WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dioris II. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dioris II. Pokaż wszystkie posty

21.09.2017

Dioris II cz.2

Przyznaję się bez bicia, że troszkę się zaciełam na "Ukrytych" i mam tam już nieco materiału naklepanego na zapas. Ale to wszystko przez tę ubiegłotygodniową grypę. Jak mi gorączka rozmiekczyła "musk" to mi się tak pięknie wyklarował jeden wąteczek, że prawdę mówiąc wolę nie myśleć, jakie to chore wyjdzie :D. Ale to będzie jednak później.
Dziś pora na Dioris, aczkolwiek wciąż pozostajemy przy zdarzeniach z przed ucieczki Dioris. I jeszcze chwilę przy nich zostaniemy, ale prosze się nie martwić na zaś, do Botty dotrzemy szybciej, niż by się mogło zdawać ;).


poprzedni fragment


***
     Zatrzymała się na skraju obozowiska, skryta pomiędzy namiotami, nie chciała by ktoś ją widział. Wstydziła się tego, co czuła, bo to był głupie. Nie powinna, ale nie umiała się przed tym obronić. Trwała przy nim wtedy, kiedy był najbardziej bezbronny. Zdany na jej troskliwe dłonie, nieprzytomny, rozgorączkowany. To ona zmieniała mu opatrunki, obmywała rozgorączkowane ciało, czuwała w nocy, poiła. Słuchała, gdy mamrotał nieprzytomnie wzywając matki, sióstr, ojca. Ocierała pot z jego czoła, gładziła z czułością jego dłoń i uśmiechała się, szepcząc uspokajające słowa. Zasypiał wtedy zapatrzony w ten uśmiech, spokojnie, jakby znajdywał w jej głosie ukojenie. Wyobrażała sobie, że tak właśnie jest. Że to jej obecność pozwala mu wracać do zdrowia. W jakimś sensie tak właśnie było, tyle że Anegord nie był w tym stanie świadomy jej obecności, a Mirith nie chciała myśleć, co będzie później. Teraz był jej.
     Od dziecka go podziwiała. Z daleka i nie robiąc sobie nadziei, bo jakież mogła by mieć chłopska córka względem pańskiego syna? Od zawsze wiedziała, że to jedynie marzenie. A jednak teraz kiedy kraj stanął w ogniu, na krótką chwilę stali się sobie równi i marzenie ożyło. I nie umiała go w sobie stłumić, choć wiedziała, że na dłuższą metę nic się nie zmieniło.

12.09.2017

Dioris II cz.1

Wyczekana ;). Długo nie mogłam się za to zabrać, ale w końcu ruszyłam to z miejsca. Uprzedzam jednak, że możecie się poczuć nieco zaskoczeni. Mam jednak nadzieję, że mi zaufacie i nie zniechęcicie się do tego tekstu. Wszystko co się w nim dzieje jest integralną częścią całego cyklu. Ponieważ nigdy nie połączyłam wątków w jednolitą całość, niejednokrotnie musze wracać i nawiązywać do przeszłych zdarzeń, czasem też te zdarzenia mogą pojawiać się w różnych częściach, bo są istotne dla bohaterów nie tylko jednej ale też innej części. W przypadku tej części postanowiłam jednak połączyć w całość to co dodtyczy jednej rodziny, szczególnie, że to co będziecie (mam nadzieję) początkowo śledzić, ściśle wiąże się z losem tytułowej bohaterki.

Po zamknięciu "Dioris" postaram się ogarnąć także wątki pozostałych łabędzic, nawet jeśli są one mocno nieudolne i jako że pisane najwcześniej najsłabsze. Ale chciałabym tu na blogu w całość zamknąć cały cykl.

A teraz już zapraszam na inauguracyjny wpis z Dioris II.


START


Rok wcześniej…

    Palamare - stolica Barthii
     Potężne wrota uginały się z każdym uderzeniem tarana i trzeszczały złowieszczo. Było oczywiste, że długo już nie wytrzymają. Zresztą, nieliczni obrońcy na murach i tak nie byli w stanie powstrzymać nawały. Nieobyci z bronią mieszczanie, jeden po drugim, porzucali stanowiska i biegli ratować dobytek.
     Płonęły składy kupieckie. W ciasnej, miejskiej zabudowie ogień stanowił śmiertelne zagrożenie a opanowanie go graniczyło z cudem. Kłęby duszącego dymu ograniczały widoczność.
     Młody Anegord porzucił konia. Płochliwe zwierzę jedynie przeszkadzało. Przez prący w kierunku rynku tłum przedzierał się pod prąd w kierunku atakowanej bramy. Chciał dostać się do ojca i wesprzeć go w walce. Widział go już, ale wciąż jeszcze był daleko. Oczy piekły od dymów, łzy zacierały i rozmazywały obraz.