WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesienny nokturn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jesienny nokturn. Pokaż wszystkie posty

25.08.2014

Jesienny nokturn cz.10

Wymęczyłam, to zapodaję :)
Pewnie niejednego przecinka brakuje i niejedną literówkę przeoczyłam. Więc jak ktoś jest taki wrażliwy, że dostaje palpitacji i zeza na widok tego rodzaju bzdetów, niech sobie oszczędzi katuszy i nie czyta. Nadwrażliwych na dużą ilość cukru i lukru, też lojalnie przestrzegam... Jest dużo lukru i cukru.


– Dzwoniłam do Krymanowa i... – przerwała na moment i popatrzyła na twarze obu przyjaciół.
Obserwowali ją w napięciu, nie próbowali przerywać, cierpliwie czekając co ma do powiedzenia. Podjęła:
– Dzwoniłam do Krymanowa – powtórzyła – i mam zamiar tam jechać.
– Rozmawiałaś z Davidem? – spytał Maciek, wypuszczając powietrze z płuc.
– Nnno... nie z nim, z Jonaszem. Ale wiem, że David spędzi tam z córką święta i...
– Czyli, biedny chłopak nadal nic nie wie?
– No, nie wie... – Ada zaczerwieniła się skonsternowana. – Ale...
– Ale z ciebie to jest po prostu mega tchórz – podsumował zdegustowany.
– Daj jej spokój. – Ujął się za dziewczyną Łukasz, ogarniając ją ramieniem. – Jesteś pewna, że chcesz tam jechać? I że to dobry pomysł? Właśnie teraz.
– Tak. To dobry pomysł i dobry czas. Lepszego już nie będzie. A ja... ja... Powinien wiedzieć. Co zrobi z tą wiedzą, to już jego rzecz. Ale ja nie będę w porządku, jeśli mu nie powiem...
– No, ba... – mruknął Maciej, dopił swoje wino i odstawił kieliszek.
Ada znów się zaczerwieniła i wbiła wzrok w kubek.
– Podobno cały czas mnie szuka...
Maciek odstawił kieliszek...
– A nie... – zaczął, ale Łukasz zmroził go wzrokiem. – Dobra, już milczę. – Uniósł ręce.
– Nie wiem, czy będzie chciał ze mną gadać, ale chcę się z nim zobaczyć i powiedzieć co mam do powiedzenia. A potem... potem zobaczymy.

22.08.2014

Jesienny nokturn cz.9

Notes szczęśliwie dotarł, za co należą się podziękowania Poczcie Polskiej, za sprawne funkcjonowanie i naszej Pani Listonoszce :).
Wakacje powoli dobiegają końca, ale ponieważ ciągle jeszcze trwają, a od ostatniego fragmentu upłynęło trochę czasu, wpis nie ramówkowy (w samo południe), lecz znienacka. Sądzę jednak, że nikt się o to nie obruszy ;).

poprzedni fragment


„Potwierdziłem informację i wiemy na pewno, że twoja dziewczyna jest w Warszawie. Kontaktowała się z Turczykiem. Przekazał, albo raczej wydusiłem z niego, że ma się dobrze nie mamy powodu do niepokoju. Jest zdrowa, pracuje w jakiejś stołówce i mieszka u przyjaciół. Niestety nie znam dokładnych adresów. Turczyk albo nie wiedział, albo nie chciał tego powiedzieć.”

Jest w Warszawie… Jest w Warszawie… Słowa z uporem tłukły się pod czaszką, sprawiając, że niepokój i irytacja narastały.
Do jasnej cholery! Przecież Warszawa, to nie Nowy Jork! Ani nawet nie Londyn! Ileż czasu można szukać jednej, bezradnej dziewczyny w tym mieście?
Upływający czas nieuchronnie sprawiał, że wcześniejsza irytacja i niepokój z wolna przeradzały się w przygnębiające zwątpienie. David zaczynał zastanawiać się nad tym, czy jednak Artur nie ma racji i czy nie powinien pozostawić spraw własnemu biegowi. A najlepiej po prostu zapomnieć.
Jednakże, by zapomnieć musiałby sprzedać Krymanów, a tego przecież nie chciał robić. Z irracjonalnego powodu nie chciał pozbywać się niczego, co przypominało mu o pannie Krymańskiej. Nawet konie zostały, choć naprawdę zupełnie do niczego nie były mu potrzebne.

12.08.2014

Jesienny nokturn cz.8

Skoro mamy z tym skończyć do końca wakacji, najwyższa pora brać się do roboty... Zatem część... chyba przedostatnia. Dokładnie nie pomnę ile tego mi w notatkach jeszcze zostało. To się dopiero okaże, jak notatki wrócą do mnie, albo ile wyjdzie w powtórce z rozrywki, która mnie czeka.


Zgodnie z obietnicą Maciek wydusił z Ady dokładną relację na temat wszystkiego, co wydarzyło się od końca roku akademickiego i jej wyjazdu z Warszawy, aż do tego rozpaczliwego i niespodziewanego telefonu jakim go uraczyła poprzedniego wieczoru. Wypytał ją też dokładnie o Davida, dopowiadając sobie między wierszami szczegóły, którymi z oczywistych przyczyn nie chciała dzielić się z nikim.
Łukasz, w milczeniu, przysłuchiwał się ich rozmowie. Nie wtrącał się, nie robił żadnych uwag. Dolewał tylko kawy do filiżanek. Na koniec pogłaskał Adę po głowie i westchnął:
– Nic się nie martw, córeczko, damy sobie radę.

Córeczko? Ada zaczerwieniła się zażenowana. Maciek nie żartował. Facet naprawdę ma niezaspokojony instynkt rodzicielski, pomyślała ponuro. Na szczęście, poza tym jednym szczegółem, Łukasz wydawał się nieszkodliwy, choć miał wyraźną skłonność do bycia nadopiekuńczym.
Gdy dziewczyna zaczęła szukać pracy, stanowczo wykreślił z jej listy potencjalnych miejsc zatrudnienia wszystkie pozycje, gdzie obowiązywał tryb trzy zmianowy.
­– Pracuj sobie, gdzie chcesz, ale noce masz spędzać w domu.
– Łukasz... – Spróbował się wtrącić Maciej. Bez większego efektu.
– Co, Łukasz?! Tylko na nią popatrz! – Irytował się starszy z mężczyzn. – Wyobrażasz ją sobie, szwendającą się po nocach poza domem?
– Przecież nie będę mieszka z wami wiecznie. – Napomknęła nieśmiało Ada.
– Dziecko – oznajmił protekcjonalnie – o mieszkaniu i innych perspektywach pogadamy, jak znajdziesz pracę i zarobisz dość, by się samodzielnie utrzymać za miesięczne pobory.

28.07.2014

Jesienny nokturn cz.7

Ponieważ ciągle są wakacje to bez rutyny, a z doskoku... ;)
Piszę w dziwnym edytorze, który nie do końca ogarniam i dlatego wpis jest troszkę, hm... dziwny. Szczególnie jeśli spojrzeć na myślniki. Gdyby poza nimi ktoś jeszcze wypatrzył coś "dziwnego", to dajcie znać w komentarzu, naniosę poprawki.
Myślę, że wakacyjnego lajta będzie jeszcze jedna część i dobijemy z nim do endu ;)


Warszawa cztery tygodnie wcześniej

W środku nocy dworzec świecił pustką. Niewiele osób decydowało się na podróż o tak nietypowej porze, chyba że wymuszały ją okoliczności.
Wysoki, szczupły mężczyzna stał na peronie i obserwował nielicznych wysiadających podróżnych, wyraźnie szukając kogoś wzrokiem.
Zauważył Adę, gdy tylko wytaszczyła z wagonu swoje dwie walizy. Szybkim krokiem ruszył w jej kierunku. Ona też go zauważyła. Stanęła i z daleka uśmiechnęła się niepewnie. Odpowiedział uśmiechem, a chwilę później miażdżył ją w uścisku jak w imadle.
− Tobie to powinno się spuścić porządne lanie, dziewczyno – powiedział śmiertelnie poważnym tonem.
− Przepraszam, nie powinnam zawracać...
− Cicho! – przerwał jej. – Już ja ci dam „nie powinnam”! Tyle czasu milczeć jak grób?! Co ty sobie myślałaś? Zamartwiałem się, zachodziłem w głowę, co się stało. Zniknęłaś bez słowa. Nic nie zostawiłaś. Na stancji nie znali twojego adresu, o telefonie nie wspominając. No, nie patrz tak na mnie. Właśnie tak, byłem tam i pytałem. I twoich koleżanek z roku, a one też nic nie wiedziały. Tylko że nagle rzuciłaś studia. Żeby nawet telefonu nie zostawić?! – Beształ ją bez miłosierdzia.
− Maciek! – Wpadła mu w słowo, gdy zamknął się na chwilkę dla zaczerpnięcia tchu. – Ja nie mam komórki, przecież wiesz.
− Skądś jednak w końcu zadzwoniłaś.
− Tak, z automatu na dworcu.

8.07.2014

Jesienny nokturn cz.6

Jeszcze jeden kawałek przed wyjazdem, a potem kochani życzę wszystkim udanych urlopów :)
Literówki tym razem łowiłam sama, więc... Cóż, może nie będzie tak źle...

poprzedni fragment

David wymógł na Adzie obietnicę, że nie ruszy się z Krymanowa do końca przyszłego tygodnia. Rozważy pod jego nieobecność wszystkie za i przeciw złożonej propozycji. Gdy on przyjedzie, w piątek, powie mu co zdecydowała.
Wyjechał w niedzielę, najpóźniej jak się dało. Musiał rankiem być w Gdańsku. Ada trochę niepokoiła się, że będzie jechał w nocy, ale zapewniał, że nocne podróżowanie nie jest dla niego żadną nowością i nie powinna się martwić. Obiecał solennie nie zasnąć za kierownicą i zadzwonić natychmiast, gdy dotrze na miejsce, bez względu na porę.

Kiepsko spała z niedzieli na poniedziałek, nieustannie się budząc w oczekiwaniu na telefon. Rozważała nawet możliwość uszykowania sobie legowiska w holu, by mieć aparat pod ręką i przeklinała w duchu swoją niechęć do posiadania komórki.

Dźwięk połączenia wyrwał ją z kolejnej niespokojnej drzemki. Wyskoczyła z łóżka i tak jak stała, boso, w piżamie, przeskakując po dwa stopnie, zbiegła na dół.
– Tak? – wydyszała w słuchawkę całkowicie już rozbudzona.
– Spałaś w ogóle? Sądziłem, że trochę będę musiał poczekać nim cię dobudzę...
Po bezsennej nocy spędzonej za kierownicą, głos miał lekko schrypnięty, ale na jego dźwięk napięcie w jakim trwała Ada przez ostatnie godziny nagle ją opuściło.
Odetchnęła z ulgą.
– Kiepsko spałam. Wiesz... Czekałam na telefon.
– Więc jednak troszkę martwisz się o mnie. – Niemal słyszała jego uśmiech w słuchawce.
– Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele – usiłowała nadać głosowi protekcjonalny ton, ale kiepsko jej wyszło, zbyt ucieszył ją fakt, że cały i zdrów dotarł do celu podróży. – Ale tak, troszkę się martwiłam – przyznała się ostatecznie. – Troszkę – dorzuciła z naciskiem.
– Cóż, jeśli „troszkę” oznacza dla ciebie bezsenną noc, to co robisz, gdy martwisz się naprawdę?

6.07.2014

Jesienny nokturn cz.5 (18+)

Temperatura dostosowana odpowiednio do tej za oknem czyli... duszno i gorąco ;). Kto czekał, to się doczekał. Kto żywił nadzieję, mam nadzieję, że dziś się nasłodzi ;) Kto nie ma dowodu osobistego w garści (własnego oczywiście) - wynocha :P
I dzisiaj, tak przy niedzieli, wpis troszkę wcześniej :)


– Zapiekanka prawie gotowa. – Zamknęła piekarnik i ustawiła czasomierz. – Mamy pół godziny.
– Pół godziny na co? – zapytał wyrwany znienacka ze świata własnej wyobraźni.
– Na obejrzenie domu – wywróciła oczyma. – A myślałeś, że na co? – zerknęła na niego podejrzliwie.
– Eee... Nic nie myślałem – skłamał i ku swemu ogromnemu niezadowoleniu poczuł, jak na policzki wypełza zdradliwy rumieniec. – Zupełnie nic.
Ponieważ nie golił się od wczoraj miał nadzieje, że nie zauważyła jego zażenowania.

Kolację jedli, prawie nie rozmawiając. Umysł Davida intensywnie poszukiwał sposobu na zatrzymanie Adriany w tym domu. Przynajmniej na jakiś czas. Choć kilka tygodni, albo do końca roku... Mógłby ją wtedy widywać, na przykład w weekendy, może nawet częściej. Praca i tak wymagała przebywania w kraju. Przyjeżdżałby do Krymanowa i spędzaliby wspólnie czas. Z radością zapewniłby jej wszystko, czego potrzebuje. Nawet umożliwiłby powrót na wymarzone studia. Wszystko, żeby tylko chciała być obecna w jego życiu.
Z drugiej strony, zdawał sobie sprawę, że szanse by Ada zgodziła na taki układ są żadne. Mimo, że nie domagałby się od niej niczego w zamian, a może właśnie dlatego, że nie chciał stawiać żadnych warunków, uznałaby to za podstęp.
Ale pracę, tak czy inaczej, mógłby jej zaproponować. Dziewczyna przecież i tak musi jakąś znaleźć.

3.07.2014

Jesienny nokturn cz.4

Dzisiaj wybierzemy się z Adą i Davidem na króciutką wycieczkę. Myślę, że to odrobinę przybliży miejsca i ułatwi odnalezienie się na mapie, aczkolwiek margines dla wyobraźni pozostawiam tak duży, jak duży jest region, o którym wspominam w tekście ;).


– Rany boskie, daleko jeszcze? Maszerujemy już chyba z godzinę – jęknął David, dysząc jak parowóz.
– Mówiłam: dwie godziny marszu. Poza tym, to tobie zachciało się zwiedzać okolicę, więc mi tu teraz nie jęcz.
– Sądziłem, że to marsz po normalnym, utartym szlaku, a nie po dzikich wertepach.
– Szosą byłoby znacznie dalej. My idziemy na skróty. I nie gadaj tyle, dostaniesz zadyszki.
– Już mam – sapnął.
Spojrzała na niego z dezaprobatą i stwierdziła:
– Tym bardziej nie gadaj, bo teraz mamy pod górkę. – Wskazała stromą jak klif, pooraną erozją wapienną skalną ścianę.
Zrezygnowany tylko ciężko westchnął.

Kiedy wreszcie stanęli na szczycie zamkowego wzgórza mijało południe. Słońce stało w zenicie, choć o tej porze roku ów zenit nie znajdował się zbyt wysoko. Zaczął wiać dość zimny, porywisty wiatr, a niebo dotąd czyste zaczęło się chmurzyć.
– Wiedziałem, że w tym skrócie tkwi jakiś podstęp – mruknął, spoglądając na wijącą się po zboczu wygodną, szeroką ścieżkę, po której dałoby się spokojnie jechać autem.
Ada uniosła brwi.
– Niby jaki?
– Liczyłaś, że mnie wykończysz, przestanie mi się podobać okolica i więcej nie będę chciał tu wracać. Muszę cię zmartwić, ja lubię stare zamki.
Skwitowała oświadczenie wzruszeniem ramion.

1.07.2014

Jesienny nokturn cz.3

No, to dajemy dalej z koksem... Przyznam się szczerze, że mnie samą trochę zaskakuje tempo w jakim się wszystko posuwa... Ale tak właśnie ma być. Bywa, że życie zaskakuje znienacka wymachując przed nosem jedyną niepowtarzalną okazją i albo mamy odwagę ją złapać i nie wypuszczać z rąk, albo się wahamy i tracimy coś bezpowrotnie. Co zrobią moi bohaterowie? Którą opcję wybiorą? Ostrożność, rozwaga i rozsądek, czy instynkt i spontan? Na dwoje babka wróżyła... Zapraszam :)


– Dzień dobry, Jonasz Turczyk, tutejszy stajenny,  prawda? – Odezwał się pierwszy. – Jestem David Ferbs.
 Zbliżył się do starszego mężczyzny z wyciągniętą na powitanie ręką. Jonasz znów postawił taczkę i lekko zażenowany otarł spracowaną dłoń o koszulę nim podał ją Davidowi.
– Tak, panie Ferbs, to ja, dzień dobry – powiedział, odpowiadając uściskiem na mocny i szczery uścisk Ferbsa.
– Zapowiada się ładny dzień. – David zerknął na bezchmurne niebo.
– Taa, ranki już chłodne, w nocy przymrozki, ale za dnia jeszcze słoneczko grzeje. Dzisiaj też pewnie będzie ciepło.
– Uhm... idealna pogoda na długi spacer... – mruknął, wzrokiem śledząc Adę mocującą się z dawno nieużywanymi wrotami do garażu.
Musiały być spaczone, bo miała poważne problemy z ich otwarciem.
– Przepraszam Jonaszu, ktoś chyba potrzebuje pomocy...
Stajenny podążył za wzrokiem Davida i uśmiechnął się wyrozumiale.
– Jasne – stwierdził. – Miłego dnia, panie Ferbs.
David uniósł tylko dłoń w pozdrowieniu, maszerując już w kierunku Adriany, która z narastającą furią szamotała się z garażowymi drzwiami.

29.06.2014

Jesienny nokturn cz.2

Postanowiłam, że puszczę tego tekstu tyle ile mam z niego gotowego materiału, a to znaczy, że będzie jeszcze przynajmniej jeden wpis poza dzisiejszym. Co dalej zobaczymy... 

poprzedni fragment

W swoim pokoju Ada rzuciła się na łóżko i wbiła wzrok w sufit. Chciało się jej wyć. Była rozbita i roztrzęsiona. Ten facet był... Kiedy dotknął jej ręki, tam w holu, miała wrażenie jakby przeszył ją prąd od punktów na skórze, których dotknęły jego palce aż do... Wcisnęła dłonie między zaciśnięte uda i zwinęła się w kłębek.
Kompletnie zwariowałaś Adriano, skarciła się. Ale latających w brzuchu motyli i tak nie potrafiła powstrzymać na samo wspomnienie tego przypadkowego, nic nie znaczącego dotyku.
A co by było, jakby spróbował ją pocałować?! Boże, zirytowała się na siebie, przecież nie próbował. To obcy facet i na pewno przez myśl mu to nawet nie przeszło.
Ada, uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie zimny prysznic, ale nim się ruszyła z łóżka drzwi do jej pokoju uchyliły się i w szparze pojawiła się głowa Davida.
– Wybacz, chciałem tylko...
– Mówiąc o drzwiach miałam na myśli drzwi wyjściowe, a nie te! – Usiadła na łóżku rozzłoszczona.

Ledwo zdołała się odwołać się do zdrowego rozsądku, a on znów pojawił się w polu widzenia i z niemałym trudem osiągnięta równowaga rozsypała się jak domek z kart. Sam dźwięk jego łagodnego, głębokiego głosu wywołał ponowne harce motyli.
Stał w drzwiach, nie próbując naruszać prywatnej przestrzeni Ady i uśmiechnął się tym swoim zniewalającym uśmiechem, wywołując w niej kolejny atak furii i motylków równocześnie. Oparł się o futrynę, splótł ramiona na piersi i z wesołymi iskierkami w oczach spoglądał na czerwoną z gniewu i zażenowania Adę.

27.06.2014

Jesienny nokturn

Bez wstępów tym razem...

Start


        Deszcz lał bez przerwy. Szare strugi spływały smętnie z wielkiego parasola niesionego przez starszego mężczyznę w okrągłych okularach. Osłaniał nim siebie i młodą kobietę idącą obok niego.

Mini kondukt powoli minął cmentarną bramę i zmierzał w kierunku miejsca pochówku. Za trumną szło ich tylko dwoje, Adriana i stary adwokat ojca.
         Dziewczyna nie płakała. Oczy miała zaczerwienione, lecz suche, szczęki zaciśnięte. Prosty, czarny płaszczyk stanowczo pamiętał lepsze czasy. Kiedyś należał do jej matki.
         Ada nie lubiła czarnych rzeczy i nie miała niczego własnego w tym kolorze. Całości stroju dopełniał obciachowy toczek z krótką woalką, czarne rajstopy i buty równie niemodne, jak cała reszta.

         Wciąż jeszcze nie do końca otrząsnęła się z szoku, jakim była nagła śmierć ojca. Człowieka, który był dla niej wszystkim i dla którego, jak sądziła, wszystkim była ona.

         Rzeczywistość zweryfikowała te mrzonki.


         Od pogrzebu minęły niecałe trzy tygodnie.  Ada siedziała za stołem, wpatrując się tępo w pismo leżące na jego blacie. Czytała je niezliczoną ilość razy. Znała jego treść prawie na pamięć, ale wciąż nie mogła uwierzyć w zawarte w nim informacje. Została z niczym. Dom, ziemia, konie, nic nie należało do niej. Ojciec wszystko zastawił. Wprawdzie w testamencie „wszystko” zapisał jedynej, ukochanej córce. Tyle że w praktyce „wszystko” okazało się jednie kupą bankowych długów. Na co wydał zdobyte w ten sposób pieniądze? Tę tajemnicę zabrał ze sobą do grobu.  W liście adwokat ojca informował, że „wszystko” wykupił zagraniczny inwestor.