WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

11.07.2014

Naczynie

Kolejny tekścik-ćwiczenie z serii Skojarzenia. Tym razem "kojarzyliśmy" do tego gifa:


Naczynie

     Ciężki jest żywot dżina. Nie wierzycie, ale ja wiem, co mówię...

     Znów nabito mnie w butelkę... Który to już raz? Nie wiem, od dawna nie liczę. Za to za każdym razem obiecuję sobie, że to po raz ostatni dałem się podstępnie podejść... I za każdym razem znajduje się jakiś wredny typek, któremu udaje się mnie przechytrzyć.
     Oto wdzięczność jaką otrzymuję za spełnienie trzech życzeń. Okrutny świat, a ludzie na nim jeszcze gorsi. Nikomu nie przejdzie przez myśl pochylić się nad moim ciężkim losem. Z powodu ogólnie panującej znieczulicy nieustannie cierpię, tkwiąc w słojach, butelkach i innych skorupach.

     Naprawdę nie ma w tym nic zabawnego, nawet jeśli są one (słoje i butelki) przezroczyste i tkwiąc w nich teoretycznie można podziwiać otoczenie. Niestety, nie gustuję w podziwianiu czegokolwiek z twarzą rozpłaszczoną na ściance naczynia i bez możliwości zmiany pozycji. Żeby jeszcze stawiano te cholerne flachy w miejscach z ładnym widokiem na okolicę, ale gdzie tam. Standardem jest zakopanie w jakieś czarnej dupie, gdzie jedynym towarzystwem, na które można liczyć, to przepełzające raz na dekadę ślepe i głuche dżdżownice.
     Zakopanie stosowane jest wymiennie z ciśnięciem na dno morza. Tu, od czasu do czasu, zaglądają mureny lub jakiś krab zabłądzi w poszukiwaniu pustej muszli nadającej się do zamieszkania. Gorzej jeśli zamiast morza trafi się bagno, tam to żywcem nic nie zagląda. Chyba, że mój kat okaże się łajzą, która wrzucając naczynie poślizgnie się i wpadnie w trzęsawisko razem z butelką. Raz mi się tak przydarzyło i wtedy musiałem znosić towarzystwo jego głupkowato wykrzywionej gęby. To była zdecydowanie najgorsza opcja. Stanowczo wolę jednak dżdżownice i mureny. Nie robią głupich min.

     Ale do rzeczy... Kanalia, której tym razem udało się wcisnąć mnie w butelkę, czy raczej we flakonik, postanowiła być oryginalna i ani nie zakopała, ani nie cisnęła mną w żadne odmęty. Po zalaniu korka lakiem ów wredny człowiek ukrył naczynie w jakimś lochu. Nie wiem gdzie, ów loch się znajduje, bo buteleczkę, ze mną w środku, przyniósł tu w kieszeni. Przyniósł, postawił i polazł sobie.
     I tak to czwarte stulecie już mija a ja czekam, aż jakaś sierota mnie znajdzie. Niestety,  póki co, nawet żaden szczur, ani nietoperz tu nie zabłądził. Jakby się napatoczyło jakieś zwierzę, może by w ciemnościach strąciło tę cholerną flaszkę z półki. Może by się wtedy rozbiła, może... Może, może... Rzygać mi się już chce od tego „może”. Gdyby chociaż półeczka była drewniana, może w końcu by zbutwiała i spróchniała, może rozsypałaby się i może wtedy moje więzienie spadłoby na posadzkę, roztrzaskując się w drobny mak... 
     Znów to cholerne „może”... Nie mam jednak wyboru, mogę jedynie czekać i żywić nadzieję...

     A tak, żywię ją, choć nie od razu stała się nadzieją. Początkowo raczej uważałem rzecz za wyjątkowo kiepski żart, lecz cztery wieki to sporo czasu żeby sobie przemyśleć zarówno wady, jak i zalety takiego rozwiązania.

     Otóż,  kiedy ten... oprawca zalał lakiem korek, wykazał się poczuciem wisielczego humoru. Nim ulokował rzeczony flakonik z wiadomą zawartością, czyli ze mną, na nieszczęsnej półce, na której to właśnie tkwię, opatrzył go etykietką – „wypij mnie”.
     W pierwszym odruchu byłem oburzony i całkiem poważnie zdenerwowany. No, bo jeśli ktoś przeczyta i serio potraktuje ten durny napis?

     Jednak lata mijały, nic się nie działo i któregoś dnia zalęgła się nieśmiała myśl, że to może wcale nie jest taki głupi pomysł. Skoro i tak, z racji swojej istoty, byłem skazany głównie na tkwienie we wszelkiego rodzaju naczyniach, to czyż ludzkie ciało nie będzie lepsze niż słój czy butelka? Zyskałbym fizyczność i możliwość działania, uniezależniłbym się wreszcie. Nikt by mnie stamtąd nie wydobył, bo nikomu nie przyszłoby przecież do głowy szukać mnie takim miejscu. Z czasem myśl zyskała moją pełną aprobatę i stała się nadzieją, którą żyję do tej chwili.
     Nie powiem, perspektywa stała się wręcz kusząca i nie mogę się doczekać, kiedy ktoś znów wyciągnie korek z butelki. Nie będę tym razem wyrywał się jak wariat na zewnątrz, o nie. Poczekam... Czekam już czterysta trzydziesty drugi rok, ale co tam, poczekam jeszcze trochę. A jak sobie pomyślę, jak to będę używał, wetując kilkuwiekowe uwięzienie w ciasnocie... Ach... Te marzenia...

     Cicho... Coś chyba słyszę... Jakieś chrobotanie, stukanie... Kroki? Tak! Kroki! Ktoś się zbliża! No, w końcu się doczekałem! Zatarłbym ręce z zadowoleniem, ale nie mogę się ruszyć, więc tylko drżę z niecierpliwości i ze strachu, że ofiara losu nie zauważy flakonika...
     Znowu jakieś stukanie i szelesty... Szybciej, do cholery! Zmurszałe drzwi, krzywo zwisające na przerdzewiałych zawiasach, uchylają się z potwornym zgrzytem... Wąska smuga światła omiata niewielkie pomieszczenie... I wreszcie zatrzymuje się na mojej półeczce... Nie po oczach, do licha! Nic nie widzę!

     Słyszę odgłos ostrożnych kroków. Zbliżają się... Ależ jestem spięty... Jeszcze chwileczkę, jeszcze odrobina cierpliwości. Całą siłą woli nakazuję sobie spokój. Widzę zbliżającą się dłoń. Jej palce zaciskają się na ściankach naczynia i czuję zmianę położenia...
     Ej! Co robisz?! Przestań tym trząść, ty kretynie! Wstrząsu mózgu przez ciebie dostanę! No, wreszcie... Korek wyciągnij, palancie, a nie telep jakby cię epilepsja dopadła!

     Skrobanie po szkle... Zdziera lak. W końcu się domyślił, baran jeden. Z lakiem nie powinien mieć problemów, po tylu latach z pewnością jest zwietrzały i kruszy się w palcach. Ciche „blup” sprawia, że czuję mrowienie w całym moim jestestwie... Na co jeszcze czekasz? Czytać nie umiesz, głąbie?! No zrób to! Wypij mnie!

     Butelka unosi się w górę...
     Przytyka ją do ust... I teraz wreszcie mogę zrealizować swoje zamiary...

     Wypełniam ciepłą, wilgotną jamę ustną, uważając na zęby. Nie mam ochoty, by mnie przeżuto przy okazji. Powoli przeciskam się przez przełyk i rozlewam się po moich nowych włościach, rozkoszując się przestrzenią. Wypełniam korpus, głowę... Kończyny, aż po koniuszki palców...
     Wyczuwam ludzką świadomość. Dziwi się, nie rozumie. Zaraz ją uśpię. Nikt mi się nie będzie panoszył w mieszkanku...
     Próbuję poruszyć palcami rąk i nóg. Udaje mi się. Świetnie! Otwieram oczy... Widzę niszę z półką, na której spędziłem tyle nudnych lat. Spoglądam w dół na dłonie. Teraz to moje dłonie.
     W jednej coś trzymam... pojęcia nie mam, co to jest... Odwracam i snop światła uderza w źrenice. Szlag by to, chyba jakiś rodzaj pochodni, ale dziwny, bo choć się pali, to nie daje ciepła, a jedynie światło.
     Mniejsza o to, później będę się nad tym zastanawiał. Może jednak trzeba będzie nawiązać współpracę z tutejszą świadomością. Zobaczymy... Tymczasem patrzę dalej...

     W drugiej ręce wciąż ściskam butelkę. Moje więzienie. A do diabła z nią! Ciskam nią o ścianę i z satysfakcją obserwuję, jak okruchy szkła rozpryskują się na wszystkie strony.

     Ręka wędruje w kierunku nowego „naczynia”, w którym się znalazłem. Dotykam klatki piersiowej i... Ogarnia mnie lekka konsternacja. Szybko sprawdzam niżej... O kurwa!

     Jestem kobietą...!


Jak myślicie? Może jednak to bardziej by mu się spodobało?
Liczę, że udało się wywołać uśmiech na koniec pracowitego tygodnia i jeśli tak, z tym uśmiechem pozostawiam Was do następnego razu ;)

15 komentarzy:

  1. No, to musiał być niezły szok. I jak ten biedny duch to przeżyje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupi sobie lakier do paznokci, tampony i jakoś da radę ;)

      Usuń
    2. Jednak trzeba być ZUĄ osobą, by taki los dżinowi zgotować ;)

      Usuń
  2. Kajjka, przewrotna z Ciebie kobieta! Nie wiem, czy nasz bohater powinien się cieszyć, czy raczej wiać. Ciężko byłoby mi coś mu doradzić w tej kwestii :D Czasami jest bajkowo, a czasami lepiej jakby już został w tej butelce na następne setki lat!
    No pewnie że wywołałaś uśmiech! Jestem fanką Twojego poczucia humoru, zwłaszcza po nieboskiej anielicy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja, to podły los ;) Pożyje w babskim ciele, kto wie może zmieni zdanie i zacznie cenić sobie siedzenie w butelkach ;)

      Usuń
  3. No to żeś nabiła dżina gorzej niż w butelkę :p Aż mi biedaka żal, szczególnie, jeśli miał silne poczucie swojej męskości to taka zmiana...Przerąbane.
    karo

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem dlaczego, ale buteleczka z napisem "Wypij mnie" skojarzyła mi się od razu z "Alicją w Krainie Czarów" :) jakaś inspiracja?
    Pozdrawiam,
    Alexza

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecież to było do przewidzenia, że to kobieta ;) Żaden facet nie postąpiłby zgodnie z zapisem dyndającym na jakimś cholera wie jak starym flakonie :D No może gdyby to była stara półlitrówka lub 0,7 ale na pewno nie flakon :p
    Pzdr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SirE, ja nie wiem co było napisane na drugiej stronie tego papiera może: Ballantaines? ;)

      Usuń
  6. Zawsze pozostaje zmiana płci ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Upał źle na mnie działa, najchętniej wyjechałabym do jakiś mroźnych krain.
    Nie pamiętam co komentowałam, a mój net ma dziś straszne zagrania, więc wszystko co mi się nasunęło i zostało w pamięci napiszę tutaj. Nie obrazisz się?

    Po pierwsze. Zauważyłam, że większość Twoich tekstów bazuje na miłości i seksie. Nie żebym miała coś przeciwko, to tylko taka dygresja.
    Po drugie. Krótkie formy. Z zakończenia "Pieska" śmiałam się pięć minut. "Rzymska" przypomniała mi film, dawno temu oglądałam takie coś o druidach, nie powiem, podobało mi się. A walczące drzewa rzeczywiście mogą przypominać te z Tolkiena.
    Zostało mi kilka rozdziałów "Jesiennego", ale i do tego dojdę.
    Po trzecie. Twoja igła. Robisz cudowne rzeczy, ja nigdy nie miałam czasu na to. Jak mi się uda to wyszywam, ale w tej chwili rzadko. Może też powinnam wrzucić swoje dzieła na bloga?

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, to prawda, większość moich tekstów obraca się wokół spraw damsko-męskich i sercowych dylematów bohaterów. Co za tym idzie, o łóżko też zahaczam ;) Dlatego zresztą uważam, że teksty moje są skierowane do żeńskich czytelników, nie do męskich. Panowie, jeśli czytają, to na własne ryzyko ;)

    Tolkien jest jednym z moich ulubionych pisarzy, wiec echa jego opowieści na pewno gdzieś między moimi wierszami pobrzemiewają.

    Mało ostatnio pracuję z igłą. Teraz, na urlopie, coś tam dłubię i pewnie niebawem pokażę wyniki tych letnich dłubanek ;). Jeśli zdecydujesz się pokazać swoje prace u siebie, z przyjemnością poznam efekty Twoich zabaw z igłą :)

    Upały nie tylko na Ciebie źle działają. Przy takich temperaturach, nie wychodzę z domu :(. Opalanie, to już nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam wyboru, do pracy muszę iść. Tym bardziej, że zazwyczaj chodzę na drugą zmianę. A słońca unikam od dzieciństwa, mam uczulenie. Prędzej mnie poparzy, niż opali. Na szczęście dzieciaki ( co za eufemizm - za trzy miesiące mają osiemnaście lat) odziedziczyły skórę po mężu, nic im nie szkodzi.

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.