygląda moja chałupa, już drugi tydzień ;(...
Jak coś, to przyjmuję kondolencje ;)
19.05.2015
Sondny czas
14.05.2015
Złośliwa małpa...
Przykro
mi (a może i nie), ale złośliwa małpa mi się włączyła… Mam jakieś wyjątkowe
szczęście do idiotów, a wczoraj trafiła mi się idiotdziewoja na fb. Zgłosiła się z fochem odnośnie blokady
kopiowania treści bloga.
Informuję
więc wszystkich, którzy mają z tym problem: blokada jest i będzie. Dlaczego?
A
dlatego…
Pod
nagłówkiem wisi sobie na czerwono, prosty i jasny komunikat: wszystkie teksty opublikowane na blogu są
moją własnością i NA ICH KOPIOWANIE
I WYKORZYSTYWANIE MUSISZ, CZŁOWIEKU, UZYSKAĆ MOJĄ ZGODĘ. Jeśli jej nie masz,
to kradniesz, bez względu na to jakich wymówek na swoje usprawiedliwienie
zechcesz użyć. Proste jak drut, choć jak widać dla niektórych to drut kolczasty.
Blokada jest żeby ci, złodzieju, przypomnieć o tym, co zignorowałeś, lub czego
nie doczytałeś.
13.05.2015
Dioris cz.1 (pilot)
Moi drodzy, postanowiłam zarzucić dawno obiecywanym sucharem, którego uporządkowanie zaplanowałam sobie na ten rok. Grafika do tego wisi już od jakiegoś czasu w "Galerii" i żeby tak po próżnicy tam nie tkwiła... wrzucam pilota. Pilota, bo po prawdzie to wpierw chciałabym dokończyć "15 godzin..." i "Kontredans", a dopiero potem skupić się na tym. "Dioris" jest jedną z części cyklu "Dzikie łabędzie", które kiedyś były planowane jako całość, wspominałam już chyba o tym, ale jakoś nie po drodze mi z tym porządkowaniem okazało i ostatecznie zostały każda osobno. Niestety z tego powodu w poszczególnych częściach czasem nakładają się na siebie wydarzenia. Tak że, o ile w "Dioris" większość zdarzeń i bohaterów będzie świeżyzną, to w kolejnych częściach będziemy do różnych rzeczy wracać. Piszę większość, bo ze względu na to, że jako pierwszą z tego universum wrzuciłam na bloga "Yave", to osoby które czytały miały już okazję spotkać głównych bohaterów tej historii, czyli tytułową Dioris i Aurów, Bottę i Aruta.
Akcja "Dioris" dzieje się jednak kilkanaście lat przed akcją "Yave" i samą "Yave" traktuję raczej jak produkt uboczny cyklu, a nie jego część. Wyjaśniam, bo obawiam się, że ponieważ nie uporządkowałam tego tak, by zlepić z tego jedną powieść, zrobi się siłą rzeczy bałagan w chronologii. I żeby był ów bałagan możliwie najmniejszy i najbardziej czytelny stąd wyjaśnienia. Zapraszam do czytania zatem :)
Akcja "Dioris" dzieje się jednak kilkanaście lat przed akcją "Yave" i samą "Yave" traktuję raczej jak produkt uboczny cyklu, a nie jego część. Wyjaśniam, bo obawiam się, że ponieważ nie uporządkowałam tego tak, by zlepić z tego jedną powieść, zrobi się siłą rzeczy bałagan w chronologii. I żeby był ów bałagan możliwie najmniejszy i najbardziej czytelny stąd wyjaśnienia. Zapraszam do czytania zatem :)
DIORIS
Start
W obszernej, zamkowej świetlicy panował nieprzyjemny chłód. Ogień
w wielkim, świetlicowym kominku wygasł jeszcze nocą. Opał skończył się
wieczorem, do rana nawet żar i popiół w palenisku zdążyły wystygnąć.
Wcześniej, gdy było ich tu wiele, przestronną komnatę prócz ognia
ogrzewało ciepło ludzkich ciał i oddechów, lecz teraz zostało kilkoro, ledwie
cztery kobiety i jedno dziecko. Kamienne ściany szybko wysysały ciepło z
pomieszczenia, a w jego postępującym wyziębianiu niemały udział miał też hulający
za oknem lodowaty, późnojesienny wiatr. Wciskał się przez nieszczelności
okiennych ram, z których zdarto aksamitne, miękkie kotary, by uczynić z nich
okrycia choć trochę chroniące przed chłodem.
– Co będzie z nami? Tylko my zostałyśmy. Co z nami uczynią?
– Drżącym głosem pytała młodziutka, jasnowłosa Imeni. Stara Nakari objęła ją i
przytuliła jej głowę do swej piersi.
– Nic się nie martw się, moje dziecko. Skoro żyjemy do tej
pory, to raczej nie grozi nam już śmierć. Pewnie wkrótce wypuszczą nas stąd i pozwolą
wrócić do domów.
Starsza z sióstr stała przy oknie, obserwując co dzieje się
na dziedzińcu. Pojawił się tam właśnie rycerz w szarym płaszczu i czekał aż
stajenni podprowadzą mu konia. Rozmawiał z kimś i obaj mężczyźni gestykulowali
żywo. Dioris, nie bacząc na zimny wiatr, uchyliła okno ciekawa, by usłyszeć o
czym mówią. Oczywiście rozpoznała tego w szarym płaszczu, to Hengod z Ibilma. Ten, który tu nad nimi trzymał pieczę i władzę.
Niewiele zdołała dosłyszeć, ale i tak to, co usłyszała,
wzbudziło niepokój.
8.05.2015
Lot Ikara
Myśl lotna, niczym sokół poszybowała, w swym
zadufaniu zapominając wszakże, iż sokołem nie jest, a marnym wróblem jeno. Tak
więc impet wytraciwszy na wysokości, w dół runęła niczym szary kamyk i
prasnąwszy o ziemię smutną, mokrą plamką się stała. A w powietrzu jednie kilka
żałosnych piórek, jeszcze tylko parę chwil, wirowało ku pamięci, nim wiatr
zapomnienia rozniósł je bez śladu po szerokim świecie...
Ot, taki przerywniczek dziś tylko...
Kochani jestem zasypana i zakurzona po uszy i pewnie jeszcze przez co najmniej następny tydzień tak będę. Za to jak już się skończy remoncik, to wreszcie będę mieć spokój. Oczywiście, po uprzednim odgruzowaniu chałupy z obrzydliwego pyłu, kurzu i ogólnego bałaganu. Jak sobie pomyślę, jak to będzie potem pięknie, to nawet mnie chrzęszczący w zębach pył już tak okropnie nie nie wnerwia.
Ot, taki przerywniczek dziś tylko...
Kochani jestem zasypana i zakurzona po uszy i pewnie jeszcze przez co najmniej następny tydzień tak będę. Za to jak już się skończy remoncik, to wreszcie będę mieć spokój. Oczywiście, po uprzednim odgruzowaniu chałupy z obrzydliwego pyłu, kurzu i ogólnego bałaganu. Jak sobie pomyślę, jak to będzie potem pięknie, to nawet mnie chrzęszczący w zębach pył już tak okropnie nie nie wnerwia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


