WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

30.10.2014

Na wysokim niebie

 
     Przeczytałam dzisiaj książkę… Tak, to nie jest żadna pomyłka. Dzisiaj.

     Wzięłam ją do ręki rankiem i szczęśliwym zbiegiem okoliczności, nie mając dziś nic innego do roboty, przepłynęłam przez nią.
     Samą mnie ta płynność i to "porwanie" zaskoczyło.


     Książkę podesłała mi wraz kilkoma innymi pozycjami przyjaciółka. Taki zestaw „wakacyjny lajtów”, jak to sobie nazywałyśmy, dostałam, ale ta ostatnia pozycja… Cóż, ja jestem z natury swojej oporna jeśli chodzi o lekturę zmuszającą czytelnika do zadumy i refleksji. Że taką właśnie będzie ta książka wiedziałam już po przeczytaniu pierwszej strony, więc odłożyłam. Na później. I choć pozostałe zostały „połknięte” błyskawicznie, ta leżała, leżała i czekała. Na swoją chwilę i na chwilę mojej słabości.

     Niezwykle rzadko sięgam po lekturę z rodzaju tych zmuszających mózgownicę do pracy. Tak już mam, że znacznie więcej przeczytałam rzeczy łatwych, dla frajdy niż trudniejszych, dla sponiewierania. Książki są dla mnie głównie źródłem rozrywki, inspiracji dla wyobraźni, sposobem na oderwanie się od codzienności. Tymczasem ta lektura, o codzienności właśnie, o szarości mijających dni, skradła moje serce. Pozwala spojrzeć na wszystko, co nas otacza, na to co już mamy za sobą i co jeszcze może się w życiu przydarzyć, z niezwykłej perspektywy.

     Sponiewierała mnie, ale w takim pozytywnym wydźwięku tego słowa. Mimo niełatwych problemów, o których w niej mowa, choć może banalnych, bo nie są wcale jakieś szczególnie wydumane, ot taka rzeczywistość, która dzieje się tuż obok każdego dnia, tak bardzo, że przestaliśmy zwracać na nią uwagę. Zatem mimo tych wspomnianych treści, tchnie ciepłem, nadzieją i prawdą.

     Nie ma tu porywającej akcji, błyskotliwych, dowcipnych dialogów, niesamowitych fantazji wyśnionych światów, nie ma superbohaterów. Nie ma seksu, erotyki generalnie niczego czego w książkach i opowiadaniach poszukuje ostatnimi czasy większość czytelników. Nie ma banału w takim złym pojęciu, bo choć traktuje o banalnym życiu, daleka jest od banału.

     I tak ja, miłośniczka literatury dobrze podlanej przygodą, wartką akcją i niesamowitością, nie potrafiłam się od niej oderwać do ostatniego zdania. Dla mnie stała się perełką, niezwykłym odkryciem na rynku generalnie zalanym przez banał, niestety w niechlubnym tego słowa znaczeniu.
     Na tę chwilę, mam w rękach jedynie użyczony egzemplarz, który niebawem wróci do właścicielki, ale wiem już na pewno, że zaopatrzę się we własny, bo jedna z takich książek, do których się wraca, jak do domu.

     Nie piszę tu recenzji i nie jako recenzję należy traktować moje słowa. Ja po prostu wyrażam zachwyt i chylę czoło, przed niezwykłymi i jednocześnie prostymi prawdami, jakie przekazuje w swej treści, ta ze wszech miar godna polecenia pozycja. Uczy posiadania nadziei... Na co? Na wszystko, na życie...
     Ze szczerego serca polecam każdemu: „Na wysokim niebie” Danuty Awolusi.

     Ze szczerego serca dziękuję Monice, za podsunięcie tego tytułu :)

6 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się, że aż tak Ci się spodoba i niezmiernie mnie to cieszy :)
    Należy wspomnieć, że książkę musi posiadać każdy zainteresowany polskimi talentami, choćby z czystego faktu, że jest to debiut literacki koleżanki "po fachu". Danusia prowadzi bloga recenzenckiego, którego raczej nie trzeba reklamować :) Zdolna bestia, a ja jestem jakoś szczególnie zainteresowana wspieraniem takich perełek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierz mi Moniko, ja też się tego nie spodziewałam. Jak zajrzałam pod okładkę kiedy książki przyszły, to pojawiała się taka myśl: ueeeee, nie da rady normalnie, no nie da rady... I tak sobie leżała. Dzisiaj rano wzięłam ją do łapy, ot tak. I wsiąkłam. Jednak dało radę i to nawet się obejrzałam kiedy, no bo jak miało nie dać, skoro zawartość jest taka... ludzka :). Nawet nie wiem, czy tę książkę można rozpatrywać w kategorii "piękna" ona jest właśnie ludzka. I na pewno bardzo mądra, warto ją promować i polecać :)

      Usuń
  2. Autorko, przestań pisać do szuflady! Zapraszamy do sprawdzenia naszego portalu www.wydacksiazke.pl. Przetestuj system, w którym możesz samodzielnie zaprojektować i opublikować własną książkę.Po więcej informacji na temat self-publishingu zapraszamy na www.blog.wydacksiazke.pl Pozdrawiamy, WydacKsiazke.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Taa... Wydaj sam sobie książkę i zamiast do szuflady wsadź na regał...
    Przepraszam za cynizm, ale jakoś samo się nasuwa po przeczytanym tekście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika, ależ wydadzą. Nawet najgorszego bubla wydadzą i obiecają przy tym gruszki na wierzbie, ba nawet i banany, a co :P. Tylko im zapłać, a potem rób sobie z nakładem co wola. Może sobie nim salonik wylepić :D. Ja jakoś nie mam parcia na sławę, więc mnie oferta nie interesuje, ale zostawiam, bo może ktoś się skusi ;)

      Usuń
    2. No to też mówię. Wyjmij z szuflady i przerzuć sobie na regał. Będzie szpan przed znajomymi :D

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.