WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

15.04.2014

Yave - cz.5 (18+)

Moi drodzy... świąteczny tydzień na blogu będzie krótki. I zakończymy go niniejszym wpisem... Na świąteczną atmosferę, po żywiołowych huraganach trochę sielanki ;)


     Rok pierwszy... Nammas... lato
   
     Na tych potajemnych schadzkach zszedł prawie cały tydzień.
Dzisiaj Yave wyczekiwała głosu sowy z niecierpliwością. Poczuła mrowienie pod skórą, gdy wreszcie usłyszała znajome, trzykrotne pohukiwanie puszczyka. Ostrożnie podniosła głowę, zerkając na brata śpiącego na posłaniu obok.
     – Gedor...? – szepnęła.
     Chłopak nawet nie drgnął. Przez cały dzień uganiał się gdzieś z Yorką i teraz spał twardo.
     Yave uśmiechnęła się do siebie zadowolona. Sięgnęła po przygotowaną zawczasu wełnianą chustę i cichutko zeszła na dół. Zesztywniała na moment, gdy matka poruszyła się, odwracając się na drugi bok, plecami do izby.
     Parę małych, skórzanych kierpców wzięła w dłoń i ostrożnie uchyliła drzwi, modląc się w duchu, by nie zaskrzypiały. Udało się.
     Drżąc z emocji, domykała drzwi z zewnątrz. Owinęła się przed nocnym chłodem chustą i wsunęła stopy w buty.

     Chwilę później była w rozciągającym się za domem sadzie, skąd wcześniej dochodził głos sowy.
     – Melto? – odezwała się, rozglądając się wokoło. – Jesteś tutaj?
     Pohukiwanie puszczyka dobiegło teraz gdzieś z głębi sadu.
     Niepewnym krokiem ruszyła w tamtym kierunku. Zdawało się, w pobliżu nie ma żywego ducha. Odwaga i pewność, z jaką opuszczała bezpieczny dom, topniały z każdą chwilą.

***
     Obserwował ją. Widział, jak się waha, że ma wątpliwości, czy aby na pewno dobrze uczyniła, słuchając wezwania. Już cię nie wypuszczę ptaszyno... myślał zadowolony. Jesteś już moja. Był tuż obok, choć ona nie zdawała sobie sprawy z tej obecności.
     – Yave...
     Odwróciła się gwałtownie na dźwięk swego imienia, lecz nie zobaczyła nikogo. Tylko delikatny wietrzyk grał na liściach.
     Znów usłyszała jakiś szelest za swoimi plecami.
     – Yave... – Ktoś szepnął jej niemal do ucha.
     Dziewczynie włosy zjeżyły się na karku.

     Noc była bezchmurna, gwiaździsta, ale ciemna, bezksiężycowa. Powiadają, że w takie noce potępione dusze krążą po świecie, szukając gorącej, żywej krwi.
     A jeśli to jakiś złośliwy duch wywabił ją podstępnie, używając umówionego sygnału?
     Niemal poczuła, jak wokół jej szyi zaciskają się lodowate palce.
     Do domu, do domu...!
     Poderwała się do biegu i w tej samej chwili naprawdę otoczyły ją czyjeś mocne ramiona, unosząc górę tak, że straciła grunt pod nogami. Chciała krzyczeć, lecz usta zatkały jej gorące wargi, a język Melty rozpoczął namiętny taniec.
     Wystraszona, niemal bliska paniki chwyciła go mocno za szyję, w żarze jego ciała, szukając ochrony przed nocnymi marami.
     – Tu ktoś jest, Melto, słyszałam głos – wymamrotała przerażona, gdy wreszcie pozwolił jej odetchnąć.
     Postawił ją na ziemi i zaśmiał się cicho.
     – Tylko ty i ja, kochanie. To ja cię wołałem.
     – Wystraszyłeś mnie. – Naburmuszyła się i odwróciła doń plecami.
     – Warto było... – mruknął, odgarniając rozpuszczone włosy z jej karku i obchodząc ją wokoło. – Nigdy jeszcze nie tuliłaś się do mnie tak mocno... Chodź, przygotowałem dla nas miejsce...
     – Miejsce? – Uniosła brwi zdziwiona. – Gdzie?
     – Zobaczysz...
     Wziął ją na ręce i nie pozwalając pytać o nic więcej, poniósł w głąb sadu...

     Kiedy oczy przyzwyczaiły się do nikłego światła, jakie dawały odległe gwiazdy, ciemność nie wydawała się już tak przytłaczająca. Melta powoli, z pietyzmem ściągał z dziewczyny odzież i odsłaniał sobie upragnione widoki. Potem o wiele szybciej i bez żadnego namaszczenia pozbył się własnej odzieży.
     Stanął przed nią, drżącą od chłodu i niepewności, ujął w dłonie jej twarz:
     – Moja Yave – szepnął, nachylając się ku ustom – moja śliczna Yave...
     Gdy go objęła i przytuliła się do niego aż jęknął. Sterczące sztywno sutki jędrnych, dziewczęcych piersi przyjemnie drażniły jego skórę. Oplótł ją ramionami, mocno przyciskając do siebie, dłonie wędrowały po jej bokach, plecach, biodrach, zsunęły się w końcu w tej wędrówce na pośladki i zacisnęły na nich mocno. Nie odrywał od niej warg, błądząc nimi to po twarzy, to po szyi, raz po raz powracając do ust i namiętnego tańca języków. Przygryzł lekko jej dolną wargę i uśmiechnął się.
     – Nawet nie wiesz, jaka jesteś słodka...
     – Melto... trochę się boję... – powiedziała drżącym szeptem, gdy układał ją na rozłożonym na trawie żołnierskim płaszczu.
     – Maleńka... kochanie... – mamrotał, okrywając pocałunkami jej nabrzmiałe od podniecenia piersi – nie bój się... skarbie... kocham cię... chcę cię kochać, tak naprawdę...
     Zatraciła się w tych zmysłowych pieszczotach i szeptanych słodkich słówkach. Smakował ją powoli, bez pośpiechu. Chciał doprowadzić do szaleństwa, do utraty zmysłów. Chciał, żeby to ona, wspominając dzisiejszą noc niecierpliwie oczekiwała kolejnej.
     Gdy męska dłoń, stanowcza i czuła zarazem, wsunęła się między gładkie uda, nie była w stanie powstrzymać jęku. Prężyła się w jego rękach, a on przyglądał się temu z zachwytem. Nieprzytomnym, na wpół przymkniętym oczom, włosom rozsypanym dookoła głowy. Pieścił coraz śmielej intymne zakamarki dziewczęcego ciała, wsłuchując się w muzykę jej przyspieszonego oddechu i jęków. Sam dyszał żądzą, ale choć wiele go to kosztowało, panował nad sobą... Póki nie usłyszał schrypniętego szeptu:
     – Melto, proszę cię... błagam... pragnę cię...

     Triumfalny uśmiech rozjaśnił mu twarz. Sam także drżący z długiego oczekiwania, nieśpiesznie, drażniąc się z nią, umościł się pomiędzy smukłymi udami. Przytrzymał biodra i wypełnił ją jednym mocnym pchnięciem. Okrzyk bólu stłumił pocałunkiem. Zastygł w bezruchu na długą chwilę, dając jej czas, by przywykła do jego obecności w swoim wnętrzu, czekał cierpliwie by ból minął, uśmierzając go czułościami. Dopiero, gdy się rozluźniła zaczął się poruszać zrazu powoli, wycofując się tylko odrobinę i znów wypełniając sobą. Raz, drugi, trzeci, wreszcie ona podjęła jego rytm i jej biodra zaczęły wychodzić mu na spotkanie.
     Doprowadził ją na sam szczyt i chyba nigdy jeszcze nie był z siebie taki zadowolony, jak w chwili, gdy ona wstrząsana spazmami mamrotała jego imię. Chwilę później i on osiągnął spełnienie i wykrzyczał imię Yave z twarzą wtuloną w szyję kochanki...

     Usatysfakcjonowany opadł na rozedrgane ciało, mocno tuląc dziewczynę do siebie. Gdy oddechy obojga uspokoiły się trochę, przetoczył się na bok, odrzucił ramiona nad głowę i uśmiechnął się szeroko, przymykając oczy. Wyciągnął rękę, otoczył rozgrzaną, wciąż trochę oszołomioną, przygarnął do siebie i przytulił, wsłuchując się w ciągle lekko przyspieszony oddech i bicie serca. Jego dłoń pieszczotliwie gładziła jej ramię. Pocałował w czoło, a potem w usta, gdy podniosła ku niemu twarz...

     Yave usiadła i objęła ramionami podciągnięte pod brodę kolana. Melta przyodziawszy się wpierw przyzwoicie w portki, siadł za nią. Zgarnął rozsypane na plecach i ramionach ogniste, jedwabiste włosy, przeczesał palcami i powoli splatał w warkocz.
     – Co teraz będzie, Melto? – Ściszony głos drżał lekko.
     – Nic, maleńka. – Pochylił się i musnął wargami nagie ramię Yave. – Teraz jesteś moja. Tylko moja...
     Objął ją i przylgnął do pleców, całując pulsujące miejsce na szyi, tuż za uchem. Wtulił twarz w jej kark.
     – Uwielbiam twoje włosy... – zamruczał zmysłowo. – Należysz tylko do mnie, Yave. Nikt inny nie ma do ciebie prawa. Tylko ja... Rozumiesz? – Ściskał ją coraz mocniej.
     – Przecież wiesz... – spróbowała odetchnąć głębiej – jestem twoja.
     – O, tak... moja słodka... moja śliczna... – rozluźnił uchwyt, uśmiechając się szeroko. – Jak ja wytrzymam z dala od ciebie?
     Odwróciła gwałtownie głowę, a w oczach pojawił się lęk.
     – Wyjeżdżasz? Porzucasz mnie?
     Zaśmiał się cicho, widząc ten niepokój.
     – Oczywiście, że nie.
     – Więc czemu tak mówisz?
     – Ech, dziecko jesteś. Byłaś dzisiaj moja. Krzyczałaś, bolało, prawda?
     Zarumieniona odwróciła wzrok.
     – Tylko trochę... – bąknęła pod nosem niezbyt wyraźnie.
     – Ale jednak – potarł palcami ciemną plamkę na płaszczu, na którym oboje właśnie siedzieli, a który kilka chwil wcześniej posłużył im w zupełnie innym celu – i trochę krwawiłaś.
     Wciąż się uśmiechał się zadowolony. Jeszcze się nie rozstali, a ona już tęskniła. Był tego pewien i przecież o to mu chodziło. Sięgnął po ubrania i podał jej koszulę.
     – Ubierz się, bo mi zmarzniesz.
     Sam wciągnął błyskawicznie resztę własnej odzieży. Yave wstała i ubrała się posłusznie. Owinął ją wełnianą chustą.
     – Wracaj skarbie, bo cię przyłapią i będziesz miała kłopoty. – Uszczypnął ją lekko w policzek.
     Yave zmarszczyła nos i zmrużyła oczy.
     – Ja?
     – Uhm... – Skinął głową, mrugając łobuzersko.
     – Nie, Melto – wytknęła jego pierś – to ty będziesz miał kłopoty, bo jeśli nas przyłapią to każą ci się ze mną ożenić.
     Przyciągnął ją do siebie z szelmowskim uśmiechem.
     – Właśnie, spryciaro... Nikomu nie powiesz, dobrze?
     Nachmurzyła się.
     – Wcale mnie nie kochasz. Zwodziłeś tylko żeb...
     Zamknął jej usta pocałunkiem. Po chwili podniósł głowę mówiąc:
     – Głuptas z ciebie. Kocham cię i chcę ciebie, ale jestem żołnierzem. Jeszcze przed zimą mamy ruszyć na północ, na pogranicze. Nie mógłbym tam zabrać żony. Nie mogę się ożenić teraz. Może kiedyś...
     – Tylko tak gadasz. – Posmutniała wyraźnie.
     Zignorował jej smutek.
     – Przyjdę do ciebie, czekaj na mnie – szepnął, całując jeszcze na pożegnanie, po czym delikatnie odsunął od siebie. – Idź już.

     Pobiegła pomiędzy drzewami. Odprowadzał ją nieco chmurnym spojrzeniem. Jej słowa i łagodny smutek popsuły mu niemal całą radość zwycięstwa. Ona była przecież taka naiwna... nawet nie to... Niewinna raczej... i szczera.
     Otrząsnął się. Miałby mieć wyrzuty sumienia? A niby, dlaczego? Trwało wspaniałe lato, oboje byli młodzi i piękni. Czego chcieć więcej? Trzeba korzystać z chwili. Nie krzywdzi jej przecież. Z czasem ona zrozumie, że to jedynie urocza zabawa.

     Uspokoiwszy sumienie schylił się po płaszcz, na którym ją posiadł. Dotknął wciąż wilgotnej plamki na nim. Uśmiechnął się do siebie. Tak czy inaczej tę rywalizację wygrał i zwycięstwa nikt mu już nie odbierze. I choć w głębi serca nadal czaiła się uparcie podstępna myśl, że źle czyni, niecnie uwodząc dziewczynę, oczyma wyobraźni już widział chwilę, kiedy znów weźmie ją w posiadanie.


Na następne spotkanie zapraszam po świętach. Dokładnie nie wiem kiedy, zobaczymy na kiedy uda mi się ogarnąć następny kawałek. Dam znać na fb :)

6 komentarzy:

  1. Uch, jak gorąco!
    Puff, jak gorąco!
    ;)
    Więc jednak dopiął swego. Nie to, żebym była zawiedziona. Ciekawi mnie teraz jeszcze bardziej co z tego wyniknie!
    Uwielbiam prostotę Yave. Jest bardzo wiarygodną postacią. Z kolei Melta... Co za drań! Mam nadzieję, że są świadomi... konsekwencji? Wiedzą skąd się biorą dzieci? Przynajmniej on powinien wiedzieć! Bo jak ma to w nosie, to pewnie już ma kilka pociech :) I już mi szkoda Yave, kiedy się połapie co się dzieje. Bo przecież Melta za bardzo nie dba o zachowanie pozorów, a czułymi słówkami może zagłaskać do czasu. Ale twarda jest, więc wymyśli coś, co zagra na dumie i nerwach łobuza :)

    Miłych przygotowań świątecznych, dziewczyny. Ja już wylazłam z łóżka, ale za to głoś straciłam :D Więc teraz albo na migi, albo na blogu!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to było w tej bajce? "Czekał, czekał, aż się doczekał" :P
      Co z tego wyniknie to się dowiecie po świętach. Tylko tyle zdradzę, że na razie Melta nie ma żadnych dzieci, w każdym razie żadnych, o których by wiedział, ba o których ja bym wiedziała, a w jako naczelna bozia w tym świecie, zwykle wiem wszystko. Oczywiście wyjąwszy to, czego nie wiem, bo czasem niedowidzę :P

      Monia, co tam głos, w dzisiejszych czasach grunt to sprawne palce :D

      Usuń
    2. Sprawne palce? Owszem, przydają się :D

      Ja tam nie wiem o połowie rzeczy jakie się dzieją w moim świecie! Później oczy wielkie robię, jak mi jeden z drugim newsa zasadzą! Ale przyznać trzeba, że też ślepa jak kret jestem i bez okularków własnego męża z odległości dwóch metrów nie poznam...

      Usuń
    3. A tak jeszcze mi się o tych dzieciach... Wiedzieć to pewnie wiedzą... w kocu już smarkaty Gedor wiedział po co z ogierami na pastwiska jadą ;), ale jeśli chodzi Yave i Meltę, to czy młodzież się nad tymi sprawami zastanawia w takich chwilach? ;)

      Usuń
  2. Oczywiście jak zwykle czytam to co nie powinnam ale tak mnie ta historia zaciekawiłam że machnęłam ręką na resztę obowiązków i zaczęłam czytać Oderwać się nie mogłam choć było do przewidzenia że mu się uda uwieść dziewczę i jak podejrzewam będą tego konsekwencje Bardzo jestem ciekawa jakdalej się rozwinie akcja książki dziękuję blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wyniknie i jak się dalej potoczą losy tej parki gołąbków, to już po świętach się dowiemy, teraz zaglądam tu ale z doskoku, na niczym się skupić nie mogę, ale jedno mogę obiecać... historyjka trochę się potrwa nim dobijemy z nią do brzegu, to ja dziękuję za słówko, bo naprawdę niewiele osób decyduje się tu odzywać, nie wiem czy tak koszmarnie piszę, czy tak dobrze, że zapominają do czego służy klawiatura ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.