WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

20.04.2015

15 godzin... cz.4

Świeżyzna bez wstępów, pogadankę zostawiam tym razem na koniec...



     Ogarniająca go ciemność była nieprzenikniona, gęsta, dusząca i tylko jeden punkt w niej jaśniał osobliwym blaskiem. Właściwie dwa... Dwoje oczu, bardzo, bardzo błękitnych oczu. Nie istniało nic więcej, tylko ciemność i one. Nie chciał ich widzieć, nie chciał o nich pamiętać, ale zawsze tam były, ilekroć obejrzał się za siebie. I patrzyły na niego z wyrzutem. Próbował przepłoszyć je wrzaskiem. Nie reagowały w żaden sposób. Patrzyły na niego niczym nieme oskarżenie. Rozczarowane, zawiedzione, smutne...
     Sen powtarzał się po każdej akcji i choć, w porównaniu z tym, z czym mieli do czynienia wykonując obowiązki, nie było w nim niczego przerażającego, działał jak koszmar. Zdarzało się, że zbudził kogoś ze współtowarzyszy, bo jak w gorączce rzucał się po łóżku, czasem nawet krzyczał przez sen. Teraz też z tej cholernej ciemności wyrwał go ostry kuksaniec.
     – Kurwa, Odd, zamknij się, bo wszystkich pobudzisz. – Ściszony szept Geena dotarł do niego zanim na dobre otworzył oczy i dostrzegł zarys sylwetki kolegi, który przykucnął przy jego pryczy.
     – Dzięki... – mruknął.
     – Nie ma za co. Wszyscy miewamy koszmary. Uroki wojny.
     Geen owinął się kocem i odwrócił plecami na swoim łóżku.
     – Śpij i daj spać innym.
     Tak, dokładnie tak. Nie do końca chodziło tu o przyjaźń, czy bodaj jej namiastkę. Potrzebowali odpoczynku, wszyscy.

     Odd przetarł dłońmi twarz. O co, do wszystkich diabłów, chodzi z tym snem? Dlaczego? Jego podświadomość karci go bo, jeden jedyny raz, zrobił coś wbrew procedurom? I co z tego? Mało prawdopodobne, by tamta kobieta zdołała żywa wydostać się z gruzów miasta. Jedyne co zyskał tamtym gestem, to że przez chwilę poczuł się lepszy od reszty. Ale tylko przez chwilę. Jeszcze tamtego samego dnia zabijał znów. A w nocy po raz pierwszy zmierzył się ze swoim koszmarem.

     Kolejna zbombardowana osada, kolejna akcja… I yenni stojący okrakiem na ludzkim strzępem.
Człowiek był ciężko ranny, poparzony, ale wciąż przytomny. Wił się w bólu, ślizgając w kałuży własnej krwi, jęczał bełkotliwie. Yenni stał z wymierzoną weń bronią, ale nie strzelał. Chociaż jego twarz skrywała maska, Odd dałby głowę, że po twarzy kolegi błąka się drwiący uśmieszek, pełen pogardliwej satysfakcji. To był nowy żołnierz, niedawno przydzielony do jego oddziału, pierwszy raz z nimi w akcji. Jego jeszcze bawiła podobna sytuacja. Zrozumienie przychodziło z czasem.
     Obserwując scenkę, Odd czuł narastającą wściekłość. Zabijał, a raczej dobijał takie ludzkie strzępy wielokrotnie, ale nienawidził bezmyślnej, okrutnej zabawy. W niektórych oddziałach była na porządku dziennym, ale nie u niego. Ani wcześniej, ani teraz na to nie pozwoli.
     – Skończ tą zabawę, zastrzel go i bierz się do roboty – warknął ostro w komunikator.
Żołnierz jednak nie drgnął, w dalszym ciągu obserwując wijącą się w agonii, żałosną dwuręką istotę.
     – Słyszałeś, co powiedziałem?! – wrzasnął wściekły  już teraz Odd. – Strzelaj, kurwa!
     Ale tamten tylko wzruszył ramionami i odwrócił się od swej niedoszłej ofiary.
     – I tak już zdycha. Szkoda ładunku.
     Odd błyskawicznym ruchem odbezpieczył broń i skierował ją ku podwładnemu. Palec nerwowo drgał na spuście, grożąc utratą kontroli.
     – To rozkaz. Wykonać. Ale już!
     – Grozisz mi...
     – Wykonaj rozkaz, gnoju!
     Żołnierz zawahał się. Nie widział twarzy swojego przełożonego, ale widział drżące w napięciu ciało i palce kurczowo zaciśnięte na kolbie broni. Wyczuwał też furię gotującą się w dowódcy. Mimo to trwał w bezruchu, wystawiając cierpliwość tamtego na próbę. Wreszcie Odd skierował broń, na pojękujący ludzki strzęp, oddał pojedynczy strzał i skrócił ofierze cierpienie.
     Z trudem nad sobą panując, brutalnie pchnął podwładnego w kierunku reszt grupy.
     – Nie toleruję takiej zabawy. Nie w moim oddziale. Zrozumiałeś, bydlaku?
     Urażony żołnierz, któremu po ostrym dźgnięciu w żebra lufą z pewnością pozostanie wymowny ślad w postaci rozległego sińca, odwarknął gniewnie:
     – Groziłeś mi i mam świadków. Mogę to zgłosić…
     Dowódca stracił cierpliwość i chwycił go za poły kombinezonu, przyciągnął do siebie, tak że twarz znalazła się przy twarzy. Dzieliły ich jedynie przyciemnione osłony masek.
     – Jeszcze raz cię przyłapię i zastrzelę jak psa. Zrozumiałeś? – wycedził przez zęby. Był tak wściekły, że z trudem łapał oddech. Najchętniej skręciłby temu smarkatemu arogantowi kark. – Zrozumiałeś?! – Potrząsnął brutalnie młodym rekrutem, gdy ten nie odpowiedział od razu.
     – Z... zrozumiałem – wyjąkał wreszcie, zaskoczony gwałtowną reakcją Odda.
     – I możesz sobie zgłaszać. W dupie to mam.
     Odd odepchnął żołnierza tak mocno, że tamten z trudem utrzymał równowagę, po czym odwrócił się i bez słowa oddalił.
     Do młodego podszedł ktoś z oddziału.
     – Groził mi. Słyszałeś? Ten sukinsyn mi groził. I to z powodu... – Ze złością trącił ludzkie zwłoki.
     – Nie baw się więcej w taki sposób. Nie przy nim. – Poradził starszy stażem towarzysz.
     – On jest stuknięty! – uniósł się młody.
     – Idziemy. – Starszy żołnierz pchnął go przed sobą. – Co do Tuuna… Zrozumiesz go, jak posiedzisz dłużej w tym naszym gównie. A na razie słuchaj poleceń, to wszystko.

***
     Denerwował się. Zdradziecki, zimny pot spływał mu stróżką po plecach sprawiając, że służbowy uniform lepił się do nich nieprzyjemnie. Zdawał sobie sprawę, że rozmowa z przełożonym nie będzie należała do łatwych, ale nie widział innego wyjścia. Musiał poprosić o przeniesienie. Nie był w stanie dłużej dobrze wykonywać swoich obowiązków.
     Początkowo, gdy go tu przydzielono, z innymi nowicjuszami rzygali po każdej akcji, a czasem i w trakcie. Nie gadali o swoich przeżyciach, emocjach, nie dzieli się żadnymi wrażeniami. Nikt chyba nie miał odwagi. Zamykali się w sobie, jedni obawiając się oskarżeń o zbyt miękkie serce, inni o przerażającą obojętność. Każdy tłumił w sobie cokolwiek czuł, aż przychodził moment, kiedy coś pękało w psychice. Wtedy stawali się automatami bez myśli i uczuć, albo musieli odejść.
     Odd postanowił odejść zanim to, co musieli robić, całkowicie go zniszczy albo, co gorsza, przywiedzie do jakiegoś szaleńczego czynu. Dwa dni temu, omal nie rozwalił jednego ze swoich rekrutów. Naprawdę niewiele brakowało i żadnej ulgi nie przynosiła świadomość, że po kilku kolejnych akcjach, ten smarkacz sam zrozumie to, czego Odd i większość ze starszych, byli pewni. Że to wszystko nie ma sensu. Że gdzieś na górze, ktoś kto nie ma pojęcia, czym jest wojna podejmuje bezmyślnie głupie decyzje, które mają jedynie polityczne uzasadnienie. Cel uświęca środki… Chcieli zdobyć dla siebie przestrzeń życiową. Cel uświęca środki… Gówno prawda.

     Ostrożnie pomacał opuchliznę nas lewym okiem. Nie miał wątpliwości, że oprócz niej twarz ozdabia także kilka rozległych sińców. Wczorajszego wieczora, jeden z jego ludzi pękł. Wpadł w histerię i głośno wrzeszczał, że ma dosyć „tej pierdolonej wojny”, że wraca do domu. Kolegów, którzy próbowali go wyprowadzić lżył od morderców i zbrodniarzy i groził odbezpieczoną bronią. W końcu wezwanym sanitariuszom udało się wstrzyknąć szaleńcowi środki uspokajające i po chwili żołnierz zwinął się w kłębek na podłodze. Jego wrzaski straciły na sile i przeszły w żałosny skowyt. Gdziekolwiek go zabrano było mało prawdopodobne, by kiedyś w pełni odzyskał równowagę.
     W każdym z nich wojna coś bezpowrotnie zabijała. Wszyscy funkcjonowali na granicy wytrzymałości. Nieustannie napięte nerwy niebezpiecznie balansowały na granicy wybuchu i kompletnego szaleństwa. Odd najpierw z innymi próbował uspokoić ogarniętego amokiem towarzysza, potem sam wdał się w bójkę z kimś kto na zaczął psioczyć i wyzywać od pacyfistów i tchórzy.
   
     Teraz odetchnął głęboko i energicznie zastukał w drzwi i niemal jednocześnie dobiegło ze środka głośne: „Wejść!”. Pewnym krokiem wszedł do niskiego, ciasnego pomieszczenia i zameldował się schrypniętym głosem.
     Dostępne budynki i pomieszczenia niemal zawsze były za małe, za ciasne i za niskie. Ludzie budowali je przecież na własne potrzeby, a nie dla yennich.
     Przełożony rzucił wchodzącemu chmurne spojrzenie spod ściągniętych brwi. Odd wyprężył się służbiście i zameldował. Sherib Zaas skrzywił usta w niechętnym grymasie.
     – Spocznij – burknął. Palce jednej pary ramion nerwowo bębniły w blat zaimprowizowany z wyrwanych z zawiasów drzwi. Podsunął w kierunku Odda czytnik z dokumentem, który miał przed sobą.
     – Wyjaśnij to – zażądał.
     – To moja prośba o przeniesienie – odparł spokojnie. Nie musiał patrzeć na podsunięty czytnik. Kiedy rano wezwano go do dowódcy, doskonale wiedział w jakiej sprawie.
     – Dlaczego, Tuun? Doskonale wiesz że brakuje mi doświadczonych żołnierzy, a ty jesteś jednym z najlepszych.
     – Wypaliłem się, sheribie. Groziłem podwładnemu, z innym się pobiłem.
     – Nikt nie składał skargi...
     – Zapewne nie chcieli mi szkodzić. Coraz trudniej mi panować nad sobą. Obawiam się...
     – Wystarczy – przerwał mu i przez chwilę w milczeniu mierzył wzrokiem. – Zbyt dobrze cię znam, żebym podejrzewał cię o jakiś kaprys. Wiem, że skoro wniosłeś tę prośbę, coś poważnego musi być na rzeczy. Nie wystarczyłby ci jednak dłuższy urlop?
     – Jeżeli wyjadę, nie będę w stanie wrócić do swoich obowiązków, nie wrócę i skończę jako dezerter. Jeżeli odrzuci pan moją prośbę… Przy kolejnej akcji mogę nie wytrzymać. Zrobię coś głupiego i stanę przed sądem za nadużycie uprawnień. Pan dobrze wie, że każdy z nas ma ograniczoną wytrzymałość i albo odchodzimy albo kończymy jako psychopaci. Jestem u granic wytrzymałości, stąd moja prośba.
     – Oddział dywersyjny. To jedyna alternatywa, wiesz o tym? Tu czy tam nie uciekniesz od zabijania.
     – Wiem, ale zmieni się skala i sposób. I prócz zabijania będzie też równa walka z przeciwnikiem, który ma broń, tak jak ja.

***

Taaa... Wiosna panie, za oknem. Niedźwiedzie już dawno wstały, pora co bym i ja się z zimowego snu wyrwała. Trochę dialogów dzisiaj. Ćwiczę, bo podobno marnie mi wychodzą. Z logiką i uporządkowaniem fabuły też podobno jestem na bakier. Korektorzy nie dają rady biedactwa i w ogóle to należałby pisać moje teksty od początku, a najlepiej żebym całkiem dała sobie spokój i nie katowała Was swoją tfurczością (sic!). Bowiem wielkiej determinacji trzeba, by przez moje opowieści przebrnąć do końca. A niedoczekanie...

Wszystkich mocno zdeterminowanych witam w roku 2015 :D. Ponad 86 000 wejść na bloga ma swoją wymowę. Moi drodzy jestem pełna podziwu dla Waszej wytrwałości i gratuluję samozaparcia z jakim brniecie przez moje, zupełnie nie nadające się do czytania, opowiadania :)

I do kolejnego wpisu, oczywiście. Przecież nie mogę zawieść wszystkich pragnących się umartwiać czytaniem moich tekstów ;)

Edit: Gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości to dzisiejsza post-wpisowa pogadanka jest poszyta ironią i sarkazmem ;)

6 komentarzy:

  1. Kobieto, bosko się Ciebie czyta! Pozdrawiam i czekam na dalszą część. Ann

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam kolejną mocno zdeterminowaną ;) Miło, że ktoś jednak daje radę :) Cześć kolejna dziś lub jutro. Raczej jutro ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kajjka, sorka za poślizg, ale musiałam przelecieć (czyt. przemęczyć) od początku, żeby się znowu wkręcić w fabułę.
    Co następuje.
    No nie da się tego czytać. Po prostu dno, bagno i torfowisko zatęchłe. Szczegółowe, staranne opisy otoczenia zupełnie przytłaczają. Czułam pył w nosie i piach mi strzelał między zębami, kiedy prowadziłaś Odda tym wymarłym, zbombardowanym miastem w poprzednim rozdziale. Fuu! I jeszcze te dialogi... Naprawdę powinnaś więcej porozmawiać z ludźmi, żeby wiedzieć jak to wygląda w normalnym życiu. Ohyda!!! Weź Ty się lepiej za dzierganie, albo skręcanie długopisów, bo pisanie to... Ech. Szkoda słów...

    SORRY!! NIE MOGŁAM SIĘ POWSTRZYMAĆ :D !!! :D :D :D !!!

    Tak mnie ubawił ten dopisek na końcu, że aż mi złośliwe różki wyrosły i musiałam to napisać. Oczywiście złośliwe nie w stosunku do Ciebie, a do szacownego grona korektorów. Już widziałam ich pełne satysfakcji uśmiechy, kiedy zaczną to czytać :D

    A teraz prawidłowy początek wypowiedzi.
    Kiedy czytałam "15 godzin" na bieżąco podobała mi się najbardziej właśnie ta szczegółowość opisów i genialnie wprost oddany klimat i nastroje w zdewastowanym mieście. Uważam realizm (w nierealnym świecie) za Twoją bardzo mocną stronę.
    Teraz, kiedy przeczytałam ciągiem wszystkie cztery rozdziały efekt został spotęgowany wielokrotnie. Chciałam je przelecieć pobieżnie, żeby tylko sobie przypomnieć co to tam było, ale jak zaczęłam czytać nie mogłam się oderwać. Fantastyczne opowiadanie/powieść. Pomijając fakt, że zakochałam się (miłością czysto platoniczną) w żołnierzu pełnym miłosierdzia i skrupułów, to brutalność wojny powala na kolana. Wykreowałaś Odda tak wyraziście i mocno, że mogę sobie tylko wyobrażać i snuć domysły co się będzie działo dalej. Chociaż oczywiście bajać sobie mogę, a i tak nie zgadnę coś Ty tam wymyśliła. W każdym razie swoim zwyczajem domagam się chociaż łyżeczki lukru i czekam na następne spotkanie z Anną.

    Pisz, Kajjko, pisz, bo my, wytrwali weterani Twoich historii cierpliwie przezimowaliśmy i teraz usychamy z głodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monia, chyba Ci napiszę, skąd mi się ta pogadanka wzięła, ale zrobię to w prywatnej wiadomości ;) I oczywiście niezmiennie się raduję, że mimo wszystko mocno zdeterminowanych nie brak ;). Jakby nie patrzeć to licznik nadal sobie tyka, a przypominam, że moich wejść nie liczy :)

      Co do lukru... Ja tam generalnie lubię lukier, ale... No, mam dylemat, bo jak polukruję to nie bardzo mi będzie zakończyć to tak, jak sobie planowałam. Zobaczę jeszcze, czy coś da się w tej kwestii zrobić. Nie obiecuję niczego, niczego się nie zarzekam :)

      Usuń
    2. Czekam z niecierpliwością, żeby się dowiedzieć cóż to za zaszczyty Cię znowu spotkały :) Czy polukrujesz czy też nie nie zmieniaj sposobu w jaki piszesz "15 godzin". Bo tą drogą będę zachwycona choćbyś wybebeszyła flaki mojemu żołnierzowi z uroczym nadmiarem rąk ;)

      Usuń
    3. Uroczym nadmiarem rąk, powiadasz? Hm... to teraz będzie mnie męczyć, jak ten nadmiar wykorzystać. Szkoda by było, żeby się zmarnował :P

      Usuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.