Pozostajemy na razie przy tym tekście, ponieważ cisnę to już do końca. Znaczy, nie wiem ile mi wyjdzie "rozdziałów", ale z mojego punktu widzenia jestem z tą historią już na finiszu. I jak to zwykle u mnie przy końcówkach, zaczynam go mieć coraz bardziej dość :P. Im szybciej się go pozbędę z głowy, tym szybciej wkręcę się w coś innego. Dlatego lecimy z tym koksem.
Dzisiejszy rozdział jak zauważyliście ma dodatkowe oznaczenie, ponieważ zawiera dość brutalną scenę. Wiem, że otagowałam go "dla dorosłych" ale ostrzeżeń nigdy dosyć. A tutaj dodatkowo oznaczenie 18+ może niektórym sugerować coś na co mogliby się skusić mimo że do 18+ mają daleko. Dlatego ostrzegam, to nie to. Tu nie będzie ładnie, będzie brzydko.
Ze spania nic nie wyszło. Odd był zbyt niespokojny, żeby
bodaj na chwilę wyciągnąć się na łóżku, o zaśnięciu nie wspominając. Krążył po
ciemnym pokoju jak zwierzę w klatce, co chwila spoglądając na wyświetlacz
zegara. Wreszcie około trzeciej nie wytrzymał. Narzucił kurtkę i zszedł do
garażu. Kilka minut później był już w drodze do miasta.
Nie śpieszył się, wiedząc, że w biurze i tak będzie długo
przed umówionym spotkaniem. Ba, długo przed godziną, o której zwykle się tam
pojawiał. Ale prowadzenie auta nocą po praktycznie nieoświetlonej drodze
zmuszało go do koncentracji i dzięki temu łatwiej mu było panować nad nerwami.
Było jeszcze ciemno, kiedy wchodził do budynku. Przyjaznym
gestem pozdrowił zaskoczonych strażników. Rozpoznali go, ale pojawił się o tak
niezwykłej porze, że musiał okazać dokumenty. Później, w swoim biurze,
uspokajał skołatane nerwy szklaneczką trunku z lodem.
***
Odgłos ciężkich, wolnych kroków po jej prawej stronie
skłonił Dankę do oderwania wzroku od przygotowanych „instrumentów”. Jedna z
osób stojących w cieniu stanęła teraz w świetle.
Danka podniosła obolałą głowę i wytrzymała pełne nienawiści
spojrzenie Celine. Jej usta wykrzywił ironiczny uśmieszek, gdy zwróciła się do
komendanta:
– Komendancie, Jaszczykov, mogę?
– Chwileczkę, moja droga. Nie śpieszy nam się przecież
nigdzie.
Komendant zacisnął palce na pałce, głową skinął na jednego z
ludzi stojących za nim. Brodą wskazał na ofiarę.
Mężczyzna podszedł wyciągając z kieszeni rolkę szerokiej
szarej taśmy. Oderwał kawałek i sprawnie zakleił uwięzionej kobiecie usta, po
czym wrócił na swoje miejsce.
– No, dobrze. Tak jest dobrze – mruknął komendant znudzonym
głosem. – Nie chcemy tu przecież zbiegowiska. To przecież prywatne
przedstawienie. – Gestem ręki zachęcił Celine do działania. – Teraz czyń
honory.