WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

25.04.2014

Rąbek tajemnicy i prolog...

     Uchylę rąbka tajemnicy...
     Botta ma swój własny epizod w „Dzikich łabędziach”, Uker wprawdzie epizodu nie ma, ale gdzieś tam się pojawia w roli statysty, a... ojciec Melty, Arut też ma swoją własną opowieść ;). Ale tekstów z „Dzikich łabędzi” postanowiłam nie mieszać, żeby się nam kogel-mogel nie zrobił. Z nimi polecimy po kolei, czyli że następny z tego cyklu dopiero, jak skończymy „Yave”. Dzisiejsza niespodzianka to zupełnie inna para kaloszy.

     Rzecz się zwie „Księżyc i miecz” i to był taki wielki i megaambitny projekt rozpisany na prolog, 16 przyzwoicie rozbudowanych rozdziałów, kilka wątków, kilka lokacji i ogólnie bla bla... No, był i tylko „i” z tych planów zostało + konspekt i trochę spisanego tekstu. Postanowiłam ruszyć to, zdmuchnąć kurz, pacnąć trochę szpachli farby i połatać dziury (jak zwykle zresztą). Uznałam jednak, że skoro SW dało radę ogarnąć to i z KiM poradzę ;).
     Początkowe rozdziały są napisane. Dwa chyba nawet w całości, wymagają jedynie drobnych poprawek. W ferworze walki, kiedy jeszcze hulałam z tym tekstem, wątki poboczne mi się odrobinę zanadto rozrosły, szczególnie jeden, który raczej w obecnej formie do całości nie trafi, ale od czego mamy w końcu bloga ;).
     Dziś prolog... Będę pewnie przeplatać fragmenty „Yave” z tym tekstem i być może jeszcze z innym, ale zobaczymy. Mnie taka przeplatanka pozwoliłaby nie „przesycić się” jedną historią, a w razie jakiegoś zastoju umysłowo-twórczego w jednej z nich, moglibyśmy się raczyć kawałkami pozostałych.
     Praktyka uczy, że blogi nie lubią przestojów i dni, które nie obradzają wpisami. Mimo to od jakiegoś już czasu planuję sobie, że troszeczkę zwolnię tempo i notki będę dodawać rzadziej, tak ze dwa, trzy razy na tydzień. Ale każdego dnia, w którym nic się nie pojawia, a ja widzę na liczniku wejścia osób, które wpadają zerknąć, co nowego, mam wyrzuty sumienia, że nic nowego... Zatem póki mam z czego czerpać, wolne od wpisów będą na pewno weekendy. W inne dni będę się starała coś wrzucać, choć przerwa może się zdarzyć, bo wiadomo, nie samym blogiem się żyje (w każdym razie nie powinno się żyć nim samym). Dlaczego w weekendy nie? Bo kochaniu moi, wiosna za oknem... lato się zbliża... w weekendy korzystamy z pięknej pogody i wynosimy się z domu, nie siedzimy przy kompach ;)

     I po tym przydługawym dziś wstępie zapraszam na prolog „Księżyca i miecza”...


Księżyc i miecz

Start

Moc utraci Smok Skrzydlaty w dzień ponury,
Gdy w żywot, Lew rycząc, wbije mu pazury.
Nad konającym, zwycięzca zadusi Sokoła,
Pisklę Sokole z Lwiej paszczy ujść zdoła.
Lecz Lwa rani Smok, w ostatnie dychanie,
Nim nad jego dziedziną nocy cień nastanie.
Nadziei światło przygaśnie nad lwim domem
I w mrok z trwogą schyli, zwycięską Koronę.
Szczenię Ostatnie wywiedzie zraniony,
Nadziei jutrzenka na wschodzie zapłonie,
Pisklę o Skrzydłach Smoczych, zwieńczone Koroną
Z księżyca blasku i trzech gwiazd splecioną.
Szczenię Lwie, Lwem Młodym się stanie,
Gdy zimy lody puszczą, Nadziei szukanie...




     W ludzkich językach różnie ich nazywano. Żyli długo, o wiele dłużej niż ludzie. Nie starzeli się, choć przychodzili na świat i dorastali jak ludzkie dzieci. Pozostawali młodzi. Wyróżniali się pośród innych wzrostem wysokim, śmiałym spojrzeniem i umysłami, zdającymi się przenikać czas. Bywali pośród nich i tacy, którzy umieli odgadnąć myśl nim jeszcze myślący zdołał ją wypowiedzieć. Zwano ich Wiecznymi lub Nieśmiertelnymi. Bo choć zdarzało się im ginąć od ran, nikt z ludzi nie pamiętał, by ktoś spośród nich umarł od starości, czy choroby.

     Dawne to dni, gdy Raskonia i Anvilion stanowiły jedno. W czasach tak odległych, że dziś były jedynie mglistą legendą, władca owego kraju, którego nazwy nikt już nie pamiętał, nie dochowawszy się potomstwa, podzielił królestwo na dwie części. Władcami w każdej z nich ustanowił swych siostrzeńców.
Zgodnie z wolą pradawnego króla, przez wieki trwało zgodne braterstwo Lwa i Smoka. Każdy z rodów, z ojca na syna, sprawiedliwie panował na swej stolicy, Lew w Alsarath, Smok w Danargo. Dzieje obu krain i zamieszkujących je ludów, toczyły się każde własnym torem i rytmem. I tak trwały pokój i zgoda pomiędzy nimi, aż przyszły czarne dni, kiedy to raskoński Lew urosły w siłę, zaczął łakomym okiem spoglądać ku bogatym w cenne drewno lasom Anvilionu i jego żyznym rolom. Gdy po raz pierwszy Raskowie zbrojną potęgą przekroczyli uświęcone tradycją i nadaniem dawnego władcy granice, lud Anvilionu, choć wojennemu rzemiosłu niehołdujący, dał twardy opór najeźdźcom. Wielu legło wtedy po obu stronach, lecz Raskom nie udało się złamać dumnych Anviliończyków.

     W owych czasach żyli jeszcze Wieczni pośród ludzi. Można było ich osady napotkać zarówno w dziewiczych, anviliońskich puszczach jak i pośród raskońskich gór. Nie ingerowali oni w ludzkie sprawy czy to wojna, czy pokój, pozostając obserwatorami. Tak i względem konfliktu pomiędzy dwoma ludzkimi królestwami, zachowywali neutralność i nie deklarowali się względem żadnej z walczących stron. Ich senny, spokojny byt zburzył butny władca Raskonii, żądając od tych, którzy mieszkali na podległych jemu ziemiach, by wsparli go w boju przeciw Anvilionowi, oddając do dyspozycji swoją wiedzę, doświadczenie i oręż. Wieczni odmówili, a wtedy nakazano im opuścić krainy należące do Rasków. Odeszli więc na wschód, do Anvilionu, a tamtejszy król, niczego nie żądając w zamian, wyraził zgodę by osiedlili się w jego dziedzinie.

     Lecz raskoński Lew wciąż nie zamierzał wyrzec się zdobyczy. Choć sam poraniony i osłabły szarpał i kąsał, wyniszczając i wykrwawiając Smoka. Anvilion, wyczerpany ciągnącą się latami wojną, nie miał już sił skutecznie odpierać ataków wojowniczego sąsiada. Raskończycy zaczęli ponownie zajmować osady i terytoria, wielokrotnie już w dniach tej wojny przechodzące z rąk do rąk. I kiedy zdawało się, że oto suwerenność Anvilionu stanie się historią niespodziewanie nadeszła pomoc.

     Krwawa bitwa stoczona pod murami Danargo, nie rozstrzygnęła wprawdzie ostatecznie, o racji żadnej z walczących stron. Anvilion otrzymał jednak wsparcie, które pozwoliło mu stawiać warunki. Nieśmiertelni stanęli w szeregach ramię w ramię z Anviliończykami i wspólnym wysiłkiem wyrwali pazury Lwu. Dalsza wojna byłaby jedynie powolnym wzajemnym wyniszczaniem się przeciwników, zarówno nieustępliwych Anviliończyków, jak i wojowniczych Rasków. Ci ostatni, z konieczności i rozsądku ustąpili więc pola. Zrezygnowali z terytorialnych roszczeń i zgodzili się zawrzeć pokój.
Nie było jednak łatwo, dumnemu władcy Rasków, przełknąć niepowodzenie, . Pomoc udzielona przez  Nieśmiertelnych Anvilionowi ostrym cierniem utkwiła głęboko w jego sercu. Zażądał, by Wieczny Lud opuścił krainy ludzkie niezwłocznie i na zawsze. Od spełnienia tego żądania uzależnił swoją zgodę na wytęskniony przez wszystkich pokój.
     Władca Wiecznych, odbył długą naradę ze starszymi swego ludu. Trzy dni i trzy noce trwała ich rozmowa. Czwartego dnia, o świcie, każdemu ze śmiertelnych królów, Kassador wręczył zapieczętowany pergamin, oznajmiając, iż jego lud jego opuści ziemie zamieszkane przez oba narody i nigdy więcej tu nie powróci. Lecz on także postawił warunek. Królowie mieli powierzyć opiece Nieśmiertelnych artefakty: Raskowie – Miecz, Anviliończycy – Koronę.

     I tak, choć Nieśmiertelni przyczynili się do zawarcia pokoju i wynegocjowania rozsądnych jego warunków, musieli opuścić krainy, o których spokojny sen zabiegali. Jedna tylko z ich krwi pozostała w krainach ludzi, Amavilde, poślubiona człowiekowi, anviliońskiemu grafowi. Lecz po jego śmierci i ona jednak zniknęła, jak piękny sen. Rodzina powiadała, że odeszła, za swoimi, gdyż światło żywota jej ukochanego zgasło a życie pośród śmiertelników stało się męką.
Po Nieśmiertelnych, zarówno na północy, jak i południu pozostały jedynie legendy i przepowiednie. Jedna z nich mówiła, iż przyjdą dni ciemne, gdy znów wojna poróżni Raskonię i Anvilion. I że w ów mroczny czas daleko, na północy, pośród Nieśmiertelnych, Lew odnajdzie Nadzieję, Miecz i Koronę.
Miecz należy do Lwa Raskonii, lecz Koronę musi on zwrócić Anvilionowi, ludziom zaś przywrócona zostanie Nadzieja, gdy Lew o Smoczych Skrzydłach ostatecznie zjednoczy dwa zwaśnione kraje. Gdy to się stanie zamknie się trzeci z Kręgów i dopełni się czas Nieśmiertelnych na ziemi.

***
     – Trzy Kręgi, siostro moja… Trzy Kręgi – powtórzył cicho, jakby do siebie. – I to za twoją sprawą pierwszy z nich się zamyka.
     – Tak chce przeznaczenie.
     – Sami możemy tworzyć przeznaczenie – warknął z irytacją. – Jeszcze nie jest za późno. Porzuć śmiertelnego człowieka, Amavilde i odejdź z nami, a przeznaczenie będzie musiało szukać innej drogi. Nam zaś pozostanie nadzieja.
     – A co pozostawimy ludziom, Helianderze? Wiesz, że krew trojga rodów musi zmieszać się w jednym naczyniu, by los się dopełnił.
     – Cóż nas obchodzą ludzie?! – Zawrzał gniewem. – Czyż nie dosyć już dla nich uczyniliśmy? I jak nam odpłacają?! Skazując na wygnanie!
     – Boją się nas. Nie rozumieją...
     – Śmiertelni – prychnął pogardliwie. – Nie do nich powinien należeć świat, lecz do nas. Oni nie szanują niczego. Obracają w perzynę wszystko, czego się dotkną, bo sami są jak marne plewy. Nie potrafię zrozumieć, jak możesz kochać jednego z tych, tak nietrwałych, bezwartościowych...
     – Tak nie wolno ci mówić, bracie. Nie mamy prawa oceniać ludzi w taki sposób. I oni, i my mamy swoje przeznaczenie. Ono musi się dopełnić, czy to ci się podoba, czy nie. Powinieneś się z tym pogodzić.
     – Nigdy się nie pogodzę – rzekł zacięty w swym uporze Heliander.
     – Wycisz gniew, postaraj się zrozumieć. Jeśli spróbujemy oszukać wyrocznię powstanie chaos. Z chaosu wyłoni się ciemność, która wchłonie wszystko.
     – Z ciemnością można walczyć.
     – To mrzonki.
     – Nigdy się nie pogodzę – powtórzył Heliander z uporem.
     – Przeznaczenie nie pochodzi od nas, nie mamy nad nim władzy.
     – Wiesz, co cię tu czeka i możesz to zmienić. Możesz odejść jak wszyscy.
     – Bunt nie ma sensu. Sieje jedynie zamęt i gorycz w sercach. A ja... powrócę, gdy nadejdzie czas.
     Heliander utkwił przenikliwy wzrok w źrenicach siostry.
     – Ty już się poddałaś. – Jego spojrzenie było twarde, nieprzeniknione. – Ja nigdy tego nie uczynię. Żegnaj siostro. I obyś zaznała choć odrobinę szczęścia, pośród wiarołomnych i nietrwałych jak ogień ludzi...


10 komentarzy:

  1. Wow!
    Jestem pod ogromnym wrażeniem! Aż mam gęsią skórkę! Czułam się, jakbym czytała Tolkiena. Niesamowite, ambitne, baśniowe, totalnie porywające. A jestem jedną z tych co to muszą sobie poznać świat, fabułę i bohaterów, i nie oddają serca po jednym rozdziale. Tutaj jestem kupiona na całej linii. Brawo Kasiu!
    Dwaj teraz co tam masz i nie biadol, że lato, że słońce, że przed komputerem nie siedzisz w weekendy!! (żartuję oczywiście)
    Pisz sobie swoim tempem i nie przejmuj się tym, że my tu czekamy. Jeśli takie mają być efekty, to mogę czekać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę obiecałam sobie odpuścić w weekendy kompa, bo jeszcze chwila,a będę mieć zakwasy po porannej przebieżce po chlebuś :P.
      Cieszę się, że udało mi się przyciągnąć Twoją uwagę. Prawdę mówiąc, na tolkienowskiej prozie uczyłam się pisania, pisząc swojego jedynego w życiu fanficka. Nauczyłam się na nim całkiem sporo, dlatego nie potępiam młodych ludzi pisujących sobie takie rzeczy. Nie uważam jedynie by należało się tymi wprawkami wszem i wobec chwalić ;).

      Ciąg dalszy tego i innych będzie po niedzieli... Dzisiaj się skupiam coby mi dziewczę w przepaść nie skoczyło, bo bym musiała łopowieść zakończyć przed przewidzianym endem :D

      Usuń
    2. Ja się kiedyś popłakałam ze śmiechu, jak trafiłam na fanficka Harrego Pottera :D Że niby Hermiona rzuca Rona i wiąże się z Malfoyem. Ubaw po pachy! Ale widocznie kogoś to kręci.

      Pilnuj, pilnuj, bo zdążyłam się już wciągnąć w "Yave" i domagam się ciągu dalszego! Uwiąż ją tam do jakiegoś drzewa, czy coś. Byle nie do brzozy!
      Dzisiaj wzięły mnie we władanie kiepskie żarty, więc może już zamilknę...

      Usuń
    3. Widziałam lepszy... Jak Hermiona ucieka Malfoyowi sprzed ołtarza żeby wziąć ślub z tym... Snapem :D

      Usuń
  2. Ciekawe... Ale marzy mi się kolejna część DŻ... :P

    D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niespodzianka bardzo ciekawa ale ja stanowczo potrzebuję bohatera do którego się przywiążę Traktuję to jak wstęp do właściwych wydarzeń Wczoraj zastanawiałam się nad rzuceniem liny abyś mogła wyjść z tego doła ale widzę pobyt tam dał bardzo interesujący tekst a teraz nie przeszkadzam abyś mogła uratować Yave dzięki blanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Obiecuję Wam i tu bohatera, do którego się będzie można przywiązać, a także takiego, na którym będzie można psy wieszać i zgniłymi pomidorami weń ciskać ;). "Dzieci Żywiołów" tysz bedom, ale to nie będzie część kolejna ino o s t a t n i a. I jak ją już wrzucę zacznie tykać zegar ;). Z Yave powinnam się wyrobić na poniedziałek.

    A tymczasem wszystkim miłego weekendu życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Skasowałaś salonik to cierp, bo będę Ci wrzucać wiadomości w różne dziwne miejsca :p
    Już wiem co by Ci się tu przydało - shot box jak na ES. Później poszukam jakiegoś skryptu. ;)
    Karo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karo, ale Ty nie piszesz o pierdołach więc możesz zostawiać, gdzie chcesz, najlepiej w widocznych miejscach, żebym nie przegapiła ;). Te kody co podesłałaś przetestuje jutro z rana i zdam raport z przeprowadzonych eksperymentów ;)

      Usuń
  6. Jak pisałam Ci na e-mail najlepiej spróbuj z tym ( przerzuciłam przez blog testowy i wygląda na to, że działa) Można fajnie z kolorystyką podziałać, bo ma sporo zestawów kolorystycznych :) http://www.deszczowce.pl/
    Karo

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.