Druga i ostatnia część tego tekstu... Bo takie krótkie cóś jest. I oczywiście czekam teraz grzecznie na obiecany pater noster od Małpka. Nie powiem, sama jestem ciekawa, co spaprałam tym razem i za co oberwę. Oczywiście, nie licząc bzdetów w postaci literówek, ani nawet zbrodni, za którą pewnie z piekła nie wylezę, czyli źle postawionych przecinków :D
Tłoczyły się wokół coraz bardzie wysuszonych i poskręcanych
zwłok. Poszturchiwały się, warczały na siebie nawzajem i popiskiwały żałośnie.
Szczątki w kilkanaście sekund zamieniły
się w kruchy chrust, kupkę śmieci którą porzuciły niezadowolone, że tak prędko
musiały zakończyć ucztę. Najodważniejsza z nich wyprostowała się i podniosła
wzrok ku Przywódczyni, stojącej obok, z krwistym spojrzeniem, utkwionym w
nieokreślonym punkcie gdzieś nad ich głowami.
− Jesteśmy głodne – syknęła. – Obiecałaś nam ucztę, a dostałyśmy
ledwie przekąskę.
Pogardliwie trąciła stopą kupkę kości. Któraś z nich pękła z
suchym trzaskiem. Czerwonooka uniosła wargi, w drapieżnym grymasie odsłaniając
zęby i warknęła ostrzegawczo, przywołując do porządku niesforną towarzyszkę. Ta
zacisnęła usta i cofnęła się do reszty stada.
− Dotrzymuję obietnic. Zawsze. Chodźcie, pora zaprosić resztę
gości.
Przejście przez gęsty las zajęło im ledwie kilka sekund. Gąszcz
nie mógł ich przecież powstrzymać, nie ograniczał ich, był częścią ich magii.
Znów zebrały się na krawędzi klifu, wygłodniałym wzrokiem
pożerając statek. Czuły zapach ludzkiego życia, słyszały delikatny szum krwi
krążącej w żyłach i słyszały bicie serc. Wielu serc. Załoga była wyczerpana,
ale wciąż jeszcze dość silna i żywa, by mieć im wiele do zaoferowania.
Stojąc w cieniu drzew, kryte w ich gąszczu wygłodniałym wzrokiem
wpatrywały się w statek kołyszący się swobodnie na gładkiej ciemno-szmaragdowej
toni. Powierzchnia wody ledwie się marszczyła, tworząc drobne fale,
które leniwie rozlewały się na brzegu wąskiej plaży.
Drapieżny uśmiech znów zagościł na twarzy Przywódczyni.
Uniesione, karminowe wargi ponownie odsłoniły białe zęby, czerwone oczy
zalśniły złowrogo. Uniosła smukłą dłoń, jakby chciała wskazać jednostkę
zakotwiczoną w zatoczce. Usta poruszały się, gdy bezgłośnie wypowiadała tylko
sobie znane słowa.

