Działeczka może wydać się nieco krótka, ale postanowiłam zsynchronizować to opowiadanie z postami na wattpadzie, a tam nie wstawiam długich działek.
Czasem tak jest, że koncepcja, mimo że jakaś tam zawsze jest na całość, to w szczegółach potrzebuje czasu żeby się wyklarować. Tekst niby siedzi w głowie, ale ciągle coś mi w nim nie pasuje i zanim znajdę właściwy dla niego szlak, bywa że trochę to trwa. Dużo prościej jest kiedy dodaję teksty już ukończone. Niestety na chwilę obecną takich nie mam. Wszystkie są w różnych fazach, ale żaden nie jest gotowy od a do z. A ja się błąkam pomiędzy nimi jak błędny rycerz, bo nie potrafię się skupić na jednym. Tak wiem, rządzi mną chaos. Ale pocieszam się myślą (choć może to jedynie złudzenie), że nad tym moim chaosem panuję.
W każdym razie mam taką cichą nadzieję, że z krótszymi wstawkami ten tekst pójdzie mi troszkę szybciej. A i blog zyskałby wtedy nieco więcej życia.
Zapraszam :)
Stojąc
na oszklonej galerii nad polem startowym, obserwował jak przygotowywano do lotu
wahadłowiec i dwa transportowce. Ten i jeszcze dwa kolejne transporty i wszyscy
znajdą się bezpiecznie na powierzchni planety. Ich nowego domu. Wreszcie po
tylu długich latach, wielu latach, zbyt wielu.
Tymczasem
tu, na pokładzie statku-bazy, przez ostatnie trzy miesiące trwała gorączka
przygotowań. Kiedy wszyscy już bezpiecznie go opuszczą, pozostaną do
przeniesienia jedynie laboratoria. Ich wyposażenie było zbyt cenne, by
pozostawić je pustej skorupie jaką stanie się statek.
Zawsze
wiedzieli, że nie ma odwrotu, od chwili gdy dawno temu opuścili przeludniony
rodzinny glob. Regularnie, co kilkadziesiąt lat macierzystą Yennai opuszczała
grupa osadników, by szukać nowego domu. Statki-matki wypełnione hibernacyjnymi
kapsułami przemierzały kosmiczną przestrzeń z pogrążoną w letargu załogą i
grupą osadniczą. Zaprogramowany urządzenia skanowały napotykane układy,
przeprowadzały wstępne analizy i określały przydatność krążących w nich planet
do potencjalnej kolonizacji. Obecność innego życia, nawet inteligentnego nigdy
nie była przeszkodą. Ewolucja rządzi się własnym, okrutnym prawem także w
kosmosie. Prawo do życia trzeba sobie wywalczyć, zdobywa je silniejszy i lepiej
przystosowany.
Ziemia
była pierwszym przypadkiem, gdzie kosmiczni konkwistadorzy zostali zmuszenia do
uznania tego co zastali za równe sobie.

