Witajcie :). Dzisiaj, kawałek, w którym zdradzę jaki to "plan" wymyśliła sobie Anna... Myślę, że czas najwyższy...
poprzedni fragment
Była zmęczona, bardzo. Niestety nie mogła sobie pozwolić na
odpoczynek. Musiała nie tylko wydostać yenniego z kostnicy, ale także
przetransportować go jakoś i ukryć w bezpiecznym miejscu póki nie odzyska dość
sił by mógł sam o siebie zadbać. Potrzebowała środków medycznych,
opatrunkowych, żywności, prawdopodobnie też odzieży... Z każdą chwilą była
coraz bardziej przerażona szaleństwem tego co zamierzała zrobić, co już
zrobiła.
Nie wróciła od razu na kwatery. Zeszła do piwnic
szpitalnych, gdzie mieściły się magazyny. Pracownik w ekspedycji uśmiechnął
się. Widywał ją ty nie raz, ona jego także. Personel nie był zbyt liczny i
wszyscy się ty nawzajem znali.
– Znów jakieś braki, pani doktor? – zagadnął przyjaźnie. Nie raz zdarzało się, że dzienny przydział nie wystarczył ktoś przybiegał po
uzupełnienie czy to leków, czy innych środków.
Odpowiedziała zmęczonym uśmiechem. Bała się, że nie zdoła
wydobyć głosu ze ściśniętego gardła.
– Mam jutro robotę w terenie, potrzebuję w pełni wyposażonej
apteczki.
– Się robi, pani doktor. – Człowiek, szurając głośno,
odsunął się od biurka razem ze stołkiem, poczym podniósł się ciężki i znikł
pomiędzy regałami.
Anna wsunęła dłoń w kieszeń i wilgotną od potu zacisnęła na chłodnej
blaszce. Czuła też kropelki potu powoli spływające wzdłuż kręgosłupa.
Nieprzyjemne uczucie...
Wrócił magazynier i podał jej plecaczek oznaczony czerwonym
krzyżykiem.
– Powinno być wszystko, proszę sprawdzić.
Kobieta pobieżnie przerzuciła zawartość plecaczka.
Standardową znała na pamięć, ale potrzebowała jeszcze czegoś.
– Proszę jeszcze dorzucić trzy iniektory z epinefryną.
– Tego nie ma w wyposażeniu apteczki.
– Tak wiem… - Głos nienaturalnie zachrypł. Odchrząknęła i
opanowała się. – Wiem, ale czuję się pewniej, jeśli mam ją pod ręką. Nigdy nic
nie wiadomo. Proszę zapisać, że wydano na żądanie.
Mężczyzna wzruszy
ramionami i znów znikł wśród regałów. Po chwili położył na blacie trzy
aplikatory. Anna zgarnęła je bez słowa, poczym burknęła niewyraźnie:
– Dziękuję.


