Ponieważ ciągle są wakacje to bez rutyny, a z doskoku... ;)
Piszę w dziwnym edytorze, który nie do końca ogarniam i dlatego wpis jest troszkę, hm... dziwny. Szczególnie jeśli spojrzeć na myślniki. Gdyby poza nimi ktoś jeszcze wypatrzył coś "dziwnego", to dajcie znać w komentarzu, naniosę poprawki.
Myślę, że wakacyjnego lajta będzie jeszcze jedna część i dobijemy z nim do endu ;)
Myślę, że wakacyjnego lajta będzie jeszcze jedna część i dobijemy z nim do endu ;)
W środku nocy dworzec świecił pustką. Niewiele osób decydowało się na podróż o tak nietypowej porze, chyba że wymuszały ją okoliczności.
Wysoki, szczupły mężczyzna stał na peronie i obserwował nielicznych wysiadających podróżnych, wyraźnie szukając kogoś wzrokiem.
Zauważył Adę, gdy tylko wytaszczyła z wagonu swoje dwie walizy. Szybkim krokiem ruszył w jej kierunku. Ona też go zauważyła. Stanęła i z daleka uśmiechnęła się niepewnie. Odpowiedział uśmiechem, a chwilę później miażdżył ją w uścisku jak w imadle.
− Tobie to powinno się spuścić porządne lanie, dziewczyno – powiedział śmiertelnie poważnym tonem.
− Przepraszam, nie powinnam zawracać...
− Cicho! – przerwał jej. – Już ja ci dam „nie powinnam”! Tyle czasu milczeć jak grób?! Co ty sobie myślałaś? Zamartwiałem się, zachodziłem w głowę, co się stało. Zniknęłaś bez słowa. Nic nie zostawiłaś. Na stancji nie znali twojego adresu, o telefonie nie wspominając. No, nie patrz tak na mnie. Właśnie tak, byłem tam i pytałem. I twoich koleżanek z roku, a one też nic nie wiedziały. Tylko że nagle rzuciłaś studia. Żeby nawet telefonu nie zostawić?! – Beształ ją bez miłosierdzia.
− Maciek! – Wpadła mu w słowo, gdy zamknął się na chwilkę dla zaczerpnięcia tchu. – Ja nie mam komórki, przecież wiesz.
− Skądś jednak w końcu zadzwoniłaś.
− Tak, z automatu na dworcu.




