WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

10.04.2014

Yave - cz.3

Na dziś trochę tęczy i sielanki ;)


     Trochę później, tego samego dnia, Yave w domu Aruta rozkładała przed panią Illith swoje dzieła.
     – Prześliczne – zachwycała się Illith. – Masz talent w palcach, dziewczyno. W waszej rodzinie wszystkie kobiety mają zręczne ręce. U mnie zawsze znajdziesz zbyt na takie cudeńka. Mam cztery córki. – Uśmiechnęła się. – Muszę cię jakoś wynagrodzić, zaczekaj tutaj.
     Opuściła komnatę, pozostawiając Yave samą. Dziewczyna z zainteresowaniem przyglądała się dużemu, haftowanemu gobelinowi, przedstawiającemu scenę myśliwską. Pomyślała, że haftu też mogłaby spróbować, kiedyś w wolnej chwili, żeby zobaczyć czy wyjdzie.

     – Witaj, Yave...
     Głęboki głos za plecami kompletnie ją zaskoczył.
     Odwróciła się gwałtownie. Tak gwałtownie, że omal nie przewróciła stojącego na stole kaganka. Zaczerwieniła się mocno, napotkawszy palące spojrzenie ciemnych oczu niepoprawnego wielbiciela jej wdzięków znad strumienia.
     – Spokojnie – roześmiał się, przytrzymując chyboczącą się niebezpiecznie lamkę – bo spalisz mój dom.
     – Twój? – Zdumiała jeszcze bardziej. – Mieszkasz tutaj?
     – Urodziłem się tutaj...

     Do komnaty weszła Illith z kawałkiem błękitnego, jak niebo, płótna w rękach.
     – O, dobrze, że jesteś, Melto – ucieszyła się wyraźnie – zaczekaj, nie odchodź.
     Podała materiał dziewczynie.
     – To dla ciebie, Yave. Powinno wystarczyć na suknię. Widzę, że buty ci służą, do sukienki będą jak znalazł.
     – Dziękuję, pani Illith. – Dygnęła grzecznie w podzięce.
     Płótno było delikatne, gładkie w dotyku.
     – Jeśli będziesz tylko coś miała na zbyciu, przynoś. – Illith wcisnęła jeszcze dziewczynie w garść kilka drobnych monet. – Przydadzą ci się – uśmiechnęła się widząc, że ta zarumieniła się zażenowana – choćby na nici. Żebyś miała z czego robić następne cudeńka.
     – Gdybyś potrzebowała, pani, czegoś szczególnego to też mogę zrobić. Potrafię robić kołnierzyki, mankiety i takie tam różne...
     – Możesz być pewna, że coś zamówię. – Illit pogłaskała dziewczynę po policzku. – Nikt w Nammas nie umie robić takich koronek, jak ty.
     Zerknęła w okno i zmarszczyła czoło.
     – Ściemni się niedługo... Melto – zwróciła się do przybranego syna – odprowadzisz Yave do domu, prawda?
     Teraz Yave zrobiła się bardziej czerwona niż jej włosy.
     – Wcale nie trzeba mnie odprowadzać, jeszcze jest całkiem jasno i doskonale sama sobie poradzę – wypaliła pośpiesznie na jednym oddechu.
     Na ustach Melty wykwitł ironiczny uśmieszek.
     – Oczywiście, matko – skłonił głowę przed Illith, skrywając przed nią ów uśmieszek. – Z przyjemnością odprowadzę tę panienkę – oznajmił lekko, kątem oka zerkając w stronę dziewczyny, która właśnie otwierała usta, by zaoponować.
     Illith uprzedziła jednak wszelkie protesty, stwierdzając autorytarnie:
     – Młoda panna nie powinna się wieczorami włóczyć sama po okolicy. Będę spokojniejsza, jeśli Melta będzie ci towarzyszył, moje dziecko. Też mam córki. – Cmoknęła ją po macierzyńsku w czoło.
     – Właśnie – podsumował bezlitośnie Melta, zaglądając w oczy Yave wyzywająco i drwiąco zarazem.
     Westchnęła tylko bezradnie i dygnąwszy na pożegnanie, w towarzystwie wysokiego młodzieńca, którego to, jak pamiętamy, wyrażała nadzieję już nigdy w życiu nie oglądać, opuściła dom naczelnika.

     Bezpieczna w towarzystwie tego... łypnęła spode łba. No, słów brak – myślała buntowniczo, maszerując pośpiesznym krokiem z Meltą u boku.
     Gdy tylko zabudowania zniknęły za zakrętem drogi chwycił ją za łokieć i przytrzymał.
     – Nikt nas nie goni, moja śliczna. Zwolnij trochę. Dokąd się tak śpieszysz?
     – Matka będzie się niepokoić – burknęła zła, że nie jest w stanie powstrzymać zdradliwego rumieńca.
     – Będziesz w domu nim się ściemni, obiecuję – ogarnął dziewczynę ramieniem – i wcale nie musimy biec.

     Obejmując, przyciągnął ją do swego boku. Chcąc nie chcąc musiała zwolnić kroku i dostosować się do spacerowego tempa narzuconego przez Meltę, który sapnął zadowolony:
     – Od razu lepiej... Wiesz... Przepraszam za tamto, w lesie – powiedział pojednawczym tonem. – Nie chciałem cię obrazić, ale... taka jesteś słodka. Nie mogłem się powstrzymać i musiałem cię pocałować.
     – Pocałować?! – Szarpnęła się oburzona. – Prawie pogryzłeś mi usta! Bolały mnie cały wieczór! A od zaglądania mi pod spódnicę też się nie mogłeś powstrzymać?! To było...! Wstrętne z twojej strony!
     – Och, Yave... – Zatrzymał się, przyciągając ją ciasno do siebie. – Przepraszam...

     Tym razem pocałunki były delikatne, czułe i tak rozkoszne, że aż oszałamiające i nie mogła ich nie odwzajemnić, mimo gniewu, ani nie była zdolna protestować. Mężczyzna sprytnie rozbudzał w niej coś czego do tej pory nie znała, co z jednej strony niepokoiło, z drugiej wzbudzało ciekawość i kusiło nieznaną obietnicą w sposób, któremu nie umiała się przeciwstawić.
     – Usteczka masz takie słodkie... – szeptał jej do ucha, muskając je delikatnie wargami – ...i takie śliczne oczy...
     – ...i piegi i jestem chuda jak patyk... – Uśmiechnęła się lekko.
     – ...i ładnie się uśmiechasz... i zakochałem się w tobie – skłamał bezczelnie.
     Cóż, cel uświęca środki.
     Odsunęła się trochę, zarumieniona. Zrobiło jej się przykro, że traktuje ją jak gęś, nawet jeśli faktycznie była młodą, naiwną gąską.
     – Nie mów tak. Głupią dziewczynę, jak ja, łatwo omotać słówkami. Tego właśnie chcesz?

     Melta zaklął w duchu. Chciał ją dostać, niekoniecznie sprawić przykrość. Podobała mu się i jej towarzystwo mogło uprzyjemnić nudny pobyt w rodzinnym domu. A przyjemność przecież z tego będą mieć oboje.
     – Wcale nie jesteś głupia – oświadczył z powagą. – Jeśli mówię, że się w tobie zakochałem, to właśnie tak jest. I mam nadzieję, że odwzajemnisz moją miłość. – Brnął dalej, nie zważając na dobijające się do głosu poczucie przyzwoitości. Przecież kłamie, wie że to robi, ale... Wyrzuty sumienia, precz.
     – Tak, pewnie, czemu nie. Może, kiedyś... – mruknęła zdegustowana, łypiąc na niego spod oka. Miło było słuchać takich słów, ale nie była aż taką gęsią, by w nie wierzyć.

     Ruszyła dalej ścieżką, a on za nią i ujmując jej rękę splótł razem palce ich dłoni.
     – Niewiele mam czasu, Yave. W każdej chwili król może wezwać mnie do Dioridy. A ty skazujesz mnie na udrękę niezaspokojonej tęsknoty.
     Yave wyrwała dłoń z jego uścisku.
     – Czego ty właściwie ode mnie chcesz, Melto?

     Cóż, lato jest krótkie. Im szybciej ona ulegnie, tym więcej rozkosznych chwil spędzą razem. W jego rękach była przecież jak wosk, wyraźnie podatna na jego urok. Uznał więc, że owijanie w bawełnę to strata czasu, żelazo należy kuć póki gorące. Chwycił dziewczynę za ramiona i zwrócił twarzą do siebie.
     – Ciebie chcę – oznajmił bez ogródek.
     – Co takiego?!
     – Nie dziw się tak – uniósł brwi – kiedy mężczyzna kocha to i pragnie.
     – I uważasz, że powinnam ci się oddać?! Bo tak chcesz?! – Twarz miała czerwoną z oburzenia. – Doprawdy zuchwały jesteś, nawet jak możnego pana! – Strąciła jego ręce ze swoich ramion. – Zostaw mnie! Sama wrócę do domu!

     Zaklął w duchu. To jednak nie był najlepszy sposób do osiągnięcia celu. W dodatku znalazł się w punkcie wyjścia. Zły na siebie, pochwycił ją nim zdążyła się na dobre odsunąć i przyciągnął do piersi.
     – Nie, nie... – tulił tylko, nie pozwalając się dziewczynie oddalić – to nie tak... Źle zrozumiałaś. Nie chcę twojej krzywdy. Mówiłem przecież, kocham cię, nie pojmujesz?
     – Mężczyzna, który kobietę kocha, żeni się z nią, Melto – stwierdziła chłodno. – Szczerze wątpię, czy bodaj przez myśl ci przeszło chcieć się żenić. Ale pragniesz posiąść. Rób, co chcesz, tylko nie ze mną.

     Klął w duchu na potęgę. Wymykała mu się, a już tak niewiele brakowało, by łyknęła przynętę. Opanował jednak złość. Nie pozostawało nic innego, jak zacząć od nowa. Uśmiechnął się. Poradzi sobie. Obmyśli jakieś zgrabne łgarstwo, obietnicę bez pokrycia. Może ona nie jest taka głupiutka, jak mu się wydawało, ale jest przecież młoda i... naiwna. Da sobie z nią radę. Będzie jego. Musi.
     – A skąd wiesz, że nie chcę się z tobą ożenić? – Palnął z marszu.
     Yave posłała mu pełne dezaprobaty spojrzenie, ale wyjaśniła spokojnie:
     – Bo o tym nie wspominałeś, a jedynie to, że pragniesz.
     – Widzisz... – umysł Melty pracował intensywnie – bo... eee... Jestem rycerzem. Należę do królewskiej drużyny...
     – Właśnie – wpadła mu w słowo, zniecierpliwiona i zirytowana tą rozmową – a ja jestem córką wyrobnicy i byłego niewolnika. I nie jestem aż tak głupia, by uwierzyć, że mógłbyś chcieć ożenić się ze mną.
     – Mogłabyś pojechać do stolicy, rycerz może ożenić się z dworką – kombinował niestrudzenie – gdybyś została dworką królowej...
     – Puknij się w głowę, Melto – skwitowała pomysł.
     – Mógłbym zabrać cię na dwór i... – Ani myślał ustąpić.
     – Całkiem zwariowałeś. – Skrzywiła się z niesmakiem i znów poszła przed siebie.
     – Zaczekaj! Posłuchaj mnie... – Próbował ją zatrzymać. – To przecież możliwe...
     – Daj mi spokój. – Odepchnęła go rozdrażniona.
     Został z tyłu.

     – Yave – jęknął żałośnie – miej litość. Umrę z rozpaczy. Odbiorę sobie życie, jeśli mnie odtrącisz... – zagroził płaczliwie.
     Zatrzymała się i obejrzała za siebie. Stał tam, wysoki, postawny, piękny i... z miną zbesztanego psa. Naprawdę prawie miał łzy w oczach.
     – Proszę, Yave, obiecaj choć, że spróbujesz. Inaczej nie będę jadł, ani spał przez ciebie. Już nie mogę spać...
     Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Nagle wydał się jej zabawny w tym swoim uporze i przy tym taki słodki i bezbronny, choć przecież chłop był z niego jak dąb. Ogarnęła ją pobłażliwa tkliwość, miała ochotę podejść, przytulić go i pocieszać jak małe dziecko. Poprzestała jednak na wyciągnięciu ręki.
     – Chodź – powiedziała tylko.
     Błyskawicznie ujął podaną sobie dłoń, nie dając jej możliwości się wycofać. Chyba znalazł na nią sposób... Tak, właśnie tak. Ostrożnie, powolutku rozkocha ją w sobie i owinie wokół palca. Zajmie mu to trochę więcej czasu, niż to pierwotnie zaplanował, lecz uda się. Co do tego nie miał wątpliwości. Serce załomotało złowrogo triumfalną radością, tak mocno, że aż się przestraszył, czy aby ona tego nie usłyszy.
     Nie usłyszała. W milczeniu, zaciskając lekko place na jej dłoni, uśmiechał się pod nosem i dyskretnie zerkał na Yave kątem oka.
     Mijali właśnie kolejny zakręt. W dali ukazały się zabudowania niewielkiego gospodarstwa. Yave zatrzymała się.
     – Tam już jest mój dom. Dalej pójdę sama.
     Stali na skraju lasu. Z obejścia nie było ich z pewnością widać. Przyciągnął ją delikatnie.
     – Wyjdziesz do mnie?
     – Co?!
     – Przyjdę tu nocą. Wyjdź, proszę. Ja i tak spać nie będę. Chociaż cię w ramiona wezmę, przytulę…
     – Nie mogę tak. Matka głowę by mi urwała.
     – Tylko na chwilkę. Przecież się nie dowie o mnie.

     Gdyby bowiem czytelnik miał jeszcze jakieś wątpliwości, świat w którym rzecz się dzieje i jego cywilizacyjny postęp, lub też jego cywilizacyjne zacofanie, jak kto woli, zmusza, by przypileni potrzebą, nie ważne w dzień to, czy w nocy, biegali do przybytku mieszczącego się za stodołą, albo też w innym, równie przytulnym, miejscu. I taką to właśnie, zasłonę dymną sugerował Melta Yave, na wypadek, gdyby ktoś przypadkiem chciał zapytać o przyczynę nocnej wycieczki.
     Niestety i tym razem nie trafił na podatny grunt. Dziewczyna pozostała głucha na sugestie.
     – Nie. Nie nalegaj. Muszę iść, puść mnie.
     – Jeszcze nie... – szepnął – jasno jeszcze... Ustek mi choć żałuj...
     Ostrożnie i delikatnie rozbudzał uśpioną tęsknotę. Każdy pocałunek budził pragnienie następnego i następnego...

     Wiedziała, że musi iść, a nie była w stanie się od niego oderwać. Sama tuliła się do jego piersi, obejmując ramionami szyję. Wspiąwszy się na palce, sama szukała jego ust, zachęcająco rozchylając własne. Zapomniała o bożym świecie. Pragnęła tylko, by nie wypuszczał jej z objęć, by mogła słyszeć bicie serca, czuć tak blisko ciepło jego ciała, gorący, zmysłowo smakujący jej słodycz język i sama smakować jego.
     I wtedy, pierwszy raz w życiu zdała sobie sprawę, że pragnie. Pragnęła być z nim, tak samo mocno, jak on z nią. Nigdy wcześniej nie doświadczyła tak silnego uczucia. Poczuła lęk i otworzyła szeroko oczy, odrywając się równocześnie od Melty.
     – Muszę iść – wyszeptała, drżąc na całym ciele, sama nie wiedziała, czy ze strachu, czy od innych emocji.
     Nie puścił jej od razu.
     – Wyjdziesz?
     Nie mogła zaprzeczyć własnemu pragnieniu, ale i bała się tego równocześnie, bo uświadomiła sobie nagle, że on jest zdolny zrobić z nią, co tylko zechce. Nie, nie wyjdzie. Nie odważy się. Potrząsnęła głową:
     – Nie. Nie mogę...
     I nawet kolejny zmysłowy zabieg Melty nie był w stanie zmienić tej desperackiej decyzji.
     Mimo to był z siebie bardzo zadowolony. Jeszcze nie, pomyślał tylko. Była w jego rękach jak wosk. Czuł to. Tydzień... a może nawet nie tydzień, zatarł w duchu ręce.
     – I tak przyjdę – powiedział. – Zahukam trzy razy, jak puszczyk... Będziesz wiedziała.
     – Nie wyjdę – powtórzyła z uporem, podnosząc z ziemi koszyk, który upuściła kilka chwil wcześniej. – Żegnaj, Melto.
     – Będę tu...! – rzucił jeszcze za nią. – Będziesz wiedziała – dodał ciszej.


     Głos puszczyka nocą wzywał ją długo i natarczywie. Nie wyszła. Nie wyszła także następnej nocy, choć puszczyk znów hukał zachęcająco...


Następny będzie, jak troszkę ogarnę. Jak wszystkie starocie, jest w okropnym stanie i bez renowacji nie nadaje się do pokazania ;)

10 komentarzy:

  1. Uśmiechałam się szeroko czytając ten rozdział :) Świetnie ujęłaś męski tok myślenia i po raz kolejny dochodzę do wniosku, że męska logika jest zupełnie pozbawiona sensu!
    Melta jest po prostu świetny z tym swoim napaleniem i pewnością siebie. Trzymam kciuki, żeby mu Yave pokazała gdzie jego miejsce! Albo i nie pokazała... Sama nie wiem co lepsze. Jego końskie zaloty, czy złamane serce...

    OdpowiedzUsuń
  2. Miało być odrobinę zabawnie, udało się i cieszę w takim razie :D
    Męska logika... ja tam nie wiem. Z punktu widzenia panów to my jesteśmy nielogiczne i nie da się naszej logiki ludzkim (czyli męskim) rozumem ogarnąć.
    Najlepsze jest to, że statystyka wskazuje mi, że... i tu ryknęłam śmiechem... 54% moich czytelników to mężczyźni :D Skoro jednak żaden się nie odzywa i nie polemizuje, to może coś jednak jest na rzeczy w moim postrzeganiu :p.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja powiem szczerze, że niejednokrotnie się zastanawiałam jak funkcjonuje ten świat, skoro rządzą nim dwie, zupełnie różne "logiki". Przyjmijmy logikę, jako określenie umowne, bo różnie to z nią bywa :) Ale logika Melty jest tak zabawna, a jego intryga szyta tak grubymi nićmi, że nie sposób go nie polubić :D. Zdaje się, że to jeden z tych typów, którzy zwykle nie muszą się zbytnio starać. Wzbudziłaś we mnie straszną ciekawość i oczywiście będę teraz z niecierpliwością czekała na następny rozdział (co nie oznacza, że nie przestałam SW opłakiwać!). Oczywiście nie da się pominąć, że "gorący klimat" również wpływa na przyjemny odbiór ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy to pisałam chodziło mi o stworzenie w jego osobie postaci takiego trochę drania i łobuza, ale żeby równocześnie dało się go lubić :) Nikki, patrz na obrazek... Czy taki typ, musi się starać? Wedle moich upodobań, niezbyt :p

      Usuń
    2. Jako porządna kobieta powinnam powiedzieć, że musi, ale nie powiem...
      Przystojna buźka, świdrujące spojrzenie plus pewność siebie i charakterek niepokornego łobuza... No nie musi! W tej dziedzinie ogłaszam swoją pełną kapitulację :D

      Usuń
    3. No i oto mi chodziło :D Melta nie ma się podobać facetom, ma się podobać paniom i jeśli ten efekt udaje się osiągnąć to znaczy, że stworzyłam odpowiedniego potwora :D

      Usuń
  4. Przychodzę dziś do domu po totalnie beznadziejnym dniu w szkole, patrzę, a tu nowa część Yave :D No to zatarłam rączki i wzięłam się za czytanie :D
    Że kocham Yave, to chyba będę mówiła za każdym razem, kiedy będę komentowała kolejne części. Ta dziewczyna jest po prostu obłędna - niepozbawiona charakteru, ale nie przerysowana. Ale nie będę się może powtarzała po raz setny o tym samym :D
    I z uwag ode mnie, to gdzieś na samym początku, przy "zaczekaj nie odchodź" -> brakuje przecinka po ZACZEKAJ, tak dla odmiany :)

    A Melta to po prostu geniusz zbrodni :D Nie mogłam przestać rechotać jak czytałam o tych jego błyskotliwych planach zdobycia Yave :D Jego pewność siebie i bezczelność są po prostu obłędne, ale muszę przyznać, że jako postaci to to tylko działa na jego korzyść - czuję, że z niego to jeszcze będzie niezły egzemplarz :D Ale Yave naprawdę powinna utrzeć mu nosa - on się aż o to prosi!
    A z innej paki to dodam jeszcze, że mnie się zawsze marzyło takie haftowanie i inne tego typu ręczne robótki, ale że ze mnie totalne beztalencie w tej dziedzinie, to mogę tylko płakać z zazdrości D:
    Czekam z niecierpliwością na kolejną część - naprawdę wciągam się na całego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecinek dodany :D
      Melta to Melta ;) W jaki sposób będziemy mu ucierać nosa... nic nie powiem :p
      Zaproszę tylko na kolejny kawałek... Kiedy? Nie wiem, jak się wyrobię to i na jutro, ale nie obiecuję ;)

      Usuń
  5. Dopiero teraz dopadłam kompa i mogę coś napisać. Rozdział przeczytałam wcześniej na tel ale na nim nie mogę pisać komentarzy... :(
    Melta bardzo pewny siebie, uparty, wie czego chce... a chce tylko jednego i mam nadzieję, że Yave będzie 'króliczkiem"... "Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go" :P Melta musi poczuć się jak zdobywca, starać się o Yave... ciekawe jak to będzie robił?
    Dobry fragment-motyw ten o przybytku :) Podobny jak w DŻ.:P :)
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D myślę,że jakby dobrze przetrzepać moje teksty więcej podobieństw by się znalazło. Czasem mam tak, że mi przypasuje jakiś motyw i obrabiam go na różne możliwe sposoby i wykorzystuję w różnych miejscach jak mi pasuje :) Melta to chyba już się czuje jak zdobywca, , w dodatku taki, co już zdobył i trzyma w garści :P

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.