WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

09.05.2014

Yave - cz.11

No, dobra... To był bardziej żart, niż zagadka i zdziwiłabym się, gdyby ktoś nie wpadł od razu na właściwą odpowiedź ;).
Mnie, jak piszę te moje opowiastki, zdają się one potwornie przewidywalne, wręcz boleśnie przewidywalne. Pewnie dlatego, że pisząc, z reguły mam historię już poukładaną w głowie i tylko ją przenoszę z pamięci na inny nośnik.
Z drugiej strony w relacjach międzyludzkich naprawdę trudno o totalną nieprzewidywalność. Ilość interakcji jest w naturalny sposób ograniczona, można próbować różnych kombinacji, owszem, ale i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi: ja wiedziałem, że tak właśnie będzie. Dlatego sama siebie próbuję czasem zaskoczyć, jakimś niespodziewanym zwrotem akcji. Jeśli przy tym udaje mi się sprawić niespodziankę czytającym, to jest super. Moim zdaniem na tym etapie w tej akurat opowieści jest baaardzo przewidywalnie, ze struganiem kołyski na czele. No, bo co innego mógłby chłopina strugać, żeby sprawić radość przyszłej mamie i równocześnie okazać, że w pełni akceptuje sytuację? Mógłby jeszcze ewentualnie strugać pal dla Melty i z czystej złośliwości ładnie go przyozdobić przed wbiciem mu go w tyłek :P
Mimo obecnej przewidywalności liczę, że jeszcze uda mi się zaskoczyć jakąś akcją, choć raczej nie w tym fragmencie :)
A i ostatni dzień żeby oddać głos w ankiecie tu z boczku :D


     – Kołyska – usta mężczyzny rozciągnęły się w uśmiechu od ucha do ucha – zima długa, do wiosny, nim się maleństwo urodzi akurat skończę.
     Yave zaczerwieniła się jak rak.
     – Tak, pewnie tak – burknęła i odłożyła deseczkę na stół.
     Uker zupełnie nie zwrócił uwagi na jej zażenowanie. Złapał ją za rękę i pociągnął w kierunku drzwi w głębi.
     – Chodź mam jeszcze coś – mówił wyraźnie podekscytowany – to nieduży dom, ale jest tu jeszcze jedna izba. Do tej pory mieszkałem sam i nie używałem jej, teraz trochę uprzątnąłem i odnowiłem, sama zobacz.
     Wprowadził ją do drugiego pomieszczenia.
     Cóż, nieduży dom z dwiema izbami i tak był większy od rodzinnej chaty Yave. Pokój, w którym się znalazła, był przestronniejszy niż kuchnia. Być może wydał się takim, ze względu na to, że było w nim znacznie mniej sprzętów. Tylna ściana glinianego, kuchennego pieca ogrzewała to pomieszczenie zimą, teraz ładnie pobielona wapnem. I w przeciwieństwie do kuchni, tu panował idealny porządek.
     Dwa malutkie okienka wpuszczały odrobinę światła. W kącie stały obok siebie dwie, malowane skrzynie, okute żelazem na rogach, a pod szczytową ścianą, na wprost wejścia, szerokie łóżko. Nie było na nim pościeli, jedynie siennik wypełniony świeżym, tegorocznym sianem, obciągnięty czystym, lnianym płótnem. Na zamiecionej i wyszorowanej podłodze rzucono kilka zwierzęcych skór. Pod jednym z okien stało krzesło z wysokim oparciem i poręczami.
     – W skrzyniach można trzymać ubrania i różne inne rzeczy. Kiedyś postaram się o jakąś szafę z półkami, albo i sam zrobię. Na razie to musi nam starczyć – mówił, objaśniając. – Pościeli jeszcze nie mam – z zakłopotaniem przegarnął palcami włosy – ale popytam w osadzie i kupię...
     – Nie musisz – wykrztusiła Yave – matka da nam pościel...
     – A to dobrze – odetchnął z ulgą i zatrzymał spojrzenie na jej twarzy.
     Nie odrywała szeroko otwartych, dałby głowę, że przestraszonych, oczu od... małżeńskiego łoża. Uśmiechnął się pod nosem.
     – Wyglądasz, jakbyś się bała, że mógłbym w nim spać razem z tobą.
     – Słucham? – Ocknęła, się przenosząc na niego wzrok.
     – Ech, nic, nic... – westchnął. – Chodź, przymierzę to ubranie.


     Wrócili więc do kuchni. Uker zebrał ze stołu kawałki drewna, które w przyszłości miały stać się kołyską i odłożył na ławę pod oknem. Potem, ramieniem, zgrabnie zgarnął z blatu wióry na podłogę,  na co Yave uniosła tylko brwi i westchnęła cichutko.
     – Nie przejmuj się – rozśmiał się, widząc jej minę – nim tu nastaniesz uprzątnę ten śmietnik.
     Westchnęła ponownie.
     – Ze sprzątaniem sobie radzę. Tylko z gotowaniem mam kłopoty.
     – Od lat sam sobie gotuję. Poradzimy jakoś – pogładził dziewczynę po policzku – ty nauczysz mnie porządku, ja ciebie gotować. – Uśmiechnął się łagodnie. – Zobaczysz Yave, nie będzie ci ze mną źle...
     Spuściła wzrok, czując napływające do oczu zdradliwe łzy. Nie chciała się rozpłakać i miała bolesną świadomość dobrych intencji stojącego obok mężczyzny. Sama tak niewiele mogła mu zaoferować i zrobiło się jej z tego powodu przykro.
     Nie chciał doprowadzić jej do łez i cofnął dłoń. Zabrał koszyk z odzieżą.
     – Przebiorę się, poczekaj chwilkę... – I znikł w drugiej izbie, a Yave została sama, zyskując chwilę na opanowanie rozżalenia.

     Ubranie leżało prawie idealnie. Trzeba było jedynie odrobinę skrócić rękawy i gotowe. Uker wymógł na narzeczonej, by została na posiłku, obiecując później odprowadzić ją do domu. Kiedy on zajął się gotowaniem, ona znalazła miotłę i zabrała się za porządki.
     – Zostaw, sam to zrobię później. Zmęczysz się i...
     – Nic mi nie będzie – ucięła utyskiwania i dokończyła zajęcie, mimo dezaprobaty mężczyzny.

     Potem, gdy jedli razem, obserwował ją dyskretnie. Była uparta i potrafiła postawić na swoim, to już zauważył. Ale nie uszło także uwadze, że w jego obecności była skrępowana i spięta. Bała się. Bała się ich wspólnego życia i Uker zdawał sobie z tego sprawę.
     – Cieszę się, że tu będziesz, Yave. Dom potrzebuje kobiety, bez niej jest martwy. Ten jest martwy od lat, odkąd umarła moja matka. Kiedy ty tu zamieszkasz, powróci do życia.
     – Jesteś Barthem, Ukerze, nie Aurą. Jak tu trafiłeś? – zapytała nagle.
     – No, jestem Barthem, ale urodziłem się tutaj, w Nammas. Moja matka była brzemienna, gdy ją uprowadzono. Tu się wychowałem, dorosłem. Dawniej, nim nastał pokój i ja wyprawiałem się z Bottą za      Graniczną Rzekę, po łupy i niewolników. Dostałem ten dom i gospodarstwo. Bardziej jestem Aurą niż Barthem, nawet jeśli wyglądam jak Barth.
     – Dlaczego dotąd nie wziąłeś sobie żony? Przecież...
     – Yave... bo... – pokręcił głową, zastanawiając się co ma odpowiedzieć.
     – Nie mów – wycofała się. – Nie powinnam pytać, wybacz.
     – Nie... – zacisnął palce na jej dłoni – masz prawo pytać. Mamy przecież być mężem i żoną. Pytaj, o co chcesz...
     Nie zadała ponownie tego samego pytania. Zabrała rękę, wstała i zaczęła zbierać talerze, ale Uker odebrał jej naczynia i zmusił, by usiadła obok niego.
     – Powinnaś wiedzieć... Powiem ci. Gdy byłem młodszy... Jak człowiek jest młody, nie myśli o ożenku, nieustannie zdaje mu się, że ma na to czas, a później... Pamiętasz, jakieś dziesięć lat temu ludzie chorowali, wielu... Wielu umarło... Niektórzy dali radę, chorobie...
     – Pamiętam. Byłam wtedy mała, my też chorowaliśmy, Gedor i ja... i tata. Tata wtedy umarł...
     – Tak... Wbrew wszystkiemu, dzieci o wiele lepiej radziły sobie z tą chorobą niż dorośli... Ja także wtedy chorowałem... Wyzdrowiałem. Choroba jednak zostawiła ślad, Yave. Nie będę miał własnych dzieci. Nigdy. Ale twoje wychowam – dorzucił pośpiesznie – jak własne. I pokocham. Obiecuję.
     Milczała zaskoczona. Nie spodziewała się takiej informacji i nie bardzo wiedziała, jak powinna na nią zareagować. Czy to znaczyło, że on...? Wątpliwości rozwiał sam Uker, mówiąc dalej:
     – Nie jestem ułomny... jako mężczyzna. Tylko niepłodny, Yave.
     – Ale ze mną, żenisz się z litości, prawda?
     – To wielkie uproszczenie tak powiedzieć, ale tak – wyznał szczerze. – Choć to jedynie część prawdy.

     Odwróciła wzrok zawstydzona i zła na siebie, że w ogóle zadała to pytanie. Czego niby się spodziewała?
     – Wolałabyś bym łgał, twierdząc, że zakochałem się w tobie tam, w lesie? – Kciuk delikatnie gładził jej dłoń, którą trzymał na swoich kolanach. – Pomyśl jednak, czy moja litość naprawdę jest ci wstrętna? Poza tym nie ukrywam, że mi się podobasz. Nie zaproponowałbym małżeństwa kobiecie, która budziłaby we mnie odrazę. I mam nadzieję, że ja w tobie jej nie budzę. Że kiedyś będziesz moja, tak naprawdę.
     Zaczerwieniła się gwałtownie na te słowa.
     – Będę twoja, Ukerze, za kilka dni...
     – Za tydzień, będziesz moją żoną – stwierdził – ale to nie znaczy, że będziesz moja. Chciałbym, żebyś się tego nie bała. Nie będę cię do niczego przymuszał. Liczę jedynie, że z czasem zapomnisz o tamtym i pokochasz mnie, a ja ciebie. Byłbym szczęśliwy, gdyby tak się stało.
     Uczciwość i szczerość z jaką z nią rozmawiał, wzbudziły poczucie winy. Zasługiwał na uczciwość i szczerość z jej strony w takim samym stopniu, w jakim sam względem niej był uczciwy i szczery.
     – Ukerze... powinnam ci powiedzieć...
     – Nic nie musisz mówić – położył jej palce na ustach – nigdy nie będę cię pytał. Zbłądziłaś, nie ty pierwsza i nie ostatnia. Ale nie jesteś zła i nie zasługujesz, by wytykano cię palcami. I to też jeden z powodów, dla których się z tobą żenię.
     Spojrzała mu w twarz, zbierając w sobie odwagę.
     – Chcę żebyś wiedział. Noszę dziecko Melty, syna Aruta, naczelnika.
     Przez długą chwilę milczał, uważnie się jej przyglądając.
     – Chyba cię rozumiem – powiedział wreszcie.
     – Hańba Melty, dotknie także jego ojca. Nie chcę tego...
     – Rozumiem, Yave, lecz nie jestem przekonany, że słusznie się upierasz skrywać prawdę.
     – Naczelnik to dobry człowiek...
     – Właśnie. I z pewnością przywołałby do porządku swojego syna. A na pewno przyjął ciebie i swojego wnuka...
     – Ale ja nie chcę ich łaski! Ani Aruta, ani Melty! Niech zostanie, jak jest. Będę twoją żoną i pokocham cię, przyrzekam.

 ***
     Tydzień później, po obrzędowych zaślubinach i weselnej uczcie, Uker wiózł młodą żonę do swego domu. Yave siedziała przy nim cicha, z dłońmi splecionymi na kolanach i gardłem zdławionym niepewnością.

     Gdy dotarli na miejsce, późnym wieczorem, jej nakazał wejść do izby, sam zajął się mułem i wstawieniem wozu z rzeczami Yave pod dach, bo zanosiło się na deszcz. Rozpakuje się to wszystko następnego dnia.
Dziś było już późno i oboje, zarówno Yave jak i on sam, byli zmęczeni.

     Czekając na męża, dziewczyna pozapalała kaganki w pierwszej izbie, zdjęła płaszcz i przysiadła na ławie pod oknem. Powiodła wzrokiem po pomieszczeniu. To miał być teraz jej dom. Uker dotrzymał słowa. Nie było ani śladu bałaganu sprzed tygodnia. Podłogę wyszorowano i dookoła panował idealny porządek.
     Zamyśliła się. Pani, żona, gospodyni... Życie z uporem podąża utartymi szlakami, nie pozwalając oglądać się za siebie. Gdy zaczynało się lato, nie przyszłoby jej do głowy, że tak wyglądać będzie jesień. Wtedy była młoda, ufna i pełna radości. Dziś nadal pozostawała młoda, lecz ufność i radość uleciały z letnim słońcem. Zabrał je ze sobą Melta...
     Westchnęła głęboko, spoglądając w ciemność za okienkiem.
     – O czym tak rozmyślasz?
     Uker wszedł właśnie do izby. Uśmiechnęła się.
     – Ot, tak… O tym wszystkim, co zdarzyło się ostatnio i o tym, że życie bywa takie nieprzewidywalne i przewidywalnie zarazem.
     Rozpalił ogień na palenisku, potem usiadł obok Yave, ogarniając ją ramieniem.
     – Nic się nie martw, moja żonko. Dobrze ci tu będzie, zobaczysz.
     – Wiem, Ukerze, wiem tylko... Żal z serca nie tak łatwo wygnać... i miłość bezmyślną.
     – Nie mów, że miłość bezmyślna. Szczera była, choć może naiwna.
     – Ale boli, kiedy za tę szczerą odpłacono kłamliwą.
     – Raczej nieodpowiedzialną. Ty jesteś rozgoryczona, to zrozumiałe. Widzisz, młodzi mężczyźni szukają przygód i naiwnych dziewcząt. Nie myślą o tym, że krzywdzą. Rozum przychodzi z wiekiem. Zresztą sama mówiłaś, on nie zna prawdy.
     Yave objęła męża ramionami i przytuliła się do niego z ufnością.
     – Ty mnie nie zawiedziesz, prawda?
     – Nigdy... – Wsunął palce pod brodę i lekko uniósł jej twarz.

     Do tej pory pocałował ją jedynie dwa razy, przy zaślubinach i w czasie uczty weselnej, spełniając żądanie biesiadników. Teraz całował delikatnie, ostrożnie.
     W niej te czułe pocałunki wywoływały bolesne, wciąż żywe wspomnienie pieszczoty innych ust. W nim roznieciły tęsknotę, by wziąć ją w ramiona i tulić wargi do warg żarliwie i gorąco. Byli sami, w swoim domu, mógłby to uczynić. Yave była jego żoną i miał prawo oczekiwać wzajemności z jej strony. Ale w jej sercu wciąż jeszcze drgała rozpacz, wciąż nie należało ono do Ukera. Nie była w stanie ukryć rezerwy. On zaś przypomniał sobie, że przecież obiecywał być cierpliwy.
     Choć spodziewał się takiej reakcji z jej strony, wbrew woli i rozsądkowi poczuł ukłucie rozczarowania. Nie gniew, raczej żal i zawód. Podniósł głowę i popatrzył na swoją żonę ze smutkiem.
     – Wybacz mi – szepnęła, wbijając wzrok w podłogę.
     – Nie, Yave, ja rozumiem. Jeszcze nie czas. Powiedziałem ci, będę czekał. – Przytulił ją tylko, by okazać, że rzeczywiście nie żywi urazy.
     Mimo to Yave czuła się jak oszust i żadne słowa, ani życzliwe gesty nie mogły tego zmienić.
     Delikatnie odsunął ją od siebie.
     – Idź odpocząć Yave, zmęczona jesteś. – Zmusił się do uśmiechu. – Nie będę cię niepokoił.
     – Ukerze, ja...
     – Nie, nic nie mów. Nie teraz. Tamtą izbę przygotowałem dla ciebie. Sam będę spał tutaj, w kuchni, jak zawsze. Idź już. – Wstał i wyszedł na zewnątrz.

     Dopiero teraz dostrzegła wciąż stojące w ciemnym kącie łóżko, na którym sypiał do tej pory. Pozostawiona sama sobie, chcąc nie chcąc udała się do drugiej izby, jak jej nakazano. Potem, już leżąc w ciemnościach, po cichutku, długo łkała w poduszkę nim wreszcie ogarnął ją sen.


I tym sposobem dobrnęliśmy do końca lata. Było długie, gorące, burzliwe i efektowne, żeby nie rzec efektywne. Teraz przed nami zima. Zima, jak to zima, długa i nudna. I że nudna, to my raczej się z nią długo męczyć nie będziemy. Myślę, że jak dobrze pójdzie, uda się ją załatwić na jeden, najwyżej dwa wrzuty. Byle do wiosny... :D

15 komentarzy:

  1. Kajjka, dołączam do klubu pala :D Melte nabić i w cholerę z nim! Uker rządzi i tak ma być. Wierzę, że prędzej, czy później ugłaska Yave tak skutecznie, że wszystkich gówniarzy jej z głowy wybije. Niekoniecznie głaskaniem, a bardziej jego następstwami ;)
    Jak ja lubię takie opowiadania :) Niby nic wielkiego się nie dzieje, nikt sałatki nie przyrządza, a oderwać się nie można! Chociaż te z sałatkami też lubię, więc... No cóż, chyba trafiłam pod dobry adres!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnych rzeczy bym się spodziewała, al nie tego, że mi tu ktoś zechce wbijać Melcie kołki w zadek :P
      Nic z tego, tym razem kołki nie są przewidziane w użyciu, pale owszem, ale nie drewniane, bo to groziłoby wrażeniem drzazgi ;)

      Usuń
  2. Ja osobiście nic do chłopaka nie mam. Korzysta z młodości, jego prawo. Ale co jak Yave się w końcu otrząśnie z wielkiej miłości, Uker dostanie prawo dostępu, a Melta przyjedzie i rozwali całą imprezę? No to go wtedy na pal w ptaszki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Może Uker jest za dobry , wyszalał się w młodości i chce spokoju ale to było by jak w bajce ślub i koniec - nuda a przecież najciekawsze jest potem to jak próbują razem ułożyć sobie życie i wychodzą różne sekrety no i oczywiście nieprzewidziane wydarzenia losowe które skromny autor na nich nasyła Nie wiem czemu ale wizja pala bardzo mnie zaitrygowała dzięki blanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Troszkę podobny dylemat jak SW tutaj mamy, tym większe wyzwanie myślę przed Tobą Kasiu. Jak to wszystko dalej poukładasz? Łajdak i porządny człowiek. Kogo tym razem wybierze masza gówna bohaterka? A może pojawi się ktoś trzeci? Co ja pisze napewno pojawi się dziecko! To może ktoś czwarty? To tak szaleje moja wyobraźnia ;-) To teraz jestem na bieżąco :-)
    Miłego weekendu
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być główna bohaterka .. wybaczcie pisane w zatłoczonym tramwaju!

      Usuń
  5. Lena, znowu wracamy do sporu, że Dellan nie był łajdakiem? Wrrr!!! ;)
    Widzisz Kasiu? Pal się przyjął! Na pal z Maeltą!! Chociaż szkoda trochę takiego przystojniaka... :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nom co ja poradzę .... :P
      Lena

      Usuń
    2. Podpadasz młoda, oj podpadasz... Był impulsywnym narwańcem. Nie łajdakiem :/

      Usuń
    3. Nazywaj Dellana Nikki jak chcesz :)
      Słowa Julii z dramatu Szekspira: „To, co my nazywamy różą, pod każdą inną nazwą pachniałoby równie słodko”. więc może być narwaniec :) , który ma to coś w sobie.
      Lena

      Usuń
    4. Dobra to ja tu Wam hurtowo tym razem... Uwielbiam jak się spieracie, to dobry znak :D

      Uker sobie może i z kwiatka na kwiatek i tak niczego nie zapyli... W sumie to nie wiem po co mu żona była, ale jak se chciał to niech ma... Ci od zapylania są bardziej kłopotliwi, bo zapyli taki, a ja się potem muszę głowić co mam z taką dziouchą zrobić. Chciałam zakończyć rzecz szybko i zepchnąć babę w przepaść to się taki Uker filantrop napatoczył i masz... Oczywiście, że na weselu się nie skończy bo jakoś tak nie lubię kończyć na weselu, jakby na nim kończyło się życie, więc jeszcze jakiś czas pośledzimy losy Yave.

      Próbuję też odświeżać taki stareńki romansik , którego akcję umieściłam eeee... w Londynie... Żeby nie było wątpliwości, w życiu nie byłam w Londynie... no i teraz to trochę próbuję poprawić, gdy nastały czasy, że mam wolny dostęp do sieci i z jej poziomu mogę się tego i owego o Londynie dowiedzieć, żeby ten mój nie okazał się całkowicie miejscem z kosmosu :) Miłego weekendu życzę wszystkim. Na majówki, sio!

      Usuń
    5. Kate, że nie zapyli nie znaczy, że niczego nie rozniesie. Więc nie tak wesoło mogłoby być z kwiatuszkami, jakby je obskoczył :D I wtedy masz dopiero problem. Ziołami się jakimiś nacierać? Czy do czarownicy iść...?

      Akcja w Londynie? Coś totalnie odmiennego. Zaintrygowałaś mnie, ale skończ najpierw DŻ. Prooooszę!!

      Usuń
    6. Nikki, masz rację na szczęście póki co Uker przyzwoicie się prowadzi. Macie jak w banku, że nie zacznę niczego podrzucać póki nie skończę jednego z bieżących tekstów. Dwa na przemian wystarczą, w tej chwili mamy nawet trzy równolegle, tak że Londyn nie wcześniej jak zamknę Dzieci. Na razie studiuję mapę i usiłuję się w nim sama odnaleźć :D

      Usuń
    7. Ale jakie to później przyjemne, jak będziesz znała jakieś tam miejsca w Londynie z dokładnością, jakbyś tam była :) Mój mąż ostatnio mapy 3D sobie oglądał i zajrzał do NY. Mówi, że jaki fajny budynek na tej i na tej, a ja mu odpowiadam "A to tam za Municipal jak w lewo skręcisz". Satysfakcja jest :D

      Usuń
    8. Wątpię że z taką dokładnością zgłębię wiedzę o Londynie, za leniwa jestem ot co, Ciebie podziwiam za dokładność :D

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.