Dzisiaj w biegu sprawdzimy co, w czasie kiedy Odd przeżywa swoje rozterki, robi Anna. Nie, nie przewiduję jeszcze ich spotkania, ale powoli się zbliżamy.
Nie wiem czy tylko u mnie tak jest, ale od czasu do czasu, coś mi się buntuje blogger i nie widać wtedy części postów, ani wpisów z boxa. W boksie są wtedy tylko same emotki. Naprawia się samo, więc jestem skłonna przypuszczać, że jest to jakiś błąd techniczny serwera, chociaż w tym czasie podobnych błędów innych blogach tego nie zaobserwowałam. Ale trudno, raczej nie przeprowadzę się z bloggera na inną platformę, ponieważ tylko tę w miarę ogarniam. Poza tym, z tego co patrzyłam, to tylko ta ma w wersji free wszystkie opcje, których potrzebuję i lubię używać.
Przeszła przez piekło kontroli, weryfikacji lojalności,
testy na prawdomówność, inwigilację, obserwację. Winą było to, że przeżyła, czy
raczej, że darowano jej życie. Były chwile, kiedy zastanawiała się, czy nie
byłoby lepiej dla niej, gdyby jednak tamten yenni okazał się służbistą. Ale
nie. Musiała akurat trafić na jakiegoś durnia ze śladowymi ilościami sumienia.
Przez kolejne miesiące wydeptywała ścieżki we wszystkich garnizonach
do jakich udało się jej dotrzeć, starając się o jakikolwiek przydział. Potrzebowała
pracy nie tylko żeby się utrzymać, ale żeby nie zwariować. Brakowało lekarzy, w
kolejnych miejscach, do których aplikowała rekrutanci witali ją entuzjastycznie, bo przecież w
wojennej zawierusze każdy lekarz był na wagę złota. A jednak nie każdy. Wstępny entuzjazm gasł, gdy
kładła na biurku potencjalnego przełożonego swoje papiery. Przecież nie miała
prawa żyć.
Dobiegał końca kolejny beznadziejny dzień. Do obskurnego
pokoiku, w którym pomieszkiwała z przypadkowo poznaną dziewczyną, wróciła jak
zwykle z kwitkiem. Bezsilność ją zabijała skuteczniej mógł to zrobić yenni z
bronią w garści.
– I jak? – Gina energicznie mieszała w mocno sfatygowanym
garnku postawionym na elektrycznej płytce. – Znów nic?
Anna nie odpowiedziała, pokręciła tylko głową i ciężko
opadła na posłanie w swoim kącie.
– Nie martw się, w końcu coś dostaniesz. Nie uwierzysz co znalazłam.
– Triumfalnym gestem potrząsnęła malutką puszeczką. – Pewnie solidnie
przeterminowany, ale co tam. Dzisiaj będziemy mieć pomidorówkę. – Szeroki
uśmiech ozdobił twarz współlokatorki.
