Mam ogromną satysfakcję przynależeć do nieformalnej grupy pisujących sobie autorskie teksty ludzi i w ramach tej grupy od czasu do czasu urządzamy sobie warsztaty, w pisaniu. Swego czasu próbowaliśmy się z taką serią, która została opatrzona nazwą "Skojarzenia". Polegało to na tym, że dostawaliśmy do wglądu obrazek i trzeba było go jakoś zinterpretować. Teksty mogły być dłuższe, lub krótsze, musiały jednak opowiadać historyjkę powiązaną ze wskazanym obrazkiem. Miałam okazję uczestniczyć w trzech takich wprawkach i dzisiaj pokażę moje poczynania i przedstawię swoje interpretacje, oczywiście pokażę też odpowiednie obrazki, bo bez nich nie miało by to sensu.
I tak:
Fotka i historyjka nr 1
Psiakrew, zaklął w duchu, wciskając ze złością pedał
hamulca.
Samochód zatrzymał się z piskiem, a opony zaznaczyły ciemne
ślady na asfalcie.
Tkwił nieruchomo w fotelu, z dłońmi na kierownicy, w duchu
licząc na taryfę ulgową względem osoby konsekrowanej. Może w zamian za jakiś
mały odpuścik albo coś? Zerknął nerwowo w lusterko i teraz zaklął głośno:
–
A niech to jasna cholera!
Do auta, pewnym krokiem, z dłonią karcąco zaciśniętą na
policyjnej pałce, zbliżał się nie kto inny, jak jego własna młodsza siostra.
Ta, z której bez miłosierdzia nabijali się wraz z drugim bratem, zawodowym
żołnierzem, gdy wpadła na pomysł, by wstąpić do akademii policyjnej. Znosiła ich
docinki z podziwu godną cierpliwością, czekając na dzień, w którym weźmie
odwet. I oto dzień nastał...
Fotka i historyjka nr 2
Angela zatrzymała się przed drzwiami biura. Korytarz, jak
zawsze, był pusty. Klienci pojawiali się sporadycznie, a spośród tych, którzy
się do nich zgłaszali Tom wybierał tylko takie sprawy, które go zaintrygowały.
Często zastanawiała się jakim cudem udaje im się utrzymać tę firmę? Ale dzisiaj
nie to było jej problemem, bolączką, która nieznośnie wbijała dokuczliwe ciernie
w kobiecą dumę.
Wzięła głęboki oddech i przełknęła ślinę. Ostatni raz
zlustrowała wzrokiem swój wygląd. Była zadowolona.
Pół dnia biegała po klepach żeby znaleźć wystarczająco
wyuzdaną, krótką, czarną spódniczkę i nieprzyzwoicie wydekoltowaną bluzkę.
Wydała majątek na fryzjera kosmetyczkę i wizażystkę. Zakupiła też niewielką
kopertówkę idealnie nadającą się do jej potrzeb.
Tom zawsze się jej podobał, ale z uporem maniaka ignorował
jej powłóczyste spojrzenia i pozornie przypadkowe muśnięcia dłoni. Angela była
atrakcyjną kobietą, a owijanie sobie mężczyzn wokół palca stanowiło swego
rodzaju hobby. Zasadniczo było jej obojętne czy się na jej widok ślinią, czy ją
nienawidzą. Nie tolerowała jedynie obojętności. Obojętność Toma wywoływała
frustrację graniczącą z furią.
Dziś powali go na kolana. Zrobi na nim takie wrażenie, że ten
niewrażliwy prostak obleje się tą swoją paskudą kawą i zleci ze swojego
parszywego, obrotowego krzesła, a potem... Uśmiechnęła się siebie, pozwalając
sobie przez jedną chwilę popuścić wodze wyobraźni. A mniejsza o to, co będzie
potem...
Zebrała do kupy całą odwagę, pchnęła drzwi, otwierając je na
oścież. Stanęła w progu.
Oczywiście tkwił za biurkiem, z nosem w stercie dokumentów.
Z nieodzownym kapeluszem, typu panama, zsuniętym na tył głowy, gryzł w
zamyśleniu końcówkę długopisu, jak zawsze ignorując wchodzącą do biura osobę,
póki ta nie zastukała nerwowo palcami w blat biurka. Filiżanka, zimnej już
pewnie, kawy stała na pliku zadrukowanych kartek. Wentylator, szumiąc cicho
międlił duszne powietrze w pomieszczeniu.
Angela nie zamierzała łomotać w blat biurka czymkolwiek.
Zacisnęła ze złością zęby, ale zaraz zreflektowała się i przywołała na twarz
zniewalający uśmiech. Od kilku dni ćwiczyła go przed lustrem. Chrząknęła lekko,
by zwrócić na siebie uwagę niedomyślnego troglodyty, jak dotąd kompletnie
nieczułego na jej kobiece wdzięki i zabiegi. Zacisnęła palce na kopertówce i
wyczuwając pod nimi znajomy kształt poczuła się pewniej. Uniosła dumnie brodę.
Słysząc chrząknięcie, leniwie podniósł wzrok, nie podnosząc jednak
głowy. Jego brwi powędrowały w górę.
No, wreszcie jakaś reakcja, pomyślała zadowolona Angela. Tom
wolno odłożył długopis, przesunął panamę bardziej na czoło. Powoli podniósł się
ze swego miejsca, wyszedł zza biurka i przysiadł na nim krzyżując ramiona na
piersi. Jego twarz nie wyrażała niczego. Ani zaskoczenia, ani zachwytu, ani
zdegustowania. Kamienna, jak zawsze.
Angela poczuła mrowienie w opuszkach palców, ale opanowała
narastającą irytację. Postąpiła do kilka kroków zalotnie kołysząc biodrami, z
wystudiowanym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
– No – odezwał się wreszcie Tom, drapiąc się od niechcenia
po podbródku – co niby ma znaczyć da demonstracja?
Obojętność w jego głosie zapaliła furię w umyśle Angeli, ale
nie dała jej po sobie poznać. Jeszcze nie.
– Jak ci się podoba? – zapytała słodkim głosem, stając przed
nim w wyzywającej pozie.
Zlustrował ją od stóp do głów spojrzeniem nie wyrażającym
niczego. A co gorsza, co Angela odczuła jak palący policzek, nie zatrzymując
wzroku na żadnym z jej prowokująco wyeksponowanych wdzięków.
– W ogóle mi się nie podoba – stwierdził, tłumiąc ziewnięcie
po czym wskazał stertę akt leżących na jej biurku. – Bierz się do roboty.
Trzeba to przejrzeć.
Podniósł się i odwrócił, by wrócić na swoje miejsce.
– Tom...?
Zerknął przez ramię...
Padł tylko jeden strzał.
Ciało Toma osunęło się na podłogę. Z niewielkiego otworu, na
środku czoła, sączyła się strużka ciemnej krwi. Szeroko otwarte oczy wpatrywały
się teraz w kobietę z zastygłym w nich wyrazem bezgranicznego zdumienia.
– Zdziwiony, co? – Angela uśmiechnęła się ironicznie.
Wyszła, drzwi zostawiając szeroko otwarte...
Fotka i historyjka nr 3
„Nie wezmę małej w ten weekend. Wytłumacz jej to jakoś.”
Ania, nie wiadomo który raz przebiegła wzrokiem suchą
wiadomość. Zacisnęła zęby. Natalka tak się cieszyła, że pojedzie do taty. Nie
widziała go od ponad miesiąca i nieustannie się dopytywała o niego.
Ustalenie rozsądnego terminu z apodyktycznym, bezmyślnym
Mariuszem graniczyło z cudem. Na uwadze miał zawsze jedynie własne plany i
przyjemności. Dziecko było dla niego jedynie przeszkodą w tych planach i nudnym
obowiązkiem, od którego niemal zawsze udawało mu się znaleźć jakiś wykręt.
Tydzień temu urządził awanturę, ponieważ Ania z powodu korków nie zdążyła
dojechać z Natalką na umówioną godzinę. Mariusz zadzwonił wrzeszcząc do
słuchawki i w niewybrednych słowach oznajmił, że nie ma zamiaru czekać ani
minuty dłużej. Jego czas jest bezcenny i skoro była żona nie trzyma się ustaleń
niech sobie teraz tłumaczy dziecku, dlaczego nie może jechać do taty.
Natalka płakała. Trudno wyjaśnić kilkuletniemu dziecku, że
jego ojciec jest palantem z przerośniętym ego.
Dziś Natalka też będzie płakała. Najgorsze było, że Ania
wiedziała iż nie są to ostatnie łzy...
Mamy na warsztacie kolejny projekt, troszeczkę dłuższy i przynajmniej dla mnie stanowiący poważniejsze wyzwanie. Ale to pieśń przyszłości... Być może, jeśli wszystko się uda i premiera wyjdzie dla mnie niekompromitująco, też kiedyś tu trafi. Tymczasem prawo pierwszeństwa do teksu (który ma dopiero powstać) zachowuje La_Noir :)



Oj, pracujesz sobie Kasiu, pracujesz... Na moje nieustanne zachwyty tego dnia!
OdpowiedzUsuńPierwsze, bardzo zabawne. Uśmiałam się na końcówce. A to masz ci zrządzenie losu!
Drugie, bardzo zaskakujące. Chociaż z początku nie mogłam się skupić na tekście, bo mi te zamiatające szpilki wzrok odciągały :D Nie wiem jak panowie dadzą radę! Ale szybko wciągnęłaś mnie w świetny klimat. Jakieś lata siedemdziesiąte mi się nasunęły.
Trzecie... sama wiesz, dlaczego mnie poruszyło :). I to bardzo.
Wszystkie niesamowicie błyskotliwe. Masz talent, kobieto! Chcę Cię więcej i więcej!! ;)
To było "pisanie na kolanie" :p, ostatnie... z życia wzięte :(, choć imiona, bohaterowie oczywiście fikcyjne i fakty ciut przerobione... niestety, te ostatnie nie fikcyjne.
UsuńNie wiem czy to jest błyskotliwe, dwa pierwsze miały być zabawne (na swój sposób, bo obawiam się, że Tom by się spierał, czy mu zabawnie z dziurą w czole), jeśli wywołują nie tylko mój uśmiech to jestem zadowolona :D
Tak mi się przypomniało... Jak zabierałam się za pisanie tego drugiego to w żadnym razie nie planowałam morderstwa. Jakoś tak samo się dokonało :P
UsuńJak tak piszesz na kolanie to szacun!!! Samo wyszło/dokonało?! :P Każdy inny ... ale każdy ma to "coś"! Twój warsztat Kasiu jak widać jest bardzo bogaty, potrafisz pisać na różne tematy.
OdpowiedzUsuńDzięki ;) Staram się jak mogę :)
UsuńI wychodzi całkiem całkiem :)
UsuńLena :)
One są świetne z oczywistych powodów 2 pierwsze bardziej odpowiadaj mi klimatem przy pierwszym chciałabym dalszy ciąg bo aż się prosi o dowcipny dialog Drugie ostatecznie kończy dyskusję no a trzecie niestety każdy z nas ma jakieś smutne przeżycia Ja już jestem na tym etapie że chociażtego co w życiuniestety nie da się zmienić albo ominąc to chociaż chcę ominąć te smutki w literaturze dla tego pokazuje głębię i zdolnośc autorki do przeżywania uczuć głebszych najmniej mi pasuje blanka
OdpowiedzUsuńZgadzam się całkowicie w kwestii ostatniego. Jak biorę coś poczytać, też szukam tam oderwania się od realiów, które człowieka otaczają na co dzień. Światów które istnieją tylko w wyobraźni, co sprawia, że bywają dużo lepsze i nie do końca realnych bohaterów. Tu po prostu taka fotka, zobaczyłam ją i nie musiałam się zastanawiać, skojarzenie nasunęło się natychmiast bo ostatnio byłam świadkiem kilku podobnych sytuacji... Wahałam się nawet czy dawać tę pracę, bo dotyczy kogoś, kogo dobrze znam, ale czasem trzeba i tak... :)
UsuńZaglądam... i szok... (???) Nie pomyślałabym, żeby te "maleństwa" tu wstawiać ;) A w sumie to całkiem dobry pomysł jest ;) Być może splagiatuję ;):p hihi...
OdpowiedzUsuńŚwietne teksty, czytało mi się Ciebie jak zwykle z ogromną przyjemnością :)
Buziaki, Wiola :)
Wiola, mam Ci za złe, że jeszcze tego nie zrobiłaś :P Szkoda te drobiazgi trzymać w szufladzie, niech ucieszą nasze oczy i nie tylko ;)
Usuń