Zrobiło się tak zimno, że nosa się z domu wystawić nie chce. Dzisiaj trochę trudnych rozmów. Rozgadało mi się towarzystwo. Częściowo wynika to z tego, że to tekst z czasów, gdy pisywałam głownie dialogi :D. Ale trudne rozmowy przeprowadzić trzeba, szczególnie, jak się latem trochę narozrabiało ;)
W domu Yave poczęstowano go kolacją, więc zatrzymał się u nich na chwilę. Chciał zresztą rozmawiać z matką dziewczyny, Tillemi i nim odszedł poprosił kobietę o kilka słów na osobności.
Dom składał się z jednej izby, więc chcąc mówić w cztery
oczy musieli wyjść na zewnątrz. Uker szepnął jeszcze tylko kilka słów Gedorowi.
Ów zerknął badawczo na siostrę, ale nie okazał zdziwienia. Potwierdził jedynie
skinieniem głowy, że obiecuje wykonać polecenie Ukera.
Yave kręciła się po domu. Uprzątnęła i umyła naczynia po
posiłku. Zamiotła podłogę. Gedor siedział w kącie i splatając pasek z rzemyków
obserwował ją dyskretnie. Gdy wzięła w rękę drewniany cebrzyk, by przynieść
wodę, odłożył robotę, wstał i odebrał jej wiadro, mrucząc pod nosem:
– Zostaw, ja przyniosę.
– To moja praca – odburknęła.
– Kiedyś, a teraz nie – oznajmił, marszcząc brwi.
– O co ci chodzi, Gedorze?! – Podniosła głos i ze złością
szarpnęła cebrzyk w swoją stronę.
– Tylko o to, siostrzyczko, że ogier dobrze się sprawił –
palnął zupełnie bezmyślnie.
Natychmiast puściła cebrzyk, zacisnęła usta, po czym uciekła
na górę. Gedor został sam na środku izby, z cebrzykiem w garści i głupią miną,
bo zrozumiał, że przeholował z żartami. Odstawił wiadro w kąt i wspiął się na
górę za siostrą. Leżała na swoim posłaniu, z twarzą wtuloną w poduszkę i
szlochała cicho. Usiadł obok.
– Yave, przepraszam – pogładził ją pojednawczo po głowie –
nie chciałem ci dokuczyć.
– Co ty wiesz, dzieciaku?! Odczep się ode mnie! – Pociągnęła
nosem.
– A właśnie, że wiem – powiedział Gedor z jakąś taką
zaciętością w głosie. – Widziałem cię z nim... Kochaliście się – dorzucił po
chwili, bez mrugnięcia wytrzymując ciskające gromy spojrzenie Yave.
– Ty smarkaczu – syknęła – łaziłeś za mną i...
– Nie łaziłem! – obruszył się chłopak. – To on za tobą
łaził. Szukałaś mnie chyba i weszłaś do stajni... Przylazł za tobą. Nie
wiedzieliście, że jestem na górze, a ja nim się zorientowałem, co chcecie
robić... – teraz to Gedor się zaczerwienił jak burak – eee... głupio mi było,
więc siedziałem cicho... Przepraszam, Yave.
– Smarkacz – prychnęła i odwróciła zapłonioną twarz. –
Nienawidzę cię...
– Nie złość się, nie podglądałem was specjalnie i nikomu nie
mówiłem, co widziałem, tylko tobie, teraz. I wiesz... to było... – zachichotał
niespodziewanie – o wiele lepsze niż obserwowanie koni.
Nie wytrzymała, poderwała się, z rozmachem walnęła go w łepetynę
i zamierzyła się, by poprawić z drugiej strony. Gedor powstrzymał ją, chwytając
nadgarstek. Choć młodszy, jednak jako bądź co bądź mężczyzna, był dużo silniejszy
od siostry. Zacisnął dłoń, nie pozwalając się uwolnić, spoważniał i uwięził jej
wzrok.
– Wiesz, co wtedy myślałem? – zapytał cicho.
– A guzik mnie to...! – szarpnęła się rozwścieczona.
Chłopak zupełnie ignorował sprzeciw i ciągnął myśl:
– Że jeśli kiedyś będę miał kobietę, to chciałbym się z nią
tak kochać. I żeby ona mnie tak kochała.
Yave zacisnęła usta, wyrwała w końcu rękę, albo raczej to
Gedor ją puścił. Z oczu dziewczyny znów trysnęły łzy, on zaś mówił dalej:
– Ale teraz... teraz on ma szczęście, że wyjechał, bo gdyby
wciąż był w Nammas poderżnąłbym mu gardło. Jesteś moją siostrą, a on cię
skrzywdził i nienawidzę go tak bardzo, jak bardzo kocham ciebie, Yave.
– Ty nic nie rozumiesz – zaszlochała.
Gedor ogarnął ją opiekuńczo ramieniem.
– Więcej rozumiem niż ci się zdaje – potrząsnął głową. –
Wcale nie jestem takim dzieciakiem, za jakiego macie mnie ty i mama. Doskonale
wiem, skąd się biorą dzieci, siostrzyczko.
– Gedorze – ujęła błagalnym gestem jego twarz w dłonie –
przyrzeknij mi, że nikomu nie powiesz. Nikomu nie powiesz, kto jest ojcem.
Obiecaj, proszę...
– Yave, ale... nie rozumiem cię. Powinien zapłacić...
– Nie – uparła się dziewczyna.
– To łajdak i nicpoń. Uwiódł cię i porzucił brzemienną...
– Nie powiedziałam mu, że spodziewam się dziecka.
Oczy Gedora zrobiły się okrągłe.
– Szalona jesteś?
– Uker też tak powiedział – zauważyła kwaśno.
– Uker wie, że ty...? Dlatego chciał mówić z mamą?
– Wie tylko, że jestem w ciąży, a o czym chciał mówić z
matką, mogę się jedynie domyślać – stwierdziła ponuro.
– A skąd ty znasz Ukera? – Zainteresował się nagle. – On
nieczęsto bywa w osadzie, a już na pewno nie zadaje się z młodymi dziewczętami.
Yave wzruszyła ramionami i odwróciła się z zamiarem
zignorowania dociekliwości Gedora, ale ten nie dał łatwo za wygraną.
– Yave... gadaj. I to zaraz.
– Wcale nie znam. Spotkałam go dzisiaj w lesie, odprowadził
mnie do domu.
– Ale do lasu miałaś iść z Eyat, słyszałem jak matka kazała,
żebyś sama nie szła. Uker kazał nie spuszczać z ciebie oka. Co robiłaś w lesie?
Sama... – Ściągnął brwi, uparcie drążąc temat.
Skuliła ramiona i westchnęła ciężko.
– Lepiej nie pytaj, braciszku.
– Za późno, już zapytałem, więc nie kręć tylko gadaj.
– Chciałam... – znów gula stanęła jej w gardle i pomyślała,
że w tej chwili najchętniej zrobiła by to, co zamierzała zrobić rankiem –
chciałam... skoczyć z urwiska... – wykrztusiła wreszcie, prawie szeptem.
Ogarniające ją ramię brata, zacisnęło się z żelazną siłą.
– Zabiję Meltę – wysyczał przez zaciśnięte szczęki. – Jeśli
się pokaże w Nammas, zabiję go, a jeśli się nie pokaże, znajdę drania na końcu
świata i tam zabiję.
– Przestań – odetchnęła głębiej – głupoty gadasz,
braciszku.
– A ty się nie martw – przytulił ją mocno – nie pozwolę,
żeby cię obgadywali. Zawsze będę cię bronił i powybijam zęby każdemu, kto by
się poważył powiedzieć złe słowo na ciebie.
– Ale dochowasz tajemnicy, prawda? – W zielonych oczach
zapalił się cień niepokoju.
– Skoro się upierasz, dochowam – obiecał. – Nie rozumiem
cię, ale nich będzie, jak chcesz.
– Ja go kocham, Gedorze... mimo wszystko...
***
Matka wróciła późno. Yave już spała, tylko Gedor kręcił się
jeszcze po izbie. Tillemi usiadła ciężko za stołem i ukrył twarz w dłoniach.
– Mamo? – odezwał się niepewnie chłopak.
Kobieta spojrzała na niego, zaczerwienionymi oczyma. Widać
było, że płakała.
– Idź spać, synu. Też zaraz się położę...
Nie posłuchał i usiadł obok.
– Będę jej pilnował, mamo. Obiecuję. Nigdzie jej nie puszczę
samej.
– Wiesz, co chciała zrobić?
– Powiedziała mi. Właściwie, wyciągnąłem to z niej. Płakała,
ale już chyba lepiej się czuje, teraz śpi. Będę jej pilnował – powtórzył z
uporem.
– Powiedziała, kto jest ojcem?
– Nn... nikomu nie chce o tym mówić – odparł wymijająco.
Właściwie nie skłamał. Yave mu nie powiedziała. Sam
przypadkiem odkrył prawdę. Tillemi westchnęła:
– Dobrze, synku, ale teraz też idź spać. Jutro o wszystkim
porozmawiamy.
Rankiem Gedor został wyprawiony z domu zaraz po śniadaniu.
Tillemi chciała w spokoju, w cztery oczy, rozmówić się z córką. W milczeniu
obserwowała krzątającą się Yave, która ogarniała bałagan powstały przy
przygotowaniu porannego posiłku. Nie podnosiła wzroku na matkę, z miną
winowajcy unikając jej spojrzenia. Tillemi czekała cierpliwie aż dziewczyna
skończy pracę.
– Chodź tutaj – odezwała się wreszcie, gdy ta odłożyła
ostatni wyszorowany garnek. – Usiądź.
Wskazała miejsce obok siebie i ogarnęła córkę ramieniem, kiedy ona posłusznie przysiadła na ławie.
Wskazała miejsce obok siebie i ogarnęła córkę ramieniem, kiedy ona posłusznie przysiadła na ławie.
– Dziecko moje – przytuliła ją mocno – omal cię nie
straciłam – szepnęła, gładząc łagodnie włosy dziewczyny. – Dlaczego nic nie
mówiłaś?
– Mamo... ja... – Yave wtuliła twarz w matczyną pierś i
rozpłakała się.
Tillemi kołysała ją w ramionach.
– Wszystko już wiem. Uker mi powiedział. Kiedy, Yave? Kiedy
to się stało?
– Chyba... w lipcu. Na początku, a może później... Nie wiem...
– szlochała.
– Nie płacz, kochanie. Nie trzeba... To nie koniec świata.
Czyje to dziecko?
– Nie mogę... Nie pytaj mamo, proszę. Nikomu, nawet tobie...
– Yave, jestem twoją matką – kobieta potrząsnęła łagodnie
córką – muszę wiedzieć. Chcę...
Ale dziewczyna się uparła.
– Proszę, mamo... Nie powiem nikomu. Obiecałam...
Tillemi zatrzęsła się oburzona.
– Yave! Człowiek, który uwodzi i porzuca dziewczynę, nie ma
prawa żądać obietnic! Nic mu nie jesteś winna!
– Nie jemu obiecałam, mamo, nie jemu, lecz sobie.
– Uwieść dziewczynę i porzucić... Nikczemnik i łajdak... –
ciskała gromy matka.
– Mamo, ale to moja wina. Nie powiedziałam mu. Nie wie, że
urodzę dziecko
– Skoro z tobą był, to powinien mieć dość rozumu, by liczyć
się ze skutkami – prychnęła z gniewem Tillemi. – Uker mówił, że ten... że
wyjechał z drużyną Melty, syna Aruta, tak?
– Tak – potwierdziła Yave słabym głosem, szczęśliwa, że nie
musi w tej kwestii mijać się z prawdą.
– Łajdak – sarknęła znów Tillemi. – Zabawił się i pojechał
sobie.
– Mówił, że mam zapomnieć, wyjść za mąż i... urodzić
dzieci... – głos się jej załamał i znów się rozpłakała.
– No, to ostatnie to akurat mu się udało... – mruknęła
ironicznie kobieta. – Jak ty mogłaś być tak naiwna, córeczko?
– Ale mówił, że mnie kocha... że tylko jego jestem... a
ja...
– Nie płacz już... – tuliła szlochającą córkę – no nie
płacz... Biedne, naiwne dziecko. Nie pojmuję, że go osłaniasz...
– Bo zmilczałam, mamo. Może by mnie nie porzucił, gdyby
wiedział. Nie wiem tego, bo zmilczałam.
– Więc czemu nie powiedziałaś?
– Chciałam, ale... najpierw się bałam, a potem... potem
powiedział, że mam zapomnieć i... gniewem się uniosłam i zmilczałam.
– Ale teraz skoro rzecz i tak się już wydała – drążyła temat
matka – gdybyśmy wiedzieli posłalibyśmy wieści do Melty. Odesłałby na pewno
tego człowieka i zakazał wracać póki hańby z siebie nie zmyje.
Wieści do Melty... W uszach Yave słowa zabrzmiały gorzką
ironią. Opanowała płacz, wytarła nos i oczy, wyprostowała się:
– Nie chcę litości. Niczyjej. Wiem, źle chciałam zrobić,
zabić siebie i dziecko... ale już więcej nie będę próbowała. Jestem silna,
mamo. Dam sobie radę. Urodzę i wychowam swoje dziecko bez niczyjej łaski.
– Głupstwa pleciesz, Yave – żachnęła się matka. – Nic tu
teraz twoja duma nie warta. Pojęcia nie masz, jaki jest los samotnej kobiety z
dzieckiem, którego ojca nikt nie zna z imienia. I dziecka, które musi się bez
ojca chować.
– My się chowaliśmy bez ojca – upierała się przy swoim
dziewczyna.
– Wszyscy tu wiedzą kim był wasz ojciec – sprowadziła ją na
ziemię Tillemi. – Znali go i szanowali. To nie to samo. A twoje dziecko? Co
powiesz ludziom, kiedy spytają czyje jest? Co dziecku powiesz, kiedy zapyta o
ojca? Nie powiesz nic, to dopowiedzą sobie sami, że zwyczajnie nie wiesz, bo
zbyt wielu cię miało. Zrobią z ciebie ladacznicę.
Yave spuściła głowę.
– Powiem prawdę, jeśli ktoś zapyta, że wiem kim jest, ale
nie zdradzę jego imienia...
– Akurat ktoś ci uwierzy – rzuciła z drwiną Tillemi. –
Siebie okrywasz hańbą milcząc...
– Trudno... – Dziewczyna pozostawała nieugięta.
– Trudno, trudno – burczała matka. – Naiwna, ale dumna, a w
tej naiwnej dumie sama jesteś jak dziecko – westchnęła ciężko. – Jedyna rada,
Yave... Trzeba ci za mąż i to jak najszybciej.
Młódka podniosła na matkę spłoszony wzrok.
– Ale... Nikt nie zechce, nie zgodzi się...
– Na twoje szczęście ktoś już się zgodził. – Tillemi wbiła
twarde, stanowcze spojrzenie w córkę. Ta zaczerwieniła się i pochyliła głowę.
– To... Uker. Prawda?
– Słusznie się domyślasz. Rozmawiał wczoraj ze mną o tobie i
sam to zaproponował.
– Miałbym go... poślubić?
– To dobry człowiek, Yave. Chce pomóc. I znał twego ojca...
– Ale ja go nie znam – zaoponowała w nagłym, buntowniczym odruchu. – Nic o nim nie wiem. Mamo... mam być
jego... żoną?
– Dla twojego dobra i dziecka. Uker cię nie skrzywdzi. Znam
go.
– Jest... starszy – jęknęła zdruzgotana dziewczyna.
– Owszem. Ale młodsi nie dadzą sobie oczu zamydlić twoją
dumą i szlachetną postawą względem uwodziciela. Będą pytać o to, o co Uker nie
pyta. To najrozsądniejsze rozwiązanie, a ty nie masz wielkiego wyboru, córko.
Żadnego wyboru nie masz...
– Ale jak...? Przecież... Jako żona?
– Yave – kobieta ogarnęła dziewczynę ramieniem – ani ja, ani
nikt nie będzie cię zmuszał. Możesz odmówić, lecz nim to zrobisz zastanów się.
Z Ukerem się rozmów. Nie weźmie cię wbrew woli, ale jest gotów pomóc. Przemyśl
sobie rzecz. Przyjdzie tu, za trzy dni. Po twoją odpowiedź.
– Przemyślę, mamo – szepnęła dziewczyna bezradnie. Skuliła ramiona
ukryła w dłoniach twarz, licząc, że matka nie dostrzeże nowej fali łez.
Dostrzegła, ale nie powiedziała już nic więcej. Pogładziła
tylko głowę córki i oddaliła się do obowiązków, pozostając jednak w pobliżu.
Wolała nie spuszczać z niej oka.
Zgodzi się albo i nie, wiemy w końcu, że troszeczkę uparta i impulsywna jest. A może wróci nagle i niespodziewanie winowajca? A może lepiej nie, bo jak go dorwie wściekły brat... Zobaczymy co będzie ;)
A tu macie kawałek, który mi wyjątkowo pasuje do tej opowieści. Nie, że do tego fragmentu, ale do całości ogólnie :)
mam nadzieję, że działa :D

Uwielbiam Maanam, a ponieważ w tym roku zasadzam się na wyspy Greckie, na moim odtwarzaczu cały czas przewijają się "Cykady na Cykladach" :)
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, no to wow. Dzieje się, nie można powiedzieć, że jest nudno!
Po pierwsze Gedor! Uwielbiam go po tym rozdziale! "To było lepsze od obserwowania koni" sprawiło, że dzisiaj to ja ścierałam kawę z komputera! Po prostu wymiata z tymi tekstami, ale ma w sobie tyle mądrości i miłości, że ja też chce takiego brata...!
Nie wiem, czy to było i mi uciekło, czy nie było, ale jak bardzo Uker jest starszy? Szlachetny chłopina i myślę, że szlachetnie ustąpi kiedyś tam, jak Melta upomni się o swoje. Az mnie skręca z ciekawości i niepokoju, i podekscytowania, kiedy nastaną następne wakacje i znowu przyjedzie sobie pozaliczać panienki. Znajdzie w maluchu swoje podobieństwo?
Nie mogę się już doczekać następnego rozdziału! I rzeczywiście zebrało nam się na gadanie w rozdziałach :D
Wedle moich wyliczeń Uker jest tuż przed czterdziechą, coś koło 38-40 lat. Śmignął mi gdzieś w "Dioris", albo w "Illith" których akcja toczy się naście lat wcześniej. Ale tam to jedynie jako statysta wystąpił ;). Zdziadziałym starcem nie jest, ale Yave ma 17 lat, więc jednak różnica spora. Nie mniej, nie na tyle przepastliwa, by uniemożliwiała zawiązanie ciekawych... interakcji :D
UsuńJak czterdziecha, to w sam raz! David Beckham kończy w tym roku czterdziestkę i nie nazwałabym go zdziadziałym, a wręcz przeciwnie! Interakcje jak najbardziej mile widziane :D
UsuńA będą i interakcje, bo co by to było za romansidło bez nich ;) Ale musimy dać dziewczynie złapać oddech, bo się nam naprawdę zabije :D
UsuńFragment jest świetny Pewne sprawy zostały uporządkowane Lubię jak wszystko jest jasne Rodzina już wie i zajeła stanowisko teraz tylko od bohaterki zależy co będzie dalej O przepraszam od autorki Dziekuję blanka
OdpowiedzUsuńA jednak od bohaterki ;) Wspominałam już, że mi się czasem lubią wymykać spod kontroli? Potem mam problem żeby ich okiełznać ;) Z Yave jakoś sobie jednak poradzimy :)
Usuń