WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

28.04.2014

Yave - cz.8

Ustaliłam harmonogram na ten tydzień: dziś spotkanie z Yave, we środę ruszymy z KiM, w piątek... to zobaczycie/poczytacie w piątek ;)



***     
     Czas skończyć, Yave... Czas skończyć... Wszystko skończyć... Zakręciło się jej w głowie, gdy spojrzała w dół. Ostre krawędzie skał na dnie przepaści rozwiążą wszystkie problemy, ukryją jej wstyd, jego hańbę...
     Dłonie złożyła na brzuchu. Nie bój się... – szepnęła do rosnącego w niej życia – to tylko chwila, nic nie poczujesz... A potem nic już nie będzie, ani strachu, ani bólu,  ani pogardy. Nikt nie będzie cię wytykał palcami... Tylko jeden krok...jeszcze jeden i koniec.
     Łzy zalewały oczy, zasnuwając mgłą czeluść u stóp, przerażającą i jednocześnie kuszącą obietnicą nieistnienia. Nie zauważyła szarej błyskawicy, która wypadła spomiędzy drzew i mknęła w jej kierunku.

***
     Mężczyzna biegł tak szybko, jak tylko pozwał mu na to teren i siła mięśni.
     – Szukaj! – zawołał do psa węszącego przed nim.
     Zwierzę szczeknęło krótko, jakby zrozumiało polecenie i pomknęło, wietrząc świeży trop w powietrzu. Niepokój podążającego za nim człowieka wzrósł i sięgnął zenitu, gdy mijał porzucony na mchu, pusty koszyk. Leżał tam, tak jakby ktoś bezwiednie wypuścił go z ręki, nie zauważywszy zguby. Uker przerzucił w pośpiechu łuk przez plecy, bo z wolnymi rękoma łatwiej i szybciej mógł się przemieszczać.
     Człowiek to twarde stworzenie... Nie ma takich nieszczęść, takich tragedii, z których nie byłby zdolny się podźwignąć. O ile tylko w chwili słabości znajdzie się przy nim ktoś, kto powstrzyma przed wykonaniem kroku, po którym nie ma już powrotu.
     Cokolwiek spotkało tę dziewczynę, jakakolwiek była przyczyna jej rozpaczy i desperacji... Uker zdał sobie sprawę, że w tej chwili jest najprawdopodobniej jedynym, który może zapobiec nieszczęściu.

     Zauważył postać w szaroniebieskiej sukience nad przepaścią, nim jeszcze wydostał się z gęstwiny na otwartą przestrzeń. Postąpiła niepewnie krok w przód i teraz stała teraz na samym skraju urwiska. Wystarczyło by się przechyliła, by zakręciło się jej w głowie od wysokości i straciła równowagę... Krzyk uwiązł Ukerowi w gardle. Usłyszy go, zlęknie się, zachwieje i...
     – Trzymaj... – rzucił psu, choć ten wysforował się już daleko do przodu i nie mogło dolecieć go wyszeptane polecenie. Zwierzę samo, instynktownie, bez rozkazu pomknęło w kierunku dziewczyny, z impetem rzuciło się na nią, odpychając od krawędzi i przewróciło na ziemię. Uker nie zwolnił kroku, ale odetchnął bezwiednie. Kal nie wypuści zdobyczy, tego był pewien. Zdążył...

***
     Nie zauważyła szarej błyskawicy, która wypadła spomiędzy drzew i mknęła na przełaj przez wrzosowisko w jej kierunku. Coś z wielką siłą uderzyło ją z boku, odrzucając od krawędzi i obalając na ziemię. Na kilka sekund straciła oddech i zrobiło się jej ciemno przed oczyma. Kiedy odzyskała ostrość widzenia dostrzegła tuż nad sobą białe, wilcze kły a z gardła bestii dobywało się ciche, złowrogie warczenie... Wilk, czy przepaść... Co za różnica? Ramiona, którymi odruchowo osłoniła się przed atakiem, opadły bezwładnie. Odwróciła głowę, zamknęła oczy i obojętnie oczekiwała bólu zadanego przez zatapiające się w gardle kły...
     Ale poczuła jedynie ciepły, miękki i mokry jęzor na policzku.

***
     Pies unieruchomił dziewczynę, opierając ciężkie łapy na jej piersi. Ku zaskoczeniu Ukera, nie krzyczała, nie próbowała się osłaniać, czy bronić. Leżała bez ruchu, jak martwa.
     Pełen najgorszych obaw przypadł do niej. Powieki miała zamknięte, ale na szczęście oddychała. Gestem odesłał Kala, nachylił się nad leżącą i ostrożnie odwrócił jej twarz. Znów odetchnął z ulgą, gdy otworzyła zaczerwienione od płaczu oczy.
     – Bałem się, że upadając coś sobie zrobiłaś. – Uśmiechnął się. – Stałaś na skraju przepaści... Gdyby nie pies... Co ty chciałaś zrobić, dziecko?
     Więc to był pies, nie wilk... Szkoda...
     – Skoczyć... – odezwała się schrypniętym od szlochu głosem.
     Mężczyzna chwycił ją pod pachy i zmusił, by usiadła, zacisnął dłonie na ramionach i potrząsnął nią.
     – Oszalałaś, dziewczyno?! – W głosie drgało oburzenie. – Żaden powód nie jest dość słuszny, by marnować młode życie!
     Yave skrzywiła z goryczą usta, potrząsnęła głową i próbowała, niemrawym gestem, strącić przytrzymujące ją ręce.
     – Zostaw mnie człowieku... Niewarta jestem byś zaprzątał sobie mną głowę.
     Pochwycił jej twarz i obrócił ku sobie.
     – Dziecko – powiedział z przyganą – za młoda jesteś, by mówić takie słowa.
     – Dziecko... – skrzywiła się z ironią. – Zostaw mnie...
     Znów spróbowała uwolnić się z uścisku męskich dłoni, ale nie miał zamiaru ustąpić, ani tym bardziej pozostawiać w tym miejscu niedoszłej samobójczyni samej. Przyjrzał się jej uważnie, ze zmarszczonym czołem. Potem podniósł się, dziewczynę także stawiając na nogach.
     – Do mojej chaty jest bliżej niż do osady – stwierdził. – Odpoczniesz u mnie, potem odprowadzę cię do domu. – Postanowił, nie pytając jej o zdanie
     Dla pewności mocno zacisnął palce na dziewczęcej dłoni.

     Nie rozmawiali w drodze. Uker o nic już nie pytał, zaś Yave nie miała ochoty, by mówić z kimkolwiek. Poddała się, zobojętniała na wszystko co działo się dookoła i bezwolnie szła za trzymającym ją pewnym chwytem za rękę, mężczyzną. Nawet myśleć przestała, w głowie miała kompletną pustkę.
     Weszli do chaty i Uker wcisnął ją w ławę za stołem, jakby obawiał się, że jeśli zostawi ją w miejscu, w którym będzie miała więcej swobody ruchu, to ucieknie i znów spróbuje zrobić coś głupiego. Sam zakręcił się przy piecu, rozpalił ogień w palenisku.
     Skromna, prosta strawa, którą wczesnym rankiem przygotował dla siebie, by mieć się czym posilić po powrocie z polowania, była zimna i trzeba było ją odgrzać, żeby poczęstować nieprzewidzianego gościa. Zerkał na nią z posępną miną i troską w oczach. Dziewczyna była blada, pod oczyma wyraźnie odznaczały się sińce. Szczupła... zbyt szczupła, można by rzec. Siedziała jednak spokojnie, ze spojrzeniem utkwionym tępo w blat stołu, dłonie splotła na podołku i niezmiennie milczała.

     Postawił przed nią miskę z ciepłą zupą, położył obok łyżkę i usiadł naprzeciw.
     – Zjedz – polecił – musisz być głodna.
     Wzięła łyżkę w dłoń, ale ledwo dziobała strawę. Gardło miała ściśnięte i z trudem dawała radę przełknąć cokolwiek. Nie czuła smaku, ani zapachu. Była zupełnie nieobecna duchem. Choć wykonywała polecania.
     – Jestem Uker – przerwał milczenie – a ty? Kim jesteś?
     – Yave – odparła obojętnym tonem – córka Bergona.
     Uniósł brwi wyraźnie zaskoczony.
     – Córka Bergona? Cieśli?
     – Tak – potwierdziła krótko.
     – Pamiętam twego ojca – ożywił się mężczyzna – był dobrym człowiekiem. Byłaś małym dzieckiem, gdy umarł.
     – Miałam osiem lat...
     – Pamiętam cię... mały, rudowłosy chudzielec, o wielkich oczach – uśmiechnął się do wspomnień – wyrosłaś... Yave... Miałaś chyba jeszcze brata, prawda?
     – Tak. – Znów krótka odpowiedź, bez jakiegokolwiek entuzjazmu.
     – Z niego też pewnie już młodzieniec. A matka? Jak wam się wiedzie? – Wypytywał ostrożnie, usiłując dociec przyczyny przygnębienia tak wielkiego, że skłonna była odebrać sobie życie.
     – Gedor zajmuje się końmi w gospodarstwie pana Imruta, matka pracuje w jego domu.
     – Nie jesteście więc bez środków do życia.
     – Nie jesteśmy bogaci, ale mamy dach nad głową i nie cierpimy nędzy.
     – Więc dlaczego, Yave? – Zapytał w końcu wprost. – Dlaczego chciałaś zrobić coś tak... okropnego?
     Odłożyła łyżkę do miski, z której prawie nic nie ubyło. Oczy wypełniły się łzami, więc pochyliła głowę, próbując je ukryć, ale kilka słonych kropel zdradliwie kapnęło w zupę. Nagle wszystko zaczęło ciążyć bólem nie do wytrzymania... Tajemnica, niepewność, wstyd, dziecko pod sercem, odpowiedzialność... Musiała to z siebie wyrzucić, komuś powiedzieć, choć niewielką część tego, co ją dręczyło. Tę najważniejszą...
     – Nie tylko sobie... – szepnęła, wymownie układając na brzuchu drżące dłonie.
     Uker ściągnął brwi, potrząsnął głową z dezaprobatą i naganą. Westchnął ciężko... Nie czuł się szczególnie zaskoczony. Ot, życie... nie ona pierwsza, nie ostatnia. Tyle, że przecież nie dokonała rzeczy sama...
     – A ojciec? – spytał cicho. – Jego ojciec... – Wzrokiem wskazał łono siedzącej przed nim dziewczyny.
     – Nie ma ojca... – Dziewczyna zaprzeczyła, wolno kręcąc głową.
     – Yave – mężczyzna przybrał odrobinę surowszy ton – dzieci z powietrza się nie biorą.
     Ale ona ponownie zaprzeczyła, powtórzyła z zaciętym uporem, cedząc powoli słowa:
     – Nie ma ojca.
     – No dobrze – westchnął zrezygnowany – nie chcesz nie mów, nie moja rzecz to wiedzieć. Ale tutejsze prawo znasz, a z dzisiejszego wnoszę, że ów... cię porzucił. A odpowiedzialność, Yave? Jego odpowiedzialność. Toż to hańba dla mężczyzny, dziewczynę uwieść i brzemienną porzucić...
     – Nie wie, że jestem brzemienna – wyznała z poczuciem winy.
     Na to Uker poderwał się ze stołka i zaczął przemierzać izbę wielkimi krokami.
     – Dziewczyno! Na bogów! Rozumiem, że mnie nie chcesz powiedzieć jego imienia, że matce się nie przyznałaś... Tak, nie patrz tak na mnie. Wiem, że się nie przyznałaś, bo jakbyś to zrobiła nie byłoby cię tu teraz. Ale nie powiedzieć mężczyźnie, że nosisz jego dziecko?! Czyś oszalała?!
     Siedziała ze spuszczoną głową, połykając łzy.
     – Czemuś choć matce nie powiedziała? – Naciskał. – Przecież by doradziła, co czynić.
     – Nie chciałam jej martwić...
     – Nie chciałaś martwić?! – Ramiona i wzrok ze zgrozą powędrowały w górę. – Ty życie chciałaś sobie odebrać! I dziecku! Dopiero byś przydała wszystkim zgryzoty i nieszczęścia!
     Opanował wzburzenie, bo przecież chciał pomóc, a nie pogłębiać rozpacz i poczucie winy w dziewczynie, czyniąc jej wymówki. Usiadł na powrót za stołem.
     – Dziecko, dlaczego jemu nie powiedziałaś? Może wcale...
     – Chciałam – chlipnęła i pociągnęła nosem, wierzchem dłoni ocierając kapiące łzy – chciałam powiedzieć, ale...
     – Ale co?
     – Nie ma go już w Nammas. Wyjechał. Zresztą... nie chciałby dziecka... ani mnie. Jestem tylko córką byłych niewolników...
     – To Aura, tak?
    Twierdząco potrząsnęła głową. 
     – Wychowałaś się tutaj, Yave, znasz tutejsze prawo. Aura nie porzuciłby cię, ot tak. Dziecko uznałby na pewno, dał nazwisko i ród... Może nawet ożenił się, bez względu na twe pochodzenie. To honorowi ludzie, dobrze o tym wiesz.
     – Tak, wiem. I dlatego... Ożeniłby się, bo musiałby. Z czasem znienawidziłby nas oboje. Dlatego chciałam umrzeć... Nie ma Yave, nie ma dziecka, nie ma niczyjej hańby...
     – O, bogowie – prychnął gniewnie, wywracając przy tym wymownie oczyma. – Lepsza śmierć twoja i niewinnego dziecka. Tak? Tylko kobieta może myśleć, tak pokrętnie.
     – Pokrętnie? Przecież śmierć jest taka prosta.
     – Prosta – sarknął z irytacją. – Dla umierającego prosta, żywym zostawia udrękę i moc pytań bez odpowiedzi. Nie Yave, śmierć nie jest prosta. To jedynie ucieczka, w dodatku ucieczka w nieznane.
     – Nic innego nie mogę zrobić. – Znów chlipnęła przez łzy.
     – Możesz powiedzieć prawdę.
     – Komu? Obcym ludziom? Tobie? Matce? Po co? Jego tu nie ma. Nie może się bronić ani uczynić nic, by ratować honor. Tylko ja... jeżeli zmilczę. A któż milczy skuteczniej niż umarły?
     – Ale tobie nie wolno tego zrobić. – Tłumaczył jak dziecku, którym ledwie chwilę temu przestała być. – Młoda jesteś, życie przed tobą.
     – Jakie życie? – Załkała z goryczą. – Tylko to mi zostało. Umrzeć.
     – Nieprawda – powiedział łagodnie, podając jej lnianą chustkę do wytarcia nosa i łez – są inne sposoby.
     Wytarła posłusznie nos.
     – Dlaczego chcesz mi pomóc, Ukerze?
     – Nie wiem – wzruszył ramionami. – Może zbyt długo troszczę się wyłącznie o siebie, a ciebie los postawił na mojej drodze, bym to zmienił. – Pogładził wierzchem dłoni mokry policzek dziewczyny. – Nie martw się już – uśmiechnął się łagodnie – gorsze biedy się w życiu trafiają niż nieślubne dzieci. Porozmawiam z twoją matką, coś zaradzimy, obiecuję. Odpocznij teraz trochę – wskazał łóżko w kącie izby – ja oporządzę inwentarz, potem cię odprowadzę.
     Gdy się położyła krzątał się jeszcze chwilę po izbie. Wyszedł do gospodarstwa dopiero, jak nabrał pewności, że dziewczyna zasnęła.

     – Cóż, Yave – mruczał do siebie – jest w sumie tylko jeden sposób. Trzeba cię wydać za mąż...

następny fragment


I na dziś to byłoby na tyle... ciąg dalszy nastąpi niewątpliwie, bo jak widać historia rozwojowa jest jeszcze ;). U mnie dziś za oknem piękna pogoda, słoneczko świeci, oby tylko zechciało się tak utrzymać do weekendu...

6 komentarzy:

  1. Niestety na weekend ma padać. Ale pociesze Cię, że u mnie, więc kawałek od Ciebie ;)
    Widzę nowego gadulca zmontowałaś :) A miałyśmy przy komputerach nie siedzieć za dużo!! Ech...

    Co do rozdziału, to ja tu węszę niezłą intrygę... A ponieważ pojawienie się Melty podczas ślubu i krzyknięcie "NIE", byłoby jak na ciebie za słabym zagraniem, spodziewam się wspaniałej zabawy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda zawsze ma własne zdanie w kwestii dni wolnych ;/ Na gadulca namówiła mnie Karo, a ponieważ nie gadzina się nie drze "JEŚĆ!" to nie chich sobie wisi ;)

      Węsz, węsz... Czy ja już gdzieś nie mówiłam, że krótko nie umiem? A Meltę wysłałam w najbardziej niebezpieczny koniec świata i nie jak sam rzekł, nie wiadomo czy wróci :p

      Usuń
  2. Ten komputer jest wredny drugi raz musze pisać komentarz bo mi wszystko skasowal Ciesze się ze zdązyl ja uratować ,podejrzewam ze się z nia ozeni ale cuję ze coś tam porobisz bo by bylo to za proste Co do Melty to wróci i karzesz mu pokutować za grzechy dzięki za ten fragment blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, masz... nie powiem co będzie, tylko tyle, że nie od razu Kraków. Kolejny kawałek pewnie w przyszły poniedziałek, o ile nie wybuchnie jakaś wojna i mnie od sieci nie odetnie ;)

      Usuń
  3. Witam,
    "Chwilkę" mnie nie było. Wchodzę na bloga, a tu takie zmiany! Na telefonie tego nie widać,a na kompie to, aż się rzuca w oczy! No fajnie to teraz wygląda :) Później sobie po testuję. Co i jak...
    A teraz rozdziały i zaległości ... nadrobione. :) Pochłonięte!
    No ciekawe za kogo chcesz wydać Yave?! Już się chyba ochotnik znalazł! Robi się to coraz bardziej skomplikowane.
    Nie chcę... ale muszę napisać, że ja już tu nóżkami przebieram ( pewnie nie jestem jedyna ) i nie mogę się doczekać jak chcesz zakończyć losy DŻ Kasiu?! Ale spokojnie jeszcze poczekam/poczekamy... ale byle nie za długo każ mi/nam... czekać Kasiu! :P :)

    Pozdrawiam Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leno, stęskniłam się za Tobą, mam nadzieję, że wakacje były udane :)
      Yave ma szczęście, że bozia (autorka ;p) urody jej nie poskąpiła, jest więc szansa, że ochotnik się znajdzie, chociaż dziewczę już "napoczęte" ;)
      Walczę z DŻ, bo muszę jakoś sensownie umotywować, ostateczne decyzje podjęte przez bohaterów... Już mi się zaczynają śnić po nocach, więc jest szansa, że w końcu ich opanuję :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.