WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

10.03.2017

15 godzin... cz.29

Troszkę spóźnione, bo nie wyrobiłam się na 8 marca, ale jestem :). Na lato postanowiłam sobie z grubsza ułożyć harmonogram i kolejna część powinna pojawić się 20 marca. Zabrałam się też w końcu za drugą część "Dioris", choć jeszcze nie potrafię powiedzieć, kiedy zacznę ją publikować. Odkurzam też "Księżyc i miecz", który chciałabym wreszcie dokończyć. Podsumowując, nie mam pewności co pojawi się tego 20-tego, nie mniej coś będzie na pewno :). A dzisiaj zapraszam na spotkanie z bohaterami "15 godzin..." :)


poprzedni fragment


***
     – W porządku, przekażę jej – mówił spokojnym tonem, choć w środku gotował się ze złości. Zarówno ten przemądrzały palant jak i ona traktowali go jak chłopaka na posyłki. Owszem, podjął z nimi „współpracę”, bo potrzebował forsy a oni zaoferowali więcej niż ci dwaj yenni. Dokopanie Subik bez dwóch zdań sprawiłoby mu satysfakcję i Hudyc nie miałby nic przeciw temu, ale w przeciwieństwie do tej... modliszki, nie miał obsesji na punkcie tej lekareczki. Forsa, forsa zawsze była silną pokusą. A życie oferowało o wiele ciekawsze rozrywki niż ganianie króliczka, byle tylko człowieka było na nie stać. Ale nie tylko forsa trzymała go przy Nadii i Krossie. Bardziej świadomość, że ta para to psychopaci. Za nic w świecie nie chciałby mieć w nich wrogów, a tak właśnie by się stało, gdyby ich zostawił. Kupili jego czas i teraz wydawali polecenia jak podwładnemu. I nie było sposobu by się z tej transakcji wycofał, póki oni mu na to nie pozwolą. Ale nikt nie pomiata Hudycem. Nikt. Ani ta bezczelna lekarka, ani jakaś rąbnięta weteranka, której najwyraźniej kwas wyżarł nie tylko twarz, ale i mózg. Hudyc potrafił zdobyć się na cierpliwość i zawsze umiał wyczekać na właściwy moment. Teraz też da sobie radę.
     Stanął przed drzwiami mieszkania Nadii i zdecydowanym ruchem wcisnął dzwonek.

     Niezadowolona uchyliła powiekę. Co za gnida dobija się z samego rana?
     Uniosła się na łokciu i zerknęła na zegar wiszący na ścianie, by się przekonać, że wcale nie było już tak wcześnie.
     Wczoraj znów urządziła sobie rajd po cuchnących zaułkach. W nich można było znaleźć dobry materiał do wyładowania frustracji, która na skutek konieczności biernego czekania na wiadomość od Vlada, niemal ją rozsadzała.
     Owinęła się szlafrokiem i ziewając podeszła do drzwi, zerknęła w wyświetlacz monitoringu i skrzywiła się ze złością. A ten czego? Stęsknił się czy co? Ale kolejna, już nieco bardzie rozbudzona myśl podpowiedziała, że może ma jakieś istotne informacje od Vlada, który ostatnio wolał kontaktować się z nią właśnie przez pośrednika. Trochę ją to irytowało, ale wcześniejsza zażyłość stała się dla niej zbyt krępująca. Nie wykluczała jednak powrotu do niej, kiedy już przestanie ją dręczyć sprawa Anny. Wtedy odetchnie i pozwoli sobie na odrobinę szaleństwa.

     Kolejne natarczywe stukanie sprawiło, że ze złością szarpnęła klamkę, otwierając drzwi. Cofnęła się i wpuściła swego gościa. Minęła go bez słowa i poszła do pokoju, nie sprawdzając nawet czy idzie za nią.
     Podeszła do barku i nalała sobie do szklaneczki odrobinę akoholu. Nie zaproponowała przy tym poczęstunku Hudycowi. Spojrzała tylko na niego pytająco unosząc brew, gdy niezrażony jej nieuprzejmością sam i bez zaproszenia rozparł się w fotelu.
     – Vlad wróci za kilka dni. Powiedział, że masz być cierpliwa i nie robić żadnych głupot. Mam dopilnować żebyś ich nie robiła.
     Nadia z takim impetem trzasnęła szklanką o blat stolika, że kropelki zawartego w niej napitku rozprysły się dookoła.
     – Zaczynam mieć tego dosyć – syknęła. – Miał wrócić dzisiaj i przywieźć tę dziwkę. Co znów się stało? Powiedział ci coś więcej.
     – Taa... – odparł niedbale Miro, dłubiąc w zębach paznokciem. – Podobno ktoś ją wywiózł z tamtego obozu. Pojechał za nimi, stąd to opóźnienie. Poza tym nic w naszych planach się nie zmienia. Wiesz już, gdzie... Gdzie to zrobimy? – zapytał udając zainteresowanie.
     – A co to za różnica?
     Pogardliwy uśmieszek wykrzywił mu twarz.
     – Od razu widać, że brak ci doświadczenia w takich zabawach. Ogromna różnica moja droga. Vlad może ją przywieźć tutaj, owszem. I co dalej? – Sięgnął za siebie i puknął lekko w ścianę. – Ściany niewiele grubsze od papieru, a za nimi wścibscy sąsiedzi. A ona będzie wrzeszczeć, czyż nie? No chyba, że planujesz szybkie i humanitarne uduszenie.
     Nadia prychnęła z irytacją.
     – A widzisz – skwitował Miro. – A to wcale nie wszystko. Potem trzeba się będzie pozbyć zwłok, szorować podłogę z krwi, zeskrobywać kawałki...
     – Zamknij się już – warknęła na niego. – Oczywiście, że nie będę tego robić tutaj. Vlad zna miejsce, byłam tam dzisiaj w nocy, jest idealne. W opuszczonej dzielnicy, ale jest tam sprawny generator prądu. Przyda mi się do moich zabawek.
     – Gdzie to dokładnie jest? – Potrzebował informacji. Od początku ich „współpracy” zdawał sobie sprawę, że nie mówią mu wszystkiego, nie darzą zaufaniem, traktują jak kogoś lub coś pośledniejszego. To dlatego postanowił zagrać im na nosie i teraz musiał jak najwięcej dowiedzieć się o ich planach, żeby zrealizować swój.
     – Nie twoja rzecz – burknęła Nadia.
     Wzruszył ramionami, udając obojętność. Zarówno Nadia jak i Vlad byli całkowicie nieprzewidywalni, lepiej było nie dawać żadnemu z nich jakichkolwiek zachęt do tego, by wzięli go na cel. Ale nie z takimi cwaniakami miał już w życiu do czynienia. Z tą parą też sobie poradzi. Ogra ich i zrobi to w taki sposób, że nie będzie się musiał potem oglądać za siebie do końca życia. Prędzej czy później i tak się dowie szczegółów, skoro ona obiecała mu bonus w możliwości zlikwidowania małej hybrydy.
     Rozejrzał się leniwie po pokoju. Rozbebeszone łóżko, z którego, sądząc po niekompletnym stroju wyciągnął Nadię. Obudziło ją jego pukanie, ale nie miał wątpliwości, że nocy nie spędziła w domu. Był tu późnym wieczorem i nie zastał jej. Obserwował dom przez jakiś czas, ale nie wracała. Zresztą wystarczyło spojrzeć na jej zmęczoną poszarzałą twarz, żeby odgadnąć, że noc spędziła dość aktywnie. Zanim odstawiła szklankę na palcach zauważył obrączkowate sińce na wszystkich czterech palcach i kilka świeżych otarć na ich knykciach. Nie próbował o to pytać i tak by mu nic nie powiedziała, co najwyżej zbyła jakąś pogardliwą uwagą. Była niczym mroczna, przesiąknięta złem wampirzyca. Nawet by się nie zdziwił, gdyby się okazało, że dla zabawy faktycznie lubi sobie pochłeptać świeżą krew.
     Spojrzenie mężczyzny zatrzymało się na niewielkim stoliku pod oknem. Znajdowało się na nim kilka nietypowych przedmiotów: niewielka lutownica, kombinerki, słoik z... solą chyba, cęgi do cięcia drutu. Leżał tam też zwinięty bat z plecionych rzemieni.
     Uniósł brwi i cmoknął, wskazując wzrokiem na „arsenał” powiedział:
     – Widzę, że zabaweczki już masz naszykowane.
     Nadia prychnęła ze złością.
     – Nie martw się, dostaniesz swoją zabaweczkę i też będziesz się mógł pobawić. A teraz spadaj, chce mi się spać.
     – Jak się po nocy...
     – Zamknij się, kurwa! Nikt cię nie pyta o zdanie. Robię co mi się podoba i nic ci do tego. Pilnuj swojej działki. A teraz wynocha!
     Hudyc wywrócił oczyma, nie okazując poza tym żadnego gniewu czy irytacji na taką nieuprzejmość. Podniósł się i z kpiącym uśmieszkiem błąkającym się po twarzy, leniwym krokiem ruszył do drzwi. Swoje zadanie wykonał, przekazał informację, ogarnął co porabia i w jakim stanie jest Nadia, dyskretnie będzie miał na nią oko, jak mu polecono. Reszta nie powinna go interesować. A na odbicie sobie upokorzeń przyjdzie pora.
     – Chcę wiedzieć natychmiast, jeżeli Kross się odezwie! Rozumiesz?! – Krzyknęła, za nim, gdy chwytał już za klamkę. Uniósł tylko dłoń na znak, że przyjął żądanie do wiadomości.
     Zgrzytnął zębami, zamykając za sobą drzwi jej mieszkania. Wredna suka, w dodatku o odrażającym wyglądzie. Ale już niedługo każdy dostanie na co zasłużył, ona też.

***

     Krew z rozciętego łuku brwiowego zalewała mu oko, które puchło w zawrotnym tempie. Złamany nos zatkała opuchlizna i skrzepy, nie ułatwiał oddychania. Chciało mu się pić, ale nawet nie próbował prosić o wodę. Człowiek, jego oprawca nie miał najmniejszego zamiaru go niańczyć. Chciał jedynie informacji i Misha nie miał najmniejszych wątpliwości, że jak tylko drań je uzyska to jego ofiara zakończy życie. Jeśli ostatecznie nie dowie się niczego, to i tak Jaszczykov nie łudził się, że wyjdzie z tego spotkania cało.
     Musiał jedynie przyznać, że typek był naprawdę dobry w swoim fachu, skoro tak szybko do niego dotarł. Naprawdę miała nadzieję, że Anna potraktuje poważnie jego ostrzeżenie i chociaż jej już tego nie powiedział, to sama pomyśli o tym, by jak najszybciej spróbować znaleźć ojca swojego dziecka. Nawet gdyby go nie znalazła, w obecnych okolicznościach yenni powinni jakoś ją wesprzeć i przy nich byłaby względnie bezpieczna.
     Uzbrojona w kastet pięść znów wylądowała na szczęce mężczyzny, wywołując kolejną eksplozję bólu. Z popękanej i zmiażdżonej uderzeniem tkanki zaczęła sączyć się krew. Uderzenie choć silne wyważono jednak starannie, by nie uszkodzić kości. Oprawca potrzebował informacji i nie mógł sobie pozwolić na pozbawienie więźnia zdolności mowy.
     – Gdzie ona jest? – Po raz kolejny padło to samo pytanie, choć w pewnym sensie oprawca i jego ofiara rozumieli się bez słów. Dotąd ani razu nie padło imię tej o którą pytano. Zaś Jaszczykov ani razu nie zapytał o kogo chodzi. Po prostu milczał, a to sprawiało że irytacja Krossa rosła z każdą chwilę i z każdym zadanym ciosem z coraz większym trudem powstrzymywał się od włożenia weń całego impetu na jaki go było stać.
     Misha zacisnął w pięści związane za oparciem krzesła ręce, aż zatrzeszczały stawy, napiął mięśnie a grube kolce, kolczaste drutu, którego użyto do krępowania głębiej wbiły się w ciało.
Nie przeszkadzało mu to jednak zbytnio. Odziedziczone geny pozwalały mu radzić sobie z bólem znacznie lepiej niż zwykłemu człowiekowi. O tym jednak Kross nie mógł wiedzieć. Jaszczykov był też silniejszy niż przeciętnie bywa sprawny mężczyzna, ale nawet ta nieco ponadludzka siła nie była w stanie uporać się z wrzynającym się, tnącym skórę i mięśnie drutem.
     Stopy także mu unieruchomił, związał tym sam drutem i przymocował do masywnego krzesła... To niesprawiedliwe. Pozwolił sobie tylko na chwilę relaksu, dekoncentracji. Teraz drogo miało go to kosztować.

     Przyjechał tu prosto po tym jak Anna odjechała do Tukon. Nie mylił się, tropiący kobietę pies złapał trop i podążał nim. Ale dał się wyprowadzić w pole i poszedł za fałszywą zwierzyną. Właściwie Jaszczykov powinien był się go spodziewać. I spodziewał się, ale dopiero za dzień lub dwa. Nie docenił przeciwnika i teraz zbierał za to cięgi. Zdawał sobie sprawę, że choć drań nie wyciśnie z niego ani słowa, to jednocześnie nie zajmie mu zbyt wiele czasu wywęszenie właściwego śladu. Po opuszczeniu obozu były tylko dwa miejsca, do których można było się udać by potem kontynuować podróż w kierunku bardziej cywilizowanych miejsc. Fakt, że fałszywy kurator znalazł go tak szybko, dowodził że tego pierwszego nawet nie próbował sprawdzać. Ale to dobrze. To dawało Annie dodatkowy dzień lub dwa.
     Może uda się na dobre zniknąć w tłumie. Tymczasem mógł jedynie zatrzymać okładającego go drania jak najdłużej, w nadziei na uzyskanie konkretów.
     – Gdzie ją ukryłeś? Gadaj!
     Jaszczykov splunął krwią po czym wyszczerzył do Krossa zęby poznaczone rdzą.
     – No? Zgadnij? Pod którym drzewem ją zakopałem?
     Mężczyzna o lodowatych szarych oczach skrzywił usta z niezadowoleniem. Sięgnął za siebie i zza paska wyrwał broń. Przycisnął lufę odbezpieczonej do czoła Mishy. Wystarczyło lekko nacisnąć spust a wiązka przepaliłaby mu mózg na wylot. Ale nawet nie drgnęła mu powieka niespuchniętego oka a kpiący uśmieszek nie schodził z poobijanej twarzy. Krew sączyła się leniwie z poranionych nadgarstków i kostek, ale niektóre ranki już przyschły. Z całą pewnością żadna z ran nie groziła wykrwawieniem się. Miał jeszcze dość sił, by się bawić, bo to ciągnąć, by tego drania tu zatrzymać. Choćby jeszcze kilka godzin, może noc... I tak właśnie zrobi.
     – No? Zabij mnie. Na co czekasz, sukinsynu? – wybełkotał spuchniętymi i obolałymi ustami. Czuł w nich słonawy posmak krwi. Krwawiły dziąsła, kilka zębów się chwiało i przygryzł sobie język, który też trochę spuchł utrudniając mowę. – Nigdy beze mnie jej nie znajdziesz. Nawet się nie dowiesz, czy żyje, czy już jest martwa. Zabić ją... Cóż, za problem?
     Teraz to Kross wyszczerzył zęby w szyderstwie.
     – Pewnie, że nie problem. Ale ty jej nie zabiłeś.
     Jaszczykov prychnął drwiąco i wzruszył skrępowanymi ramionami. Nie odpowiedział. Kross podszedł bliżej i obcasem przycisnął palce jednej z bosych stóp więźnia. Ten napiął mięśnie i wciągnął powietrze przez nos, zaciskając usta.
     – Już się nie uśmiechasz? Jaka szkoda – zadrwił. – I tak w końcu powiesz co chcę wiedzieć. – Poruszył stopą aż zachrzęściły miażdżone kości.
     Rysy Mishy stężały. Drżał.
     – Tt... ty gnoju... – stęknął. – Gówno ci powiem.
     Cios w splot słoneczny spadł tak nagle i niespodziewanie, że Jaszczykov nawet nie zdążył zarejestrować momentu, w którym oprawca się do niego złożył. Uderzenie wycisnęło z płuc oddech a oczy zalała ciemność. A zaraz po niej nastąpił bolesny oślepiający błysk, gdy chłodna stal kastetu zetknęła się ze skronią. Zapadła cisza...

***


Wiosna za pasem, to jeszcze takie malutkie wspomnienie po całkiem ładnej tego roku zimie, tak dla przełamania monotonii:


Lobek jest bardzo fotogeniczny, ale zaraźnik nie cierpi aparatu i naprawdę nie jest łatwo pstryknąć mu fotkę. Tu akurat dał się skusić jakimś psim smakołykiem :). Teraz czekamy, aż się nam błonia nieco zazielenią, bo póki co jest tam tylko wszechobecne błotko. Wiemy, że jest, bo po roztopach tegoroczne taplanie się w kałużach wielkości jezior już zostało, w któryś słoneczny dzień zainaugurowane. Niestety, ostatnio trochę popadało i jedynie pojazdy gąsienicowe są w stanie tamtędy przebrnąć. I brną, metodycznie pogłębiając te kałuże-jeziora, bo w miękkim gruncie doły pod goździkami ryją się aż miło ;). To zaś oznacza, że Lobo może spać spokojnie, będzie się gdzie taplać całe lato... Ukochanego błotka nie powinno zabraknąć ;).

4 komentarze:

  1. He, he, może i dobrze Kajjko, że się na 8 marca nie wyrobiłaś z tą częścią, bo scena tortur i rozmowa dwóch gadzin różnego kalibru to niezbyt trafiony prezent na Dzień Kobiet:)
    Tak w sumie, to cieszy mnie, że Hudyc ma swój plan i jak rozumiem, zamierza pozbyć się Nadii i Vlada, chociaż czy to w czymś pomoże Annie i jej córeczce?
    Biedny Jaszczykov:( Przy Vladzie nawet dobre geny po tacie mu nie pomogą. Nie mógłby Odd przybyć na odsiecz?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zupełności się zgadzam, że ten kawałek kiepsko by wypadł jako prezent na Dzień Kobiet ;).
      Na Hudyca to ja mam plan, albo może miałam, bo troszkę mi się po Twoim ostatnim komentarzu zmieniła koncepcja. Ale na razie nie chcę uprzedzać faktów, bo wszystko wyjaśni się niebawem :). Czasem mnie tak bardzo język świerzbi, że odpowiedzieć na jakieś pytanie, czy wyjaśnić jakąś wątpliwość, ale to już taki etap tej historii, że każde słowo powiedziane w temacie będzie tym powiedzianym za dużo.

      Jedyne co mogę rzec, to że będę się ponad wszystko starać, żeby kolejny rozdział był gotowy na obiecanego 20 marca i mam nadzieję, że kolejny na 30. Ja tu już od jakiegoś czasu trąbię, że to już końcówka a tymczasem mi się to rozwleka. Myślę jednak, że mimo wszystko uda mi się nie przekroczy 40 rozdziałów ;).

      Pozdrawiam i dziękuję za obecność i cierpliwość :).

      Usuń
  2. Pani Katarzyno,testuje Pani naszą cierpliwość na maxa:). Teraz okres wakacyjny,to i pewnie od pisania również. spokojnych i słonecznych wakacji. A po nich mam nadzieję będzie co czytać. pozdrawiam cieplutko. czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Katarzyno,testuje Pani naszą cierpliwość na maxa:). Teraz okres wakacyjny,to i pewnie od pisania również. spokojnych i słonecznych wakacji. A po nich mam nadzieję będzie co czytać. pozdrawiam cieplutko. czytelniczka

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.