Obiecanki, obiecanki... Słowo się rzekło, jest post :). Zapraszam...
poprzedni fragment
Ze zmarszczonym czołem obserwował Kiiri. Pod plecy podłożyła
sobie poduszkę, długie nogi wyciągnęła i położyła na pufie, którą jej przysunął
nim wyszedł do kuchni. Jedną parę ramion zaplotła na mocno już zaokrąglonym
brzuchu. W jednej z wolnych rąk trzymała pilot i przeglądała kanały tutejszej
telewizji. Pracując na orbicie, a ludzkimi kobietami miała okazję dość dobrze
opanować ludzki język, a od jakiegoś czasu, gdy zrobiła się ociężała i wzięła
urlop od zawodowych obowiązków, ta marna rozrywkowo ziemska telewizja była jej
jedyną rozrywką. Wolałaby pracować, ale mocno opuchnięte kostki i bóle
kręgosłupa dawały się jej we znaki.
Odd nalegał, żeby zrobiła sobie przerwę przynajmniej do
czasu, póki nie urodzi. To, że nie łączyło ich głębsze uczucie, nie znaczyło,
że miałby się nie interesować i nie troszczyć o matkę swego dziecka. Ta sama
troska i palący niepokój o inną matkę innego dziecka zżerała go od środka dzień
za dniem. Nawet jeśli nie miał pewności, że ciąża Anny była jego dziełem, to
sam fakt, że było to prawdopodobne odbierał mu spokojny sen.
Był zmęczony, przyłapywał się nieustannym zerkaniu na
wyświetlacz osobistego komunikatora, w oczekiwaniu na wiadomości od Morra.
Adres, który podał im Hudyc okazał się trefny. Anna nigdy nie dotarła do tego
obozu. Co więcej, z tego co udało się ustalić prawnikowi, nigdy jej tam nie
oczekiwano. Znaleźli się w punkcie wyjścia i znów musieli szukać po omacku,
metodycznie weryfikując listy osadzonych w kolejnym obozie i kolejnym… Placówek
było kilkadziesiąt, a gwarancji na szczęście nie mógł dać im nikt. Nie mógł na
razie porzucić swoich obowiązków i dołączyć do Morra. No i była jeszcze Kiiri,
względem której czuł się zobowiązany.
Westchnął i przetarł dłonią zmęczone oczy. Kobieta siedząca
na kanapie obejrzała się przez ramię. Zmrużyła oczy.
Bynajmniej nie umknęły jej uwadze ani poszarzała cera, ani
ściągnięte skrywanym niepokojem rysy towarzyszącego jej mężczyzny. Odd już
jakiś czas temu powiedział jej o Annie. Wiedziała, że jej szuka i domyślała
się, że właśnie te poszukiwania są źródłem jego trosk.
Zachęcająco poklepała kanapę obok siebie.
Postawił herbatę na stoliku i ciężko opadł na siedzenie.
– Martwisz się – stwierdziła, nie zapytała. – Szkoda, że nie
o mnie.
Odchylił głowę, opierając ją o zagłówek i przymknął powieki.
Nie miał najmniejszej ochoty ani na kłótnię, ani na zazdrość.


