WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

08.05.2015

Lot Ikara

     Myśl lotna, niczym sokół poszybowała, w swym zadufaniu zapominając wszakże, iż sokołem nie jest, a marnym wróblem jeno. Tak więc impet wytraciwszy na wysokości, w dół runęła niczym szary kamyk i prasnąwszy o ziemię smutną, mokrą plamką się stała. A w powietrzu jednie kilka żałosnych piórek, jeszcze tylko parę chwil, wirowało ku pamięci, nim wiatr zapomnienia rozniósł je bez śladu po szerokim świecie...

    Ot, taki przerywniczek dziś tylko...

     Kochani jestem zasypana i zakurzona po uszy i pewnie jeszcze przez co najmniej następny tydzień tak będę. Za to jak już się skończy remoncik, to wreszcie będę mieć spokój. Oczywiście, po uprzednim odgruzowaniu chałupy z obrzydliwego pyłu, kurzu i ogólnego bałaganu. Jak sobie pomyślę, jak to będzie potem pięknie, to nawet mnie chrzęszczący w zębach pył już tak okropnie nie nie wnerwia.

     Z przyczyn oczywistych, chwilowo nie bardzo jestem w stanie pisać cokolwiek. Jak to powiada stare porzekadło: jak nie urok, to... przemarsz wojska, oczywiście ;). W akompaniamencie kucia, jazgotania mieszadeł to tynków i innego dziadostwa, na którym nie znam się kompletnie i raz po raz odłączana od prądu (kompleksowa wymiana instalacji elektrycznej), wierzcie mi, nawet listę niezbędnych zakupów nie tak łatwo zrobić. Na pocieszenie mam obiecany bujany fotel. I oczywiście będę go mieć. Ach, i już dostałam przyzwoity regalik na moje książki, które dotąd pałętały się po różnych kątach w całym mieszkaniu. Teraz dostaną własną miejscówkę. Póki co nawet królik jest zakurzony i wyraźnie to czuć kiedy się go głaszcze. Biedak siedzi zamknięty w jednym pokoju, co jest dla niego nieco stresujące, jeśli wziąć pod uwagę, że dotąd był stworzeniem wolnochodzącym po całym mieszkaniu.

     I tak poprzez odrobinę kajjkowego zrzędzenia dobrnęliśmy do sedna wpisu, a mianowicie do "Lotu Ikara". Obrazek na dziś:


     Dzieło Pietera Bruegela... Dlaczego akurat ten, a nie z ofermą Ikarem w części centralnej? Bo głupota (a tą niewątpliwie popisał się ów "bohater") nie powinna zajmować centralnego miejsca nigdy i nigdzie. Głupota gdzieś tam się plącze, gdzieś tam śmignie i przepada szybko zapomniana, bo nie warta jest pamięci, ani poświęcania jej czasu przeznaczonego na czynności i sprawy warte uwagi i troski.

     Te trzy zdania początkowe, z dzisiejszego wpisu, zapisałam sobie kiedyś tam, odpowiadając, komuś na pewnym nie istniejącym już dzisiaj forum, przy okazji ostrego sporu w temacie ;). Forum, które zresztą wspominam z wielkim sentymentem :). Prowadziliśmy tam naprawdę zajadłe dysputy. Bywało, że sypały się iskry, a czasem nawet buchał ogień. Zacne Bractwo, do którego należało forum, i do którego miałam zaszczyt należeć, istnieje zresztą po dziś dzień i ma swoją stronę internetową. Mistrzem bractwa od lat pozostaje dobrze znany mi z dawnych czasów i jak widać niezastąpiony w swej roli, "Ivellios" z dawnych "Noldorów". Za czasów, gdy i ja byłam członkiem bractwa zdarzało się nam bywać w opozycji, jako, że mnie było dane należeć do wyjątkowo oportunistycznych "Telerich" :D. Nie mniej tamte czasy wspominam dziś z wielkim sentymentem i wszystkim, którym twórczość J.R.R Tolkiena jest bliska polecam lekturkę strony bractwa: "Bractwo Rivendell". Można tam spotkać osoby, które w sprawach "tolkienowskich" naprawdę wiedzą,co w trawie piszczy.

    Wszystko to tak mnie naszło na fali refleksji Moniki (przy okazji zapraszam do Moniki KLIK) w temacie koników, hopli i pasji :). Kiedyś właśnie jedną z takich pasji były dla mnie książki Tolkiena (nie mylić z ekranizacjami, bo to zupełnie inna bajka). W sumie nadal uważam właśnie Tolkiena za swojego guru, aczkolwiek mocno oddaliłam się od tematu, to wciąż mam wielki sentyment do mojego niezrównanego "Silmarillionu". Tak, tak, właśnie od "Silmarilloonu" zaczęłam swoją przygodę ze Śródziemiem. Nie od osławionego "Władcy pierścieni" i nie od "Hobbita", który nawiasem mówiąc wpadł w moje ręce znacznie wcześniej niż "Sillmarilion" i którego po przeczytaniu pierwszego zdania odłożyłam mrucząc pod nosem: "ja o żadnych robalach czytać nie będę" :D. Kiedy dziś spoglądam na rzeczy z perspektywy myślę, sobie, że gdyby stało się inaczej, gdybym zaczęła czytać Tolkiena od innego tytułu, nie byłabym dzisiaj pasjonatką jego twórczości. To właśnie lektura "Sillmarilionu" uświadomiła mi jak ważne w kreacji universum są jego historia i mitologia. Nie da się stworzyć świata nie znając jego historii i zawieszając go w próżni. Niekoniecznie trzeba te informacje w tak usystematyzowany sposób podawać czytelnikowi jak zrobił to Tolkien, a właściwie nie on sam lecz jego spadkobierca, ale jako autor i kreator ja muszę wiedzieć co i czym się w moim świecie je. Muszę tworzony świat znać od jego zarania. I chyba ten etap w swoich bajkach lubię najbardziej, potem zaczyna się banalna codzienność ;).

     Tymczasem wracam do swojej zakurzonej codzienności i do następnego wpisu, o ile dożyję i nie polegnę pod grubą warstwą gruzu i pyłu...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.