WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

07.04.2014

Yave - cz.2

Przepraszam za spóźnioną publikację... Coś pogmerałam w opcjach i źle ustawiłam czas ;p
Ale już jest... zatem przyjrzyjmy się dziś trochę samej Yave ;) 

poprzedni fragment

    Prawie wbiegła do strumienia i stanąwszy obok przyjaciółki zaczęła z pasją okładać jakąś nieszczęsną sztukę odzieży, która pierwsza wpadła jej w ręce.
     – O mały włos, a moje pranie popłynęłoby z prądem! – Zawołała Eyat, przekrzykując klaskanie kijanek. – Matka obdarłaby mnie ze skóry! Co ty tam robiłaś tak długo?!
     – Gadaliśmy! – Odkrzyknęła krótko Yave, nie podnosząc wzroku.
     Eyat rzuciła spojrzenie na lekko nabrzmiałe i wyraźnie zaczerwienione usta przyjaciółki i postanowiła nie dociekać tematu owej „gadki”. Była najmłodszą z czterech córek swego ojca. Jej siostry były już zamężne, ale nim to nastąpiło nieraz wracały wieczorami z ustami obrzmiałymi, jak usta Yave w tej chwili. Uśmiechnęła się tylko pod nosem.
     – Wiesz, chociaż kto to? – Zachichotała.
     Yave przerwała walenie kijanką w płótno. Wyprostowała się i wbijając śmiertelnie poważne spojrzenie w Eyat powiedziała:
     – Nie.
     I obie parsknęły śmiechem.
     – Całowałaś się z mężczyzną i nawet nie wiesz, z kim? O, matko! – Śmiała się Eyat. – Nie wytrzymam...! Dlaczego nie spytałaś go kim jest?
     – Wcale nie chcę wiedzieć. Nie chcę go znać. – Naburmuszyła się Yave. – I nigdy więcej nie chcę go widzieć. A ty skąd wiesz, że się całowałam? Podglądałaś?! – Ściągnęła groźnie ciemne brewki.
     – Ja?! No, wiesz... – Szczerze oburzyła się Eyat. – Tylko tak sobie pomyślałam, jak zobaczyłam twoje... – Znacząco dotknęła palcami ust.

     Yave zagryzła wciąż lekko opuchnięte wargi, a potem szybko ochlapała twarz zimną wodą.
     – Mam nadzieję, że mama nie zauważy – mruknęła pod nosem.
     – Matki nigdy nie widzą, bo stale im się wydaje, że córki są małymi dziewczynkami i zawsze dziwią się niezmiernie, kiedy w domu pojawiają się swaci – oznajmiła Eyat, z miną mędrca znającego się na rzeczy.
     Skończyła swoje pranie i sięgnęła do kosza Yave.
     – Dawaj, będzie szybciej.
     – Jeśli będę miała kiedyś córkę, zawsze będę sprawdzać, z jakim ustami wraca – zaśmiała się Yave, a przyjaciółka zawtórowała wesołym chichotem.
     – Ale dlaczego nie chcesz już widzieć tamtego młodzieńca? – Spytała po chwili zaciekawiona Eyat. – Gdyby mnie całował taki mężczyzna... – rozmarzyła się – ech, ja nie mam szans na takiego. Pewnie w końcu rodzina, żeby mnie wreszcie mieć z głowy, wyda mnie za jakiegoś starego piernika, który sam sobie niczego nie umiał znaleźć – westchnęła ciężko.
     Yave pogładziła ją po głowie.
     – Nie mów tak. Jesteś taka dobra, masz złote serce. Powinnaś dostać najlepszego męża. Inni nie zasługują na ciebie.
     – Jestem gruba i brzydka, sama wiesz.
     – Eyat, bo zaraz cię walnę! – Płomiennowłosa dziewczyna uderzyła kijanką o powierzchnię wody, ochlapując przyjaciółkę. – Masz piękne włosy i oczy, i wcale nie jesteś brzydka, ani gruba. Popatrz tylko na mnie, wyglądam jak tyczka i mam piegi jak indycze jajko. I jeszcze włosy jak wiewiórczy ogon. Komu by się to mogło podobać?!
     – Jemu się chyba spodobało. – Uśmiechnęła się filuternie Eyat.
     – Akurat! Wiesz, co mu się spodobało? – Yave zatrzęsła się ze złości na wspomnienie doznanego upokorzenia. – Mój tyłek! – Wypaliła wściekła.
     Eyat otwarła usta ze zdumienia.
     – Pokazałaś mu...
     – Nic mu nie pokazałam! – Yave waliła kijanką z taką furią, że Eyat zaczęła się obawiać, czy narzędzie ma szanse przetrwać dzisiejsze pranie. – Przełożył mnie przez kolano i bezczelnie zajrzał pod spódnicę! Nienawidzę go!
     – I co? – Dopytywała się Eyat. Jej ciekawość sięgnęła zenitu.
     – Jak to, co?! Chciałam mu wydrapać oczy, ale wtedy... – Yave urwała, bo na wspomnienie dalszego ciągu oblała ją fala gorąca i poczuła znajome już drżenie kolan.
     – No, co? – Niecierpliwiła się Eyat.
     – ...wtedy mnie całował – dokończyła Yave, wracając do pracy.
     Klaskały kijankami w milczeniu, nie rozmawiając już póki nie ukończyły prania. Później odpoczywały chwilę, siedząc na brzegu.
     – Wiesz, co, Yave? – Odezwała się w końcu Eyat, wiążąc rzemyki miękkich trzewiczków.
     – Uhm...?
     – Tak sobie myślę, że skoro on już cię obejrzał, to nie da ci spokoju.
     – Lepiej niech mi nie włazi w drogę – burknęła buńczucznie rudowłosa dziewczyna.
     – Chyba musi być obcy... nie stąd, skoro taki śmiały. – Głośno zastanawiała się pulchna Eyat. – Żaden chłopak z Nammas nie pozwoliłby sobie na coś takiego.
     – Jeśli jest obcy, tym lepiej. – Yave wstała i podniosła kosz z praniem. – Pojedzie sobie i już.
     – Uważaj na siebie Yave. – Eyat zmrużyła oczy. Była troszkę starsza od Yave i bogatsza o doświadczenia swoich sióstr. – Tacy mężczyźni myślą, że wszystko im wolno. Uwodzą dziewczynę dla zabawy, a potem zostawiają.
     – Nie martw się o mnie, ja się nie dam. Następnym razem przyłożę takiemu... kijanką. – Podniosła w górę narzędzie i potrząsnęła niczym bronią.
     Obie zaczęły się śmiać i nie przestając chichotać poszły wreszcie do domu.

     Kilka dni później…

     Yave starannie składała wyprane i wyprasowane koronki.
     – Zaniesiesz je dzisiaj? – spytała matka.
     – Tak. Pani Illith mówiła, że chętnie zamówi więcej. Za poprzednie dostałam buciki. – Uniosła lekko spódnicę i z zadowoleniem przyglądała się miękkim pantofelkom z jasnobrązowej, licowanej skórki, zapinanym na sprzączki.
     – Też mi zapłata. – Wzruszyła ramionami matka. – I gdzie ty będziesz chodzić w takich butach? To buty dla królewny, nie dla prostej, wiejskiej dziewczyny. Bardziej by ci się przydało trochę wełny. Można by uprząść i...
     – Buty też się przydadzą. Mogę iść na przykład do dworu, albo na jakąś zabawę...
     – Tego mi jeszcze tylko trzeba żebyś po zabawach zaczęła latać. Domu masz się pilnować. Nie dla ciebie pańskie zabawy.
     – Mamo...
     – Wiem, co mówię. – Matka z przekonaniem potrząsała głową. – Gdyby ojciec żył, nie pozwoliłby na takie zbytki.
     Yave nie zdążyła odpowiedzieć, bo rozmowę przerwało nagłe wtargnięcie do izby, mocno czymś podekscytowanego Gedora.
     – Mamo! – Wrzasnął od progu. – Umieram z głodu!
     – Nie ty jeden. – Osadziła go matka. – Siadaj do stołu i czekaj spokojnie, jak wszyscy.
     – Mamo, ale ja się okropnie śpieszę! Mamy jechać z końmi na górne pastwiska! Pojadą beze mnie – jęknął z desperacją.
     – Nie szkodzi. Jestem pewna, że doskonale sobie bez ciebie poradzą. Taki wyjazd to kilka dni, nie jesteś przygotowany i nie wydaje mi się...
     – Ale ja wszystko mam! Sam przygotowałem wszystko! Ubranie, prowiant! O nic się nie musisz martwić!
     – To nie wycieczka dla dzieci, będziesz tam tylko przeszkadzał.
     – Proszę... – Wlepił w matkę błagalny wzrok i posłusznie usiadł przy stole. – Nie jestem już malutkim chłopczykiem, no mamo...
     Tillemi popatrzyła na swoje dzieci. To prawda, wyrosły. Czas tak szybko upływał. Nie wiadomo kiedy przebiegło trzynaście lat od dnia, w którym spalono ich wieś i przywieziono tutaj. Jej, mała wtedy, córeczka teraz była całkiem dorosłą panną i do tego śliczną. Gedor też zapowiadał się na dorodnego młodzieńca. Już przegonił wzrostem matkę i siostrę, i wydawało się, że ciągle rośnie w oczach. Tillemi z nostalgicznym westchnieniem postawiła przed nimi miskę z kluskami okraszonymi masłem.
     – No, dobrze, jedź skoro to dla ciebie takie ważne.
     Gedor poderwał się, wyskoczył zza stołu i chwyciwszy matkę w pół, okręcił się z nią dookoła własnej osi.
     – Dziękuję mamo! – Ucałował serdecznie oba policzki kobiety.
     – Możesz jechać, ale dopiero, jak zjesz obiad – oznajmiła.
     Postawił ją natychmiast na ziemi i rzucił się do michy.
     – Tak jest! – Machał łyżką aż mu się uszy trzęsły.
     – Zostaw coś dla siostry – zauważyła ze śmiechem Tillemi. – Jedzcie, zaraz wrócę...
 
     Gdy tylko matka znikła za drzwiami Gedor szturchnął siostrę łokciem.
     – Będziemy kryć klacze... – Zachichotał uradowany.
     – Co ty nie powiesz? – Yave skrzywiła się ironicznie. – Wy? A ja myślałam, że to robota ogierów, źrebaku.
     – Ha, ha, bardzo śmieszne – wybełkotał z pełnymi ustami.
     Siostra trzepnęła go lekko w kark.
     – Nie gadaj z pełną gębą, bo się udławisz nim dorośniesz i nauczysz, jak być ogierem.
     Gedor najpierw przełknął posłusznie, nim odparował siostrze.
     – Jaka ty jesteś mądra – stwierdził, wykrzywiając się z drwiną. – A może pojedziesz z nami?
     – Ja? A po co? – Wzruszyła ramionami.
     – Kilku ogierów też tam będzie, może cię jakiś pokryje, klaczko. – Uśmiechnął się zjadliwie.
     Yave palnęła go łyżką w dłoń, którą trzymał na stole.
     – Auuuaa! – Wrzasnął i próbował jej odpłacić tym samym, ale przezornie zdążyła cofnąć rękę.
     Drewniana łyżka z impetem wyrżnęła o blat stołu i złamała się. Gedorowi został w garści tylko trzonek.
     – Powiem, że ty zaczęłaś!
     – Spróbuj, a ja powiem, po co jedziecie z końmi i będziesz siedział w domu.
     Chłopak ściągnął brwi.
     – Jeśli to zrobisz, do końca życia ci tego nie zapomnę – zagroził.
     – To na przyszłość zastanów się, co do mnie gadasz.
     Za drzwiami powracająca matka głośno odpowiadała na czyjeś pytanie. Yave nachyliła się i sięgnąwszy wyrwała bratu z ręki wspomnienie po łyżce, wciskając w garść własną, całą.
     – Trzymaj i ani mru, mru. – Położyła znacząco palec na ustach.
     – Uwielbiam cię siostro – wyszczerzył się do niej.

     Sama się uśmiechnęła i przekornie pokazała mu język.

następny fragment


Przy okazji... Dziewczyny z chomika zrobiły nowy obrazek do "Grina". Grafika z gry. Też przekopywałam grafiki z tej gry, ale mnie to się taki nie napatoczył. I gdzie tu sprawiedliwość...? Aktualny "Grin" jest mniam. Stary stary stanowczo nie wytrzymał konkurencji ale można go obejrzeć w Galerii, jeśli ktoś chciałby sobie porównać ;). Nowego można obejrzeć, przy którejś z części "Grina".

6 komentarzy:

  1. Ach rodzeństwo! Jacy oni są fajni, jak się tak przekomarzają :P Aż przypomniały mi się moje siostry, jak to było jak byłyśmy w wieku naście lat... ach co to były za piękne czasy :)
    Ciekawe z kim rozmawia matka Yave?
    Nowy Grin mniam :P :)
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa... to były fajne czasy :D, mam młodszych braci i siostrę :). Matka Yave gada sobie z kimś bliżej nieokreślonym, pewnie jakaś sąsiadka zza płota. Po prostu musiałam ją z chaty wyprawić na moment ;)

      Usuń
    2. A już myślałam... Ach ta fantazja! :P
      Lena

      Usuń
  2. Grinożercy z nas. Mniam ;)
    Zgadzam się - super relacja z bratem. Widać, że są ze sobą bardzo związani, bo nie boją się przeciągnąć struny. Kasiu mamy chyba słabość do rudzielców :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeeeejku, jak ja zazdroszczę takiej relacji z rodzeństwem! Ja z moją siostrą się tylko leję, ale tak zupełnie poważnie - rzadko kiedy możemy sobie pozwolić na żarty. No cóż, bywa - może z tego wyrośniemy :)
    Tak czy inaczej, ja już mam słabość do Yave! Świetna dziewczyna, taka charakterna, że aż miło - kurczę, aż się palę do przeczytania następnej części :D
    I w ogóle muszę Ci powiedzieć, że naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem, jak naturalnie i przekonująco wychodzą Ci dialogi :) Dziś tylko tyle ode mnie, bo jest późno, a jeszcze matura do zrobienia przede mną ;_; W każdym razie już zacieram ręce na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale oni też się łomoczą, tylko może bardziej słownie ;), no i relacje między rodzeństwem w moim świecie nie rozwadniają się na gry komputerowe i telewizję, jak to teraz bywa, może dlatego bardziej czują wspólnotę. W którymś z epizodów z DŁ miałam scenę gdy Yave i Gedora, jako małe dzieci, w płonącej, złupionej wiosce, znajduje Botta, wspomniany we wstępniaku ;). Jeden z epizodów traktuje o nim i o jego żonie... ale to inna historia :)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.