Wymęczyłam, to zapodaję :)
Pewnie niejednego przecinka brakuje i niejedną literówkę przeoczyłam. Więc jak ktoś jest taki wrażliwy, że dostaje palpitacji i zeza na widok tego rodzaju bzdetów, niech sobie oszczędzi katuszy i nie czyta. Nadwrażliwych na dużą ilość cukru i lukru, też lojalnie przestrzegam... Jest dużo lukru i cukru.
Obserwowali ją w
napięciu, nie próbowali przerywać, cierpliwie czekając co ma do powiedzenia.
Podjęła:
– Dzwoniłam do
Krymanowa – powtórzyła – i mam zamiar tam jechać.
– Rozmawiałaś z
Davidem? – spytał Maciek, wypuszczając powietrze z płuc.
– Nnno... nie z
nim, z Jonaszem. Ale wiem, że David spędzi tam z córką święta i...
– Czyli, biedny
chłopak nadal nic nie wie?
– No, nie wie... –
Ada zaczerwieniła się skonsternowana. – Ale...
– Ale z ciebie to
jest po prostu mega tchórz – podsumował zdegustowany.
– Daj jej spokój.
– Ujął się za dziewczyną Łukasz, ogarniając ją ramieniem. – Jesteś pewna, że
chcesz tam jechać? I że to dobry pomysł? Właśnie teraz.
– Tak. To dobry
pomysł i dobry czas. Lepszego już nie będzie. A ja... ja... Powinien wiedzieć.
Co zrobi z tą wiedzą, to już jego rzecz. Ale ja nie będę w porządku, jeśli mu
nie powiem...
– No, ba... –
mruknął Maciej, dopił swoje wino i odstawił kieliszek.
Ada znów się
zaczerwieniła i wbiła wzrok w kubek.
– Podobno cały
czas mnie szuka...
Maciek odstawił
kieliszek...
– A nie... –
zaczął, ale Łukasz zmroził go wzrokiem. – Dobra, już milczę. – Uniósł ręce.
– Nie wiem, czy
będzie chciał ze mną gadać, ale chcę się z nim zobaczyć i powiedzieć co mam do
powiedzenia. A potem... potem zobaczymy.


.gif)