To już ostatnia wrzutka z "15 godzin...". Poszło szybciej niż sądziłam, że pójdzie. Ale chyba po prostu musiałam wreszcie pozbyć sie tej historii z głowy. A kiedy to się już stało nie widzę powodu, żeby i Was przetrzymywać w niepewności. Zapraszam zatem na mocno lukrowane pączki...
poprzedni fragment
***
Gina i Morr usiłowali przytrzymać rozwścieczonego Odda, bo
niewiele brakowało, by rzucił się ordynatorowi do gardła.
– Nie ma pan prawa mi tego zabronić! – ryczał yenni, podczas
gdy lekarz spoglądał na niego obojętnym wzrokiem.
– To nie pan będzie decydował do czego mam prawo, a do czego
nie. I proszę mi tu nie podnosić głosu. To nie targowisko tylko szpital. Jak
się pan natychmiast nie opanuje, każę ochronie wyprowadzić pana poza teren.
Odd spuścił nieco pary. Strząsnął z siebie dłonie Giny i
przyjaciela.
– W porządku – mruknął do Morra. – Nie uduszę tego gada,
nawet go nie dotknę.
Ordynator, który oczywiście słyszał te słowa, zacisnął z
satysfakcją usta.
– Proszę go zrozumieć – wtrąciła się Gina. – Szukał ich od
zakończenia wojny. Bał się, że mogą nie żyć, a teraz...
– I dobrze, że się bal, bo rzeczywiście niewiele brakowało –
przerwał jej lekarz. – A teraz młoda damo, są pod moją opieką i to ja
odpowiadam za ich zdrowie i życie, i póki co, uważam, że jakiekolwiek
zakłócanie spokoju tej kobiecie może się katastrofalnie odbić na jej zdrowiu.
Przeżyła potężny stres, jej serce wymaga wsparcia, a narażanie jej na kolejny
szok jakim byłby widok... To byłoby nieodpowiedzialne i zapewniam panią, że
żaden szanujący się lekarz...



