WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

26.12.2016

15 godzin... cz.23

Obiecanki, obiecanki... Słowo się rzekło, jest post :). Zapraszam...


poprzedni fragment


     Ze zmarszczonym czołem obserwował Kiiri. Pod plecy podłożyła sobie poduszkę, długie nogi wyciągnęła i położyła na pufie, którą jej przysunął nim wyszedł do kuchni. Jedną parę ramion zaplotła na mocno już zaokrąglonym brzuchu. W jednej z wolnych rąk trzymała pilot i przeglądała kanały tutejszej telewizji. Pracując na orbicie, a ludzkimi kobietami miała okazję dość dobrze opanować ludzki język, a od jakiegoś czasu, gdy zrobiła się ociężała i wzięła urlop od zawodowych obowiązków, ta marna rozrywkowo ziemska telewizja była jej jedyną rozrywką. Wolałaby pracować, ale mocno opuchnięte kostki i bóle kręgosłupa dawały się jej we znaki.
     Odd nalegał, żeby zrobiła sobie przerwę przynajmniej do czasu, póki nie urodzi. To, że nie łączyło ich głębsze uczucie, nie znaczyło, że miałby się nie interesować i nie troszczyć o matkę swego dziecka. Ta sama troska i palący niepokój o inną matkę innego dziecka zżerała go od środka dzień za dniem. Nawet jeśli nie miał pewności, że ciąża Anny była jego dziełem, to sam fakt, że było to prawdopodobne odbierał mu spokojny sen.
     Był zmęczony, przyłapywał się nieustannym zerkaniu na wyświetlacz osobistego komunikatora, w oczekiwaniu na wiadomości od Morra. Adres, który podał im Hudyc okazał się trefny. Anna nigdy nie dotarła do tego obozu. Co więcej, z tego co udało się ustalić prawnikowi, nigdy jej tam nie oczekiwano. Znaleźli się w punkcie wyjścia i znów musieli szukać po omacku, metodycznie weryfikując listy osadzonych w kolejnym obozie i kolejnym… Placówek było kilkadziesiąt, a gwarancji na szczęście nie mógł dać im nikt. Nie mógł na razie porzucić swoich obowiązków i dołączyć do Morra. No i była jeszcze Kiiri, względem której czuł się zobowiązany.

     Westchnął i przetarł dłonią zmęczone oczy. Kobieta siedząca na kanapie obejrzała się przez ramię.      Zmrużyła oczy.
     Bynajmniej nie umknęły jej uwadze ani poszarzała cera, ani ściągnięte skrywanym niepokojem rysy towarzyszącego jej mężczyzny. Odd już jakiś czas temu powiedział jej o Annie. Wiedziała, że jej szuka i domyślała się, że właśnie te poszukiwania są źródłem jego trosk.
     Zachęcająco poklepała kanapę obok siebie.
     Postawił herbatę na stoliku i ciężko opadł na siedzenie.
     – Martwisz się – stwierdziła, nie zapytała. – Szkoda, że nie o mnie.
     Odchylił głowę, opierając ją o zagłówek i przymknął powieki. Nie miał najmniejszej ochoty ani na kłótnię, ani na zazdrość.

     – Kiiri... Naprawdę, nie mam sił. Ty jesteś bezpieczna. Ty i dziecko. Ona jest sama.
     Kobieta wywróciła oczami, sięgnęła po herbatę, upiła łyk.
     – To, że jestem bezpieczna nie znaczy, że nie lubię, gdy się o mnie martwisz i troszczysz. – Z premedytacją zignorowała uwagę o ludzkiej kobiecie.
     – Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. I masz mnie w zasięgu ręki.
     – Nie wtedy, kiedy wracasz do siebie.
     Skrzywił się z niechęcią.
     – O co ci chodzi? Ustaliliśmy relacje między nami. Nie zmienię tego. Nie wprowadzę się do ciebie. Nie przy twoich planach na przyszłość.
     Kiiri westchnęła lekko. Postanowiła nie drążyć tematu. Odd dość stanowczo odrzucił jej propozycję zamieszkania razem i póki co najwyraźniej nie zmienił zdania, choć bywał u niej niemal codziennie. Nigdy jednak nie zostawał na noc. Drażniło ją to. Drażniło, ponieważ w jakimś stopniu należał do niej, w końcu miała urodzić jego dziecko i przynajmniej przez jakiś czas nie miałaby nic przeciwko, żeby formalnie byli parą. Bardziej jednak drażniło ją silne poczucie, że Odd trzyma dystans z powodu tamtej ludzkiej kobiety.
     Ona w ogóle stanowiła drażliwy temat. Odd obsesyjnie jej szukał i ani Kiiri ani Morr Baih nie byli w stanie przekonać go, że to działanie nie ma sensu.
     – Nie denerwuj się – położyła dłoń na jego udzie – nie mam niczego złego na myśli. Ty się martwisz, więc ja też. Mówiłeś przecież, że ona mogła urodzić hybrydę. To dziecko...
     – Mam nadzieję, że jest równie bezpieczne jak on. – Westchnął i pogładził brzuch Kiiri. Nie powinien jej obarczać swoim niepokojem. Może nawet byłoby lepiej, żeby przez jakiś czas trzymał się od niej z daleka, przynajmniej, póki nie urodzi. Ale nie umiał się odciąć, tym bardziej, że sama Kiiri wcale sobie tego nie życzyła.
     – Tak, tak, też mam taką nadzieję. – Odstawiła kubek na stolik i nakryła jego dłoń swoimi. – Ostatnio do ośrodka trafiło kilkanaście takich dzieci. Dla nas to ogromny potencjał. Ludzie niechętnie się nimi zajmują, nasz ośrodek jest dla nich szansą. Ta twoja Anna... Wątpię, żeby myślała inaczej. Może faktycznie masz rację, powinniście jak najszybciej ją znaleźć i uwolnić od kłopotu. Tutaj będziemy mogli sprawdzić jego pulę genów i zadbać o ich właściwy rozwój, a w przyszłości znaleźć odpowiedniego partnera.
     Odd nie wierzył własnym uszom. Zimne podejście naukowca, ścięło lodem krew w jego żyłach.
     – Kiiri, nie chcę tego słuchać. Jeśli to dziecko okaże się moje, nie będzie żadnych eksperymentów. Wybij to sobie z głowy. Zrozumiałaś?
     Wywróciła oczyma.
     – Przesadzasz. Nie krzywdzę tych dzieci, dobrze wiesz. A te, jak je nazywasz, „eksperymenty” polegają głownie na obserwacji w jaki sposób się rozwijają, plus podstawowe badanie genetyczne. Nic strasznego. Nie modyfikujemy ich.
     – Nie interesuje mnie co robicie. Nigdy w życiu się na to zgodzę. Poza tym dzielisz skórę na niedźwiedziu. Najpierw muszę ją znaleźć, a potem... Sam nie wiem. Na pewno nie zabiorę jej dziecka.
     – Między ludźmi nie będzie jej łatwo wychowywać hybrydę. Byłoby dla nie najlepiej...
     – Najlepiej dla ciebie będzie, jak przestaniesz się wtrącać. A dla niej... Dostanie moje wsparcie, każde jakiego będzie potrzebowała. Tak jak ty.
     – Nawet nie wiesz, czy to z tobą jest w ciąży – prychnęła.
     Uwolnił dłoń spod jej rąk i wstał.
     – A z kim niby miałaby być? Nie była w ciąży, kiedy zadała się ze mną.
     – A skąd ta pewność? Ty nawet dobrze nie pamiętasz co się tam stało. Byłeś w stanie intensywnej regeneracji.
     – Byłem, owszem. Ale nie wpadłem w amok i wiedziałem co robię.
     – Wszystkim wam się tak wydaje – prychnęła kpiąco.
     – Daj spokój Kiiri. Nie straciłem kontroli. Nie z gwałciłem jej. Nie używałem przemocy, byłem ranny i osłabiony, do jasnej cholery! Co ty mi próbujesz w mówić?!
     – Po prostu się zastanawiam. Rozważam różne możliwości.
     – To ich nie rozważaj. – Wściekł się i zaczął chodzić po pokoju tam i z powrotem. – Zaakceptowała mnie i zgodziła się na zbliżenie. Kochałem się z nią, to nie był gwałt. Byliśmy... Chcieliśmy tego, oboje. – Gadał sam do siebie, ale Kiiri zasiała w nim wątpliwości. A jeśli po prostu wszystko stało się, bo nie dał jej wyboru? Jeśli jej zgoda była jedynie skutkiem ponurego wniosku, że opór wywoła agresję z jego strony?
     W wyobraźni powrócił obraz kobiety, wyraz jej twarzy, oczu, kiedy byli tak blisko siebie... Nie, nie. Nie mógł aż tak się mylić. Poza tym, upierała się przy tym absurdalnym pomyśle, żeby przynieść mu broń. Czy chciałaby to zrobić, gdyby ją skrzywdził? Kiiri nie miała racji. Nie mogła jej mieć, choć nadal upierała się przy swoim, ciągnąc myśl:
     – Szukasz jej, ale skąd pewność, że ona sobie tego życzy? Może nie chce byś ją znalazł? A ta ja jej ciąża? Uparłeś się jak osioł, że to twoja sprawa. Wybacz, ale to był jednorazowy incydent i prawdopodobieństwo...
     Podniósł dłoń i przerwał jej.
     – Nie chcę tego słuchać. To w każdym razie nie jest twoja sprawa i bardzo cię proszę, nie wtrącaj się w to.
     – Nie powiedziałabym ani słowa, gdyby ta cała historia nie rozstrajała cię w niekontrolowany sposób.
     – Niekontrolowany? – uniósł brwi.
     – Właśnie tak. Wmawiasz sobie coś co nie musi być prawdą. Najprawdopodobniej nie jest. I jesteś gotowy poświęcić dla tej wyimaginowanej racji wszystko, karierę, reputację, nawet mnie i naszego syna. Nie wmówisz mi, że Baih działa wykorzystując jedynie legalne kanały. Grzebiecie w beczce z prochem.
     – Powtarzam, to nie twoja sprawa. – Nie słuchała go.
     – Jeżeli to się nie skończy. Będę musiała przedsięwziąć kroki zmierzające do ograniczenia twoich praw do dziecka.
     Odd pobladł. Nie dowierzał własnym uszom. Zacisnął szczęki aż zgrzytnęły zęby.
     – Czy ty mi próbujesz grozić? – wycedził.
     Kiiri wstała, masując plecy. Wbiła twarde spojrzenie w Odda i wytrzymała jego płonący gniewem wzrok.
     – Nigdy. Ale muszę chronić moje dziecko.
     – Przede mną?!
     – Przed twoim szaleństwem.
Odd zamrugał teraz patrząc na nią z niedowierzaniem.
     – Ty chyba oszalałaś.
     – Nie ja. To ty zaczynasz tracić kontrolę nad swoimi działaniami. Pchasz się w brudne i niebezpieczne sprawy, kierując się mrzonkami. Naprawdę sądzisz, że tylko z tobą mogła zajść w ciążę? Przed tobą nikt jej nie tknął? A w areszcie? Strażnicy też mają potrzeby. Skąd wiesz, że nie próbowała sobie pomóc, wykorzystując...
     – Dosyć. – Głos mężczyzny ociekał wściekłością i lodem. Jeżeli kiedyś miał jakikolwiek sentyment do Kiiri Grynn, to wszelkie ciepłe uczucia w tej chwili wyparowały bezpowrotnie. Patrzył na nią równie zimnym i bezwzględnym spojrzeniem jak ona na niego.
     – Dosyć – powtórzył. – Kobieta, o której mówisz ocaliła mi życie. Nie życzę sobie i nie pozwolę żebyś ty, czy ktokolwiek inny sugerował, że mogłaby być szukającą ekstremalnych przygód dziwką. Wychodzę. – Odwrócił się i sięgnął po kurtkę.
     – Odd... – Jej głos nieco zmiękł, gdy uświadomiła sobie, że chyba posunęła się trochę za daleko, ale słowa już padły nie można ich było cofnąć. Nie miał już ochoty jej słuchać.
     Otworzył drzwi.
     – Nie wrócę już tutaj. – Oświadczył. – Masz nadal moje wsparcie w każdej sprawie dotyczącej twojego zdrowia i wszelkich kosztów związanych z wychowaniem i utrzymaniem dziecka, ale szczegóły moich kontaktów z synem ustalimy w obecności prawnika.

     Zacisnęła usta i ciężko opadła z powrotem na kanapę.
     Potrzebowała jego uwagi, ale dała się ponieść głupiej zazdrości i zepsuła wszystko. Niech szlag trafi tę ludzką samicę. Może i yenni nie mieli zbyt wielkiego wyboru i w niektórych przypadkach byli skazani na szukanie partnerek wśród ludzi, ale w najgorszym scenariuszu nie brała pod uwagę, że yennijski mężczyzna w priorytetach ustawi ją za człowiekiem.
Zaklęła i cisnęła pilotem w kierunku odbiornika.

***

     Mroźne, ostre powietrze wczesnowiosennego wieczora chlastało twarz po woli studząc wrzące emocje. Szczęki miał zaciśnięte a wokół nozdrzy unosiły się obłoczki pary. Wciśnięte w kieszenie dłonie mimo woli zaciskały się w pięści. Szybkim krokiem przemierzał odległość dzielącą go od własnej kwatery w kompleksie mieszkalnym. Kiiri już wcześniej dawała mu do zrozumienia, że nie podoba się jej to intensywne zainteresowanie ludzką kobietą. A jednak pomimo całej tolerancji i otwartości jaką okazywała tym, nad którymi od lat sprawowała nadzór, gdy prowadziła badania na obicie. Mimo iż z taką swobodą deklarowała akceptację zarówno dla potencjalnych mieszanych związków ich potomstwa. Ba, była główną rzeczniczką tezy, że te związki i ich dzieci są szansą na przetrwanie yennich w ich nowym domu. Niestety okazała się nie dość odporna na prozaiczną rywalizację o wybranego mężczyznę. Swoje pierwszeństwo postanowiła wywalczyć nie przebierając w środkach, nawet posuwając się do żenującego szantażu.
     Na to Odd nie miał zamiaru się godzić, niezależnie od jego stosunku do ludzkiej kobiety, z którą połączył go przypadek. Nie miał zamiaru się na to godzić, tym bardziej, że dla Kiiri Grynn był jedynie chwilowym kaprysem związanym z jej obecnym stanem. Chciała mieć go dla siebie, niczym rzecz, którą odłoży bez żalu, kiedy przestanie jej być potrzebny. Kiedy przyjdzie moment, by znaleźć nowego partnera, nową pulę genów, jak to określiła.
     Wzdrygnął się. Nie będzie niczyją zabawką ani obiektem niczyich eksperymentów. W tej chwili gotował się w środku na myśl, że osoba tak zimna i wyrachowana będzie wychowywała jego dziecko. Niestety na to nie mógł poradzić nic. Mogł jedynie zadbać o to, by być obecnym w życiu swego potomka tak bardzo jak to tylko było możliwe. Nawet jeśli to oznaczało utrzymywanie kontaktów z Kiiri.
     Ochłonąwszy nieco, pomyślał, że nie stało się dobrze, iż wyszedł stamtąd w taki sposób, ale póki co, nie miał ochoty by cokolwiek naprawiać. Zresztą za zaistniałą sytuację głównie ona ponosiła winę. Nie spodziewał się bynajmniej przeprosin, ale w tej chwili oboje potrzebowali czasu i zdystansowania się od siebie nawzajem. Kiiri była bezpieczna, a on miał w tej chwili poważniejsze problemy na głowie. Da jej czas, sobie także.

     Wibrujący od jakiejś minuty w kieszeni komunikator delikatnie łaskotał.
     Przetarł dłonią twarz i wyjął urządzenie. Na wyświetlaczu migotało nazwisko: Baih.
     – Co jest? – Nawet się nie przywitał. Zupełnie nie był w nastroju do przyjacielskich pogawędek i lepiej, żeby Morr od razu miał tego świadomość.
     – Musimy się spotkać. Przyjedź jutro do miasta i zajrzyj do mnie albo umówmy się od razu w biurze u ciebie. – Prawnik też nie bawił się grzeczności.
     Odd natychmiast napiął mięśnie.
     – Co masz?
     – Żebyś mógł spać spokojnie, powiem ci tylko, że chyba wreszcie mamy coś konkretnego. Ale wszystko powiem ci jutro.
     – Będę w biurze o siódmej.
     – W takim razie jutro o siódmej. Dobrej nocy...
     Baih rozłączył się, a Odd wyłączył komunikator i zacisnął go w dłoni. Życzenia dobrej nocy, spokojnego snu... Niezły żartowniś z tego Morra. Odd pewien był, że nie zmruży oka a jutro będzie wyglądał jak znoszony kamasz. Trudno.
     Chętnie wsiadłby natychmiast w auto i pojechał spotkać się w Morrem, ale naprawdę był wykończony. Gdyby nie Kiiri nie ruszałby się z miasta. Wciągnął głęboko w płuca rześkie, nocne powietrze. Jutro. Jutro zaspokoi ciekawość... Gdzieś w podświadomości kołatała nieśmiała nadzieja, że być może jutro zgasi też niepokój, może nawet... Nie, dość. To nieuzasadnione nakręcanie się.
     Przesunął kartę magnetyczną i wszedł do mieszkania mieszczącego się na trzecim piętrze jednego z trzech kompleksów kwater otaczających centrum osady.

     Nabył to mieszkanie ze względu na Kiiri, bo chciał być blisko, gdyby go potrzebowała, a jednocześnie nie chciał korzystać jej gościnności, będąc tutaj. To był jeden z większych apartamentów, ale o luksusie trudno by mówić. Mieszkanie było prawie puste, wyposażone jedynie w absolutnie niezbędne sprzęty i meble, które były swoistą zbieraniną tego co wpadło mu w ręce. Nie zawracał sobie głowy urządzaniem i dopieszczaniem go. Wyświetlacz zegara stojącego na parapecie w niemal pustym salonie wskazywał kwadrans po północy. Jeśli Odd chciał być w mieście na siódmą, powinien wyjechać przed piątą. Nie miał wątpliwości, że wyjedzie przed czwartą i będzie gryzł biurko czekając na Baiha.

     Tak czy owak, teraz należało wyciszyć emocje i złapać trochę snu. Dwie, trzy godziny starczą.

***


A następny pojawi się w piątek :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.