WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

06.07.2014

Jesienny nokturn cz.5 (18+)

Temperatura dostosowana odpowiednio do tej za oknem czyli... duszno i gorąco ;). Kto czekał, to się doczekał. Kto żywił nadzieję, mam nadzieję, że dziś się nasłodzi ;) Kto nie ma dowodu osobistego w garści (własnego oczywiście) - wynocha :P
I dzisiaj, tak przy niedzieli, wpis troszkę wcześniej :)


– Zapiekanka prawie gotowa. – Zamknęła piekarnik i ustawiła czasomierz. – Mamy pół godziny.
– Pół godziny na co? – zapytał wyrwany znienacka ze świata własnej wyobraźni.
– Na obejrzenie domu – wywróciła oczyma. – A myślałeś, że na co? – zerknęła na niego podejrzliwie.
– Eee... Nic nie myślałem – skłamał i ku swemu ogromnemu niezadowoleniu poczuł, jak na policzki wypełza zdradliwy rumieniec. – Zupełnie nic.
Ponieważ nie golił się od wczoraj miał nadzieje, że nie zauważyła jego zażenowania.

Kolację jedli, prawie nie rozmawiając. Umysł Davida intensywnie poszukiwał sposobu na zatrzymanie Adriany w tym domu. Przynajmniej na jakiś czas. Choć kilka tygodni, albo do końca roku... Mógłby ją wtedy widywać, na przykład w weekendy, może nawet częściej. Praca i tak wymagała przebywania w kraju. Przyjeżdżałby do Krymanowa i spędzaliby wspólnie czas. Z radością zapewniłby jej wszystko, czego potrzebuje. Nawet umożliwiłby powrót na wymarzone studia. Wszystko, żeby tylko chciała być obecna w jego życiu.
Z drugiej strony, zdawał sobie sprawę, że szanse by Ada zgodziła na taki układ są żadne. Mimo, że nie domagałby się od niej niczego w zamian, a może właśnie dlatego, że nie chciał stawiać żadnych warunków, uznałaby to za podstęp.
Ale pracę, tak czy inaczej, mógłby jej zaproponować. Dziewczyna przecież i tak musi jakąś znaleźć.
Pozwolił jej pozbierać naczynia, obserwując w zamyśleniu. Wszystkie czynności wykonywała w sposób naturalny, bez przymusu i niechęci. Idealna żona... Słodka, dbająca o dom i dzieci... Nie ma żadnych dzieci, idioto. Ale moglibyśmy je mieć, podpowiedziała usłużnie podświadomość, szczerząc się wymownie. Pokręcił głową z dezaprobatą, odpędzając mrzonki.

– Masz może koniak? – zapytał nagle.
– K-koniak? – otworzyła szeroko oczy, kompletnie zaskoczona pytaniem.
– Taki alkohol...
– Wiem, co to koniak, ale nie rozumiem dlaczego o niego pytasz.
– To do picia, no wiesz...
– Ee... No wiem. I...?
– Wypiłbym kieliszeczek. Jeśli masz...
– Szczerze mówiąc, zawartość barku taty nigdy mnie nie interesowała. Nie mam pojęcia, czy jest tam koniak, ani w ogóle, co tam jest. Chodź, pokażę ci i sam sobie coś wybierzesz, bo ja się kompletnie na tym nie znam.
Pokazała mu gdzie jest barek, po czym wróciła do kuchni dokończyć sprzątanie.
– Gdzie masz zapałki! – zawołał z salonu David.
– Są tutaj jakieś! – odkrzyknęła. – Po co ci zapałki? – spytała, gdy pojawił się w kuchni.
– Żeby zapalić w kominku. – Uśmiechał się jak dzieciak, który się cieszy perspektywą puszczania fajerwerków.
– Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł – skrzywiła się sceptycznie.
– Dlaczego?
– Bo nie pamiętam, kiedy się tam ostatnio paliło i nie dam głowy, czy kawki nie zrobiły sobie gniazda w kominie.
– Zaraz sprawdzimy... – zabrał zapałki i poszedł sobie.
Ada odprowadziła go nieufnym spojrzeniem, w głębi ducha żywiąc przekonanie, że coś knuje, mimo tego radosnego, chłopięcego uśmiechu na twarzy. Potem jednak wzruszyła ramionami. A co ją to właściwie obchodzi? W końcu to teraz jego dom. Choć z drugiej strony, chyba miałaby mu mocno za złe, gdyby puścił go z dymem. Przynajmniej póki ona tu jeszcze mieszka.

Ostrożnie zajrzała do salonu. David rozparty na sofie z lampką jakiegoś trunku w dłoni przyglądał się płomieniom tańczącym wesoło na polanach. Zauważył Adę stojącą niepewnie w drzwiach.
– Widzisz? – uśmiechnął się. – Całkiem ładnie się pali. I od razu się zrobiło przyjemniej. Nie ma, jak przyzwoity, żywy ogień. Chodź, zobacz.
Zbliżyła się odrobinę.
– Faktycznie, pali się, nie kopci, więc chyba nie ma kawek w kominie.
– Z pewnością nie. Siadaj. – Poklepał miejsce obok siebie i sięgnął po lampkę stojącą na stoliku obok. – Dla ciebie czerwone wino, półsłodkie, więc nie powinno być zbyt ciężkie.
– Dziękuję – bąknęła, biorąc lampkę i przysiadła na skraju sofy.
– Uwielbiam patrzeć na ogień... – mruknął, delikatnie potrząsając kieliszkiem z koniakiem tak, że płyn zaczął krążyć, rozlewając się po ściankach.
– Uhm... – Ada zamoczyła usta w winie. Gorąco zrobiło jej się bynajmniej nie od ognia szumiącego w kominku.
– Chciałbym... – łyknął koniak jednym haustem – chciałbym ci coś zaproponować...
– Tak? – Ściągnęła nieufnie brwi.
– Tylko proszę, obiecaj mi, że zastanowisz się nad propozycją, zanim zdecydujesz się odmówić.
– Dlaczego sądzisz, że odmówię?
Uśmiechnął się  z wyższością.
– Ponieważ wiem, jak dumnymi istotami są kobiety.
– Nie wiem, czy mnie stać na dumę – westchnęła, pociągając tym razem słuszny łyk trunku.
– Więc obiecujesz?
– Obiecuję. Mów, co wymyśliłeś.
– Chciałbym zaproponować ci pracę.
– C-co?! – Parsknęła winem w kieliszek.
– Obiecałaś, że się zastanowisz, pamiętaj.
– Pamiętam, ale jaką niby pracę możesz mi zaproponować? Nie mam żadnego konkretnego wykształcenia. W twoich hotelach mogłabym w najlepszym razie czyścić kible, bo na niczym innym się nie znam. Ale wiem... – uniosła w górę rękę, nie pozwalając sobie przerwać – obiecałam. Zastanowię się. Podobno żadna praca nie hańbi. – Upiła znów trochę wina. – Jeżeli dostanę pensję, za którą będę w stanie przeżyć miesiąc, to może nawet się zgodzę. I tak nie mam nic do stracenia.
– Może najpierw dopuść mnie do głosu, zanim zaczniesz się zastanawiać? I wierz mi Adriano – przysunął się bliżej i ujął jej dłoń, unosząc do ust – w życiu nie zaproponowałbym ci czyszczenia hotelowych... kibli.
– Cóż, mam tylko nadzieję – spojrzała na niego z ukosa – że to, co zaproponujesz nie okaże się bardziej nie do przyjęcia niż stanowisko babci klozetowej.
– Na Boga, Ado – wywrócił oczyma, krzywiąc się z niesmakiem – za kogo ty mnie masz? Po prostu chcę ci pomóc. Tak czy inaczej szukasz pracy i potrzebujesz mieszkania. Chciałem zaproponować ci posadę zarządcy.
– Z-za...Zarządcy? – Wybałuszyła oczy. – Czego niby?
– Tego. – Zatoczył ramieniem krąg. – Znasz dom, gospodarstwo i okolicę. Nikt nie zajmie się tym lepiej. No i nie będziesz musiała się martwić o mieszkanie. Może nawet będziesz mogła wrócić na studia – wyrzucił z siebie jednym tchem.
Dopiła swoje wino i wstała.
– Nie.
– Dlaczego? – zapytał, także wstając.
– Bo to kompletnie niedorzeczny pomysł.
– Obiecałaś, że się zastanowisz. – Odebrał jej pusty kieliszek i odstawił na stolik.
– Zastanawiać to się można nad sensowną propozycją, a nie nad... Tobie nie chodzi wcale o to żeby mi pomóc. Chcesz po prostu żebym tu została.
– Bingo... – uśmiechnął się i pogładził ją po policzku.
– Jesteś zwyczajnym hipokrytą.
– Dlatego, że chcę cię zatrzymać?
– Tak. Spodziewałam się, że twoja propozycja nie będzie bezinteresowna i nie pomyliłam się.
Usiadł ciężko i wbił palce we włosy.
– Obawiałem się, że tak właśnie to odbierzesz.
– Naprawdę trudno to odebrać inaczej. – Wywróciła oczyma. – Nie dostrzegasz tego?
– Nie. – Złapał ją na nadgarstek i zmusił by usiadła obok. – Siadaj. Jak mam ci wytłumaczyć, żebyś zrozumiała? Chcę ci pomóc i chcę cię tu zatrzymać. W moim odczuciu jedno nie wyklucza drugiego i nie jestem hipokrytą. Uczciwie mówię, że mi zależy.
– Kpisz sobie ze mnie? – Zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niż pytanie.
– Na litość boską, w żadnym razie. Po prostu wiem, czego chcę od życia.
– Kompletnie mnie nie znasz...
– A mam wrażenie, jakbym znał cię całe życie.
– Znasz mnie od wczorajszego wieczora. Zwariowałeś, Davidzie.
– Pierwszy raz w życiu. Nie, drugi – poprawił się. – Pierwszy raz zwariowałem w taki sposób, gdy poznałem swoją żonę.
– Jesteś żonaty?! – Chciała się odsunąć, ale jego ramię otoczyło kibić i uniemożliwiło jej to.
– Jestem wdowcem. Moja żona zmarła trzy lata temu, przy porodzie. Mam trzyletnią córeczkę Nadię. A od śmierci Estery, jesteś pierwszą, na której mi zależy.
Słuchała kompletnie oszołomiona a on ciągnął dalej:
– Nie żyłem jak mnich, przez ostatnie trzy lata, ale nigdy z nikim nie czułem się tak, jak przy tobie.
– To znaczy jak?
– Zwyczajnie. Po prostu normalnie i po ludzku. Pragnę cię i wcale nie zamierzam tego ukrywać, ale nie dlatego, żeby się zabawić twoim kosztem...
– A to ciekawe. A dlaczego? – wpadła mu w słowo.
– Bo ty jesteś... – ujął jej twarz w dłonie – jesteś po prostu sobą. Nie udajesz, nie grasz, nie uśmiechasz fałszywie. Jesteś naturalna i śliczna, kiedy się złościsz, śmiejesz się, czy płaczesz. Ado, jesteś... Takich kobiet nie ma wokół mnie. Jesteś jak klejnot pośród setek fałszywych szkiełek...
– Davidzie – szepnęła – ale to przecież nie możliwe...
– Wszystko jest możliwe... – musnął wargami kącik jej ust, potem drugi.
– Nie mogłeś się ot tak, zakochać...
– Dlaczego nie? – Jego wargi muskały delikatnie jej twarz, policzki, powieki, kąciki ust.
– Takie rzeczy się nie zdarzają...
– Właśnie się zdarzyło... – przyciągnął ją mocno do siebie i pocałował.

Motyle w podbrzuszu Ady rozpoczęły dzikie harce w chwili, w której pierwszy, delikatny pocałunek musnął kącik ust. Teraz, gdy David całował ją naprawdę, objęła go leniwym ruchem za szyję. Jej dłoń pieszczotliwie gładziła kark mężczyzny, który tulił ją w ramionach, jakby faktycznie była jakimś bezcennym skarbem.
Przesunął wargami po jej policzku i językiem drażnił krawędź ucha. Ada jęknęła cichutko i odrzuciła w tył głowę, a wtedy David delikatnymi pocałunkami zaznaczył na szyi zaznaczył ścieżkę, przenosząc pieszczotę na dekolt. Dłoń wsunęła się pod materiał i zamknęła się na piersi.
Po chwili powrócił do ust i zaczął ją całować z namiętną pasją. Całkiem zsunął szlafroczek z jej ramion, tuląc dziewczynę rozkoszował się dotykiem ciepłego, miękkiego ciała na swojej skórze. Dotykał piersi i zachwycając się ich pełnią zamykał je, ściskając w dłoni. Jęczała, chłonąc przyjemność pieszczot, a gdy objął ustami jeden z sutków i zaczął ssać, prawie krzyknęła.
– Kochaj się ze mną, Ado – zamruczał, nie przerywając pieszczoty – kochaj się ze mną, proszę...
– Davidzie – wydyszała – szukając jego ust – kochaj się ze mną – powtórzyła za nim.
Jęknął przeciągle, a ona zawtórowała gardłowym jękiem, gdy przygryzł sutek, drugą pierś gniotąc w uścisku. Rozwiązał pasek szlafroczka, odsłonił ją sobie całą i ułożył na sofie. Ustami przesunął po płaskim brzuchu, językiem zaznaczając linię od pępka do granicy kępki ciemnych, skręconych włosków. Dłonią rozsunął jej uda i zanurzył ją w kobiecych fałdkach. Palce dotarły do źródła jej rozkoszy. Wygięła się, unosząc biodra, by mocniej docisnąć je do dłoni Davida. Z zachwytem obserwował reakcje, a wilgoć jaką wyczuwał pod palcami wzmagała jego pragnienie. Wyplątał się z dresów, potem znów zaznaczył pocałunkami ścieżkę na jej ciele, od szczytu szparki, w górę poprzez brzuch i piersi. Gdy dotarł do ust, za głębił w nich język, równocześnie mocno napierając biodrami i wszedł w wilgotne, gorące wnętrze. Poczuł opór, Ada spięła mięśnie, odruchowo reagując na ból. Jęknęła cicho w jego usta, zaciskając powieki. Zatrzymał się zdezorientowany.

– Ado... – szepnął z konsternacją – przepraszam...
Chciał się wycofać, ale splotła nogi na jego biodrach i zatrzymała go.
– Nie – zaprotestowała. – Kochaj mnie, Davidzie, proszę... chcę tego...
Przez moment obserwował twarz, pogładził wierzchem dłoni policzek. Może jednak nie powinien jej słuchać? Może powinien się wycofać? Może... ale rozsądek zaszył się gdzieś głęboko i usnął. Zostało tylko palące pragnienie, by być z nią i doświadczyć owej niesamowitej integralności, jaką daje zbliżenie.
Przytulił usta do jej ust i znów pchnął, stanowczo i mocno. Przedarł się przez jej dziewictwo, zagłębiając w niej do samego końca. Chwilę tkwił w bezruchu, dając czas na oswojenie się z nowymi doznaniami. Całował namiętnie i czule zarazem, dłońmi pieszcząc ciało.
Ada przylgnęła do niego, drżąc lekko. Szukała jego ust ilekroć odrywał się, by całować ramiona, szyję, czy piersi. Jej dłonie gładziły barki i ramiona, pieściły kark i plecy kochanka. Odpłynęła, oswajając niesamowite, nieznane dotąd wrażenia. Pożądanie i rozkosz wypełniły jej jestestwo nie tylko fizycznie. Świat się oddalił, pozostawiając tylko jednego człowieka przy niej, w niej. Tak blisko, że bardziej już nie można było. Ból nie był dość intensywny, by tę jedność zburzyć. Drżała w ramionach mężczyzny pragnąc czuć go mocniej i jak najdłużej. Jedność stała się rozkoszą.
– Kochaj mnie, Davidzie, kochaj mnie... – mamrotała nieprzytomna z pożądania.
Wycofał się odrobinę i znów wsunął, zdecydowanym pchnięciem bioder. I jeszcze raz... Starał się nie być gwałtowny, choć panowanie nad sobą nie przychodziło mu łatwo. Wsłuchiwał się w urwany oddech, przeplatający się z jej jękami, jak w muzykę. Jego ruchy ustaliły rytm, w którym zatracili się oboje.
Ada zacisnęła palce na pośladkach mężczyzny, a on swoje wplątał w jej włosy. Skupił się wyłącznie na niej. Wyczuwał jej napięcie i drżenie, gdy pożądanie wspinało się coraz wyżej i wyżej, aż na sam szczyt. Gdy tam dotarła spił krzyk z jej ust i dopiero wtedy pozwolił ponieść się własnej żądzy. Przyspieszył i dokończył tuż po niej.
Opadł na rozgrzane ciało Ady i przylgnął do niego. Oboje dyszeli ciężko, zmęczeni i wyczerpani.
– Ado... kochanie... – szeptał, całując jej włosy i czoło.
Zamruczała rozkosznie, wiercąc się pod nim. Nie przeszkadzał jej, po prostu chciała intensywniej czuć dotyk na wrażliwej skórze.
– Nie miałam pojęcia, że to może być takie... takie...
– Jesteś cudowną kobietą...  – podniósł głowę i uśmiechnął się. – Najpiękniejszą i najbardziej szczerą, jaką kiedykolwiek spotkałem... Ale mogłaś mnie uprzedzić, że to twój pierwszy raz – podsumował z lekką przyganą w głosie, chociaż uśmiech nie schodził mu z twarzy. Potarł nosem o jej nos i pocałował w czoło. – Bardzo bolało?
– Mmhmm... – wcisnęła twarz w jego szyję – ale bardziej było mi dobrze niż bolało... Chyba jestem masochistką...
– W żadnym razie... Jesteś cudowną, rozkoszną kobietą – powtórzył z przekonaniem, pocałował w czubek głowy i odwrócił się tak, by to ona znalazła się na górze.
Wtuliła się w niego i dłuższą chwilę leżeli w milczeniu.
– Ado...? – zaczął David, ale zawahał się i niewypowiedziane pytanie zawisło w powietrzu.
– Co? – zapytała w końcu.
– Nie, nic, kochanie. Już nie ważne... – Uśmiechnął się i pogładził ciągle jeszcze zaróżowiony policzek.
Było jej zbyt dobrze, by chciała drążyć temat. Nie mniej, uniesienie i podniecenie powoli opadały. Magia uleciała i rzeczywistość zaczęła wracać na swoje miejsce. Nic a nic nie zmieniona od chwili, gdy oboje wyrzucili ją wraz z rozsądkiem za drzwi. Teraz świadomość, że stare problemy nie przestały nagle istnieć, zmusiła Adę do zadania pytania:
– Czy to dlatego złożyłeś mi tę, eee... propozycję? Żeby mnie mieć pod ręką, jak będziesz miał ochotę?
– Och, dlaczego nieustannie podejrzewasz mnie taką małostkowość? – zirytował się, nie przestając jednak delikatnie gładzić aksamitnej skóry na plecach Ady. – Tak trudno uwierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia?
– Mnie tak. Nigdy w życiu nikt nie zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia, ani nawet od drugiego. Trzeciego zwykle nie było.
– Albo trafiałaś na wyjątkowych palantów, albo po prostu przeznaczenie chowało cię dla mnie. – Uśmiechnął się półgębkiem. – Ty nie zakochałaś się we mnie od pierwszego wejrzenia?
– Prawdę mówiąc to... właściwie, to nie wiem. Ale jedno mogę ci powiedzieć na pewno...
– Tak?
– Na pewno nie żałuję, że mój pierwszy raz przeżyłam właśnie z tobą. – Podciągnęła się odrobinę i pocałowała go w podbródek.
– Ja też nie żałuję. Możesz mi wierzyć, to było fantastyczne przeżycie i wcale nie zamierzam ukrywać, że liczę iż nie ostatnie i że jednak zgodzisz się tu zostać.
Spoważniała, usiadła, zbierając z podłogi szlafroczek i owinęła się nim niedbale.
– Obiecałam, że to przemyślę... Chyba powinniśmy iść spać. Zrobiło się późno, ogień w kominku wygasł...
Wstała.
David chwycił jej nadgarstek, nie pozwalając się oddalić. Przytulił ją.
– Adriano, proszę cię, uwierz mi, że znaczysz dla mnie o wiele, wiele więcej niż przygodny seks z tobą. Choć seks z tobą jest fantastyczny, tak czy inaczej... Daj nam szansę, przyjmij moją propozycję...
Ada westchnęła ciężko.
– Daj mi trochę czasu...
– Co tylko zechcesz... – Ucałował jej czoło. – Chodźmy spać.

Na górze zatrzymał ją gdy skierowała się do swojej sypialni.
– Śpij ze mną. Proszę...

Zgodziła po krótkim wahaniu. Ona też nie chciała być sama. Potrzebowała bliskości drugiego człowieka i dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo.



Powiem Wam tak... Lubię pisać romansidła i bawi mnie pisanie gorących, rozerotyzowanych scenek, ale mam niestety tak, że jak się nacukruję do obrzydzenia, to muszę odreagować. Tak więc, po sporządzeniu powyższej relacji, odreagować musiałam i zaczęłam coś zupełnie z innej beczki. W ramach odreagowania, zbombardowałam miasto, grzebiąc pod jego gruzami całą populację. Ot, mała odmiana... Kiedyś pokażę Wam, jak wygląda "apokalipsa" w moim wykonaniu, ale to pewnie już dopiero po wakacjach, póki co pozostajemy przy wakacyjnym lajcie, bo jak się pewnie domyślacie to jeszcze nie koniec. No, przecież ja krótko i zwięźle nie potrafię :D

9 komentarzy:

  1. Kajjka, ostatecznie mnie zawojowałaś! Nie mieliśmy jeszcze rumieniącego się faceta!

    Wdowiec, trzyletnia córka... No to przed Adą ciężkie zadanie. Przecie to młódka jeszcze, a już będzie musiała stawić czoła nie tylko swojemu osamotnieniu i nie tylko swoim przykrym doświadczeniom. Bardzo często w opowiadaniach jakie czytałam bywało tak, że jak już się para nachapała się sobą i napięcie padało, opadał też poziom fabuły. Jakby zaprowadzenie ich do łóżka było głównym celem autora, a później już nie wiedział co zrobić. Ponieważ znam Cię już i wiem, że zaprowadzenie kogokolwiek do łóżka nie jest clou Twoich opowiadań aż mnie pali ciekawość co Ty tu jeszcze namotasz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikki, opowiadanie bez problemów to jak wojak bez karabinu ;) Ale ponieważ to wakacyjny lajt... i nic więcej nie powiem, żeby nie wygadać za dużo.

      Łóżkiem musi być, bo... Moi bohaterowie są dorośli i równocześnie młodzi, a krew nie woda. Łóżko w pewnym okresie życia każdego z nas jest istotnym elementem i nie ma co się krygować, że jest inaczej. Dlatego zwykle gdzieś się tam przewija w moich tekstach. Przestanie jak zacznę pisać o zniedołężniałych staruszkach z domu spokojnej starości, w dodatku sklerotykach, bo ci z dobrą pamięcią mogliby urządzić wieczór wspomnień ;).

      Mam nadzieję, że uda mi się dopiąć mojego harlequina przed wyjazdem, czyli przed końcem przyszłego tygodnia i wracam do starych, które również czekają na dokończenie :)

      Usuń
  2. Kajjka, ja myślę, że łóżko jest ogólnie bardzo ważnym elementem, i żeby wszystko grało trzeba się trzymać jednego :) Rozumiem, że Nokturn jako opowiadanie zostaje na blogu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, Nikki, Nokturn zostanie, na tę chwilę jedynym kandydatem do usunięcia jest KiM. Ale ponieważ z tym jestem w szczerym polu, jest sprawa odległej przyszłości, jeśli w ogóle :)

      Usuń
  3. Przeczytałam jak zwykle z przyjemnością dziwiąc się gdzie Ty znalazłaś dziewicę w tym wieku no ale cóż jako pisarz masz bujną wyobraźnię nie mówiąc już o perfidii bo nie zauważyłam żebyś ich zabezpieczyła przed niepożądaną ciąża albo jak teraz mówią zaciążeniem dobrze że choć odreagowałaś te słodkości urządzając gdzieś rzeźnie życzę miłego wypoczynku blanka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blanko Twoje spostrzeżenia są jak najbardziej słuszne, oba. Jak sama zauważyłaś, do znalezienia dziewicy musiałam się posłużyć wyobraźnią i stworzyć Krymanów. Posądzenia o perfidię, też jak najbardziej słuszne ;) Wyżyłam się i rzeźnia chwilowo leży ;)

      Jeśli się wyrobię dodam kolejny fragmencik tego dzisiaj, w okolicach wieczoru :)

      Usuń
  4. No i znowu obudziłaś wspomnienia... ;)
    Na cukrowała się tu, natęczowałaś... jak na wakacyjną porę idealnie :) Tylko nie wiem, czy to dobre do czytania na plaży by było, albo na basenie... :p Chyba że... te wypieki na słońce dałoby się zgonić... :D
    Mykam czytać następny kawałek...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam się szczerze, że mam podobnie do ciebie, też lubię takie odskocznie, że raz słodko, a zaraz do innego opowiadanka, gdzie jest bardziej dramatycznie, by w tych bajkach wymyślonych nie utonąć i przemycić trochę realiów.
    Problem z Davidem jest taki, że zakochał się w dwa dni, czego ja osobiście zakochaniem nie nazwę, a jedynie pociągiem seksualnym i zauroczeniem. Ona natomiast jest dziwna jeśli mu się oddała jako dziewica po tak krótkim czasie znajomości. Przecież facet może kłamać, ale z drugiej strony miała w tym interes, więc... może się wypierać, ale gdzieś tam w niej być może krzyczała rozsądniejsza niż ona sama podświadomość i mówiła "rozłóż nóżki, no rozłóż swoje nóżki, to nie skończymy obydwie pod mostem".

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo tak to z ludźmi bywa, jedni są dziwni inni w gorącej wodzie kąpani. No i ja tam gzieś wspomniałam, że rozsądek wywlalili za drzwi ;)
    Narobiłaś mi roboty z komentarzami, ale to miła robota ;). U mnie komentarzy pojawia się bardzo niewiele, ale mam tak, że jak już jakiś się pojawi to zwykle staram się na niego odpowiedzieć. Wyznaję bowiem zasadę, że nie tylko czytelnik autorowi ale i autor czytelnikowi. Poza tym to taka forma kontaktu z żywym czytelnikiem dlatego staram się jej nie zaniedbywać, jeśli znajdzie się ktoś chętny. Dlatego też do starszych postów mam moderację, bo nie lubię jak mi coś umyka :).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.