WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

11.04.2014

Yave - cz.4

Wiem, że wpis troszkę krótszy niż zazwyczaj, ale nim zamykamy początek lata w Nammas i dlatego tak, a nie inaczej :).


     Za dnia Melta nie zbliżał się do jej domu. Wolał, by go tam nie widywano. Chciał Yave, nie rozgłosu, gdyby zaś rozniosło się, że jedyny syn naczelnika ugania się za córką byłej niewolnicy, to dopiero byłaby sensacja, ojciec zmyłby mu łeb, albo co gorsza kazał się żenić, choć niekoniecznie z Yave. W każdym razie do Dioridy odesłałby go wyposażonego w małżonkę i żegnaj swobodo młodości.
     Co, jak co, ale żenić się nie miał zamiaru, na pewno nie tego lata. Ani nawet następnego... Na to ma jeszcze czas. Dużo czasu... Lecz, że w Nammas nieczęsto zdarzało się coś, o czym ludzie mogliby gadać, z całą pewnością nie przepuściliby okazji. Wioska huczałaby od plotek.

     Melta obserwował Yave dyskretnie, licząc na to, że ją przyłapie, gdy ta oddali się od domu. Ale jak na złość ona przez całe, koszmarnie długie, dwa dni nie ruszała się z obejścia. A jeśli już, zawsze towarzyszyła jej ciemnowłosa, pulchna dziewczyna, córka jednego z gospodarzy z sąsiedztwa.
     Wściekły i zniecierpliwiony Melta zachodził w głowę, dlaczego śliczna Yave przyjaźni się z takim brzydactwem i pomyślał nawet o tym, że jeszcze jeden taki dzień, a nie wytrzyma i złamie grubasce nogę żeby się wreszcie przestała wszędzie włóczyć za jego zwierzyną.
     Determinacja Melty w podchodach, została wszakże nagrodzona, bądź też bogowie wysłuchali klątw, ciskanych przez niego pod adresem nieświadomej niczego Eyat.
     Obeszło się bez zbrodni, ponieważ tak się stało, że Eyat sama zleciała z drabiny, włażąc na poddasze obórki dla kóz, po siano.
     Niczego wprawdzie sobie nie złamała, ale potłukła się solidnie i musiała leżeć w łóżku, a Melta patrzył właśnie, jak Yave oddala się w kierunku pól, z motyką na ramieniu. Sama. Nie zwlekając poszedł za nią, ale nie pokazywał się. Patrzył tylko, sam nie będąc widzianym.

     Pielenie grządek szło jej szybko i sprawnie. Uporawszy się z połową poletka podniosła głowę i rozprostowała plecy. Odrzuciła do tyłu warkocz i wierzchem dłoni otarła z czoła pot. Spojrzała w niebo.
     Południowe słońce stało wysoko. Uznała, że czas trochę odpocząć i cisnęła motykę obok grządek. Zeszła nad strumyk. Ochlapała twarz chłodną wodą, po czym rozejrzała się dookoła. W pobliżu nie było nikogo. Szybciutko zrzuciła ubranie i weszła do wody. Z wyraźną przyjemnością ochłodziła się i spłukała z siebie pot i pył.
     Melta gapił się jak zaczarowany. No, tak... podglądanie praczek nad strumieniem... Na to stanowczo był „za stary”, ale na widoki, jakie w tej chwili miał przed sobą... Była jak marzenie... Stała w wodzie po uda, odwrócona do niego plecami. Znów miał przed oczyma te śliczne, krągłe pośladki, które zapamiętał z wcześniejszych oględzin. Była teraz zbyt daleko, by mógł dostrzec drobne szczegóły, ale  wyobraźnia pracowała. Jej skóra była jasna, mleczno-perłowa, ale doskonale pamiętał delikatne, złociste piegi. Krew z siłą wodospadu spłynęła w dół, przyprawiając podglądacza o niewygodną ciasnotę w spodniach. A kiedy Yave odwróciła się, wychodząc z wody i wzrok prześlizgnął się łakomie po krągłych piersiach, sterczących od chłodu sutkach i rudawym trójkąciku  skrywającym intymne tajemnice, przełknął ślinę tak głośno, że aż się zdziwił, iż echo się nie rozniosło po okolicy.
     Teraz to nie mogło być mowy, by zrezygnował. Musi ją dostać. Był urzeczony. Dziewczyna była idealna, absolutnie doskonała i piękna jak sen...

     Niczego nieświadoma wyszła z ze strumyka i nieśpiesznie włożyła ubranie na mokre ciało. Potem wyciągnęła się na trawie i zatopiła w marzeniach. Chyba nawet zapadła w króciutką drzemkę. Ocknęła się dopiero, gdy poczuła czyjeś usta na swoich. Jego usta...
     Otworzyła szeroko oczy.
     W pierwszej chwili zaskoczona obecnością Melty. Skąd wiedział, gdzie jej szukać? Pola były oddalone od obejścia i od głównej drogi, a strumyk ukryty między drzewami. Nie mógł jej tu dostrzec przypadkiem, musiał iść za nią od domu i był tu cały czas. Kiedy się kąpała także.
     Zawrzała gniewem, ale Melta przewidział to i zapobiegawczo unieruchomił jej ręce, gdy tylko się zbliżył, a teraz nie dał jej mówić, pozwalając jedynie na złapanie oddechu. Dopiero, gdy złość z niej opadła i stała się miękka i uległa, dopiero wtedy podniósł głowę i przystąpił do ataku słownego:
     – Nie wychodzisz do mnie. – Zabrzmiało wyraźnie oskarżycielsko.
     – Mówiłam przecież, że nie wyjdę.
     Zignorował i uderzył ponownie.
     – Unikasz mnie. – Kolejny zarzut, ale tym razem zabrzmiał żałośnie niczym skarga kogoś, kogo okrutnie skrzywdzono.
     – Nieprawda – próbowała się bronić – nie mam czasu na schadzki.
     – Dręczysz mnie, zadajesz ból, bo cieszy cię, gdy cierpię. Chcesz żebym cierpiał.
     Zależało mu na tym, by wzbudzić w niej poczucie winy i chyba mu się udało.
     – Wcale nie chcę – powiedziała łagodnie i pogładziła go po policzku.
     – Wyjdź do mnie dzisiaj, proszę... błagam...
     – Nie, w nocy nie wyjdę. Ale jutro mam iść zbierać maliny. Eyat nie pójdzie ze mną, bo jest chora. Jeśli chcesz...
     – Pójdę. – Zgodził się bez namysłu.
     – Czekaj na mnie na skraju lasu.
     – Będę czekał.
     Nie wolno było przepuścić okazji. Za kilka dni czarnowłosa kluska znów zacznie się włóczyć za Yave, a on postanowił sobie, że do tej pory jego rudowłosa piękność nie będzie już widziała świata poza nim.

***
     Leśne maliny były słodkie, a usta Yave jeszcze słodsze. Melta był jednak umiarkowanie natarczywy. Nie chciał jej spłoszyć. Cierpliwie i powoli podsycał w niej żar i pragnienie. Chciał żeby wyczekiwała spotkań z niecierpliwością tak wielką, by nie była w stanie mu odmówić, kiedy zażąda od czegoś więcej niż tylko pocałunku.

     Teraz Yave często chodziła do lasu. Tak często, że aż matka zaczęła dziwnie na nią spoglądać. Dziewczyna wytłumaczyła się pokrętnie koniecznością uzupełnienia zapasu domowych ziół.
     Spotykali się z Meltą niemal codziennie, w tajemnicy przed całym światem. I nawet niepotrzebne już były zaklęcia mające na celu unieruchomienie w domu Eyat. Yave sama zaczęła szukać pretekstów do uniknięcia niepożądanego towarzystwa.
     Eyat, nie mówiła nic. Ostrzegła już przyjaciółkę. Znała ją, wiedziała, że Yave jest uparta i jeśli czegoś chce, nie da się przekonać. Jeśli nie chce też. A teraz najwyraźniej nie chciała tak częstej obecności Eyat, jak wcześniej. Dziewczyna domyślała się co lub raczej kto, jest tego przyczyną, ale odrobinę urażona postanowiła się nie wtrącać, nie moralizować, nie przekonywać.

     Leżeli wyciągnięci na trawie, na leśnej polance. Słońce przygrzewało przyjemnie, przeświecając przez liście drzew. Melta przewrócił się na brzuch i wsparty na łokciach, źdźbłem trawy łaskotał szyję Yave.
     Zachichotała i trzepnęła go żartobliwie w ramię.
     – Przestań... To łaskocze.
     Uśmiechnął się tylko łobuzersko i przyciągnął ją do siebie, wtulając twarz w dekolt. Wsunął dłoń w rozcięcie koszuli. Westchnęła cicho, ale kiedy chciał odsunąć materiał powstrzymała jego dłoń.
     – Ej, widziałem cię już – szepnął z szelmowskim błyskiem w oku.
     – Wiem. I co z tego?
     – Yave, kocham cię – uparty kciuk delikatnie pieścił twardy sutek – ją też kocham... chcę pocałować... no, proszę... – szeptał błagalnie, podczas gdy uparte palce wprawnie manipulowały przy sznureczkach gorsecika, rozplątując je i poluzowując wiązanie.
     Dziewczyna jęknęła cichutko, a Melta oblizał wyschnięte wargi, wydobywając spod ubrania kształtną półkulę. Nie za dużą, nie za małą, taką idealnie wpasowującą się w jego dłoń. Westchnął i objął ustami, drugą pieszcząc palcami. Ciało Yave wyprężyło się rozkosznie...

     Melta uśmiechał się w duchu i zsunął dłonie niżej. Zgrzytał zębami, gdy jednak konsekwentnie nie pozwoliła mu przekroczyć wyznaczonej granicy. Mimo to pewien był swego. Jeszcze trochę cierpliwości i jego trud zostanie nagrodzony, a jej opór pokonany... Widział wyraźnie, że z każdym dniem, z każdą chwilą, dziewczyna opiera coraz bardziej wbrew sobie samej...


Kolejny kawałek będzie już po niedzieli, a co zaplanowane na weekend info znajdziecie na fb, jeśli przy okazji ktoś "polubi", lub zechce polecić znajomym, będzie mi miło :)

13 komentarzy:

  1. To było dużo za mało!! I w dodatku przerywasz w takiej chwili!
    Wielki szacun dla Yave! Twardzielka z niej niesamowita. I dla Melty w sumie też. Za wytrwałość brawa się należą. I za szlachetność mimo wszystko, bo to wiadomo jak wtedy było. Nie każdy dałby się tak zwodzić w nieskończoność. A on mniej, lub bardziej, ale cierpliwie czeka. Nagroda się należy! I pewnie prędzej, czy później ją dostanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby wszyscy byli tacy twardzi toby ludzkość wyginęła :p, co będzie dalej po niedzieli się okaże ;). Ta "szlachetność" to troszkę wynika z kultury Aurów. Oni za punkt honoru poczytują sobie zrobić tak, żeby ziewrzyna sama chciała dać się upolować. Gwałt w ich pojęciu bardziej hańbi gwałciciela niż ofiarę, bo sprawca (jako silniejszy fizycznie) wychodzi wtedy na łajzę, która nie umie odpowiednio zachęcić kobiety, tylko ucieka się do przemocy. W którymś wcześniejszym epizodzie mam to zapisane, kiedyś do tych informacji dotrzemy :). Czyli Melta jest cierpliwy, bo zasadniczo nie ma wyjścia :p

      Usuń
    2. Oj już mu nie umniejszaj! Niech ma jakąkolwiek zaletę poza tymi wizualnymi ;)

      Usuń
  2. Ahhh, dzień uznaję za udany, skoro mamy kolejną część Yave :D
    Biedna Eyat, najmądrzejsza z nich wszystkich, a Melta tak jej złorzeczy (choć właściwie ja na jego miejscu pewnie też bym złorzeczyła)... Ale tak to niestety bywa. A w ogóle to bardzo mi jej szkoda, bo wydaje się być rozsądną dziewczyną i w ogóle mam do niej sporo sympatii, a postrzegana jest tylko jako natrętna kluska. Eh, życie, niestety...
    Jestem niewychowana i przepraszam, ale pozwoliłam sobie przeczytać Twoją odpowiedź do Nikki, ale właściwie to chyba lepiej, bo chciałam zwrócić uwagę na to samo co ona - że w sumie, to jemu też należą się brawa za cierpliwość, bo w takich realiach teoretycznie mógłby wziąć sobie sam co chciał, ale skoro taka kultura, to zupełnie inaczej to teraz wygląda... A inna sprawa, że można tylko zazdrościć Aurom podejścia do sprawy :)
    A Yave, oj... Kurczę, z jednej strony, to bym bardzo chciała, żeby ona utarła Melcie nosa, ale to już mówiłam, a z drugiej, to ja nie wiem, czy na jej miejscu bym miała w sobie tyle samozaparcia, żeby cały czas się opierać. No, Melta to nie do końca mój tym, jeśli o facetów chodzi, ale tak czy inaczej @_@
    W ostatnim akapicie masz "Melata" zamiast "Melta" :)
    Ehhh, cóż więcej mogę rzec - czekam na kolejną część, a jak czas pozwoli, to się jeszcze zabiorę za któryś z zaległych tekstów, szczególnie, że widzę, że jeden zamierzasz usunąć - mam nadzieję, że zdążę przeczytać :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, poprawiłam Meltę ;). Dwa polecą z bloga... "Słony wiatr" po niedzieli, "Dzieci Żywiołów" też, ale ten dopiero jak go dokończę, pozostałe nie są zagrożone, zostają :)

      Usuń
  3. Ależ on jest uparty... a ona konsekwentna. No właśnie bardzo dobra kultura.
    A ja już nóżkami przebieram, bo czekam na DZ. Ciekawość mnie zżera jak dalej potoczą się ich losy.
    Jedna opowieść "bajka" się rozkręca, a druga kończy...
    Lena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię swoje bajki Leno pisać, rozkręcać, wreszcie kończyć :). Od niedzieli wszystko już poustawiam na przyszły tydzień tylko wskakiwać sobie będzie, a ja się na spokojnie zajmę garami ;)

      Usuń
    2. Dzieńdoberek :)
      Zmiany widzę... to znaczy tło się zminiło. Bardzo mi się podoba, a w szczególności na telefonie :)
      Miłej niedzieli
      Lena

      Usuń
  4. Dziękuję Leno :) Nowe tło... a bo taka trochę sentymentalna jestem, morskie klimaty na pamiątkę sobie zrobiłam :D
    Miłego niedzielnego popołudnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko tło... sprawdziłam pozostałe rzeczy. Galeria bardzo fajna.
      Kocham morze z tamtą pochodzę :) , a teraz od 12 lat mieszkam w głębi lądu. Też mam sentyment do syrenek :)
      Lena

      Usuń
    2. O, popatrz świat jednak jest mały... urodziłam się w mieście 30 km od Bałtyku :). Niestety też od kilkunasty lat mieszkam daleko od morza, na Podkarpaciu :)

      Usuń
    3. A ja się urodziłam i żyję z daleka od morza, i nie mam do niego fizycznego pociągu. Poza tym letnim, żeby się smażyć na plaży :) Ale przyznać muszę, że Twoja nadmorska powieść jakoś szczególnie mi się spodobała. Widać, że czujesz tęsknotę, jaką czuła Marike. Poza tym świetnie sobie radzisz z żeglugą i tymi wszystkimi nazwami, których do tej pory nie umiem wypowiedzieć ;D

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.