WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

03.11.2014

Kontredans cz.4

Zapraszam na kolejny kawałek... Pewnie pełen absurdów, ale celem tego tekstu nie jest poznanie konkretnego miasta, a wywołanie uśmiechu na twarzy. I w związku z tym, każdy śmiech jest mile widziany, także ten z mojej nieznajomości tematu ;)
Przy okazji, zrobiłam nową okładkę do Shanyi, jeśli ktoś ma chęć można obejrzeć w "Galerii" albo przy opowiadaniu :) Dziękuję Monice, dzięki prostej wskazówce powoli zgłębiam tajniki Gimpa :D.

Chciałam też polecić autorskiego bloga grupy La_Noir - to ta, z którą wspólnymi siłami montujemy antologie tematyczne, z których dwie miałam przyjemność już prezentować na Warsztaciku. Blog nosi nazwę Ailes i link do niego jest na pasku bocznym w "Polecanych". Osobiście polecam na Ailes teksty współautorów, bo moje znacie stąd. Tworzymy bloga wspólnie, każdy autor ma swoją zakładkę teksty dłuższe które są dodawane w częściach, są wymienione w spisie tytułów więc łatwo je znaleźć.
Zapraszam i polecam :)

Będą też zmiany na blogu, bo planuję przemeblowanie i remont kapitalny, chciałabym się z tym wyrobić do 10 listopada, ale zobaczymy. W każdym razie, będę chciała opanować wszystko do końca tego roku, ponieważ po nowym rusza kolejna edycja "Blog roku" i zamierzam się zgłosić. Ot tak, dla samej frajdy uczestnictwa :). A teraz już jazda z koksem...



     – Słucham?
     Obejrzał się i napotkał zdumione spojrzenie szarych oczu. Szlag, jakie ona ma oczy.
     – Aa... ee... Nic, nic... tak sobie tylko... kwestię powtarzałem, dla pamięci – bąknął nieco skonsternowany, bo właśnie sobie uświadamił, że jeśli ona miała jakieś plany związane z instrumentem, to dzisiejszego przedpołudnia skasował je, jednym, niefortunnym trzaśnięciem drzwiami.

     Poczucie Winy nabrało powietrza w płuca, by wydać zwycięski ryk. Ego wcisnęło się pod kanapę i sromotnie zawstydzone łypało stamtąd niepewnie.

     Pozostała jedynie nadzieja, że jakiekolwiek owe plany były, zdążyła je zrealizować przed kursem ową feralną taksówką. Tak, tak, uspokajał struchlałe sumienie, z całą pewnością pozałatwiała swoje sprawy. Skoro już jutro wyjeżdża, to z pewnością dlatego, że nie ma tu już nic do roboty... ani do zagrania.

     Poczucie Winy  nie ryknęło jeszcze teraz. Nadzieja pomachała nieśmiało z daleka, a Poczucie Winy, krzywiąc się z irytacją,  wypuściło powietrze z płuc. Ego nieco śmielej wyjrzało spod kanapy.

     Ochłonąwszy z niemiłego lęku, że być może zrujnował czyjeś plany odchrząknął i zapytał lekkim tonem:
     – Co tak długo to trwało?
     Karolina uniosła brwi. Gdyby porywczość leżała w jej naturze, zapewne uniosłaby się słusznym poniekąd gniewem. Na szczęście dla Jasona, kobieta, z którą miał do czynienia była łagodną i cierpliwą istotą, więc nutka przygany w jej odpowiedzi była niemal niewyczuwalna:
– Myślisz, że łatwo ubrać się jedną ręką?

     Poczucie Winy zassało nowy haust powietrza i tym razem ryknęło zwycięsko. Ego wcisnęło się głębiej pod kanapę. Nadzieja wciąż jeszcze machała nieśmiało, ale jakoś tak bez wielkiego przekonania.

     Jason dostrzegł dwa, niezbyt starannie dopięte guziczki przy bluzce. Odruchowo poprawił je, mimo woli – albo dokładnie na odwrót – dotykając przy tej czynności gładkiej, ciepłej skóry. Poczuł mrowienie w opuszkach palców – i żeby tylko tam.

     Trochę ośmielone Ego wysunęło łeb spod kanapy i nadstawiło uszu.

     Mężczyzna oderwał wzrok od krągłości osłoniętych cienkim materiałem bluzeczki, przeniósł go nieco wyżej i napotkał szare, jak zawsze, trochę zdziwione spojrzenie. Jakby ona kompletnie nie była świadoma tego, co się z nim w tej chwili dzieje. Znów zsunął spojrzenie nieco niżej, i zawiesił go tym razem na ustach Karli.
  
     Cóż, doskonale wiedziała, co się dzieje. Nawet jeśli doświadczenia damsko-męskie nie stanowiły jej mocnej strony, to idiotką nie była. Patrzyła na żyłkę pulsującą rytmicznie na jego szyi. Potem spojrzała mu w twarz. Wzrok, jakby był zahipnotyzowany, miał wbity w jej usta i... Tak, tak wcale się jej nie zdawało. Nachylał się ku nim. Nabrała powietrza i...

     – No, co ty robisz, dziewczyno! To tylko odrobina balsamu na krwawe rany! Należy ci się jak psu buda! – wrzasnął poirytowany Diabełek.
     Mały piekielnik bulwersował się, podskakując na lewym ramieniu. Wychylił się, by spojrzeć co dzieje się po drugiej stronie i wszystko stało się jasne. Ze złości para poszła mu kosmatymi uszami.
     Na prawym ramieniu siedział różowiutki Aniołek i majtając sobie niewinnie bosymi nóżkami, szeptał coś do Karli na ucho.

     Łagodnie, lecz stanowczo odsunęła ręce Jasona od swojego dekoltu.
     – Dziękuję za pomoc – powiedziała, na wszelki wypadek odsuwając się krok do tyłu. – Wezmę tylko sweter i możemy iść.

     Opamiętaj się, Karlo, upomniała się surowo. Wystraczającym szaleństwem jest, że wychodzisz nie wiadomo dokąd z gościem, o którym nic kompletnie nie wiesz. Całować się z nim to już stanowczo byłaby przesada.

     Diabełek zmiął pod nosem przekleństwo i ze złości ugryzł pędzel na końcu własnego ogona. Aniołek zaś złożył rączki i z niewinną miną wzniósł oczęta ku niebu.

     Tymczasem Lewis pozostawiony sam sobie na środku pokoju, tkwił tam przez dłuższą chwilę, starając się nieco poskromić przyspieszone tętno. Chłopie, co ci odbiło? Nie znasz jej! Zabierzesz ją do pubu, wysączycie kilka drinków, pokręcicie się na parkiecie i tyle. Jutro jej tu już nie będzie.

     – Dopiero jutro – podpowiedziało natychmiast usłużnie Ego, które tymczasem wygramoliło się spod kanapy i przyciągnąwszy sobie szezlong, ułożyło się na nim niczym sam Cezar, po czym wzięło w rękę kiść winogron, by po powolutku rozkoszować się jagodami.

     – Jestem gotowa.
     Jej głos ściągnął go z obłoków na ziemię.
     – No to chodźmy.
     Złapał Karolinę za łokieć i pociągnął do drzwi. Chrząknęła znacząco. Obejrzał się zdziwiony. Co znów?
     – A kluczyki i te tam... Nie będą potrzebne?
     – A, tak... – Zawrócił zgarnął rzeczy ze stolika i wcisnął do tylnej kieszeni dżinsów, zostawiając w dłoni tylko kluczyki. – Teraz naprawdę idziemy...

     Auto było czarne i wyglądało szałowo. Specyficzny zapach skórznej tapicerk, kupa elektronicznych bajery na pulpicie. Karla z rozczuleniem pomyślała o starym wysłużonym fiacie swojego taty. Westchnęła cichutko i zapadłszy się w fotel pasażera starannie zapięła pasy.
     – Zawsze taka przepisowa? – zadrwił żartobliwie właściciel czarnego cuda.
     – Zawsze – odparła ze stoickim spokojem.
     – Szkoda, że poznałem cię dopiero dzisiaj. Długo byłaś w Londynie? – Odpalił silnik.
     – W sumie to... jeden dzień. Przyleciałam wczoraj wieczorem.

     Nadzieja straciła przytomność. Ego zakrztusiło się winogronem i czmychnęło w popłochu. Poczucie Winy zawyło przeciągle i zaczęło walić w wojenne tarabany, rozwinęło przed sobą czerwony dywan i krocząc po nim majestatycznie, zbliżało się do wysokiego tronu ustawionego w samym środku Sumienia Jasona.

     Jason wstrzymał oddech. Jakby na to nie patrzeć poniedziałkowy poranek to stanowczo za mało na realizację jakichkolwiek planów.
     – Co cię sprowadziło do nas? – Ostrożnie wypuszczał powietrze z płuc.

     Błagam powiedz, że miałaś ochotę po prostu popitolić sobie na wiolonczeli w hotelowym pokoju, no powiedz, skamlało Ego.

     – Chciałam starać się o angaż do kwintetu smyczkowego.

     Poczucie Winy dosiadło białego konia, rozwinęło sztandary...

     – Rano miałam być na rozmowie, a we czwartek na przesłuchaniach, ale nie wyszło...
     I cóż mógł na to powiedzieć? Zmiażdżył karierę wiolonczelistki drzwiami od taksówki. Cóż za banał.

     Przy huku fanfar, bębnów i salw armatnich na wiwat, Poczucie Winy zasiadło na złotym tronie, ukoronowało się koroną wysadzaną brylantami i rozpoczęło panowanie.

     Mgnienie oka i... po wszystkim. Wyciągnął rękę i zacisnął palce na dłoni Karli leżącej na kolanach. Na tej nie uszkodzonej i delikatnie, żeby przypadkiem znów czegoś jej nie uszkodzić.
     – Przepraszam – powiedział cicho. – Naprawdę bardzo mi przykro. Żałuję, że to się stało...
     Odwróciła głowę i przez długą chwilę patrzyła w okno. Czuła dławienie w gardle.

     – Dajże spokój, Karlo! – Aniołek z dezaprobatą potrząsnął złocistymi kędziorkami. – Przecież nie będziesz wypłakiwać się w rękaw obcemu facetowi.
     – A czemu nie?! No, dawaj! – Diabełek z podstępnym uśmieszkiem zacierał łapki, nerwowo poruszając ogonkiem.
     – A właśnie, że nie! – Wrzasnął Aniołek, zaciskając skomplikowany węzeł na diablim ogonie.
     Rozwścieczony Diabełek, w odwecie próbował wyrwać garść piórek ze skrzydełek Aniołka, ale ów wystrzelił w górę, mrugając niewinnie oczętami. Diabełek, dysząc ze złości, przystąpił do rozplątywania gordyjskiego węzła.
     – Może nożyczki? – Zaoferował usłużnie Aniołek.
     – A spadaj, ty…! – warknął Diabełek. – Czekaj – pogroził Aniołkowi pięścią -  jeszcze cię dostanę...!

     Karla wzięła głębszy oddech i uśmiechnęła się krzywo, zakładając za ucho jakiś niesforny kosmyk który wysunął się spod klamry. Palce zaświerzbiły niepokojąco i Jasonowi przeleciało przez głowę, że sam mógł to zrobić.
     – Widać, mnie nie było to pisane.
     Fatalistka? Jason zerknął na nią podejrzliwe.
     – Może moi uczniowie będą mieć więcej szczęścia ode mnie. – Westchnęła.
     – Uczysz? Gry na instrumencie?
     – Taki mam zamiar. Chyba, że uda się złapać angaż w Operze, albo w Filharmonii. Ale tam zawsze więcej chętnych niż miejsc. Gdzie właściwie jedziemy? – Zmieniła temat.
     – Taki tam... miły lokal. Bywają tam... znane twarze, czasami. Ale miejsce jest fajne. Zazwyczaj nie ma tłoku, dziennikarzy. Na miejscu jest bar, restauracja, bilard, pola golfowe, nawet basen. Zobaczysz, spodoba ci się.
     Nie odpowiedziała, ale logika podpowiadała, że miejsce w którym jest dość przestrzeni na pola golfowe i basen nie może znajdować się w samym centrum miasta. To zaś znaczyło, że ewentualny samodzielny powrót, w razie jakiejś katastrofy może być problemem. Zerknęła dyskretnie na zadowolonego z siebie Jasona. No, nic. Wygląda na to, że nie innego wyjścia jak zaufać mu i zdać się na jego poczucie przyzwoitości względem danego słowa. W końcu obiecał odstawić ją do hotelu przed północą.

     Przejechali przez most na Tamizie a za nim wysoka, miejska zabudowa ustąpiła miejsca malowniczym przedmieściom. Okolica wyglądała na zsiedloną, przez zamożnych obywateli. Dużo zieleni i poukrywanie w niej wille, albo ginące w drzewnych alejach boczne drogi, zapewne wiodące do bardziej oddalonych posiadłości.

     Zatrzymali się przy pięknej, kutej bramie. Jej skrzydła, zawieszone na wymurowanych ceglanych filarach, wysokich i tworzących łuk, nad wjazdem. Oba słupy oplecione były dzikim winem, podobnie zresztą jak otaczający teren niewysoki parkan. Ochroniarz przy bramie, uniósł rękę z uśmiechem, rozpoznając kierowcę, który widać musiał bywać tu często. Niewielki, bardziej symboliczny, niż stanowiący przeszkodę, szlaban uniósł się i wjechali na teren klubu.

     Plac przed budynkiem przypominał podjazd przed ogromną, arystokratyczną rezydencją, pomyślała Karolina. I też okazał się jedynie podjazdem. Zaparkowane samochody stały na uboczu w pewnym oddaleniu. Jasnon zatrzymał wóz przed wejściem ukrytym pod okazałym portykiem podpartym czterema, stylizowanymi na jońskie, kolumnami.
     – Za to właśnie kocham to miejsce. Nigdy nie jest pusto, a jednocześnie nigdy nie ma tłoku. Kiedyś budynek był rezydencją lordów, ale to dawne dzieje. Dziś jest tu hotel i klub, i inne atrakcje. – Mrugnął z uśmiechem do Karli.

     Pomógł jej wysiąść i oddał kluczyki chłopakowi parkingowemu.

     Rozglądała się zaciekawiona i odrobinę zażenowana jednocześnie. W tej chwili zdawało się jej, że strój jaki ma na sobie jest tu zupełnie nieodpowiedni i nie była pewna, czy dobrze zrobiła polegając na męskiej skłonności nie przywiązywania wagi do takich drobiazgów jak odpowiedni ubiór. , poczym szarmancko podał Karolinie ramię. Niestety, było za późno na jakąkolwiek korektę. Z lekkim niepokojem przyjęła podane sobie szarmancko ramię.
     – Wszystko jest w porządku Karlo – uspokoił ją, bo niepewność malowała się wyraźnie na jej twarzy. – Jesteś absolutnie odpowiednio ubrana. Nie idziemy do ekskluzywnej restauracji, tylko do pubu w którym można się wyluzować i miło spędzić czas. Zapewniam, że taki lokal też tu jest.
     Protest i tak nie miałby sensu więc chwilę później znaleźli się w jasno oświetlonym holu.

     – Witamy, panie Lewis. – Z tymi słowami skłonił się przed nimi człowiek o wyglądzie kamerdynera.
     – Witaj, Tom.
     – Loża, jak zawsze? - zapytał, dyskretnie obrzucając Karlę spojrzeniem.
     – Eee... ee... n... Nie tym razem. Jakiś ruch dzisiaj? Na parkingu pustawo jakoś.
     – Od czego są taksówki. – Uśmiechnął się recepcjonista, szatniarz i kamerdyner w jednym.

     Poczucie Winy załomotało młotkiem gong, natarczywie czegoś się domagając.

     – Dziękuję Tom, damy sobie radę.

     Jason odkrył nagle czego domaga się Poczucie Winy, bezczelnie szarogęszące się w jego Sumieniu...

     – Chodź. – Pociągnął ją za sobą.
     Zeszli po krętych schodach do pomieszczeń w suterenie i minąwszy łuk wiodący do dużej Sali znaleźli się w… przytulnie urządzonym pubie. Karlę w kierunku baru – strzelimy sobie po drinku, na rozluźnienie.


     Alkoholu! Najlepiej wysokoprocentowego i w dużych ilościach.

następny fragment

No, a kolejny za jakiś czas. Cały czas mam jeszcze na uwadze tekst "urodzinowy". 10 listopada na pewno opublikuję wstępny wpis... Jak już mówiłam, to trochę eksperymentalny dla mnie temat, choć pewnie ostatecznie i tak zakręcę go po swojemu. Nie mniej już teraz ciekawa jestem, jak go przyjmiecie.
Do następnego :)

16 komentarzy:

  1. Wyje ze śmiechu czytając te wtrącania poczucia winy itp. Świetnie to wymyśliłaś. Ogólnie całe opowiadanie jest bardzo dobre. Miłe, lekkie, śmieszne i ogólnie na temat.
    Pozdrawiam.
    ~C

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyta sie znakomicie to jest to co najbardziej lubie dopiski komentujące w trakcie czytania tu maja one formę sumienia Sa dowcipne i bardzo mnie ubawily być moze dlatego to opowiadanie jest bardziej interesujące dziekuje blanka

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały tekst powstał po to, żebym mogła się pobawić tymi dopiskami ;) Cieszę się, że pomysł okazał się trafiony i podoba się :). Bez nich sama treść byłaby totalnym banałem, ale tu akurat treść stanowi tylko tło, dlatego nie staram się zbytnio jej uatrakcyjniać jakąś ciekawą akcją, przyznaję się bez bicia ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow co za zmiany na stronce na tel wygląda super!
    Rozdział rewelacja, dopiski świetne :)
    Pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakieś sugestie co co kolorków, np, czy czcionka nie za jaskrawa, to piszcie, zawsze jeszcze coś można poprawić :)

      Usuń
  5. Zeżarło mi komentarz... :/ No cóż napisze raz jeszcze!
    Sprawdzałam dwa razy czy adresu nie pomyliłam :D Z Gimpem zawsze chętnie pomogę, jeśli będę umiała, bo sama nadal go rozkminiam. Wszystko jest czytelne i zdecydowanie bardziej klimatyczne. Chociaż syrenka przypominała mi SW, za którym się strasznie stęskniłam :( Ale bardzo mi się teraz podoba!

    Kasiu tylko u Ciebie zdarza mi się tak, że bardziej lubię postać męską. Tym razem jest identycznie. Nie wiem jakich Ty czarów używasz :D Akcja przezabawna i co mi się zdaje, że jak już dojdziemy do tych drinków, to nie powstrzymam dzikiego rechotu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh... Lubisz Jasona? A to zobaczymy jak długo :P. Jedno mogę powiedzieć, przy procentach dopiero rozwinie się akcja, ale nie powiem ani słóweczka w jakim kierunku. A nuż uda mi się kogoś zaskoczyć ;)

      Usuń
    2. Wiesz co, nie wiem czy lubię,może to za duże słowo, ale jest zdecydowanie ciekawą osobistością. Taki ładny i w ogóle :D

      Usuń
    3. Ty się ciesz, że Ciebie nikt nie podrywał na przytrzaśnięte drzwiami palce :D Ja go tam nie lubię ;)

      Usuń
    4. Nie wiem dlaczego bronię Twojego bohatera, ale przecież on niespecjalnie!

      Usuń
    5. No to co? I tak go nie lubię :P

      Usuń
    6. Właściwie to teraz żałuję, że nie dostał roli żeńskiej w tej sztuce, musiałby nogi wydepilować woskiem :D

      Usuń
    7. Hahaha! Ty bogu zły, Ty :P

      Usuń
  6. witam
    nie chce byc upierdliwa ale chciałam tylko zapytac czy możemy liczyc w majbliższym czasie na kolejne cześci tego opowiadania czy narazie zostało wstrzymane?
    pozdrawiam
    Ania
    ps. czytam wszystko tylko się nie udzielam w komentarzach za co przepraszam, twoja twórczość bardzo mi sie podoba ale dobra jestem raczej w laniu wody niz kostruktywnej krytyce badz pochwale wiec czasami lepiej zamilczeć niz pisac jakis banał

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam serdecznie:)
    Tak sobie przeglądam opowiadania i tak sobie myślę jak ten czas szybko mknie do przodu. To już dwa lata od zaczęcia tego opowiadania.
    Bardzo szkoda, że tak długo czekamy na kontynuację. Nie tracę jednak nadziei, że doczekamy się kontynuacji.
    Pozdrawiam cieplutko i liczę ze strony autorki, na rozważenie myśli, o kontynuacji tegoż opowiadania :) Czytelniczka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opowiadanie jest znacznie starsze niż dwa lata. Zawiesiłam je ponieważ zdałam sobie sprawę, że Londyn, gdzie umieściłam akcję jest tak daleki od rzeczywistości, że to aż bolesne. I obawiam się, że jeśli trafi na nie ktoś kto to miast odrobinę zna to mnie zlinczuje. Chciałabym kiedyś do niego wrócić i je dokończyć, ale nie jestem pewna czy nie powinnam go poprawić przenosząc akcję w jakiejś miejsce które znam. Albo może w końcu zamknę oczy i nie zważając na przekłamania skończę je takie jakie jest. I wtedy niech się dziej co chce. Najwyżej ktoś mnie powytyka palcem za "żenujące" błędy rzeczowe ;).

      Prawdę mówiąc nie zdawałam sobie sprawy, że na ten teks w ogóle ktoś czeka. Ale teraz kiedy wiem, rozważę tę drugą opcję, bo przyznam się, że przenoszenie tego na inne terytorium, albo wycieczka do Londynu, w celu sprawdzenia sobie tego i owego, wcale mi się nie uśmiecha ;).
      Dziękuję za mobilizujące słowa i postaram się coś z tym zrobić.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.