WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słony wiatr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słony wiatr. Pokaż wszystkie posty

24.04.2016

Słony wiatr - Tryton cz.3

I obiecana trzecia część Trytona, pierwszego rozdziału "Słonego wiatru".
Zapraszam...

część II - KLIK


VII
     Przed świtem Marike już krzątała się po izbie, cichutko, starając się nie robić hałasu. Było bardzo wcześnie, jeszcze noc prawie i jej tajemniczy gość spał. Ona szykowała się do wyjścia. Dziś był dzień targowy.
     Wpierw jednak musiała zadbać o nieznajomego. Spoglądała na niego, pogrążonego we śnie, zastanawiała się, kim może być. Martwiła się trochę, że nie może się z nim porozumieć. Nie znała języka, którym się posługiwał, a on nie rozumiał jej mowy. Dziwiło ją też trochę, że tkwił tu, w tej ubogiej chacie, w ogóle nie próbował się stąd oddalić. Jak gdyby, poza tym niewielkim, obskurnym obejściem i jego mieszkanką nic więcej go nie interesowało. Nawet na migi nie próbował pytać o innych ludzi. Tylko Marike obserwował z niezrozumiałą dla niej uwagą, jakby była jakąś osobliwością, której postanowił sobie dokładnie obejrzeć. Pozostając rozbitkiem, któremu morze odebrało wszystko, wyrzucając go nagiego na plażę, dziwiło, że nie próbował wracać na brzeg, w poszukiwaniu towarzyszy, którzy przecież też mogli się uratować. Nie próbował szukać niczego, co mogłoby ocaleć z ładunku. Był... Był dziwny. Tajemniczy i... piękny.
     Przygotowała dla niego posiłek. Nie mogła przecież dopuścić, by siedział tu głodny, kiedy już się obudzi.  Nie miała też pewności, czy nie będzie się niepokoił nie znajdując jej w pobliżu, ale brała pod uwagę jego dotychczasowy spokój i generalnie całkowity brak zainteresowania światem, poza jej maleńkim gospodarstwem. Postanowiła też nie brać dziś ze sobą psa. Liczyła, że ten drobny gest zostanie odebrany jako zapewnienie o tym, że jej nieobecność w domu jest jedynie chwilowa, wróci najszybciej jak będzie to możliwe.

11.03.2016

Słony wiatr - Tryton cz.2

Dziś zapraszam na drugą część promocyjnego rozdziału "Słonego wiatru" :).


część I - KLIK


VI
Człowiek, który nie umie pływać, musi utonąć, mówiła matka.
Kiedyś Marike znalazła na plaży ciało topielca, którego fale wyrzuciły na brzeg. Wyglądał upiornie.
Uciekła i długo nie mogła zatrzeć w pamięci okropnego obrazu. Myślała wtedy, że za nic w świecie nie chciałaby wyglądać po śmierci tak, jak tamten nieszczęśnik. Nigdy nie nauczyła się pływać, mimo to nie odczuwała lęku przed głębią. I teraz, gdy trzymając Nida pod pachą, skakała nad kipielą po mokrych, obmywanych raz po raz przez morską wodę głazach, nie myślała w ogóle o matczynych przestrogach. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że morze mogłoby chcieć ją skrzywdzić. Traktowała je jak coś żywego, kogoś bliskiego, jak przyjaciela, któremu mogła z ufnością powierzyć wszystkie troski i smutki, wszystkie radości i tajemnice. Lubiła wsłuchiwać się w jego głos i krzyki mew gniazdujących w skalnych szczelinach. I czasami zdawało się jej, że rozumie o czym szumią fale i co krzyczą ptaki.

Znalazłszy się bezpiecznie po drugiej stronie topieli, puściła Nida. Kawałek dalej, w górę klifu, pięła się kolejna, wiodąca na szczyt, stroma ścieżka. Marike postanowiła pokręcić się jeszcze trochę po plaży w poszukiwaniu „skarbów”, nim wróci do domu. Znalazła kilka kolejnych kawałków bursztynu. Ucieszyła się. Jeżeli uda się to sprzedać, kupi upragnione płótno na koszulę i może trochę kolorowych nici, by mogła ozdobić nową szatkę haftem. Powinno nawet zostać trochę grosza.
Znalazła też trochę mięczaków, więc na kolację będzie mogła ugotować pyszną zupę.
Rozejrzała się za psem, jak zwykle myszkującym gdzieś między głazami.

5.03.2016

Słony wiatr - Tryton cz.1

Dla przybliżenia treści książki (mam nadzieję że i dla zachachęty :)) na blogu będzie można zapoznać się z treścią pierwszego rozdziału "Słonego wiatru". Całość oczywiście do nabycia w ksiągarniach internetowych, z racji tego, że ksiażka wydana jest w formie e-booka.
Zapraszam na pierwszą część pierwszego rozdziału...


Tryton

I

Morskie dno wyraźnie wznosiło się ku wybrzeżom.
By zachować jak najszersze pole widzenia, starał utrzymać się na powierzchni. Tymczasem wściekły sztorm miotał nim jak szmacianą kukłą. Dno nieustannie to wypiętrzało się, to opadało, tworząc mielizny i głębsze niecki.
Z całą pewnością zbliżał się do lądu. Był teraz gdzieś na przybrzeżnym szelfie, daleko od bezpiecznych głębin.
Uparcie walczył z prądami, z mozołem pokonując odległość wciąż jeszcze dzielącą od brzegu. Ten zaś, choć przesłaniały go szalejące fale, musiał być niedaleko, bo Loannar czuł pod skórą charakterystyczne mrowienie towarzyszące transformacji.
Ogon zaczął zanikać i wkrótce w jego miejsce ukształtowały się dwie ludzkie kończyny. Teraz jednak, w lądowej postaci, o wiele trudniej było zmagać się ze wzburzonym morzem.
 Fale rzucały trytonem, bezlitośnie obijając ciało o podwodne skały. Skrzela także już zanikły i dodatkowo musiał walczyć o utrzymanie głowy nad powierzchnią wody, by móc oddychać. Z nóg niewielki miał w tych warunkach pożytek, szczególnie że mało używane mięśnie były słabe i podatne na obezwładniające skurcze.

4.02.2016

Słony Wiatr na lubimyczytać.pl

Kochani, pewna życzliwa Dusza wrzuciła "Słony wiatr" na portal "Lubimy czytać". Osoby, które posiadają tam konto i znają treść, mogą tam wyrazić swoją opinię i postawić ocenkę.
Jest tam też wykaz księgatni internetowych, w ktorych można nabyć ebooka. W większości tych miejsc można pobrać darmowy fragment książki.
Zachęcam gorąco zarówno zapoznania się z treścią ebooka i do dodawania opinii na "Lubimy czytać" :). 



11.01.2016

SŁONY WIATR - wydanie




     Moi drodzy, wreszcie mogę oficjalnie powiedzieć, że "Słony wiatr" został wydany.

     Ukazał się jako e-book, nakładem wydawnictwa e-bookowo.pl.

     Każdy, kto ma ochotę może nabyć e-booka i uzupełnić sobie "Słonym wiatrem" swoją talbletową biblioteczkę.

     Oczywiście, polecam :).


     A ponieważ presja i ciśnienie zeszły wracam do gry na blogu ;). I to jest druga dobra wiadomość. Na blogu będzie trochę zmian. Wygładzenie i dopieszczenie wszystkiego co chcę zrobić trochę potrwa, ale początki już poczynione... I ponieważ to pierwszy wpis w 2016 wszystkim życzę:


SZCZĘŚLIWEGO I PEŁNEGO SUKCESÓW 2016 :D





13.04.2014

Plaster miodu


Wedle życzenia i zgodnie z obietnicą... plaster miodu na połamane serca fanek Dellana :p. Mnie po tym zemdliło na tyle, że zrezygnowałam z takiego endu :p. Ale chcecie, znajcie moje miętkie(sic!) serce i proszę bardzo, nasłodźcie się :D

(zakończenie z HAPPY endem, które się nie doczekało i nie znalazło się w tekście finalnym :P)

"Słony wiatr" - e-book można nabyć na stronie wydawnicwa:


     Dellan biegł plażą, bez wytchnienia, póki nie poczuł ostrego bólu w płucach. Zatrzymał się na chwilę, by wyrównać oddech. Wyspa jest niewielka, ona musi gdzieś tu być. Nie może pływać, nie mogła, więc jej opuścić. Rozejrzał się. Zaczynało się powoli ściemniać, a plaża ciągnąca się po horyzont, była pusta...

     Jeżeli coś jej się stanie, Loannar nigdy mi nie daruje. A co tam Loannar, ja sobie nie daruję...! Ruszył dalej biegiem.

     Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi, gdy wreszcie w oddali zauważył w malutkiej zatoczce jasną postać na tle ciemnego morza. Stała w wodzie sięgającej powyżej kolan, twarzą zwrócona w kierunku oceanu, a drobne fale łagodnie obmywały jej uda. Podszedł i bez słowa mocno przygarnął ją do siebie. Objęła go ramionami i wtuliła się w niego z całej siły. Spod przymkniętych powiek spływały gorące łzy i mieszały się z potem perlącym się na jego piersi. Całował jej twarz, czoło, zapuchnięte od płaczu powieki, słone ślady na policzkach…
     Wziął w końcu na ręce i wyniósł z wody. Ostrożnie postawił na piasku. Splotła ramiona na jego szyi, wsuwając palce we włosy trytona. Przycisnął usta do ust, całując żarliwie, głęboko i zachłannie. Rozwiązał cienki sarong i rzucił na piasek. Badał dotykiem każdy skrawek jej ciała, jakby chciał się upewnić, że na pewno jest cała i zdrowa, że nic się jej nie stało. Jego usta i dłonie przesuwały się w dół po szyi, między piersiami, coraz niżej... Opadł na kolana i przytulił policzek do płaskiego brzucha Marike.