WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

22.04.2014

Yave cz.6

Święta, święta, wszystko ma swój kres i Bogu dzięki... Nie wiem jak Wy, ale ja jestem szczęśliwa, że to już po i że mogę spokojnie wrócić do swoich ulubionych zajęć. Tak w ogóle, ze świąt chyba najbardziej lubię święty spokój, a o ten to akurat w święta łatwo nie jest.
Wracam do gry... żeby nie było, że zapomniałam o swoich światkach.
Kolejna część Yave... Zapraszam :)

poprzedni fragment


     Następne dni wlekły się Yave w nieskończoność. Do tej pory nie wyobrażała sobie, że można tak bardzo za kimś tęsknić. A tęskniła… Za czułymi pieszczotami, za pocałunkami, za nieco cynicznym uśmiechem i błyskiem w oku. Tęskniła za Meltą. Nie wiadomo kiedy wypełnił jej świat. Myśli, marzenia, sny. Chciała być blisko niego, móc wtulać się w mocne, twarde ciało i czuć się bezpiecznie w jego ramionach.
     Zgodnie z życzeniem Melty nie pisnęła nikomu ani słówka. Nawet Eyat, chociaż ta, sama domyślała się wielu rzeczy. Zdawała sobie sprawę, że nie bez przyczyny jej przyjaciółka stała się raptem rozkojarzona i małomówna. I potrafiła dostrzec wiele z tego, co Yave starannie skrywała przed wszystkimi.

     Tymczasem rudowłosą dręczył nieustanny niepokój, że kochanek wyjedzie bez słowa, zniknie z jej życia jak sen i zapomni o niej, oddając się wojennemu rzemiosłu na dalekim pograniczu. Wydawało się jej nawet, że już zapomniał, bo nie pokazywał się wcale całe pięć dni. Gdy więc kolejnej nocy znów doleciało jej uszu pohukiwanie sowy w sadzie za domem, pobiegła do tam bez zastanowienia, cała rozedrgana z emocji i tęsknoty. Rzuciła się w jego ramiona i oddała z taką radością i żarem, jakby czekała na niego pięć lat, a nie pięć dni.
     – Co się stało? – mruczał trochę zaskoczony, chociaż jednocześnie bardzo zadowolony Melta, tuląc ją później do siebie.
     – Tęskniłam… – szepnęła jedno tylko słowo.
     – Aż tak? – Uniósł brwi. Niewątpliwie schlebiało mu, że aż tak.
     – Tak.
     – Ej, maleńka, chyba nie powinnaś – mruknął. – Wiesz przecież, że niedługo wyjadę. Co wtedy zrobisz?
     – Nie wiem – westchnęła. – Nie chcę o tym myśleć. Teraz jesteś i chcę być twoja.
     – Jesteś moja, kochanie... Zawsze będziesz tylko moja...

     I jak rzekła, starała się nie myśleć o tym, co będzie później. Cieszyła się każdym dniem, każdą chwilą, kiedy byli razem. Aż któregoś ranka przyszedł niepokój, niepewność i wątpliwości.

     Zorientowała się, że jej czas dawno już minął. Umknęło to do tej pory jej uwadze, bo skupiona była na zupełnie innych sprawach, czy raczej na jednej konkretnej osobie. Teraz zaś nie czuła się najlepiej. A tego ranka wyrwały ją z posłania mdłości tak silne, że ledwie zdążyła dopaść obórki nim targnęły nią torsje.
     Szczęśliwa, że matka nie zauważyła niczego, osunęła się wyczerpana po ścianie i ukryła twarz w dłoniach. I tak zastał ją Gedor.
     – Yave? – spytał, przyglądając się jej podejrzliwie. – Jesteś... ee... zielona jesteś taka. Coś ci jest?
     – Nie – jęknęła słabym głosem. – Nic mi nie jest.
     – Zawołam może mam...
     – Nie! – Teraz wrzasnęła na niego. – Nie wyspałam się i tyle. Daj mi spokój!
     Pozbierała się z ziemi, przy studni ochlapała zimną wodą twarz i kilka razy odetchnęła głęboko. Rzuciła przez ramię gniewne spojrzenie bratu, wzruszyła ramionami i poszła do domu.
     Nie, to nie. Nie będzie się napraszał z pomocą. Też wzruszył ramionami i poszedł do swoich zajęć.

***
     Przez kilka kolejnych dni, przekonywała samą siebie, że to zwyczajna niestrawność. Po tygodniu przestała się oszukiwać, a zaczęła się bać. Bała się powiedzieć Melcie, bała się co będzie, jak dowie się matka. Bała się tego, co stanie się z nią samą.
     Wydawało się jej, że jeśli wyzna kochankowi, co się dzieje, ten wpadnie w gniew, odwróci się od niej i porzuci. Nie chciał i nie zamierzał się żenić, powiedział wyraźnie. Oskarży ją, że chce związać mu ręce i wyjedzie czym prędzej. Jeśli powie matce tym samym zdradzi Meltę, a przecież obiecała dochować tajemnicy. Milczała więc, sama bijąc się z własnym niepokojem. Jednak wcześniej żywiołowa i radosna, teraz zrobiła się cicha i apatyczna tak bardzo, że ta zmiana nie uszła uwadze samego Melty.
     – Jesteś jakaś smutna ostatnio – zauważył. – Nie cieszysz się tak, jak dawniej, kiedy jesteśmy razem.
     Dziewczyna w odpowiedzi wtuliła się w niego z całej siły.
     – Cieszy mnie każda chwila przy tobie, Melto.
     – To, o co chodzi? – Musnął ustami czubek ułożonej na jego piersi głowy. – Skąd ten smutek?
     – Bo lato skończy się... już niedługo...
     – Nie myśl o tym, kochanie... – Przytulił ją łagodnie. – Mamy jeszcze wiele dni dla siebie. Ciesz się nimi razem ze mną, moja śliczna.
     Yave uśmiechnęła się krzywo.
     – Wiele dni... – Westchnęła ciężko. – Tak, masz rację, trzeba się nimi cieszyć...

***
     Ale dla nich to lato, skończyło się o wiele szybciej niż się tego oboje spodziewali.
     Do Nammas przybył goniec królewski z rozkazami dla Melty. Na północy zrobiło się niespokojnie i nie można było dłużej zwlekać z wysłaniem tam wojska. Hordy dzikich Urtów pustoszyły osady i należało im niezwłocznie zapewnić ochronę. Melta otrzymał polecenie, by pośpiesznie dokonać zaciągu ilu się da młodych i utworzyć drużynę, która miała jemu podlegać. Zajęty pracą, mało miał czasu dla Yave. Właściwie nie miał go wcale...

***
     Było słoneczne przedpołudnie. Yave i Eyat zbierały zioła na łąkach powyżej gościńca, w zachodniej części doliny. Dalej ciągnął się las porastający zbocze, pnące się w górę aż do uskoku nad zachodnim urwiskiem.

     – Starszy z moich braci wyjeżdża dzisiaj – odezwała się nagle Eyat.
     – Dokąd? – spytała Yave, dla przyzwoitości, zupełnie obojętnie, bez zainteresowania.

     Wciąż nie podzieliła się z nikim swoją tajemnicą. Nawet z najbliższą przyjaciółką. Jeśli ktokolwiek miałby się dowiedzieć, pierwszym powinien być sprawca jej kłopotu, dopiero potem ktoś inny. Z nim jednak nie widziała się ostatnio, pomijając już fakt, że wciąż brakowało jej odwagi, by wyznać prawdę, więc nie wiedział nikt.

     – Bo wiesz, zaciągnął się do drużyny – wyjaśniła Eyat z dumą – i jedzie z Meltą...
     – Jedzie z... Dzisiaj?! – Yave wlepiła w przyjaciółkę szeroko otwarte ze zdumienia oczy . – Jako to, dzisiaj?!
     – No... Myślałam, że wiesz. – Eyat stropiła się wyraźnie. – Spotykasz się z nim przecież.
     Rudowłose dziewczę zaczerwieniło się gwałtownie.
     – A kto ci tak powiedział?! – Uniosła się.
     – Oj, nikt mi nie musiał mówić. – Wzruszyła ramionami Eyat. – Yave myślisz, że ja ślepa jestem? – Spytała z wyrzutem. – Nic nie mówiłaś sama, to nie pytałam, ale przecież widzę, że ty wciąż bujasz myślami w obłokach, a on to się aż oblizuje na twój widok... O, chyba właśnie jadą, bo widać kurz na drodze. – Wskazała palcem na gościniec. – Nie powiedział ci, że wyjeżdża? To nie... Hej! Gdzie lecisz?! A zioła?! Yave!
  
     Nie słuchała. Tylko pęd powietrza szumiał jej w uszach i desperacka myśl tłukła się w głowie. Nie! Nie możesz tak wyjechać! Musisz wiedzieć! Muszę ci powiedzieć! Sama jak wicher biegła przez zagajnik w kierunku gościńca.
     Wypadła z lasu, w chwili, gdy drużyna wyłoniła się zza zakrętu. Melta jechał na czele, wraz z królewskim posłańcem.
     Stanęła na skraju drogi. Nie mogli jej nie zauważyć. Minęli ją bez słowa. Czuła palące pod powiekami łzy. Odwróciła się i z rezygnacją powlokła w kierunku osady. Nie widziała, jak Melta, rzuciwszy kilka słów jadącemu obok niego królewskiemu gońcowi, zawrócił w jej kierunku.
     Dogonił ją.
     – Zaczekaj!
     Nawet nie odwróciła głowy. Zeskoczył więc z konia i zatrzymał ją siłą. Drużyna tymczasem zniknęła między drzewami, za kolejnym zakrętem.
     – Zostaw mnie – syknęła, odwracając twarz i bezskutecznie usiłując powstrzymać płynące łzy.
     Próbowała się wyrwać z jego uścisku, kiedy przycisnął ją do piersi.
     – Nie płacz... przecież wiedziałaś, że wyjadę... No, nie płacz, proszę.
     Wezbrała w niej gorycz i żal.
     – Nadałam ci się na zabawkę – przełknęła łzy – ale nie zasłużyłam byś powiedział mi, że to dziś... Nawet na „żegnaj” nie zasłużyłam...
     – Nieprawda... Wiem, moja wina, że tak to widzisz. Ale ja... Wiedziałem, że będziesz płakała. Chciałem ci oszczędzić łez.

     Dlaczego czuł się jak zdrajca, mówiąc te słowa? Na poczekaniu starał się jakoś wybrnąć z sytuacji, ale miał niepokojące uczucie, że jakichkolwiek słów by użył, nie zmieni faktu, że zadadzą jej cierpienie.

     – Kłamca. – Rzuciła mu w twarz przez zaciśnięte zęby.

     Rozpaczliwie szukał sposobu, by złagodzić ból rozstania i ów dziwny ciężar, który jemu samemu legł na piersi.
     – Posłuchaj Yave, jesteś młodziutka i taka śliczna, i jesteś... Jesteś cudowną kochanką. Mężczyzna, którego zechcesz poślubić będzie wielkim szczęściarzem. A ja... ja jestem dobrym żołnierzem, ale kiepskim byłbym mężem. Nie dałbym ci tego wszystkiego, na co zasługujesz. Naprawdę chcę żebyś była szczęśliwa...
     – Mówiłeś, że kochasz, że należę tylko do ciebie, że nikt inny nie ma prawa do mnie.
     W jej głosie drgało rozżalenie, a jemu nagle przyszło mu do głowy, że jeśli go znienawidzi, będzie nim pogardzać, wtedy łatwiej jej będzie pogodzić się z nieuniknionym. Czując rosnącą w gardle gulę wydusił z siebie:
     – Skarbie – zacisnął palce na szczupłych ramionach Yave – nie należy przywiązywać zbyt wielkiej wagi do tego, co mówi mężczyzna pragnący posiąść kobietę.
     Jeszcze nim skończył mówić poczuł się jak skończony łajdak. Zacisnął jednak zęby z determinacją.

     – Zatem wszystko było kłamstwem, grą, zabawą. Tak?
     Głos się jej łamał. Biegła tutaj, bo rozpaczliwie chciała go zobaczyć, bo w desperackim odruchu chciała wyznać, że nosi jego dziecko i niechby wtedy świat nawet stanął na głowie, lecz teraz...

     – Ty nigdy mnie nie kochałeś. Chciałeś posiąść tylko... jak rzecz.
     Westchnął ciężko. Dlaczego jej słowa, zaprawione goryczą, sprawiały ból?
     – Nie mów w ten sposób. Przecież byłaś szczęśliwa.
     – Tak, byłam, ale...
     – Ale wszystko się kiedyś kończy, Yave. Ja wyjeżdżam, a ty zostajesz tutaj. Nie żałuj tego, co było. Obiecaj, że nie będziesz płakała i zapomnisz o mnie, że spotkasz kogoś, kto pokocha cię gorąco, komu urodzisz dzieci i z kim będziesz szczęśliwa... obiecaj...
     – Nie masz prawa żądać żadnych obietnic, Melto. Żadnych – powtórzyła z naciskiem.
     – Kochanie... – Ujął jej twarz w dłonie i próbował całować, ale odepchnęła go.
     – Chciałem tylko zostawić ci miłe wspomnienie – burknął z urazą.
     – Dość już mi zostawiłeś. Na całe życie – odrzekła.
     – Zapomnisz Yave. Poznasz kogoś, pokochasz i zapomnisz, zobaczysz.

     Odsunęła się od niego. Nie potrafiła mu powiedzieć. Nie mogła i nie chciała. Porzucał ją. Tak po prostu i odchodził. Wszystko, co wydarzyło się między nimi dla niego było tylko beztroską zabawą. Tak to postrzegał. Ona pozostanie z bagażem tej „zabawy” na zawsze, lecz teraz nie była w stanie wyznać mu, co to za bagaż.
     – Żegnaj, Melto – powiedziała tylko, z trudem wydobywając głos ze ściśniętego gardła. Odwróciła się i powlokła drogą ze złamanym sercem.
     – Żegnaj, Yave – odpowiedział głuchym głosem.

     Przez chwilę, nim dosiadł konia, całą siłą woli musiał tłamsić w sobie chęć, by ją zatrzymać, odwołać wszystko, co wcześniej mówił i szeptać do ucha, by czekała na niego, że wróci do niej. Stłumił jednak bzdurne myśli. To nie miało sensu. Nie powinien i nie może wiązać jej obietnicami. Nie wie przecież, kiedy wróci do Nammas, nie wie nawet czy w ogóle wróci. Muszą zapomnieć o sobie, tak będzie najlepiej dla nich obojga. I zapomną.
     Wskoczył na konia.
     – Żegnaj, Yave! – zawołał jeszcze za oddalającą się dziewczyną.
     Przystanęła, jakby zawahała się czegoś, ale nie odwróciła się i po chwili ruszyła drogą ku wiosce.
       
     Melta zawrócił wierzchowca i pomknął galopem, nie oglądając się więcej za siebie. Nie mógł się tylko pozbyć, wywołującego konsternację i niepokój, wspomnienia szarych oczu Yave, pełnych gorzkich łez, wpatrzonych w niego z dziwnym, bolesnym wyrazem. Dlaczego aż tak ją to boli? Nie potrafił tego pojąć i nie chciał się nad tym zastanawiać. Im szybciej zapomni ona, on sam, tym lepiej.

     Dołączył do drużyny powoli wspinającej się już ścieżką prowadzącą na przełęcz. Stare Nammas, w dolinie pod nimi, powróciło do swojego sennego, jednostajnego rytmu...


Przypomniała mi się taka stara piosenka w kontekście: "dla kochasia, który odszedł w siną dal" ;).
Melta pojechał sobie w siną dal, Yave została ze swoim "kłopotem" sama. Co z tego wyniknie, to się okaże... w następnym kawałku. I nie myślcie sobie, że na następnym będzie "koniec". Nie bez powodu łopowiastka dostała etykietkę "powieść". W dodatku w tym momencie dotarłam do pierwszej dziury w tekście. Znalazłam już brakujące fragmenty, a przynajmniej ich część, w moich magicznych notesikach, biorę się więc za przepisywanie... :)

6 komentarzy:

  1. Też się ciesze, Kasiu, ze święta już za nami. Zupełnie mi rozbiły moje idealnie ułożone dni i teraz jakoś nie mogę się pozbierać. Stęskniłam się również za Twoimi rozdziałami!

    Co do rozdziału powiem Ci tylko tyle, że od samego początku historia mnie mocno bawiła i traktowałam ją jako miły, odprężający przerywnik. Tym bardziej się zdziwiłam, kiedy dzisiaj zrobiło mi się strasznie przykro z powodu porzucenia Yave... :( Nie sądziłam, że tak się z nią zżyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale zrobiłam to tak jak chciałam, miała być na dzień dobry sielankowa atmosfera. Teraz będzie odrobina prozy życia. Ale trochę humoru też jeszcze podrzucę, acz nieprędko. Teraz chwilkę powalczymy z traumą ;)

      Usuń
  2. Niestety to było do przewidzenia że bez zabezpieczenia i skutki będą Jego intencje były oczywiste więc nie jest to zaskoczenie Ciekawi mnie co będzie dalej czy urodzi owoc swej milości czy Melta dowie się że zostal ojcem I kto tak naprawdę pokocha Yavę oczywiście po ciężkich przejściach bo samotna matka niestety nie byla mile widziana dzięki za kolejny fragment tego tekstu przeczytałam z przyjemnością blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, tu nie mogło i nie miało być zaskoczenia, cały początek zmierzał do tego właśnie finału letnich igraszek :). Blanko, w tamtej rzeczywistości to jako zabezpieczenie jedynie jelito baranie, albo celibat ;) Widać żaden baran się nie napatoczył pod ręką (nie licząc samego Melty rzecz jasna, który się jak baran zachował), a celibat... Cóż krew nie woda ;)

      Usuń
  3. Dzięki Kasiu to mi wyjasniło zupełnie sytuację i poprawiło dzisiejszy humor blanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :). Lubię podkpiwać ze swoich bohaterów ;)

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.