WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

24.06.2014

Yave cz.15

Chyba będę częściej zrzędzić, wychodzi bowiem na to, że to całkiem niezły sposób na wciągniecie ludzi do dyskusji :). Z drugiej strony nie chciałabym z bloga opowiadaniowego zrobić bloga zrzędliwego, więc częstotliwość zrzędzenia raczej się nie zmieni. Jednak tu stawiam głównie na teksty do lajtowego poczytania, a zrzędzenie to tylko tak czasem, na marginesie...
Ciekawe, co powiecie na dzisiejszy fragment? Zapraszam... 


     Rok drugi... Diorida, garnizon... koniec lata

     Podobnie jak poprzedniego roku, tak i w tym kilku młodych mężczyzn opuściło dolinę, by w Dioridzie zasilić szeregi wojska.
     Arut, choć z niechęcią, uczynił zadość prośbie Botty. Jednak sformowany w Nammas oddzialik był wyjątkowo nieliczny tym razem. Naczelnik uznał bowiem, że młodzi i sprawni ludzie potrzebni są nie tylko na dalekim pograniczu.
     Przy tym zdawał sobie sprawę, że za rok, znów konieczne będzie uzupełnienie stanów w oddziałach i drużynach. Północ wciąż była niespokojna, niebezpieczna i słabo zaludniona. Jednak żeby było kim ją zaludnić młodzież była potrzebna tu, gdzie mogła bezpiecznie dorastać i spłodzić kolejne pokolenie.      I taką właśnie argumentacją się posłużył, odpisując na królewski list.

***
     Kilkunastu, może ze dwudziestu, rekrutów obficie rosiło potem piasek na majdanie. Ci, którzy trenowali w parach używali drewnianych atrap broni.
     Ćwiczebne manekiny musiały cierpliwie znosić kolejne ciosy zadawane żelazem, przez ćwiczących pojedynczo. Ludzie ukradkiem ocierali mokre czoła. Na pot, płynący strużkami po plecach, szybko nauczyli się nie zwracać uwagi. Nadzorujący trening oficer, przechadzał się pomiędzy świeżo wcielonymi żołnierzami, klnąc i porykując na opieszałych i słabo się przykładających według niego.

     – Wykończysz ich Rokko! – zawołał wysoki mężczyzna, który zbliżył się od strony koszar.
     Usta skrzywił w sarkastycznym uśmieszku. W ciemnych oczach paliła się ponura powaga i nie było tam cienia wesołości, nawet sarkastycznej. Wysokie czoło przecinała pionowa zmarszczka, skutek trosk i obowiązków, które przyszło mu dźwigać.

     Oficer rzucił rekrutom kilka ostrych słów i podszedł do kompana. Uścisnęli sobie prawice.
     – Witaj, Melto. – Oblicze wojskowego rozjaśniło się przyjaźnie. – Jak potrzebujesz ludzi, to od razu mówię, że oddam tylko najgorszych ciurów.
     Melta westchnął i wywrócił oczyma. Niewesoły uśmiech na jego twarzy zgasł niemal zaraz po tym, jak się pojawił. Pozostała na niej jedynie owa ponura powaga.
     – Ano potrzebuję. Ale nie ciurów, tylko takich, co będą umieli nie dać się zabić przy pierwszej lepszej potyczce. Liczę, że choć kilku wśród twoich rekrutów się nada. Muszę uzupełnić luki.
     – Ciężki rok, co? – uśmiechnął się ze zrozumieniem Rokka. – Dają wam popalić.
     – Ciężki – potwierdził Melta, potrząsając smętnie głową.
     – Cóż, jak sam widzisz, nie bardzo jest z czego wybierać. – Gwardzista wskazał brodą na istotnie niezbyt liczną grupkę trenujących.
     – Muszę uzupełnić luki – powtórzył Melta.
     – I oczywiście, jak zwykle, zabierzesz mi najlepszych. – Rokka westchnął teatralnie.
     – Wybiorę takich, co mają instynkt by przetrwać. – Melta, mrużąc oczy z uwagą obserwował ćwiczących.
     – Instynkt ma każdy, Melto. Dopiero walka weryfikuje czyj jest dość silny, by zapewnić przetrwanie – stwierdził filozoficznie Rokka. – Ilu potrzebujesz?
     – Ilu dasz, tylu wezmę.
     Rokka, podążył za jego spojrzeniem i podobnie jak towarzysz, utkwił je w młodzikach wylewających pot na majdanie.
     – Na tych nawet nie patrz – mruknął lekceważąco. – To dzieci. Ledwie dwa tygodnie, jak tu są. Ale mam  kilku ze starszych zaciągów, powinni się nadać. Ci tutaj niczego jeszcze potrafią. Strach im dać do rak prawdziwą broń, żeby sobie sami nią krzywdy nie zrobili. Najlepiej wychodzi im stanie bez ruchu. Wojsko, to trzeba z nich dopiero zrobić. Ale na to mam całą zimę. Gorzej, że mało nowych zaciągnęło się w tym roku... Twój ojciec, z Nammas ledwie sześciu przysłał, a z innych osad też po mniej niż dziesięciu przysłano.
     Melta nerwowo przegarnął palcami czuprynę.
     – Z Nammas zeszłego roku wyprowadziłem ludzi, to co się dziwisz – burknął.
     – Tak wiem. Ale sam i tego roku pewnie byś tam więcej chętnych do służby znalazł.
     – Nie wybieram się do Nammas. Służba – uciął temat Melta. – Wybacz, robota czeka. Przyjdę później do koszar.
     Odwrócił się, by odejść.
     – Kiedy ruszacie na północ? – zagadnął jeszcze Rokka.
     – Za jakieś dwa tygodnie zabieramy zaopatrzenie dla fortów. Ciężka zima przed nami, a ponoć z wiosną zaczną przybywać osadnicy.
     – I stare osady jeszcze bardziej się wyludnią. – Pokiwał głową dowódca gwardzistów. – Chyba, że wy młodzi weźmiecie się wreszcie do roboty. – Roześmiał się i klepnął towarzysza w plecy.
     Na żart młody mężczyzna zareagował niechętnym grymasem.
     – Sam się weź. Stary jeszcze nie jesteś...
     Rokka filozoficznie uniósł brwi.
     – Sporo od ciebie starszy, jakby nie patrzeć. Zajrzałbyś kiedy do nas do kantyny, dziewki nowe są, urodziwe – kusił podstępnie, ale Melta zupełnie go nie słuchał. Stał ze wzrokiem utkwionym gdzieś dali przed sobą.
     – Nie mam czasu na dziewki – warknął przez zęby. – Juro przyjdę rzucić okiem na tych ludzi, o których mówiłeś – rzekł na odchodnym.
     Potem, nie oglądając się już za siebie oddalił się szybkim krokiem.

     Opuszczając majdan, mocno zaciskał szczęki. Rokka nieświadomie przywołał wspomnienia. Wspomnienia z Nammas... A on wcale nie chciał wspominać. Wręcz przeciwnie, od roku usiłował zapomnieć. Od roku, niezmiennie każdego wieczora, każdej nocy prześladowało go wspomnienie jej oczu błyszczących od łez, tam na tym cholernym gościńcu. Nadal nie potrafił zrozumieć ich wyrazu. Żalu, rozczarowania, melancholii, które wtedy dostrzegł. Dlaczego? Była rozczarowana? Zawiedziona? Nieznajomość odpowiedzi na te pytania nie dopuszczała spokoju, dręczyła i nie pozwalała zapomnieć. Dlaczego?
     Owszem, była w nim zakochana. Była szczera i niewinna. Taka dziewczyna nie oddałby mu się, gdyby jej wcześniej w sobie nie rozkochał. Ale przecież niczego jej nie obiecywał. Dlaczego więc, uporczywie dręczyło go poczucie winy względem niej? Z powodu słów, które zostawił na pożegnanie? Bo sprawiły jej ból? Chciał jak najlepiej. Chciał po prostu ułatwić jej uwolnienie się od siebie.
     Jednak stało się coś jeszcze, czego nie planował i absolutnie się nie spodziewał. I co sprawiło, że przez miniony rok nieustannie zżymał się na swoją ślepotę i sam nie potrafił się uwolnić się od Yave. 
     On się zakochał.
     Niestety zbyt późno zdał sobie z tego sprawę. Odkrył własną tęsknotę dopiero wtedy, kiedy znalazł się daleko od Nammas, od niej. A świadomość, że bezmyślnym i pośpiesznym słowem spalił za sobą mosty, zaciążyła zgryzotą. Wspomnienie zaczerwienionych od płaczu, pełnych bólu oczu powracało w snach, przyprawiając o udrękę.

     Nie, nie chciał wracać do Nammas, albo raczej chciał, tylko w głębi ducha bał się, że nie ma do czego. Do kogo... Dlatego odmówił, gdy król, Botta, napomknął o możliwości krótkich odwiedzin rodzinnych stron i krewnych... Zasłonił się obowiązkami i koniecznością szybkiego powrotu na posterunek. Lepiej nie rozdrapywać ran, nie ryzykować rozczarowania... Może wreszcie uda się zapomnieć.
     Listy z Nammas, od ojca, które czekały na niego w Dioridzie, wciąż leżały nie przeczytane... Arut zapewne, jak to miał w zwyczaju, rozpisywał się o rodzinie, żniwach, o mieszkańcach osady. Informował, o tym, jak to powyrastały siostry Melty, jak czuje się matka, o ilości i jakości plonów, o pogłowiu zwierzyny, o całym mnóstwie innych mało ważnych dla Melty spraw oraz... o wyprawionych w Nammas, pod jego nieobecność, weseliskach.

     Wszedł do kwatery w koszarach. Trzasnął za sobą drzwiami.
     Zdawał sobie sprawę, że nawet dla własnych ludzi zrobił się ostatnimi czasy opryskliwy i niemiły. Jakoś jednak musiał radzić sobie z wypełniającą go frustracją. Daleko stąd, na pograniczu, dawał jej upust w potyczkach, gniew na samego siebie wyładowując na wrogach. Tu nie było jak rozładować tego napięcia. Dziewki nie wchodziły w grę, bo wbrew rozsądkowi, zdolny był myśleć tylko o jednej.
     Zaraz po przyjeździe do Dioridy ubiegłej jesieni, próbował szukać zapomnienia w ten sposób, ale tylko pogłębiała się owa nieznośna tęsknota, bo żadna z którą był, nie była Yave. Nie mogła nią być, bo Yave była tylko jedna, ale sam w swojej głupocie się jej wyrzekł. Teraz prawie z niecierpliwością czekał aż będzie mógł znów wyjechać na północ. Byle dalej od wspomnień i pokus... Bo Nammas mimo wszystko kusiło. 

     Spojrzał na stolik. Kilka, wciąż zapieczętowanych, kopert kłuło w oczy. Powinien napisać do ojca, choćby z szacunku i dla przyzwoitości.
     Z westchnieniem zgarnął listy, usiadł na pryczy i złamał pierwszą pieczęć...

     List datowany był na początek tego lata... i nie było w nim niczego ciekawego. Szybko przebiegł po nim oczyma i bezwiednie odetchnął. Nic. Nic o niej. A gdyby wyszła za mąż ojciec nie omieszkałby pochwalić się ożenkiem jednego ze swoich ludzi. Wszystkich mieszkańców Nammas Arut zwykł był uważać za „swoich”.
     Melta odłożył przeczytany list i złamał kolejną pieczęć...
     Ten nosił datę z jesieni ubiegłego roku. Spojrzał na treść, na rzędy starannie wykaligrafowanych ręką ojca liter, mniej lub bardziej podświadomie szukając tylko jednej informacji, mniej lub bardziej podświadomie, żywiąc nadzieję, że niczego nie znajdzie.
     Znalazł... Czuł, jak krew odpływa mu z twarzy i cieniutką, lodowatą strużką spływa po plecach pot. Wzrok niemal natychmiast wyłowił imię... Jej imię...
     „Pamiętasz na pewno Ukera, myśliwego. Ożenił się wreszcie. Wziął dziewczynę z domu Imruta, Yave, córkę nieżyjącego cieśli...”

     Z trudem przełknął ślinę. Zatem przepadło... Posłuchała go i znalazła pocieszenie.
     Zabolało.
     Zbolało tym bardziej, że sam wskazał jej tę drogę, nie zostawiając nadziei. I zabolało tym bardziej, że tak szybko z tej drogi skorzystała... Jesień ubiegłego roku, a rozstali się ledwie na koniec lata.
     Pomiędzy żal i rozczarowanie wcisnął się gniew. Najwyraźniej ona nie była wcale tak zakochana, jak mu się zdawało. To on zakochał się jak ostatni głupiec, podczas gdy ona... Pewnie jedynie uraził jej dumę, porzucając i to wszystko. Uczucia jakie do niego żywiła nie były widać warte długiej żałoby. Chyba że była inna przyczyna, tak pospiesznej decyzji...
     Podstępna i ponura myśl przemknęła przez głowę, mgliste podejrzenie... 

     Szybko sprawdził datę na liście... Koniec września. Przejrzał pozostałe pisma. Kolejne wysłano wiosną tego roku. Przebiegł je pośpiesznie wzrokiem w poszukiwaniu informacji. Nie znalazł jednak ani słowa o Yave, ani o Ukerze. Bezwiednie odetchnął... To nie mogłoby się zdarzyć. Powiedziałaby mu przecież. Podejrzenie zgasło równie szybko, jak zapłonęło, choć wcale nie zrobiło mu się z tego powodu lżej. Tylko gniew na nią, przerodził się w gniew na siebie.

     Ze złością zmiął kartę, zaciskając dłoń w pięść, aż zbielały knykcie. Ależ z ciebie głupiec Melto. Czego niby się spodziewałeś? Nieustannie powtarzałeś jej, żeby z twojej strony nie liczyła na nic poza niezobowiązującym flirtem. Masz to, na co sobie sam zapracowałeś. I teraz możesz zrobić tylko jedno – zapomnieć.

***
     Dwa tygodnie później, uzupełniony oddział opuszczał mury Dioridy, eskortując długi rząd wozów wyładowanych żywnością, materiałami budowlanymi i innymi towarami. Było nawet kilku osadników z rodzinami, którzy skuszeni perspektywą otrzymania na własność ziemi pod uprawę, nie bali się zaryzykować niebezpieczeństw życia na pograniczu.

     Dowodzący jechał na czele ze ściągniętym czołem, jeszcze bardziej ponury niż zwykle. Pamięć jest uparta... Mógł jedynie żywić nadzieję, że długa, mroźna zima i upływający czas skutecznie tę pamięć wykrwawią i uśmiercą.


Tak mnie odrobinę kusi, żeby wybrać się z nimi na tę północ i trochę tam narozrabiać :D, ale jeszcze nie wiem. To byłaby taka nieplanowana akcja. Zobaczymy, jeśli dojdzie do skutku to będzie, jeśli nie, na tym zakończymy wydarzenia dotyczące roku drugiego.
Aha, niech Was nie przerażają kolejne pojawiające się postaci. W tym wypadku chodzi mi o Rokkę. Wiem, że z Waszej perspektywy wyskakuje tu trochę jak królik z kapelusza, ale całe to zamieszanie wynika z tego, że zaczęłam publikować "Dzikie łabędzie" od dupy strony. "Yave" w kolejności jest ostatnią opowieścią z cyklu. Niektóre pojawiające się tu osoby nie są żadną nowością i miały swoje pięć minut we wcześniejszych epizodach. Kiedy skończymy z tą, postaram się poukładać publikacje kolejnych bardziej chronologicznie, żeby uniknąć całkowitego chaosu :)

17 komentarzy:

  1. Nie, nie przewidziałam tego :) Byłam prawie pewna, że wróci na te wakacje do domu i znowu narobi zamieszania, znowu wywróci świat Yave do góry nogami, przez co Uker będzie miał złamane serce, a ja będę na niego pluła przez monitor...
    I o ile łatwiej byłoby się wtedy na niego wściec niż teraz mu współczuć. Za jedną ze swoich największych wad uważam empatię, więc nie mogę przejść obojętnie obok kogoś cierpiącego, nawet z własnej głupoty. Ile złego by nie zrobił, to przecież teraz mu smutno i źle, tak? I na dziewki nie chodzi, a to przecież bardzo szlachetne u wojaka :D Nie no, serio droga autorko. Namieszałaś w kotle... Teraz lubię Ukera, i chce dać szansę Melcie... A najlepsze, że jak mi się dobrze wydaje, to Yave teraz kocha obu! Każdego trochę inaczej, ale jednak. Masz ci...
    Ale co mi tam! Na Twojej głowie ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. To byłoby zbyt proste ;) Lubię mieszać w kotle... Taaaa, niechodzenie na dziewki jako największy plus... i niech tak zostanie, bo nie zamierzam się wdawać w szczegóły, jak sobie radzi ze swoimi problemami tej natury :D.
    Empatia jest Twoją największą zaletą, zapewniam Cię, że bez niej nie pisałabyś tak dobrze jak piszesz, więc proszę mi tu nie wtykać jej do wad :D
    I chyba jednak się wyprawię na tę północ, myślę że to taki element który jest potrzebny, bo pewnie niejednego ciekawi, co oni tam właściwie na tym pograniczu robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie proste. Jakby się z nim znowu przespała, a Uker wyzwoliłby swoje drugie ja i by go zaciukał mogłoby być ciekawie. Albo jakby się Melta praw do dziecka domagał. Sama rozterka Yave byłaby ciekawa.
      Przez empatię większość ludzi skacze mi po głowie jak chce, bo mi ich szkoda, bo przecież im źle i serce się kraja i nie szkodzi, że wcześniej zrobili coś złego. Np. Melta :) Więc to raczej defekt i zdania nie zmienię :) Chociaż asertywna potrafię być aż za bardzo to i tak sprawy nie ratuje.
      Ja Kasiu myślę, że jednak niejednego ciekawi jak Melta sobie radzi z tą tęsknotą od strony technicznej ;) Ale na północ też możemy iść... Żartuję oczywiście :) Myślę, że gdziekolwiek nas zaprowadzisz będzie bardzo ciekawie.
      To źle, że ten Melta nie taki głupi za jakiego go miałyśmy... Pusty zapatrzony w siebie łamacz serc zmienił się w prawie porządnego chłopa! Tęskni, nie puszcza się, bierze pod uwagę różne możliwości... Robi się niebezpiecznie myślący i przerażająco wrażliwy! Ale z chłosty i tak nie zrezygnuję ;)

      Usuń
    2. Jakby Yave przyprawiła rogi Ukerowi, to ja myślę, że ten najpierw uaktrupiłby Meltę, potem ją, a potem sam skoczyłby z tego urwiska, nad którym ją znalazł. No, proszę... jaka ładna krwawa jatka by nam wyszła :D

      Monia, to nie przez empatię nam skaczą po głowach (bo ja też tak mam) tylko przez brak asertywności. A empatia pozwala nam włazić w skórę zarówno płaczliwej mimozy jak i wrednego drania pokroju Torci, dlatego jest nam absolutnie niezbędna i nie żałuj, że jesteś empatą.
      O chłoście pomyślę, ale jeśli chodzi o techniczne kwestie „radzenia sobie”, to kto ciekaw, będzie musiał uciec się do swojej wyobraźni, bo ja się tym zajmować nie mam zamiaru ;) No, a że troszkę ewoluował... Może wreszcie dorósł po prostu, w końcu swoje lata już ma :)

      Usuń
  3. No to jednak trafiła kosa na kamień... to znaczy trafiła strzała amora Meltę tylko trochę za późno! E… może właśnie dzięki temu dorósł wreszcie! Jeszcze nic straconego aby wszystko sobie wyjaśnić… chyba?! :P Pożyjemy zobaczymy co tam ma dla nas Kasia :D
    Nieplanowane akcje są najlepsze!
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A trafiła, trafiła... ale szczerze mówiąc bardziej spodziewałam się, że po tym kawałku zakrzykniecie zgodnym chórkiem: a dobrze mu tak! Macie jednak miękke serca, jeśli nie liczyć pomysłów wieszania na sznurku za... i wbijania pala w... :D

      Usuń
    2. No wiesz Kasiu, pewnie Nikki się zaraz zbuntuje :P ale my kobiety lubimy takich "łobuzów", nieudaczników, trochę łotrów, takich buntowników, mają to "coś"... :D Mój faworyt nr 1 Raza <3
      Nie mamy miękkich serc tylko my takie romantyczne dusze jesteśmy! Jak już sam przed sobą przyznał, że się zakochał w Yave, no i jeszcze "nie puszcza się" to jak nie dać mu szansy się zrehabilitować?! :P
      Lena

      Usuń
    3. A wcale się nie zbuntuje :P Lubimy i koniec.
      Ja wiem, że Kasia teraz sprawi, że oddamy serce i jeszcze kilka wnętrzności Melcie, ale co z Ukerem? :/

      Usuń
    4. No właśnie... A co z Ukerem? :P

      Usuń
  4. Dziękuję za kolejny fragment choć jestem zaskoczona postawą Melty .Podziwiam Twoją umiejętność zmiany nastawienie czytelnika o 180 stopni.Widzę że udalo Ci się wyjaśnić kwestię listu nic dziwnego że Arut był zmartwiony znowu musiał oddać a ludzie to nie króliki tak szybko się nie rozmnażają Oczywiście czekam niecierpliwie czym jeszcze mnie zaskoczysz milego dnia blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, właśnie w tej króliczej efektywności (albo raczej jej braku w przypadku ludzi) cały ambaras. Chociaż my już wiemy, że niektórym i przez przypadek się udaje i nawet sami o tym nie wiedzą ;)
      Co do zaskoczenia, obiecuję, że będę się starać :)

      Usuń
  5. Czy rozwody były w tamtym świecie możliwe?
    (;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dotąd to nie przeprowadziłam żadnego, a epizodów z DŁ mam co najmniej pięć :D

      Usuń
    2. Chociaż chyba nie, o ile pamiętam to chyba jeden doszedł do skutku, ale nie w kraju Aurów tylko w Barthii, Aurowie chyba jednak są bardziej wytrwali w związkach :D

      Usuń
  6. Nie mogę się doczekać kolejnego fragmentu... Żeby Melta zakochał się w Yave! Nie mam pojęcia co z tym fantem zrobisz. Kobieca złośliwość mówi mi, że powinien cierpieć wieczne męki, niestety z drugiej strony mu współczuję ): Doigrał się szczeniak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam naprawdę szczerą nadzieję, że ogarnę się z tym i innymi tekstami do połowy sierpnia.
      Co do Melty... cóż los jest przewrotny, wiec wyszło, jak wyszło ;).
      Chwilowo utknęłam na północy, staram się ogarnąć tych niebezpiecznych dzikusów, bo tacy mało wyraziści mi się zdają. Jacy wyjdą ostatecznie okaże się niebawem :)

      Usuń
  7. Jestem na twojim blogu od wczoraj i zdążyłam przeczytać wszystko teraz prooosze dodaj kolejną część yave zakochałam się w tej powieści
    Zły Omen

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.