Ustaliłam harmonogram na ten tydzień: dziś spotkanie z Yave, we środę ruszymy z KiM, w piątek... to zobaczycie/poczytacie w piątek ;)
Czas skończyć, Yave... Czas skończyć... Wszystko skończyć... Zakręciło się jej w głowie, gdy
spojrzała w dół. Ostre krawędzie skał na dnie przepaści rozwiążą wszystkie
problemy, ukryją jej wstyd, jego hańbę...
Dłonie złożyła na brzuchu. Nie bój się... – szepnęła do rosnącego w niej życia – to tylko chwila, nic nie poczujesz... A potem nic już nie będzie, ani strachu, ani bólu, ani pogardy. Nikt nie będzie cię wytykał palcami... Tylko jeden krok...jeszcze jeden i koniec.
Łzy zalewały oczy, zasnuwając mgłą czeluść u stóp, przerażającą i jednocześnie kuszącą obietnicą nieistnienia. Nie zauważyła szarej błyskawicy, która wypadła spomiędzy drzew i mknęła w jej kierunku.
Dłonie złożyła na brzuchu. Nie bój się... – szepnęła do rosnącego w niej życia – to tylko chwila, nic nie poczujesz... A potem nic już nie będzie, ani strachu, ani bólu, ani pogardy. Nikt nie będzie cię wytykał palcami... Tylko jeden krok...jeszcze jeden i koniec.
Łzy zalewały oczy, zasnuwając mgłą czeluść u stóp, przerażającą i jednocześnie kuszącą obietnicą nieistnienia. Nie zauważyła szarej błyskawicy, która wypadła spomiędzy drzew i mknęła w jej kierunku.
***
Mężczyzna biegł tak szybko, jak tylko pozwał mu na to teren
i siła mięśni.
– Szukaj! – zawołał do psa węszącego przed nim.
Zwierzę szczeknęło krótko, jakby zrozumiało polecenie i pomknęło, wietrząc świeży trop w powietrzu. Niepokój podążającego za nim człowieka wzrósł i sięgnął zenitu, gdy mijał porzucony na mchu, pusty koszyk. Leżał tam, tak jakby ktoś bezwiednie wypuścił go z ręki, nie zauważywszy zguby. Uker przerzucił w pośpiechu łuk przez plecy, bo z wolnymi rękoma łatwiej i szybciej mógł się przemieszczać.
Człowiek to twarde stworzenie... Nie ma takich nieszczęść, takich tragedii, z których nie byłby zdolny się podźwignąć. O ile tylko w chwili słabości znajdzie się przy nim ktoś, kto powstrzyma przed wykonaniem kroku, po którym nie ma już powrotu.
Cokolwiek spotkało tę dziewczynę, jakakolwiek była przyczyna jej rozpaczy i desperacji... Uker zdał sobie sprawę, że w tej chwili jest najprawdopodobniej jedynym, który może zapobiec nieszczęściu.
Zwierzę szczeknęło krótko, jakby zrozumiało polecenie i pomknęło, wietrząc świeży trop w powietrzu. Niepokój podążającego za nim człowieka wzrósł i sięgnął zenitu, gdy mijał porzucony na mchu, pusty koszyk. Leżał tam, tak jakby ktoś bezwiednie wypuścił go z ręki, nie zauważywszy zguby. Uker przerzucił w pośpiechu łuk przez plecy, bo z wolnymi rękoma łatwiej i szybciej mógł się przemieszczać.
Człowiek to twarde stworzenie... Nie ma takich nieszczęść, takich tragedii, z których nie byłby zdolny się podźwignąć. O ile tylko w chwili słabości znajdzie się przy nim ktoś, kto powstrzyma przed wykonaniem kroku, po którym nie ma już powrotu.
Cokolwiek spotkało tę dziewczynę, jakakolwiek była przyczyna jej rozpaczy i desperacji... Uker zdał sobie sprawę, że w tej chwili jest najprawdopodobniej jedynym, który może zapobiec nieszczęściu.
Zauważył postać w szaroniebieskiej sukience nad przepaścią, nim jeszcze wydostał się z
gęstwiny na otwartą przestrzeń. Postąpiła niepewnie krok w przód i teraz stała teraz na samym skraju
urwiska. Wystarczyło by się przechyliła, by zakręciło się jej w głowie od
wysokości i straciła równowagę... Krzyk uwiązł Ukerowi w gardle. Usłyszy go,
zlęknie się, zachwieje i...
– Trzymaj... – rzucił psu, choć ten wysforował się już daleko do przodu
i nie mogło dolecieć go wyszeptane polecenie. Zwierzę samo, instynktownie, bez
rozkazu pomknęło w kierunku dziewczyny, z impetem rzuciło się na nią,
odpychając od krawędzi i przewróciło na ziemię. Uker nie zwolnił kroku, ale
odetchnął bezwiednie. Kal nie wypuści zdobyczy, tego był pewien. Zdążył...
***
Nie zauważyła szarej błyskawicy, która wypadła spomiędzy
drzew i mknęła na przełaj przez wrzosowisko w jej kierunku. Coś z wielką siłą
uderzyło ją z boku, odrzucając od krawędzi i obalając na ziemię. Na kilka
sekund straciła oddech i zrobiło się jej ciemno przed oczyma. Kiedy odzyskała
ostrość widzenia dostrzegła tuż nad sobą białe, wilcze kły a z gardła bestii
dobywało się ciche, złowrogie warczenie... Wilk,
czy przepaść... Co za różnica? Ramiona, którymi odruchowo osłoniła się
przed atakiem, opadły bezwładnie. Odwróciła głowę, zamknęła oczy i obojętnie
oczekiwała bólu zadanego przez zatapiające się w gardle kły...
Ale poczuła jedynie ciepły, miękki i mokry jęzor na policzku.
Ale poczuła jedynie ciepły, miękki i mokry jęzor na policzku.
***
Pies unieruchomił dziewczynę, opierając ciężkie łapy na jej piersi.
Ku zaskoczeniu Ukera, nie krzyczała, nie próbowała się osłaniać, czy bronić. Leżała
bez ruchu, jak martwa.
Pełen najgorszych obaw przypadł do niej. Powieki miała zamknięte, ale na szczęście oddychała. Gestem odesłał Kala, nachylił się nad leżącą i ostrożnie odwrócił jej twarz. Znów odetchnął z ulgą, gdy otworzyła zaczerwienione od płaczu oczy.
Pełen najgorszych obaw przypadł do niej. Powieki miała zamknięte, ale na szczęście oddychała. Gestem odesłał Kala, nachylił się nad leżącą i ostrożnie odwrócił jej twarz. Znów odetchnął z ulgą, gdy otworzyła zaczerwienione od płaczu oczy.
– Bałem się, że upadając coś sobie zrobiłaś. – Uśmiechnął
się. – Stałaś na skraju przepaści... Gdyby nie pies... Co ty chciałaś zrobić,
dziecko?
Więc to był pies, nie
wilk... Szkoda...
– Skoczyć... – odezwała się schrypniętym od szlochu głosem.
Mężczyzna chwycił ją pod pachy i zmusił, by usiadła, zacisnął dłonie na ramionach i potrząsnął nią.
– Oszalałaś, dziewczyno?! – W głosie drgało oburzenie. –
Żaden powód nie jest dość słuszny, by marnować młode życie!
Yave skrzywiła z goryczą usta, potrząsnęła głową i próbowała, niemrawym gestem, strącić przytrzymujące ją ręce.
– Zostaw mnie człowieku... Niewarta jestem byś zaprzątał
sobie mną głowę.
Pochwycił jej twarz i obrócił ku sobie.
– Dziecko – powiedział z przyganą – za młoda jesteś, by
mówić takie słowa.
– Dziecko... – skrzywiła się z ironią. – Zostaw mnie...
Znów spróbowała uwolnić się z uścisku męskich dłoni, ale nie miał zamiaru
ustąpić, ani tym bardziej pozostawiać w tym miejscu niedoszłej samobójczyni samej. Przyjrzał się jej uważnie, ze zmarszczonym czołem. Potem podniósł się, dziewczynę także stawiając na
nogach.
– Do mojej chaty jest bliżej niż do osady – stwierdził. – Odpoczniesz u mnie, potem odprowadzę cię do domu. – Postanowił, nie pytając jej o zdanie
Dla pewności mocno zacisnął palce na dziewczęcej dłoni.
Nie rozmawiali w drodze. Uker o nic już nie pytał, zaś Yave
nie miała ochoty, by mówić z kimkolwiek. Poddała się, zobojętniała na wszystko co działo się dookoła i bezwolnie szła za trzymającym ją pewnym chwytem za
rękę, mężczyzną. Nawet myśleć przestała, w głowie miała kompletną pustkę.
Weszli do chaty i Uker wcisnął ją w ławę za stołem, jakby obawiał się, że jeśli zostawi ją w miejscu, w którym będzie miała więcej swobody ruchu, to ucieknie i znów spróbuje zrobić coś głupiego. Sam zakręcił się przy piecu, rozpalił ogień w palenisku.
Skromna, prosta strawa, którą wczesnym rankiem przygotował dla siebie, by mieć się czym posilić po powrocie z polowania, była zimna i trzeba było ją odgrzać, żeby poczęstować nieprzewidzianego gościa. Zerkał na nią z posępną miną i troską w oczach. Dziewczyna była blada, pod oczyma wyraźnie odznaczały się sińce. Szczupła... zbyt szczupła, można by rzec. Siedziała jednak spokojnie, ze spojrzeniem utkwionym tępo w blat stołu, dłonie splotła na podołku i niezmiennie milczała.
Postawił przed nią miskę z ciepłą zupą, położył obok łyżkę i usiadł naprzeciw.
Weszli do chaty i Uker wcisnął ją w ławę za stołem, jakby obawiał się, że jeśli zostawi ją w miejscu, w którym będzie miała więcej swobody ruchu, to ucieknie i znów spróbuje zrobić coś głupiego. Sam zakręcił się przy piecu, rozpalił ogień w palenisku.
Skromna, prosta strawa, którą wczesnym rankiem przygotował dla siebie, by mieć się czym posilić po powrocie z polowania, była zimna i trzeba było ją odgrzać, żeby poczęstować nieprzewidzianego gościa. Zerkał na nią z posępną miną i troską w oczach. Dziewczyna była blada, pod oczyma wyraźnie odznaczały się sińce. Szczupła... zbyt szczupła, można by rzec. Siedziała jednak spokojnie, ze spojrzeniem utkwionym tępo w blat stołu, dłonie splotła na podołku i niezmiennie milczała.
Postawił przed nią miskę z ciepłą zupą, położył obok łyżkę i usiadł naprzeciw.
– Zjedz – polecił – musisz być głodna.
Wzięła łyżkę w dłoń, ale ledwo dziobała strawę. Gardło miała
ściśnięte i z trudem dawała radę przełknąć cokolwiek. Nie czuła smaku, ani
zapachu. Była zupełnie nieobecna duchem. Choć wykonywała polecania.
– Jestem Uker – przerwał milczenie – a ty? Kim jesteś?
– Yave – odparła obojętnym tonem – córka Bergona.
Uniósł brwi wyraźnie zaskoczony.
– Córka Bergona? Cieśli?
– Tak – potwierdziła krótko.
– Pamiętam twego ojca – ożywił się mężczyzna – był dobrym
człowiekiem. Byłaś małym dzieckiem, gdy umarł.
– Miałam osiem lat...
– Pamiętam cię... mały, rudowłosy chudzielec, o wielkich
oczach – uśmiechnął się do wspomnień – wyrosłaś... Yave... Miałaś chyba jeszcze
brata, prawda?
– Tak. – Znów krótka odpowiedź, bez jakiegokolwiek
entuzjazmu.
– Z niego też pewnie już młodzieniec. A matka? Jak wam się
wiedzie? – Wypytywał ostrożnie, usiłując dociec przyczyny przygnębienia tak
wielkiego, że skłonna była odebrać sobie życie.
– Gedor zajmuje się końmi w gospodarstwie pana Imruta, matka
pracuje w jego domu.
– Nie jesteście więc bez środków do życia.
– Nie jesteśmy bogaci, ale mamy dach nad głową i nie
cierpimy nędzy.
– Więc dlaczego, Yave? – Zapytał w końcu wprost. – Dlaczego
chciałaś zrobić coś tak... okropnego?
Odłożyła łyżkę do miski, z której prawie nic nie ubyło. Oczy
wypełniły się łzami, więc pochyliła głowę, próbując je ukryć, ale kilka słonych
kropel zdradliwie kapnęło w zupę. Nagle wszystko zaczęło ciążyć bólem nie do wytrzymania... Tajemnica, niepewność, wstyd, dziecko pod sercem, odpowiedzialność... Musiała to z siebie wyrzucić, komuś powiedzieć, choć niewielką część tego, co ją dręczyło. Tę najważniejszą...
– Nie tylko sobie... – szepnęła, wymownie układając na brzuchu drżące dłonie.
Uker ściągnął brwi, potrząsnął głową z dezaprobatą i naganą. Westchnął
ciężko... Nie czuł się szczególnie zaskoczony. Ot, życie... nie ona pierwsza, nie ostatnia. Tyle, że przecież nie dokonała rzeczy sama...
– A ojciec? – spytał cicho. – Jego ojciec... – Wzrokiem
wskazał łono siedzącej przed nim dziewczyny.
– Nie ma ojca... – Dziewczyna zaprzeczyła, wolno kręcąc
głową.
– Yave – mężczyzna przybrał odrobinę surowszy ton – dzieci z
powietrza się nie biorą.
Ale ona ponownie zaprzeczyła, powtórzyła z zaciętym uporem,
cedząc powoli słowa:
– Nie ma ojca.
– No dobrze – westchnął zrezygnowany – nie chcesz nie mów,
nie moja rzecz to wiedzieć. Ale tutejsze prawo znasz, a z dzisiejszego wnoszę,
że ów... cię porzucił. A odpowiedzialność, Yave? Jego odpowiedzialność. Toż to hańba
dla mężczyzny, dziewczynę uwieść i brzemienną porzucić...
– Nie wie, że jestem brzemienna – wyznała z poczuciem winy.
Na to Uker poderwał się ze stołka i zaczął przemierzać izbę
wielkimi krokami.
– Dziewczyno! Na bogów! Rozumiem, że mnie nie chcesz
powiedzieć jego imienia, że matce się nie przyznałaś... Tak, nie patrz tak na
mnie. Wiem, że się nie przyznałaś, bo jakbyś to zrobiła nie byłoby cię tu
teraz. Ale nie powiedzieć mężczyźnie, że nosisz jego dziecko?! Czyś oszalała?!
Siedziała ze spuszczoną głową, połykając łzy.
– Czemuś choć matce nie powiedziała? – Naciskał. – Przecież
by doradziła, co czynić.
– Nie chciałam jej martwić...
– Nie chciałaś martwić?! – Ramiona i wzrok ze zgrozą powędrowały w górę. – Ty życie chciałaś sobie odebrać! I dziecku! Dopiero byś przydała wszystkim zgryzoty i nieszczęścia!
Opanował wzburzenie, bo przecież chciał pomóc, a nie
pogłębiać rozpacz i poczucie winy w dziewczynie, czyniąc jej wymówki. Usiadł na powrót za stołem.
– Dziecko, dlaczego jemu nie powiedziałaś? Może wcale...
– Chciałam – chlipnęła i pociągnęła nosem, wierzchem dłoni
ocierając kapiące łzy – chciałam powiedzieć, ale...
– Ale co?
– Nie ma go już w Nammas. Wyjechał. Zresztą... nie chciałby dziecka...
ani mnie. Jestem tylko córką byłych niewolników...
– To Aura, tak?
Twierdząco potrząsnęła głową.
Twierdząco potrząsnęła głową.
– Wychowałaś się tutaj, Yave, znasz tutejsze prawo. Aura nie
porzuciłby cię, ot tak. Dziecko uznałby na pewno, dał nazwisko i ród... Może
nawet ożenił się, bez względu na twe pochodzenie. To honorowi ludzie, dobrze o tym
wiesz.
– Tak, wiem. I dlatego... Ożeniłby się, bo musiałby. Z
czasem znienawidziłby nas oboje. Dlatego chciałam umrzeć... Nie ma Yave, nie ma
dziecka, nie ma niczyjej hańby...
– O, bogowie – prychnął gniewnie, wywracając przy tym
wymownie oczyma. – Lepsza śmierć twoja i niewinnego dziecka. Tak? Tylko kobieta
może myśleć, tak pokrętnie.
– Pokrętnie? Przecież śmierć jest taka prosta.
– Prosta – sarknął z irytacją. – Dla umierającego prosta,
żywym zostawia udrękę i moc pytań bez odpowiedzi. Nie Yave, śmierć nie jest
prosta. To jedynie ucieczka, w dodatku ucieczka w nieznane.
– Nic innego nie mogę zrobić. – Znów chlipnęła przez łzy.
– Możesz powiedzieć prawdę.
– Komu? Obcym ludziom? Tobie? Matce? Po co? Jego tu nie ma.
Nie może się bronić ani uczynić nic, by ratować honor. Tylko ja... jeżeli
zmilczę. A któż milczy skuteczniej niż umarły?
– Ale tobie nie wolno tego zrobić. – Tłumaczył jak dziecku,
którym ledwie chwilę temu przestała być. – Młoda jesteś, życie przed tobą.
– Jakie życie? – Załkała z goryczą. – Tylko to mi zostało.
Umrzeć.
– Nieprawda – powiedział łagodnie, podając jej lnianą
chustkę do wytarcia nosa i łez – są inne sposoby.
Wytarła posłusznie nos.
– Dlaczego chcesz mi pomóc, Ukerze?
– Nie wiem – wzruszył ramionami. – Może zbyt długo troszczę
się wyłącznie o siebie, a ciebie los postawił na mojej drodze, bym to zmienił. –
Pogładził wierzchem dłoni mokry policzek dziewczyny. – Nie martw się już –
uśmiechnął się łagodnie – gorsze biedy się w życiu trafiają niż nieślubne
dzieci. Porozmawiam z twoją matką, coś zaradzimy, obiecuję. Odpocznij teraz
trochę – wskazał łóżko w kącie izby – ja oporządzę inwentarz, potem cię
odprowadzę.
Gdy się położyła krzątał się jeszcze chwilę po izbie.
Wyszedł do gospodarstwa dopiero, jak nabrał pewności, że dziewczyna zasnęła.
– Cóż, Yave – mruczał do siebie – jest w sumie tylko jeden
sposób. Trzeba cię wydać za mąż...
następny fragment
I na dziś to byłoby na tyle... ciąg dalszy nastąpi niewątpliwie, bo jak widać historia rozwojowa jest jeszcze ;). U mnie dziś za oknem piękna pogoda, słoneczko świeci, oby tylko zechciało się tak utrzymać do weekendu...

Niestety na weekend ma padać. Ale pociesze Cię, że u mnie, więc kawałek od Ciebie ;)
OdpowiedzUsuńWidzę nowego gadulca zmontowałaś :) A miałyśmy przy komputerach nie siedzieć za dużo!! Ech...
Co do rozdziału, to ja tu węszę niezłą intrygę... A ponieważ pojawienie się Melty podczas ślubu i krzyknięcie "NIE", byłoby jak na ciebie za słabym zagraniem, spodziewam się wspaniałej zabawy :D
Pogoda zawsze ma własne zdanie w kwestii dni wolnych ;/ Na gadulca namówiła mnie Karo, a ponieważ nie gadzina się nie drze "JEŚĆ!" to nie chich sobie wisi ;)
UsuńWęsz, węsz... Czy ja już gdzieś nie mówiłam, że krótko nie umiem? A Meltę wysłałam w najbardziej niebezpieczny koniec świata i nie jak sam rzekł, nie wiadomo czy wróci :p
Ten komputer jest wredny drugi raz musze pisać komentarz bo mi wszystko skasowal Ciesze się ze zdązyl ja uratować ,podejrzewam ze się z nia ozeni ale cuję ze coś tam porobisz bo by bylo to za proste Co do Melty to wróci i karzesz mu pokutować za grzechy dzięki za ten fragment blanka
OdpowiedzUsuńNo, masz... nie powiem co będzie, tylko tyle, że nie od razu Kraków. Kolejny kawałek pewnie w przyszły poniedziałek, o ile nie wybuchnie jakaś wojna i mnie od sieci nie odetnie ;)
UsuńWitam,
OdpowiedzUsuń"Chwilkę" mnie nie było. Wchodzę na bloga, a tu takie zmiany! Na telefonie tego nie widać,a na kompie to, aż się rzuca w oczy! No fajnie to teraz wygląda :) Później sobie po testuję. Co i jak...
A teraz rozdziały i zaległości ... nadrobione. :) Pochłonięte!
No ciekawe za kogo chcesz wydać Yave?! Już się chyba ochotnik znalazł! Robi się to coraz bardziej skomplikowane.
Nie chcę... ale muszę napisać, że ja już tu nóżkami przebieram ( pewnie nie jestem jedyna ) i nie mogę się doczekać jak chcesz zakończyć losy DŻ Kasiu?! Ale spokojnie jeszcze poczekam/poczekamy... ale byle nie za długo każ mi/nam... czekać Kasiu! :P :)
Pozdrawiam Lena
Leno, stęskniłam się za Tobą, mam nadzieję, że wakacje były udane :)
UsuńYave ma szczęście, że bozia (autorka ;p) urody jej nie poskąpiła, jest więc szansa, że ochotnik się znajdzie, chociaż dziewczę już "napoczęte" ;)
Walczę z DŻ, bo muszę jakoś sensownie umotywować, ostateczne decyzje podjęte przez bohaterów... Już mi się zaczynają śnić po nocach, więc jest szansa, że w końcu ich opanuję :)