Przepraszam za spóźnioną publikację... Coś pogmerałam w opcjach i źle ustawiłam czas ;p
Ale już jest... zatem przyjrzyjmy się dziś trochę samej Yave ;)
Ale już jest... zatem przyjrzyjmy się dziś trochę samej Yave ;)
poprzedni fragment
– O mały włos, a moje pranie popłynęłoby z prądem! – Zawołała Eyat, przekrzykując klaskanie kijanek. – Matka obdarłaby mnie ze skóry! Co ty
tam robiłaś tak długo?!
– Gadaliśmy! – Odkrzyknęła krótko Yave, nie podnosząc
wzroku.
Eyat rzuciła spojrzenie na lekko nabrzmiałe i wyraźnie zaczerwienione usta przyjaciółki i postanowiła nie dociekać tematu owej „gadki”. Była najmłodszą z czterech córek swego ojca. Jej siostry były już zamężne, ale nim to nastąpiło nieraz wracały wieczorami z ustami obrzmiałymi, jak usta Yave w tej chwili. Uśmiechnęła się tylko pod nosem.
Eyat rzuciła spojrzenie na lekko nabrzmiałe i wyraźnie zaczerwienione usta przyjaciółki i postanowiła nie dociekać tematu owej „gadki”. Była najmłodszą z czterech córek swego ojca. Jej siostry były już zamężne, ale nim to nastąpiło nieraz wracały wieczorami z ustami obrzmiałymi, jak usta Yave w tej chwili. Uśmiechnęła się tylko pod nosem.
– Wiesz, chociaż kto to? – Zachichotała.
Yave przerwała walenie kijanką w płótno. Wyprostowała się i
wbijając śmiertelnie poważne spojrzenie w Eyat powiedziała:
– Nie.
I obie parsknęły śmiechem.
– Całowałaś się z mężczyzną i nawet nie wiesz, z kim? O, matko! – Śmiała się Eyat. – Nie wytrzymam...! Dlaczego nie spytałaś go kim jest?
– Wcale nie chcę wiedzieć. Nie chcę go znać. – Naburmuszyła
się Yave. – I nigdy więcej nie chcę go widzieć. A ty skąd wiesz, że się
całowałam? Podglądałaś?! – Ściągnęła groźnie ciemne brewki.
– Ja?! No, wiesz... – Szczerze oburzyła się Eyat. – Tylko tak
sobie pomyślałam, jak zobaczyłam twoje... – Znacząco dotknęła palcami ust.
Yave zagryzła wciąż lekko opuchnięte wargi, a potem szybko
ochlapała twarz zimną wodą.
– Mam nadzieję, że mama nie zauważy – mruknęła pod nosem.
– Matki nigdy nie widzą, bo stale im się wydaje, że córki są
małymi dziewczynkami i zawsze dziwią się niezmiernie, kiedy w domu pojawiają
się swaci – oznajmiła Eyat, z miną mędrca znającego się na rzeczy.
Skończyła
swoje pranie i sięgnęła do kosza Yave.
– Dawaj, będzie szybciej.
– Jeśli będę miała kiedyś córkę, zawsze będę sprawdzać, z
jakim ustami wraca – zaśmiała się Yave, a przyjaciółka zawtórowała wesołym chichotem.
– Ale dlaczego nie chcesz już widzieć tamtego młodzieńca? – Spytała
po chwili zaciekawiona Eyat. – Gdyby mnie całował taki mężczyzna... –
rozmarzyła się – ech, ja nie mam szans na takiego. Pewnie w końcu rodzina, żeby
mnie wreszcie mieć z głowy, wyda mnie za jakiegoś starego piernika, który sam
sobie niczego nie umiał znaleźć – westchnęła ciężko.
Yave pogładziła ją po głowie.
– Nie mów tak. Jesteś taka dobra, masz złote serce. Powinnaś
dostać najlepszego męża. Inni nie zasługują na ciebie.
– Jestem gruba i brzydka, sama wiesz.
– Eyat, bo zaraz cię walnę! – Płomiennowłosa dziewczyna uderzyła
kijanką o powierzchnię wody, ochlapując przyjaciółkę. – Masz piękne włosy i
oczy, i wcale nie jesteś brzydka, ani gruba. Popatrz tylko na mnie, wyglądam jak
tyczka i mam piegi jak indycze jajko. I jeszcze włosy jak wiewiórczy ogon. Komu
by się to mogło podobać?!
– Jemu się chyba spodobało. – Uśmiechnęła się filuternie
Eyat.
– Akurat! Wiesz, co mu się spodobało? – Yave zatrzęsła się
ze złości na wspomnienie doznanego upokorzenia. – Mój tyłek! – Wypaliła
wściekła.
Eyat otwarła usta ze zdumienia.
– Pokazałaś mu...
– Nic mu nie pokazałam! – Yave waliła kijanką z taką furią,
że Eyat zaczęła się obawiać, czy narzędzie ma szanse przetrwać dzisiejsze
pranie. – Przełożył mnie przez kolano i bezczelnie zajrzał pod spódnicę!
Nienawidzę go!
– I co? – Dopytywała się Eyat. Jej ciekawość sięgnęła
zenitu.
– Jak to, co?! Chciałam mu wydrapać oczy, ale wtedy... – Yave
urwała, bo na wspomnienie dalszego ciągu oblała ją fala gorąca i poczuła
znajome już drżenie kolan.
– No, co? – Niecierpliwiła się Eyat.
– ...wtedy mnie całował – dokończyła Yave, wracając do
pracy.
Klaskały kijankami w milczeniu, nie rozmawiając już póki nie
ukończyły prania. Później odpoczywały chwilę, siedząc na brzegu.
– Wiesz, co, Yave? – Odezwała się w końcu Eyat, wiążąc
rzemyki miękkich trzewiczków.
– Uhm...?
– Tak sobie myślę, że skoro on już cię obejrzał, to nie da
ci spokoju.
– Lepiej niech mi nie włazi w drogę – burknęła buńczucznie rudowłosa dziewczyna.
– Chyba musi być obcy... nie stąd, skoro taki śmiały. – Głośno zastanawiała się pulchna Eyat. – Żaden chłopak z Nammas nie pozwoliłby
sobie na coś takiego.
– Jeśli jest obcy, tym lepiej. – Yave wstała i podniosła
kosz z praniem. – Pojedzie sobie i już.
– Uważaj na siebie Yave. – Eyat zmrużyła oczy. Była troszkę
starsza od Yave i bogatsza o doświadczenia swoich sióstr. – Tacy mężczyźni
myślą, że wszystko im wolno. Uwodzą dziewczynę dla zabawy, a potem zostawiają.
– Nie martw się o mnie, ja się nie dam. Następnym razem przyłożę
takiemu... kijanką. – Podniosła w górę narzędzie i potrząsnęła niczym bronią.
Obie zaczęły się śmiać i nie przestając chichotać poszły
wreszcie do domu.
Kilka dni później…
Yave starannie składała wyprane i wyprasowane koronki.
– Zaniesiesz je dzisiaj? – spytała matka.
– Tak. Pani Illith mówiła, że chętnie zamówi więcej. Za poprzednie
dostałam buciki. – Uniosła lekko spódnicę i z zadowoleniem przyglądała się
miękkim pantofelkom z jasnobrązowej, licowanej skórki, zapinanym na sprzączki.
– Też mi zapłata. – Wzruszyła ramionami matka. – I gdzie ty
będziesz chodzić w takich butach? To buty dla królewny, nie dla prostej, wiejskiej
dziewczyny. Bardziej by ci się przydało trochę wełny. Można by uprząść i...
– Buty też się przydadzą. Mogę iść na przykład do dworu, albo
na jakąś zabawę...
– Tego mi jeszcze tylko trzeba żebyś po zabawach zaczęła
latać. Domu masz się pilnować. Nie dla ciebie pańskie zabawy.
– Mamo...
– Wiem, co mówię. – Matka z przekonaniem potrząsała głową. –
Gdyby ojciec żył, nie pozwoliłby na takie zbytki.
Yave nie zdążyła odpowiedzieć, bo rozmowę przerwało nagłe
wtargnięcie do izby, mocno czymś podekscytowanego Gedora.
– Mamo! – Wrzasnął od progu. – Umieram z głodu!
– Nie ty jeden. – Osadziła go matka. – Siadaj do stołu i
czekaj spokojnie, jak wszyscy.
– Mamo, ale ja się okropnie śpieszę! Mamy jechać z końmi na
górne pastwiska! Pojadą beze mnie – jęknął z desperacją.
– Nie szkodzi. Jestem pewna, że doskonale sobie bez ciebie poradzą.
Taki wyjazd to kilka dni, nie jesteś przygotowany i nie wydaje mi się...
– Ale ja wszystko mam! Sam przygotowałem wszystko! Ubranie,
prowiant! O nic się nie musisz martwić!
– To nie wycieczka dla dzieci, będziesz tam tylko
przeszkadzał.
– Proszę... – Wlepił w matkę błagalny wzrok i posłusznie
usiadł przy stole. – Nie jestem już malutkim chłopczykiem, no mamo...
Tillemi popatrzyła na swoje dzieci. To prawda, wyrosły. Czas
tak szybko upływał. Nie wiadomo kiedy przebiegło trzynaście lat od dnia, w
którym spalono ich wieś i przywieziono tutaj. Jej, mała wtedy, córeczka teraz była
całkiem dorosłą panną i do tego śliczną. Gedor też zapowiadał się na dorodnego
młodzieńca. Już przegonił wzrostem matkę i siostrę, i wydawało się, że ciągle
rośnie w oczach. Tillemi z nostalgicznym westchnieniem postawiła przed nimi
miskę z kluskami okraszonymi masłem.
– No, dobrze, jedź skoro to dla ciebie takie ważne.
Gedor poderwał się, wyskoczył zza stołu i chwyciwszy matkę w
pół, okręcił się z nią dookoła własnej osi.
– Dziękuję mamo! – Ucałował serdecznie oba policzki kobiety.
– Możesz jechać, ale dopiero, jak zjesz obiad – oznajmiła.
Postawił ją natychmiast na ziemi i rzucił się do michy.
– Tak jest! – Machał łyżką aż mu się uszy trzęsły.
– Zostaw coś dla siostry – zauważyła ze śmiechem Tillemi. –
Jedzcie, zaraz wrócę...
Gdy tylko matka znikła za drzwiami Gedor szturchnął siostrę
łokciem.
– Będziemy kryć klacze... – Zachichotał uradowany.
– Co ty nie powiesz? – Yave skrzywiła się ironicznie. – Wy?
A ja myślałam, że to robota ogierów, źrebaku.
– Ha, ha, bardzo śmieszne – wybełkotał z pełnymi ustami.
Siostra trzepnęła go lekko w kark.
– Nie gadaj z pełną gębą, bo się udławisz nim dorośniesz i
nauczysz, jak być ogierem.
Gedor najpierw przełknął posłusznie, nim odparował siostrze.
– Jaka ty jesteś mądra – stwierdził, wykrzywiając się z drwiną. – A może
pojedziesz z nami?
– Ja? A po co? – Wzruszyła ramionami.
– Kilku ogierów też tam będzie, może cię jakiś pokryje,
klaczko. – Uśmiechnął się zjadliwie.
Yave palnęła go łyżką w dłoń, którą trzymał na stole.
– Auuuaa! – Wrzasnął i próbował jej odpłacić tym samym, ale przezornie
zdążyła cofnąć rękę.
Drewniana łyżka z impetem wyrżnęła o blat stołu i złamała się.
Gedorowi został w garści tylko trzonek.
– Powiem, że ty zaczęłaś!
– Spróbuj, a ja powiem, po co jedziecie z końmi i będziesz
siedział w domu.
Chłopak ściągnął brwi.
– Jeśli to zrobisz, do końca życia ci tego nie zapomnę –
zagroził.
– To na przyszłość zastanów się, co do mnie gadasz.
Za drzwiami powracająca matka głośno odpowiadała na czyjeś
pytanie. Yave nachyliła się i sięgnąwszy wyrwała bratu z ręki wspomnienie po
łyżce, wciskając w garść własną, całą.
– Trzymaj i ani mru, mru. – Położyła znacząco palec na ustach.
– Uwielbiam cię siostro – wyszczerzył się do niej.
Sama się uśmiechnęła i przekornie pokazała mu język.
następny fragment
Przy okazji... Dziewczyny z chomika zrobiły nowy obrazek do "Grina". Grafika z gry. Też przekopywałam grafiki z tej gry, ale mnie to się taki nie napatoczył. I gdzie tu sprawiedliwość...? Aktualny "Grin" jest mniam. Stary stary stanowczo nie wytrzymał konkurencji ale można go obejrzeć w Galerii, jeśli ktoś chciałby sobie porównać ;). Nowego można obejrzeć, przy którejś z części "Grina".

Ach rodzeństwo! Jacy oni są fajni, jak się tak przekomarzają :P Aż przypomniały mi się moje siostry, jak to było jak byłyśmy w wieku naście lat... ach co to były za piękne czasy :)
OdpowiedzUsuńCiekawe z kim rozmawia matka Yave?
Nowy Grin mniam :P :)
Lena
Taaa... to były fajne czasy :D, mam młodszych braci i siostrę :). Matka Yave gada sobie z kimś bliżej nieokreślonym, pewnie jakaś sąsiadka zza płota. Po prostu musiałam ją z chaty wyprawić na moment ;)
UsuńA już myślałam... Ach ta fantazja! :P
UsuńLena
Grinożercy z nas. Mniam ;)
OdpowiedzUsuńZgadzam się - super relacja z bratem. Widać, że są ze sobą bardzo związani, bo nie boją się przeciągnąć struny. Kasiu mamy chyba słabość do rudzielców :D
Jeeeejku, jak ja zazdroszczę takiej relacji z rodzeństwem! Ja z moją siostrą się tylko leję, ale tak zupełnie poważnie - rzadko kiedy możemy sobie pozwolić na żarty. No cóż, bywa - może z tego wyrośniemy :)
OdpowiedzUsuńTak czy inaczej, ja już mam słabość do Yave! Świetna dziewczyna, taka charakterna, że aż miło - kurczę, aż się palę do przeczytania następnej części :D
I w ogóle muszę Ci powiedzieć, że naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem, jak naturalnie i przekonująco wychodzą Ci dialogi :) Dziś tylko tyle ode mnie, bo jest późno, a jeszcze matura do zrobienia przede mną ;_; W każdym razie już zacieram ręce na ciąg dalszy :D
Ale oni też się łomoczą, tylko może bardziej słownie ;), no i relacje między rodzeństwem w moim świecie nie rozwadniają się na gry komputerowe i telewizję, jak to teraz bywa, może dlatego bardziej czują wspólnotę. W którymś z epizodów z DŁ miałam scenę gdy Yave i Gedora, jako małe dzieci, w płonącej, złupionej wiosce, znajduje Botta, wspomniany we wstępniaku ;). Jeden z epizodów traktuje o nim i o jego żonie... ale to inna historia :)
Usuń