WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

30.08.2014

Yave cz.17

Zgodnie z obietnicą...
Dzisiaj wybierzemy się do Dioridy i przedstawię Wam Bottę, króla Aurów. W tej akurat części "Dzikich łabędzi" Botta niewielki ma wpływ na wydarzenia, nie mniej jest wodzem, któremu podlega Melta i przyjacielem jego ojca, dlatego sądzę, że odrobinę możemy się tej postaci przyjrzeć. Będzie okazja poznać go lepiej, gdy skończymy z Yave, ponieważ Botta ma swój własny epizod w DŁ.


Rok trzeci... Diorida... lato...

     Diorida, choć w porównaniu z wielkimi starymi miastami Barthii była maleńkim grodem, przybywającej do niej z pomniejszych miejscowości młodzieży, zdawała się ogromną metropolią.
     Nammas i tego roku posłało w doliny niewielki oddzialik rekrutów. Większość członków tej grupki nigdy dotąd nie opuszczała Nammas i teraz z dreszczykiem zaciekawienia oglądali pierwszy raz w życiu miasto. Jak sięgała ich młoda pamięć, wielkim zdawał im się królewski dwór w rodzinnej wsi. Teraz w zdumieniu rozdziawiali gęby, podziwiając ogrom dioridzkiego zamku, w całości budowanego z kamienia, z wieżycami i zwodzonym mostem przerzuconym nad głęboką fosą.
     Tylko cześć grodu otoczona była murami. Diorida była nowym miastem i murów wciąż jeszcze nie ukończono. Tu na południu kraj był spokojny i bezpieczny, nie było więc pośpiechu.

     Na zamkowym dziedzińcu Botta, władca kraju Aurów lustrował nowo przybyłych kandydatów na królewskich Gwardzistów.
     – Arut dzieciaków mi tu przysłał. Mężczyzn widać do innej niż wojaczka roboty w domach zatrzymał – roześmiał się Botta, wodząc spojrzeniem po prężących się na baczność młodzikach.
     – Pół roku i wyjdą na ludzi.
     – Ba, pod twoją ręką Rokko, na pewno. Bierz ich i nie rozczulaj się. Potrzeba nam ludzi sprawnych i dobrze...

     Urwał, bo na dziedziniec wpadła trójka rozwrzeszczanych dzieciaków. Jasnowłosy chłopiec uciekał ze śmiechem przed zagniewanymi dwiema dziewczynkami.
     Chłopak  przeleciał przez zamkowy podworzec, klucząc zręcznie pomiędzy rekrutami i zniknął w okolicach stajni. Za hałaśliwą trójką, przebierając co sił krótkimi nóżkami, wbiegł jeszcze jeden jasnowłosy, młodszy od reszty, chłopczyk.
     Dziewczynki tymczasem dostrzegły Bottę na dziedzińcu i obskoczyły go, przekrzykując się nawzajem.
     – Tatku! Tatku! Botta zabrał nasze lalki i nie chce oddać!
     – Hola, moje panny! – Król ściągnął brwi i spoglądał surowym wzrokiem na córki. – Czy wy i wasz brat nie powinniście być teraz na lekcji?!

     Biegnący za rodzeństwem malec, potknął się i rozciągnął jak długi w samym środku błotnistej kałuży. Usiadł w niej i zaczął głośno płakać, rozmazując błoto po twarzy.
     – A Botta powiedział, że nie pójdzie na lekcje i nikt go nie znajdzie. – Z wyraźną satysfakcją naskarżyła starsza z dziewczynek.
     – I obciął włosy lalkom! – Młodsza wyciągnęła zaciśnięte piąstki pełne kolorowej wełny. – I Teldzie chciał obciąć, ale uciekł, bo przyszłyśmy!
     – O bogowie – jęknął Botta, wyciągając najmłodszą latorośl z błota. Skrzywił się zdegustowany i rozejrzał dokoła.
     Trzymając malucha w górze, z dala od siebie, rozważał właśnie szybką kąpiel w poidle dla koni.
     Wrzeszczącego Teldę, przed nadmiarem ojcowskiej troski, ocaliła piastunka, która właśnie w tej chwili zdyszana wpadła na dziedziniec, doganiając dzieci. Zabrała malca i pośpiesznie, by nie dać królowi szansy na słowną reprymendę pod swoim adresem, znikła w dworzyszczu.
     – Liyah, Imeni – Botta zwrócił się stanowczym tonem do córek – maszerujcie natychmiast na nauki, bo matka będzie się gniewać.
     – A Botta nie musi iść! – Obruszyła się złotowłosa Imeni.
     – Owszem, musi. Ale z Bottą wpierw sobie pogadam. No już, zmykajcie stąd.

     – Oto sól życia, Rokko – mrugnął wesoło do kapitana, gdy dziewczynki wreszcie poszły.
     Obmył ręce z błota w poidle, które nie doczekawszy się awansu na wannę, awansowało przynajmniej na umywalnię.
     – O, tak, ale trzeba uważać, żeby z tą solą nie przesolić – roześmiał się rycerz i po chwili dorzucił już poważniej – pewnie dlatego sam się nie ożeniłem.
     – Hmm... sądzisz, że przesoliłem? – Botta z nietęgą miną poskrobał się po głowie. – Jakby nie patrzeć, pięć sztuk to niezła gromadka.
     Rokka całkiem już spoważniał i utkwił wzrok w dali.
     – Masz śliczne dzieci Botto. Śliczne, zdrowe i bystre. I dobrze wiesz dlaczego się nie żenię. Gdybyś mnie wtedy od niej nie odpędził, mogłyby być moje.
     – Stare dzieje przyjacielu, nie co do nich wracać – Botta klepnął go po przyjacielsku w łopatkę.
     – Nie wiem, czy zatrzymałbym się na piątce. – Kapitan uśmiechnął się szelmowsko.
     Botta zaniósł się szczerym śmiechem.
     – Ożeń się mówię ci. A co to, brak urodziwych niewiast, czy jak? Niestary jesteś jeszcze. Zdążysz wychować synów.
     – Może kiedyś...
     – Ja naprawdę dobrze ci życzę Rokko – westchnął Botta. – No, masz swoją robotę. Bywaj...

     Oddział rekrutów opuścił dziedziniec. Botta zaś, kątem oka, dostrzegł zbliżającą się Doris. Uśmiechnął się do niej szeroko.
     – Domyślam się, moja pani, że szukasz naszego niesfornego, pierworodnego.
     – Znów nie ma go na lekcji. Podobno próbował ogolić głowę Teldzie – ściągnęła gniewnie brwi – niech no ja go tylko znajdę...
     Botta podniósł jej dłonie do ust.
     – Królowo moja, nawet jak się gniewasz, jesteś piękna... – Spojrzał na nią uważniej. – Wyglądasz na zmęczoną.
     – Naimah, trochę przeziębiona, budziła się w nocy i mało spałam.
     – A niańka?
     – Dziecko płakało, nie mogła sobie poradzić.
     – Jeszcze raz będzie cię budzić a wyrzucę ją. – Wściekł się.
     – Och, przestań Botto. Chore dziecko potrzebuje matki...
     – Potrzebuje wprawnej piastunki, a ta, jeśli sobie nie radzi, niech się zatrudni jako praczka, a nie niańka. Idź odpocząć, kochana moja. Sam się rozmówię z małym Bottą.
     – Należy mu się kara za ucieczkę z lekcji...
     – Wiem.
     – I za dokuczanie dziewczynkom też...
     – Wiem, wiem... – Cmoknął żonę w czoło. – Nie denerwuj się tak, moja droga. Dam sobie radę. Idź odpocznij.

     Doris oddaliła się, a Botta wyruszył na poszukiwanie swojego potomka i dziedzica.
     Wszedł do stajni i zobaczył drabinę przystawioną do wejścia na stryszek, na którym trzymano słomę i siano. Nie trudził się zaglądaniem na górę. Oznajmij tylko donośnym, nie pozostawiającym wątpliwości tonem:
     – Czekam na ciebie na dziedzińcu, synu! Natychmiast! Dorzucił dla wszelkiej pewności i wrócił na podworzec.
     Chwilę później, od strony stajni, ze spuszczoną głową przydreptał potulnie mały winowajca. Zza kołnierza i we włosach sterczały komicznie źdźbła siana i słomy.
     Botta-ojciec stał z założonymi do tyłu rękoma i mierzył go surowym wzrokiem.
     – No, słucham. Masz coś swoje usprawiedliwienie?
     Mały potrząsnął tylko czupryną. Oczy miał błękitne, jak Dioris, tylko włosy nie tak jasne jak ona. U chłopca nieco ciemniejsze, miały rudawy odcień. Długie, chude nogi i ręce, kazały przypuszczać, że w przyszłości osiągnie wzrost nie mniej słuszny niż ojciec.
     – Rozgniewałeś matkę. Mnie także. Uciekłeś od nauki, mój książę.
     – Bo to nudne – burknął mały buntownik.
     – Życzę sobie, by mój syn wyrósł na mądrego człowieka, nie na dzikusa. W tym celu wiedza jest niezbędna, choćby ci się zdawała nudną.
     – Ale ja wolę się uczyć strzelania z łuku i szermierki. – Zamachnął się niewidzialnym mieczem.
     – Ależ oczywiście. Tyle, od tego nie rozwinie ci się umysł. Co najwyżej mięśnie.
     – Kiedyś będę wojownikiem, jak ty ojcze. Po co mi te wszystkie głupie rzeczy, których każe się uczyć nauczyciel?
     Botta-ojciec westchnął ciężko i wywrócił oczyma.
     – Mężczyzna potrzebuje nie tylko sprawnych mięśni, sprawny mózg też jest mu potrzebny, Botto. Wojownik, nie umiejący zrobić pożytku z rozumu, zaiste kiepskim byłby wojownikiem. – Usiadł na kamiennej ławeczce przy studni znajdującej się na środku dziedzińca.
     – Siadaj – nakazał synowi. – Kiedyś będziesz nie tylko wojownikiem i rycerzem. Mnie zastąpisz. Będziesz władcą, a władca ma obowiązek troszczyć się o kraj i lud. Musi być odpowiedzialny, sprawiedliwy i mądry. Musi umieć myśleć i przewidywać. Tego właśnie uczysz się na lekcjach, synu. Twórczego myślenia.
     – A jak ty byłeś taki jak ja, to nie musiałeś się uczyć – zaoponował uparciuch.
     – Tak samo musiałem się uczyć, jak i ty. Za moich czasów było trudniej. Wy dzisiaj macie wszystko zapisane w książkach, wystarczy przeczytać. My sami musieliśmy naszą wiedzę wydzierać światu. A gdyby nie takie lekcje, jak te, od których teraz uciekasz nie byłoby cię dzisiaj na świecie. – Ojciec uśmiechnął się gdy chłopiec podniósł na niego zdziwione oczy. – Tak, tak. Twoja mama przybyła tu do mnie, bo na lekcjach właśnie nauczyła się nie jesteśmy dzikimi barbarzyńcami, za jakich mieli nas ciemni ludzie z innych krain.
     Oczy chłopca rozszerzyły się z niedowierzaniem.
     – A kiedyś mówiłeś, że złapałeś ją w lesie.
     Botta odchrząknął, powstrzymując śmiech.
     – Tak powiedziałem? No, cóż... – odchrząknął jeszcze raz.
     – Tak! I obiecałeś, że mi kiedyś opowiesz jak to było... Opowiedz!
     – Może innym razem – mruknął ojciec. – Dzisiaj skupmy się na twojej edukacji, mój synu.
     Chłopak spuścił głowę. Jak zwykle, tak i tym razem, nie udało się ojca wpuścić w maliny. Szansa na odwrócenie jego uwagi od właściwego tematu prysła.
     – Zatem ustaliliśmy już, że wiedza jest niezbędna każdemu, a przyszłemu królowi szczególnie – kontynuował kazanie uparty rodziciel. – Ty zaś chowasz się przed nią w stajni. Nie podoba mi się to i martwi mnie. Martwi też twoją matkę, a to, że jej dostarczasz trosk, budzi mój gniew. Wiesz o tym.
     – Jakby Imeni i Liyah nie skarżyły bez przerwy, to mama by się nie gniewała.
     – Skarżą się, bo im dokuczasz. Podobno zniszczyłeś im lalki.
     – Tylko obciąłem im włosy. Wełna przecież odrośnie.
     – Wełna rośnie tylko na żywej owcy. Nie wiedziałeś o tym?
     – Nie – odparł nieco stropiony.
     – A widzisz. To jest właśnie wiedza. Na martwej skórze nic nie urośnie, podobnie jak mądra myśl nie zrodzi się w pustej głowie. Będziesz musiał przeprosić swoje siostry.
     – Ale jakbym dziewczynom obciął warkocze, to by odrosły, prawda? – Wystrzelił z błyskotliwym wnioskiem mały bystrzak.
     Ojciec jęknął ze zgrozą.
     – Żeby cię przypadkiem nie pokusiło tego sprawdzać, bo wtedy to już nie zdzierżę i złoję ci skórę! – Huknął. – To dotyczy również Teldy! Twój brat, to nie owca żebyś go golił!
     Przyszły władca nie bardzo się przejął ojcowskimi gromami.
     – Ma takie głupie loczki, jak dziewczyna. – Wzruszył ramionami.
     – Bo jest mały. Ty też kiedyś takie miałeś.
     – Nie mam już – młody Botta z zadowoleniem pomacał czuprynę.
     – Ech... – ojciec z czułością rozburzył włosy na czubku głowy swojej rezolutnej latorośli, ale zaraz powrócił do poważnego tonu. – Za wykręcanie się od nauki należy ci się kara i otrzymasz ją. Mama uważa też, że powinieneś zostać ukarany za dokuczanie siostrom. Zgadzam się z nią. Nie powinieneś tego robić. Jesteś starszym bratem, o siostry winieneś się troszczyć.
     – One są głupie i ciągle bawią się lalkami!
     – Nie ma nic złego w zabawie lalkami. Chłopcy bawią się drewnianymi mieczykami i konikami. Można by rzec, że i ta zabawa jest głupia.
     – Wcale nie. To co innego – zaoponował znów uparciuch.
     – O, doprawdy? A na czym to twoim zdaniem polega różnica? Wyjaśnij mi, bo ja jej nie znajduję.
     – No, bo chłopcy to... to... Chłopcy są mądrzejsi, a dziewczyny są głupie – naburmuszył się.
     – Ach, tak – Botta senior uniósł brwi i pokiwał ze zrozumieniem głową. – Zatem twoje siostry są głupie, ponieważ nie są chłopcami, tak?
     – Tak.
     – I zgodnie z tym założeniem, wszystkie dziewczynki są głupie?
     – Tak.
     – A wiesz, że małe dziewczynki wyrastają na kobiety? One w takim razie też muszą być głupie. Zastanawiałeś się nad tym, Botto? Twoja matka jest kobietą. Uważasz ją za głupią? – Ojciec ściągnął gniewnie brwi.
     Chłopak zaczerwienił się po same uszy.
     – Mama jest mądra. Dorosłe kobiety nie są głupie... tylko dzieci.
     – Masz absolutną rację, synu. Zaś zważywszy fakt, że sam jesteś dzieckiem, nie odbiegasz głupotą od swoich sióstr. Płeć bowiem nie ma tu nic do rzeczy. W dodatku one teraz się uczą i stają się mądrzejsze. Ty zaś troskliwie chronisz swoją głupotę, chowając się w stajni. Żeby im dorównać w mądrości będziesz od dzisiaj do końca tygodnia uczył się dodatkowo pod okiem nauczyciela, w każde popołudnie. Będziesz też musiał pomóc przy reperowaniu popsutych lalek. Przez dwa tygodnie nie wolno ci jeździć konno. Czy to jasne?
     – Tak, ojcze – bąknął potulnie chłopak.
     – To dobrze. Mam też nadzieję, że nie zapomnisz przeprosić matki za to, że ją rozgniewałeś i zmartwiłeś swoim postępowaniem.
     – Tak, ojcze.
     – Kiedy będziemy rozmawiać następnym razem, wolałbym mieć za co się pochwalić, niż wyznaczać ci karę. Pamiętaj o tym.
     – Wybacz, ojcze. Nie będę więcej gniewał mamy, ani dokuczał siostrom.
     – Ich też nie zapomnij przeprosić.
     – Nie zapomnę.
     Król uśmiechnął się i znów rozburzył dłonią włosy syna.

     – No, idź już, dołącz dziewczynek. I pilnuj się – pogroził mu palcem.


To byłoby na tyle podróży po kraju Aurów. W kolejnym fragmencie wracamy do Nammas.

4 komentarze:

  1. Zarzekałam się, że przeczytam wczoraj, ale padłam jak mucha :/
    Kajjka, będę czerpała z Twoich rozdziałów wiedzę o wychowywaniu dzieci :D Strasznie fajny był ten dialog Botty z Bottą. Taki prawdziwy Ci wyszedł. Mądre chłopy z nich obu, chociaż twierdzenie, że wełna i tak odrośnie może temu przeczyć! Myślałam, że padnę ze śmiechu jak mały bronił swoich racji.
    Przy zdaniu z solą (Rokko je wypowiada) "z" Ci przewędrowało w złe miejsce :) A ja jestem dumna, że błąd wypatrzyłam :D
    Lecę na następny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Nikki :) Poprawiłam to "z". Miałam poważyn problem, czy je tylko przestawić cyz całkiem wywalić ;) Ostatecznie przestawiłam. Rozmowa Botty z synem to jedna z moich ulubionych ze wszystkich dialogów jakie wystrugałam. Pewnie można się przyczepić w niej wielu rzeczy, ale i tak jestem z niej bardzo zadowolona, co rzadko mi się zdarza :)

      Usuń
  2. Ach te dzieci troche radosci i troche kłopotów Z przyjemnościa posluchalam reprymendy Botty takie drobne oderwanie od Melty dzieki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta dygresja tylko na pozór jest tu nie na miejscu, jej zaistnienie w tej historii stanie się jasne jak dobierzemy się do kolejnych opowieści z DŁ :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.