WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

22.08.2014

Jesienny nokturn cz.9

Notes szczęśliwie dotarł, za co należą się podziękowania Poczcie Polskiej, za sprawne funkcjonowanie i naszej Pani Listonoszce :).
Wakacje powoli dobiegają końca, ale ponieważ ciągle jeszcze trwają, a od ostatniego fragmentu upłynęło trochę czasu, wpis nie ramówkowy (w samo południe), lecz znienacka. Sądzę jednak, że nikt się o to nie obruszy ;).

poprzedni fragment


„Potwierdziłem informację i wiemy na pewno, że twoja dziewczyna jest w Warszawie. Kontaktowała się z Turczykiem. Przekazał, albo raczej wydusiłem z niego, że ma się dobrze nie mamy powodu do niepokoju. Jest zdrowa, pracuje w jakiejś stołówce i mieszka u przyjaciół. Niestety nie znam dokładnych adresów. Turczyk albo nie wiedział, albo nie chciał tego powiedzieć.”

Jest w Warszawie… Jest w Warszawie… Słowa z uporem tłukły się pod czaszką, sprawiając, że niepokój i irytacja narastały.
Do jasnej cholery! Przecież Warszawa, to nie Nowy Jork! Ani nawet nie Londyn! Ileż czasu można szukać jednej, bezradnej dziewczyny w tym mieście?
Upływający czas nieuchronnie sprawiał, że wcześniejsza irytacja i niepokój z wolna przeradzały się w przygnębiające zwątpienie. David zaczynał zastanawiać się nad tym, czy jednak Artur nie ma racji i czy nie powinien pozostawić spraw własnemu biegowi. A najlepiej po prostu zapomnieć.
Jednakże, by zapomnieć musiałby sprzedać Krymanów, a tego przecież nie chciał robić. Z irracjonalnego powodu nie chciał pozbywać się niczego, co przypominało mu o pannie Krymańskiej. Nawet konie zostały, choć naprawdę zupełnie do niczego nie były mu potrzebne.

Westchnął ciężko, odsunął od siebie przeglądane papiery i zerknął na zegarek. Za dwie godziny ma odebrać z lotniska Nadię i jej opiekunkę.
Do świąt zostało ledwie kilka dni. Ulice wokół pełne były świątecznych dekoracji, sklepowe witryny przekrzykiwały się nawzajem, kusząc świątecznymi okazjami, a w galeriach z głośników nachalnie sączyły się świąteczne melodie. Cały ten euforyczny nastrój nijak nie chciał udzielić się Davidowi. Jedyne z czego naprawdę się cieszył, to perspektywa spędzenia z córką kilku spokojnych dni, z dala od wielkomiejskiego zgiełku.
Matka i ojciec nie byli zachwyceni faktem, że zamiast wrócić na świąteczny czas do kraju, ściąga córeczkę do siebie, ale David się uparł. Chciał spędzić te święta w Polsce a skoro tak, mała musiała przyjechać do niego. Początkowo planował także przyjazd rodziców i siostry. Niestety, choć rehabilitacja Emily dawała wymierne wyniki, to jednak przebiegała znacznie wolniej niż oczekiwano. Podróż absolutnie nie wchodziła w rachubę i w związku z tym, ona i reszta rodziny, zmuszeni byli pozostać w Anglii.

Ostatecznie nostalgiczno-refleksyjne przygnębienie, w jakie wpędziły go wydarzenia sprzed kilku tygodni, sprawiło, że nie chciał ponownie stąd wyjeżdżać póki nie dowie się, gdzie jest Ada i dlaczego nagle zniknęła bez słowa. Czym innym bowiem było snuć domysły, a czym innym usłyszeć, co ma do powiedzenia prosto w twarz.
Myśl, że Ada mieszka i pracuje w Warszawie, nie dawała spokoju. Dręczyła, wypełniała nadzieją i zwątpieniem jednocześnie. Może jednak należałoby pójść za radą Artura i zwyczajnie odpuścić? Przecież, gdyby dziewczyna chciała się z nim skontaktować, mogła to zrobić na wiele sposobów, poczynając  od pozostawienia wiadomości w Krymanowie, na wizycie w warszawskim biurze kończąc.
Naprawdę aż tak bardzo czuje się zraniona? Czy po prostu postawiła na nim krzyżyk? Ale kiedy wracał pamięcią do tamtego weekendu, do ich ostatniej rozmowy, za każdym razem dochodził do wniosku, że to niemożliwe. Ona uciekła, ponieważ przestraszyła się, że to on postawił krzyżyk na niej. I teraz pewnie cierpi gdzieś sama, ze złamanym sercem.
Nie, nie miał zamiaru odpuszczać, chociaż czuł wyraźne wyczerpanie targającymi nim sprzecznymi emocjami. W jednej chwili była to bezbrzeżna, bolesna tęsknota  i pragnienie, by móc wziąć dziewczynę w ramiona. W następnej frustracja i gniew, za tę bezsensowną, dziecinną ucieczkę, za jej brak wiary w niego i zwątpienie.

Dzwoniła do Jonasza...
David nie do końca był skłonny wierzyć zapewnieniom stajennego, że nie zostawiła żadnych namiarów, żadnych konkretnych informacji.
Z drugiej strony, jeśli nawet to zrobiła, a zastrzegła sobie przy tym dochowanie tajemnicy, nie miał serca, ani prawa mieć za złe staremu człowiekowi, że ów jest wobec Ady lojalny.
Jakby nie patrzeć Jonasz znał ją od dziecka, a wcześniej znał i pracował dla jej rodziców. Davida zaś zna ledwie od trzech miesięcy.

Ponownie westchnął, po czym przetarł dłońmi twarz i spojrzał na zegarek. Pora jechać na lotnisko...



– Jest choinka! – Zawołał od progu Łukasz i zaraz dorzucił:
– Ja zdobyłem, wy ubieracie!
– Ja gotuję! – odkrzyknęła z kuchni Ada. – Maciek! Ubierasz choinkę!
Wywołany wysunął głowę ze swojego pokoju, mrucząc:
– Jak zwykle...
Stanął w przedpokoju i zaplótłszy ramiona na piersi zmierzył krytycznym spojrzeniem drzewko, zajmujące tu niemal całą dostępną przestrzeń.
– No, nie do wiary... Naprawdę nie zbyło niczego większego? – Prychnął z drwiną.
– Nie marudź. Dwie godziny biegałem po placu nim wybrałem najładniejszą.
– Chyba najbardziej okazałą. Mieszkamy w bloku. Zapomniałeś?
– Dwa metry pięćdziesiąt centymetrów, akuratna. – Zmierzył wzrokiem odległość od podłogi do sufitu
Przytargane do domu drzewko, wspierając się pieńkiem o panele, czubkiem smyrało sufit.
– Po wstawieniu do stojaka i zamontowaniu czuba, będzie miała dwa siedemdziesiąt. Akuratna, o ile się przebijemy do sąsiadów z góry. Albo do tych z dołu, jeśli wybierzemy opcję z wpuszczeniem jej w podłogę.
– Czarnowidz. – Podsumował Łukasz. – Przytnie się ją troszkę i gotowe. Nie zrzędź tylko śmigaj do piwnicy po piłkę i stojak.
Maciek wywrócił oczyma, po czym z trudem przecisnął się obok drzewka do drzwi.
– Może lepiej od razu ustawić ją przed klatką?
– Idź, idź nie mędrkuj. I nie zapomnij o lampkach! – Dorzucił jeszcze za nim Łukasz.

Ada otrzepała dłonie z mąki i zerknęła do przedpokoju.
– Och! – Aż podskoczyła z zachwytu. – Jaka piękna!
– No, chociaż jedna osoba w tym domu doceniła mój trud włożony w jej znalezienie – sapnął zadowolony mężczyzna.

Wieczorem siedzieli we trójkę na sofie, sącząc, panowie białe wino, Ada kakao i przyglądali się efektom pracy Maćka.
– Na moje oko... – zaczął Łukasz, Maciek próbował zmrozić go spojrzeniem, co zostało przez pierwszego permanentnie zignorowane. – Na dole prawie nie ma lampek – stwierdził tonem znającego się na rzeczy.
– Fakt – zgodziła się po chwili Ada. – I z lewej strony jest więcej ozdób niż z prawej, przez co drzewko wygląda jakby było krzywe.
– Nie jest krzywe, tylko krzywo osadzone w stojaku – podsumował oględziny Łukasz.
– Wiecie, co...?! – Nie wytrzymał w końcu Maciej. – A weźcie wy się...!
Ada i Łukasz spojrzeli po sobie i oboje parsknęli śmiechem. Ada nachyliła się i cmoknęła naburmuszonego chłopaka w policzek.
– Jest super, głuptasie. I zobacz, nawet prezenty już są.
Zmarszczył czoło i przekrzywił głowę, zaglądając pod choinkę.
– Prezenty? – Zdziwił się. – Do wigilii jeszcze trzy dni.
– Tak, wiem. Ale być może w wigilię nie będzie mnie w domu...
– Jak to?! – Zapytali obaj równocześnie.

Ada spojrzała na nich z powagą i wzięła głęboki oddech...




Wiem, że trochę krótko, ale tak wypadło jeśli chciałam przerwać w tzw. "odpowiednim" momencie. Nie wiem dlaczego, cały tydzień żyłam w świętym przekonaniu, że z jego końcem kończy się sierpień i w związku z tym nie wyrobię z tym opowiadaniem do końca wakacji, jak sobie zaplanowałam. Normalnie, kalendarz mi się przestawił. Dzisiaj przewertowałam kalendarz i wreszcie dotarło do mnie, że mam jeszcze całych osiem dni. Zatem po niedzieli ja sobie już całą resztę na spokojnie przepiszę i finiszujemy z tym towarzystwem. I chyba w końcu zbiorę się do Yave :).

8 komentarzy:

  1. Oj, Kajjko, jak dobrze, żeś mi tą przyjemność zrobiła... Jakaś taka wymęczona jestem, że na nic energii nie mam i tak przyjemnie było sobie usiąść i wrócić do któryś z bohaterów. Duet Maciej i Łukasz strasznie mi się podobają. Chłopaki dają radę mnie za każdym razem rozbawić :) Ada niech się w końcu ogarnie, bo jak mu nie powie, że jest w ciąży (Davidowi oczywiście) to jej łomot po porodzie spuszczę. Duma dumą, ale dziecko siła wyższa. Trzeba przestać myśleć tylko o sobie. Zwłaszcza, że on taki zakochany cały czas jest...
    Kaśka, powiedz mi, jak Ty to robisz, że ja w Twoich opowiadaniach cały czas stronę mężczyzn trzymam? Przecież samiec nasz wróg!

    Yave... Właśnie mi uświadomiłaś jak ja strasznie tęsknie za Yave! Łał... Pisz, pisz, Kasiu! A na maila odpowiem Ci jutro, dobrze? Bo padam już dzisiaj ze zmęczenia i nie chce mi się w komputry patrzeć dłużej...
    Dziękuję za rozdzialik. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mailem się nie pali, jutro i tak mnie nie ma... Zresztą mam nadzieję, że to już sprawa załatwiona.
      Co do moich bohaterów... Muszę choroba nad tym popracować, bo normalnie wychodzi na to, że nijak nie mogę sklecić wrednego typa, którego znienawidzą wszyscy czytający. Chyba taka przypadłość moja, że po prostu wolę facetów :P. Ale coś z tym postaram się zrobić, w przyszłości ;)

      Usuń
  2. Absolutnie nic nie zmieniaj, to już tak jest, że kobiety lubią "wredne typy" :)
    I już się nie mogę doczekać na Yave... Pisz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    Po przerwie... zarobiona jestem ostatnio.
    Krótki ten rozdział ale przyjemny ... to znaczy wreszcie jakieś światełko w tunelu :) David ma jakiś wieści o Adzie. A chłopaki rzeczywiście fajnie się dobrali, droczenie się o choinkę super..
    "Wredny typ" - jest ok i ... szsz... więcej nie napisze :P

    Lena

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech.. Ty babo... Rzeczywiście, lepszego zakończenia wstawki nie mogłaś wybrać :p
    Malutko tego... :( Ale masz już kajecik i pewnie niedługo będzie ciąg dalszy (czyli końcówka, tak?) ;)
    Pisz, kochana, i nie trzymaj swoich czytelników w niepewności, bo to na urodę szkodzi... A nie chcesz chyba nas mieć na sumieniu...:p ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miłe moje Panie :) Rozdzialik jest faktycznie krótki, szczególnie, że w sumie niewiele już zostało do zrobienia w tej historyjce, ale uznałam, że dobrze będzie go tu zawiesić więc jest :). Wiem, że lubimy wredne typy, a szczególnie takie, którym żeńskie bohaterki potrafią zrobić z mózgu papkę i sprowadzić na dobrą drogę. To schemat dość popularny, ja go lubię i często z niego korzystam :).

    Obiecuję, że dodam zakończenie po niedzieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisałam komentarz i strona mi się sama zamknęła.
    Odtworzę go w skrócie.
    Gdy Dawid tak rozmyślał, to ja dopowiadałam "jak frajerze nawaliłeś, to teraz cierp".
    A gdy Dawid wspominał, że ona taka sama gdzieś jest, to mi się dorzuciło "no już nie taka całkiem sama, ale jak ją olałeś wcześniej, to skąd ty niby możesz wiedzieć".

    Przy choince się ubawiłam, bo mój szwagier i mąż też kiedyś takie drzewa skądś przytargali, bo rozdawali i pan co rozdawał to chciał iść do domu i im mówił "panie, bierzcie wszystkie". To było straszne, bo jednej nie było gdzie takiej wielkiej postawić, a oni pięć wzięli, bo tylko tyle dali radę.
    Póki co się świetnie bawię, ale widzę została mi jedna notka i koniec, tak?
    Wybacz, że piszę Dawid, a nie David, ale jakoś tu przemawia moja kwestia przyzwyczajenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zupełnie nie przeszkadza mi, że piszesz "Dawid", absolutnie się tym nie przejmuj. Czasem ktoś przekręca imiona, które wymyslam moim bohaterom, ale dopóki jestem w stanie zorienotwać się o kogo chodzi, w ogóle mi to nie przeszkadza :).
    Jeśli postać, którą napisałam, jest w stanie wzbudzić jakiekolwiek emocje (poza nudą) to nie jest tak całkiem nieudana. Mogę więc uznać, że nie spaprałam pana D po całości, czyli nie jest tak źle, choć na pewno mogłoby być lepiej, bo zazwyczaj zawsze może ;).
    To, że czasem moi bohaterowie popełniają błędy postępują nielogicznie czy wręcz głupio... po prostu chcę czasem z kogoś zrobić durnia, a z kogoś bohatera. Nikt nie jest doskonały, każdy popełnia gafy i błędy, podejmuje nie właściwe decyzje. Moi bohaterowie też. O sobie to nawet nie wspominam ;).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.