WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

07.05.2014

Yave - cz.10

Voila! Niespodzianka :D
Ostatnio było długo, dzisiaj będzie krótko. Dotarłam do pewnego miejsca w tekście i wpadł mi do głowy zabawny pomysł. Na końcu wyjaśnię, o co chodzi... Tymczasem odrobinę się przyjrzymy Ukerowi ;)

poprzedni fragment


     Matka nie naciskała, nie przekonywała. Czekała cierpliwie, pozwalając dziewczynie oswoić się z myślą i podjąć decyzję.
     Yave chodziła jak struta, doskonale zdawała sobie sprawę, czego oczekuje rodzina, ale... Nie przestawała bić się z własnymi myślami. Wszystko zdawało się jej tak dziwne, że aż nierealne i niemożliwe. Miała oddać siebie innemu mężczyźnie jako... żona. Czyli, miała oddać mu prawo do siebie tak... jak dała je wcześniej Melcie.
     Bała się tego. Uker był starszy, to prawda, ale nie był niedołężnym starcem. To mężczyzna w kwiecie wieku, silny i sprawny. Jeśli za niego wyjdzie...
     Cóż, nie mogła raczej oczekiwać, że jako mąż wyrzeknie się swoich praw. Nie była pewna, czy będzie umiała ten stan rzeczy zaakceptować. Czuła się zapędzona w kozi róg i przyparta do muru.

***
     Siedziały z Eyat nad strumieniem.
     – Nie masz wielkiego wyboru, Yave. Jeśli chcesz żeby rzecz pozostała w tajemnicy, musisz się zgodzić – stwierdziła trzeźwo Eyat.
     – Nie potrafię sobie tego wyobrazić. – Potrząsnęła rudą czupryną Yave i chlipnęła, wycierając nos rękawem.
     – Nie rycz, moja matka mówi, że dziewczyna w ciąży nie powinna płakać i się smucić, bo to...
     – Przestań... – Yave znów głośno pociągnęła nosem.
     – Ale naprawdę tak mówiła – oświadczyła Eyat ze śmiertelną powagą. – Dobra, nieważne... A co do Ukera... Możesz zrobić jeszcze jedno...
     – Co?! Chyba tylko jeszcze raz iść nad urwisko, albo w jeziorze się utopić!
     – Przestań, głupia – żachnęła się Eyat, ale równocześnie pocieszająco objęła przyjaciółkę. – Jeśli to zrobisz, stłukę cię na kwaśne jabłko, zobaczysz – zagroziła na co, Yave musiała się uśmiechnąć przez łzy.
     – To co lepszego wymyśliłaś?
     – Możesz posłać list do Melty i...
     Rudowłosa natychmiast spoważniała.
     – Nigdy – powiedziała cicho. – Nie zdradzę go, ale też nigdy o nic nie poproszę. Nigdy mu nie powiem.
     – Ludzie mu powiedzą, Yave... – Wzruszyła ramionami Eyat.
     – Tak? A skąd będą wiedzieć? Chyba, że ty wypaplasz – warknęła ze złością.
     Eyat, choć poczuła się dotknięta podejrzeniami o skłonność do rozsiewania plotek, pojednawczo pogładziła ją po ramieniu.
     – Nie mów tak – powiedziała – przecież wiesz, że tego nie zrobię. Nikomu nie powiem, tylko... tylko nie jestem pewna, czy masz rację, skrywając prawdę.
     Gniew Yave zgasł i zastąpił go nagły smutek. Położyła głowę na ramieniu przyjaciółki.
     – Nie masz pojęcia, co czułam, kiedy powiedział, że tylko się mną bawił... że mam urodzić dzieci innemu...
     Podniosła głowę i zapatrzyła się w dal. Po chwili wyprostowała się i wzięła głęboki oddech
     – I tak właśnie zrobię – postanowiła nagle – urodzę to dziecko innemu. Wyjdę za Ukera i moje dziecko będzie miało ojca. Dobrego ojca. I nigdy nikt nie usłyszy ode mnie imienia Melty. Ojcem będzie Uker i tylko on.
     Eyat nie odpowiedziała nic... Zacisnęła jedynie usta z dezaprobatą i nieznacznie pokręciła głową, ale Yave nie zwróciła uwagi na ten drobny gest.

***
     Kiedy w umówionym czasie Uker pojawił się w ich domu nie wyraziła sprzeciwu i zaakceptowała jego propozycję. Ze względu na stan Yave długie narzeczeństwo nie wchodziło w rachubę. Datę zaślubin wyznaczono za trzy tygodnie, tak, by zarówno dziewczyna jak i żyjący dotąd samotnie Uker, mieli czas przygotować się do zmian w swoim życiu.
     Ona należała do domu Imruta, bogatego auryckiego gospodarza, dawniej pana i właściciela jej rodziny.
     Ów szczery, życzliwy człowiek, za punkt honoru poczytywał sobie, by podlegli mu ludzie nie cierpieli biedy i dobrze im się wiodło. Cenił ojca Yave, zdolnego rzemieślnika, gdy ten żył. Po śmierci Bergona, Imrut za swój obowiązek uważał troszczyć się o los pozostawionej żony i dzieci. Znał też dobrze Ukera, lubił go i szanował jako uczciwego i dobrego człowieka.
     Przed laty bywało wojowali ramię w ramię pod wodzą Botty. A teraz, skoro córka jego komornicy miała wyjść za niego za mąż, uparł się urządzić młodej parze weselną ucztę. Yave nic, a nic nie podobał się ten pomysł. Nie chciała ani uczty, ani hucznego weseliska. Jedyne czego pragnęła, to usunąć się z ludzkich oczu i nie dostarczać tematu do plotek, a te już krążyły z racji pośpiesznych zaślubin. Imrut jednak nie dał się przekonać. Sam nie miał córek, a obaj jego synowie zaciągnęli się do wojska. Miało być wesele i już.

     – Powiadają, Ukerze, że nie ma to, jak młoda żonka. – Śmiał się, klepiąc dawnego druha w łopatkę, kiedy spotkali się w karczmie przy piwie. – Dobrześ wybrał. Dziewczyna świeża i śliczna i nawet miałem nadzieję, że się któryś z moich chłopaków przy niej zakręci, ale tym gamoniom tylko wojaczka w głowach. Obaj poszli z Meltą, durnie, a tymczasem mądrzejsi im tutaj co ładniejsze panny pouprzątają. Ale, że ty tak nagle będziesz chciał się żenić, tom się nie spodziewał... No, no... – Pokręcił głową, pociągając tęgi łyk trunku.
     Uker też opróżnił swój kufel, otarł usta rękawem i uśmiechnął się znacząco.
     – Sam powiedziałeś, świeża i śliczna... a krew nie woda. Nie ma na co czekać.
     Gospodarz  roześmiał się ze zrozumieniem.
     – Taaak... racja. Ja to myślę, żeś już nie czekał i tej świeżości uszczknął, stąd teraz do ślubu nagli... Co?
     Zapytany uśmiechnął się tylko i zamówił jeszcze po piwie...

***
     Matka Yave szykowała ślubny strój dla Ukera, bowiem samotnemu mężczyźnie nie miał kto pomóc w przygotowaniach. Yave przyniosła odzież do przymiarki, by ewentualnie poprawić jeszcze, co będzie trzeba.

     Zagroda, która już niedługo miała stać się jej domem, była oddalona od osady, ukryta w lesie. Dziewczyna zatrzymała się przy furtce i obserwowała mężczyznę, zajętego rąbaniem drewna na opał. Palce zacisnęła na kabłąku kosza. Uker nie widział jej, odwrócony tyłem, skoncentrowany na swoim zajęciu. Rozgrzany fizyczną pracą zrzucił koszulę. Nagie do pasa ciało lśniło od potu i można było swobodnie podziwiać grę sprężystych mięśni pod opaloną skórą. Yave stała i gapiła się zamyślona. Uker był nieco niższy od Melty, bardziej rozrośnięty w barach i miał znacznie silniej niż tamten, zarysowaną muskulaturę. Miała przed sobą nie młodzieńca, lecz mężczyznę dojrzałego, którego widok mógłby poruszyć czułą strunę w niejednym kobiecym sercu. Mimo to wciąż z niechęcią myślała o tym, że za kilka dni te silne ręce nabędą prawa, by jej dotykać... Nie kochała go przecież. Czuła szacunek, wdzięczność, ale nie miłość. Zagryzła wargę, westchnęła cicho, pchnęła furtkę i podeszła bliżej.

     – Witaj, Ukerze.
     – Yave! – Odgarnął jasne włosy z czoła i uśmiechnął się szeroko na jej widok – Nie zauważyłem cię. Długo tu jesteś?
     – Dopiero przyszłam. Przyniosłam ubranie do przymiarki, matka chciała...
     – Zaczekaj chwilkę...
     Podszedł do studni, zaczerpnął żurawiem wody i wlał ją do drewnianej niecki stojącej obok. Ochlapał się naprędce, zmywając kurz i pot. Sięgną po wiszącą na cembrowinie koszulę i ocierając nią wodę z ciała wrócił do czekającej cierpliwie Yave.
     – Chodź do środka – objął ją ramieniem i poprowadził w kierunku domu – coś ci pokażę.

     W izbie, która była równocześnie kuchnią, panował okropny bałagan. Cała podłoga była zasypana wiórami. Walały się po niej i po stole stolarskie strugi, piłki, pilniki i inne narzędzia.  Wszędzie leżało mnóstwo kawałków jasnego, brzozowego drewna. Niektóre surowe, inne już ze śladami obróbki. Uker wziął w rękę jeden z nich i podał Yave.

     – Spójrz tylko – powiedział z wyraźnym zadowoleniem.
     Deseczka, którą jej podał była starannie wycięta, wyprofilowana. Dziewczyna przesunęła opuszkami palców po jej fakturze. Nie dało się wyczuć bodaj najmniejszego zadziorka. Ale tylko z jednej strony była idealnie gładka. Z drugiej wycięto na niej misterny wzorek, przedstawiający splecione gałązki i kilka ptaszków, przypominających jaskółki. Całość wykonana została z ogromną dbałością o szczegóły. Ptaszki miały wyraźne piórka, listki cieniutkie żyłki. Yave, sama posiadająca artystyczne uzdolnienia, umiała właściwie ocenić kunsztowną pracę.
     – Piękne to – uśmiechnęła się, a palce pieszczotliwie przesunęły się po gładkiej powierzchni. – Sam to zrobiłeś?
     – Sam – oznajmił z dumą. – To dopiero jedna część.

     – A co to właściwie ma być? – zapytała zaciekawiona.


Zgaduj zgadula... Co robi Uker? Ciekawa jestem ile osób wpadnie na właściwy trop...

5 komentarzy:

  1. Co by było szlachetnie - kołyska. Ale żeby Yave szczękę musiała zbierać to łóżko małżeńskie. Ale pewnie wymyśliłaś coś jeszcze. Nie mam szczęścia do takich zgadywanek. I chciałam powiedzieć, że polubiłam Ukera, więc nie zabijaj go... Poproszę. Tutaj bez sałatek!
    Decyzja podjęta i podoba mi się! Myślę, że nie takim złym mężem będzie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O tym co robi to się dowiemy w następnym fragmencie :) I nic więcej nie powiem na razie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem za kołyską . Odnoszę wrażenie że Eyat(dobrze ze nie muszę wymawiać tego imienia język bym sobie połamała) jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa i jeszcze namiesza a jak i autorka tej powieści ale to i dobrze bo ostatnio coś czytałam i było aż do bólu przewidywalne a tu niespodzianka za niespodzianką dzięki blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale "Eyat" ma bardzo prostą wymowę: "ejat" :D, ale wiem, lubię udziwaczniać nazwy i imiona :), spodziewam, się jeszcze jakieś niespodzianki zaserwować... Szczególnie w KiM :D

      Usuń
  4. Kołyska,łóżko to takie pewniki ... A może jakaś zabawka dla dziecka, albo krzesło, stołek czy coś w tym stylu!? Ledwo się rozkręciłam a tu koniec...
    Lena

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.