WSZYSTKIE TEKSTY na blogu są mojego autorstwa, bez mojej zgody nie wolno ich kopiować, ani wykorzystywać, czy to w całości, czy fragmentów.

Projekty grafik to również moje prace i także stanowią moją własność.

Katarzyna Batko-Łupina - autorka bloga

Opowiadania są skatalogowane w zakładce "Spis treści", kolejne części poszczególnych tytułów są tam podlinkowane, by łatwo było je znaleźć.

Proszę nie traktować bloga jak słupa ogłoszeniowego. Spam pod postami bezwzględnie USUWAM!!!

19.11.2016

15 godzin... cz.20

Zapraszam na kontynuację "15 godzin..." :)

Oczywiście pogubiłam się i wkleiłam partię tekstu z wcześniejszego odcinka... Jeśli ktoś przypadkiem załapał się na błędny fragment to  już poprawione i jest jak trzeba... :)




***
     Wiosna... Tego roku niosła ze sobą więcej nadziei niż przez ostatnich kilka dekad. Nawet jeśli świat wciąż jeszcze pokrywał wojenny kurz i gruzy, zielone pąki wbrew wszystkiemu jak zawsze pojawiały się na gałązkach. I tym razem ta zieleń naprawdę miała być zwiastunem nowego.
     Pierwszy szok po tym, gdy oficjalnie obie skonfliktowane strony opuściły broń już minął. Teraz trwało trudne dla wszystkich przechodzenie na normalność.
     Ale nie da się z dnia na dzień wyrzucić z głowy poczucia zagrożenia, czujności i nieufności. Nawet jeśli politycy i różnego rodzaju instytucje podejmowały desperackie próby normalizowana codzienności.
     Yenni zyskali prawo do swobodnego osiedlania się na większości zajętych w czasie wojny terytoriów a także wśród ludzi. Na razie jednak niewielu z niego korzystało. Woleli trzymać się razem w kilku enklawach. Ale byli pośród nich i tacy, którzy nie obawiali się wmieszać w ludzki tłum w wielkich miastach. Zasada ta działała także w drugą stronę, więc i ludziom wolno było się swobodnie osiedlać w enklawach, choć tak odważnych i otwartych na nowe ludzi było jeszcze mniej niż yennich.

     Ci ostatni bez trudu znajdowali zatrudnienie, szczególnie w laboratoriach naukowych i na uniwersytetach. Ich technologie, w znaczący sposób przewyższające ludzkie, były łakomym kąskiem dla naukowców. I nawet jeśli nie byli skłonni hojnie dzielić się nimi z ludźmi, to i tak ludzkość liczyła na choćby okruchy tej wiedzy.
     Nie dało się niestety uniknąć przykrych incydentów. Okrucieństwa niedawnych wrogów niełatwo puścić ot tak, w niepamięć.
     W ludzkich umysłach, lęk przed obcymi wciąż był zbyt głęboko zakorzeniony choć łaknęli spokoju i było oczywiste, że pełna normalizacja i integracja to kwestia wielu lat, a nawet dziesięcioleci. Uczyniono jednak pierwsze kroki i to sprawiało, że wiosna w miejskim parku pachniała inaczej.
     Nie towarzyszył jej smród dymu i rozkładających się zwłok. I nawet ktoś zadał sobie trud by wygrabić błotniste alejki.


     Dzień był pogodny, lecz powietrze wciąż było chłodne, a wczesnym ranem, wszystko pokrywała szadź. Teraz promienie lekko zamglonego słońca wydobywały refleksy z kałuż na alejkach w parku. Ławki pokryte były poranną wilgocią, więc Nadia rozłożyła na jednej z nich zakupioną wcześniej gazetę i dopiero wtedy usiadła. Ręce skryła przed chłodem w kieszeniach kurtki i spod kaptura obserwowała nielicznych przechodniów.
     Było wcześnie i ci którzy przechodzili szybkim krokiem przez park zapewne śpieszyli do codziennych obowiązków. Od pory spacerów i towarzyskich spotkań dzieliło ich kilka godzin wytężonej pracy.
     Nadia nie wystawiła bladej, pobliźnionej twarzy na nieśmiałe promyki wiosennego słońca. Jej źrenica porzuciła w końcu wyglądających tak samo ludzi i skupiła się na gałązkach forsycji rosnącej na wprost ławki, po przeciwnej stronie alejki. Dzień, dwa i obsypie się kwiatami, pąki zaczynały już pękać...
     – Park? Robisz się romantyczna, moja droga. – Nasączony cynizmem głos Vlada wyrwał ją z zamyślenia. – Można by pomyśleć, że miękniesz i jeszcze mi się wycofasz z zabawy.
     Nie słyszała, kiedy podszedł, ale to akurat była jego specjalność, poruszanie się cicho, niczym kot.      Na jego słowa skrzywiła się z niechęcią.
     – Daruj sobie – syknęła. – Chcę konkretów. Kiedy wreszcie je dostanę? Zaczynam tracić cierpliwość.
     – Ach, cierpliwość... Jaka piękna cnota. –
     – Powiedziałam, żebyś sobie darował. – Nawet nie zadała sobie trudu, by spojrzeć w jego stronę. – Co dla mnie masz? Chciałeś się spotkać.
     Vlad teatralnym gestem przyłożył dłoń do piersi.
     – Ranisz moje uczucia. Mogłabyś zrobić dla mnie jakiś wyjątek – zadrwił lekko.
     Nadia postanowiła zignorować drwinę. Vald lubił się z nią droczyć, przywykła już do tego i nauczyła się na sobą panować i nie odpowiadać na jego prowokacyjne gesty i słowa.
     – Jeśli chcesz rozmawiać tutaj, to siadaj. – Wskazała mu miejsce obok siebie, na wciąż pokrytej wilgocią ławce.
     – Ławka jest mokra. – Skrzywił się z niechęcią. – Tu niedaleko jest przyjemny... – zawiesił głos, z satysfakcją obserwując, jak napinają się ramiona Nadii – miły, cichy lokalik – dokończył, śmiejąc się cicho. – Zdenerwowałaś się. A przecież razem jest nam tak dobrze, że nie powinna cię przerażać perspektywa miłego hotelowego pokoiku.
     Rzuciła mu wreszcie spojrzenie, wściekłe i lodowate zarazem. W jakiś sposób uzależniła się od informacji, które dla niej zdobywał. Od niego się uzależniła. Drażniło ją to, dlatego nie zgodziła się tym razem na spotkanie ani u niego, ani u niej, gdzie bez wątpienia wylądowaliby w łóżku.
     Deprymowała ją władza jaką nad nią miał. Sama zawsze była drapieżna, niepokorna, sprzeciwiała mu się, a mimo to on i tak w końcu dostawał to czego chciał, a ona nie mogła powiedzieć, że działo się to wbrew jej woli.
     Wiedziała, że wciąż pociąga go jej... osobliwość i postanowiła potrzymać go jakiś czas na głodzie.      Przynajmniej, póki nie dostanie jakichś satysfakcjonujących ją informacji.
     Anna, szczęśliwym dla niej trafem, wymknęła się im z rąk, ale nadal byli na jej tropie i prędzej czy później ją znajdą. Nadia musi jedynie uzbroić się jeszcze w odrobinę cierpliwości.
     – Masz rację, nie powinno mnie to przerażać. – Przyjęła obojętny ton. – Im szybciej trafimy do tej knajpki tym szybciej oboje dostaniemy to czego chce każde z nas. Nieprawdaż?
     Uniósł brwi.
     – Rozumiemy się prawie bez słów – stwierdził, podając jej rękę. Nie przyjęła jej jednak, więc wcisnął ją w kieszeń i gestem drugiej wskazał kierunek.

***

     Lokal istotnie był miły, mieścił się na parterze zabytkowego budynku. Aczkolwiek Nadia uznała, że dość niskie łukowe sklepienia są trochę przytłaczające. Ale co ważniejsze o tej porze było tu niemal pusto.
     Zajęli stolik w zapewniającej dyskrecję niszy. Vlad zamówił kawę i tosty z dżemem, jako że była to pora śniadaniowa.
     Nie wypytywała go, choć wyraźnie wystawiał jej cierpliwość na próbę, tracąc czas na delektowanie się zapachem kawy.
     – Wiem już, w którym obozie przebywa ta twoja Anna.
     Nadia zachowała kamienny wyraz twarzy, teraz to ona smakowała czarny napar i zachowywała się jakby nie usłyszała, co powiedział. Czekała na więcej.
     Widząc, że tym razem nie podjęła jego gierki Vlad kontynuował:
     – Wiem też, dlaczego zmieniono jej wyrok.
     – Dlaczego? – Upiła łyczek kawy, okazując minimum zainteresowania.
     – Była w ciąży. Nie mogli wykonać wyroku na ciężarnej, bo tego zabrania prawo, więc go zmieniono na dożywocie.
     – Nie żeby coś, ale bardzo mnie cieszy, że ta suka nadal żyje. W ciąży? Hm... – Nadia postawiła filiżankę na stoliku, pozbawiona palców dłoń przesuwała się w górę i w dół po porcelanie, jakby palce były na swoim miejscu. Kącik ust uniósł się w górę. – To chyba daje nam nowe możliwości.
     – Co masz na myśli?
     – Cokolwiek w sobie hoduje, wyrwę to z niej w taki sposób, by była świadoma wszystkiego co się dzieje. A potem jej to pokażę, zmuszę, żeby patrzyła ja to umiera.
     – Ależ ty masz pomysły. – Wywrócił oczyma, ułamał kawałek tostu umoczył w dżemie i wsunął sobie do ust. Obserwował uważnie ekscytację na twarzy Nadii. – Możesz nie mieć okazji. Sporo czasu już minęło, mogła już urodzić.
     Kobieta wzruszyła ramionami.
     – Nawet jeśli, dzieciaka zawsze można jakoś kreatywnie wykorzystać.
     – W sumie racja. Ale mniejsza o to. Nad kreatywnymi pomysłami będzie jeszcze czas się zastanowić. Mam jeszcze coś.
     Nadia natychmiast skupiła na nim spojrzenie. Vlad przełknął i przepił do niej kawą.
     – Jest ktoś, kto nienawidzi jej prawie tak jak ty.
     – Nikt nie może nienawidzić jej bardziej ode mnie.
     – Zdziwiłabyś się. Wygląda na to, że ta dziewczyna ma wyjątkowy talent do tworzenia sobie śmiertelnych wrogów.
     – O jakim wrogu mówisz?
     – Zaraz do niego dojdę. A najpierw jeszcze jedno. Wiesz, że nie tylko my jej szukamy?
     – Rozumiem, że tamten... wróg, też?
     – Właśnie nie. I to jest najlepsze z dzisiejszych wieści. Szukają jej yenni.
     – Yenni? Yenni?! – Nadia zacisnęła dłoń na filiżance z kawą z siłą grożącą kruchemu naczyniu zmiażdżeniem. – Wiedziałam. Od początku to czułam, że ona jest ich suką, że się im sprzedała. Skąd masz te informacje?
     Palce lewej ręki nerwowo uderzały w blat obok talerzyka z tostem, którego nawet nie tknęła.
     – Jedz, Nadio. – Mężczyzna zachęcił ją, wskazując wzrokiem na talerz. – Zapłaciłem za to. Informacje nie uciekną.
     Posłała mu wściekłe spojrzenie, ale usłuchała. Dopiero kiedy skończyła odezwał się ponownie:
     – Dotarłem do tego faceta, którego postrzeliła. Może i postrzał był przypadkowy, ale rana okazała się poważna. Dość poważna, żeby go trwale okaleczyć. Oczywiście został zwolniony z wojska, które było całym jego życiem. Teraz jest nic niewartym weteranem, inwalidą z mizerną wojskową rentą. I z rozkoszą ugotowałby tę Subik na wolnym ogniu. Chyba nie musze dodawać, że żywcem. Pomyślałem, że warto byłoby przyjąć go do spółki. Co o tym sądzisz?
     Nadia zmrużyła oko i utkwiła wzrok w ścianie za Vladem. Odchyliła się na krześle i splotła dłonie na brzuchu.
     – Nie przekonałeś mnie. I tak będę musiała podzielić się nią z tobą. Nie jestem pewna czy chcę jeszcze z kimś.
     – Przemyśl to sobie. Dzisiaj mam się z nim spotkać. I nie tylko z nim, choć to drugie spotkanie będzie, że tak powiem, nieoficjalne, ponieważ będę na nim jedynie niewidocznym obserwatorem.
     – Co to za spotkanie? – zainteresowała się. Vlad nigdy nie podrzucał błahych, przypadkowych informacji i jeśli teraz rozbudzał jej ciekawość miał w tym jakiś cel, a to o czym wspominał pozornie niedbale i przypadkiem z pewnością warte było, by się dowiedzieć, co jeszcze skrywa w zanadrzu.
     Uniósł brwi i dopił kawę.
     – Jeżeli naprawdę chcesz wiedzieć, mogę cię ze sobą zabrać.
     Już otwierała usta, żeby się zgodzić, ale zatrzymał ją nim wydała z siebie jakiś dźwięk.
     – Ale nie ma nic za darmo, moja droga. To ma swoją cenę.
     Wściekła Nadia złapała jego nadgarstek i zacisnęła na nim palce, wbijając mu w skórę paznokcie.
     – Nie denerwuj mnie, Vlad. Płacę ci kupę forsy. Dawno powinnam dostać to, do czego zobowiązuje cię umowa.
     – Umowa nie narzuca mi żadnego terminu, to raz. A dwa... – Teraz on zacisnął dłoń na jej nadgarstku i delikatnie, ale konsekwentnie wyswobodził się z jej uścisku, nie wypuścił jej jednak, tylko pieszczotliwie gładził wierzch dłoni kciukiem. – Dwa, to w dupie mam twoje pieniądze. Dawno bym się z tego gówna wycofał, gdyby o nie mi chodziło.
     – Czego znów chcesz? – Ze złością wyszarpnęła mu swoją rękę.
     – Dobrze wiesz czego. – Bezwzględnym twardym wzrokiem patrzył jej w twarz. – Przestaniesz mnie trzymać na dystans.
     Nadia zacisnęła usta. Nie do końca odpowiadał jej ten układ. Czuła się w nim zbyt osaczona, bezradna, nawet bezsilna. Ale jeżeli to jest jedyna droga do celu? Cóż, cel uświęca środki. Ostatecznie wyrwie przecież z tego to, co najlepsze dla siebie.
     – Zgoda – wyrzuciła z siebie.
     Rozparł się na krześle i uśmiechnął się zadowolony.
     – Chyba naprawdę cię zaintrygowałem, że tak szybko się zgodziłaś. Bądź gotowa o siedemnastej, przyjdę po ciebie.

     Odprowadził ją wzrokiem, kiedy wstała nie dziękując i opuściła lokal nie oglądając się za siebie.


Zanim mi tu ktoś wyskoczy, sama się przyznam, że w całości tego opowiadania chronologia kompletnie nie trzyma się kupy. Zauważyłam to jak ostatnio je czytałam, żeby się ponownie wkręcić w jego klimat, po dłuższej przerwie w pisaniu. W pliku na bieżąco poprawiałam co mi wpadło w oczy, ale całość nadal wymaga synchronizacji. Tu na blogu nie nanosiłam poprawek i nie zrobię tego, póki do końca nie ogarnę treści. Dopiero wtedy, jak wszystko i wszystkich połapię i będę pewna, że jest już jak powinno być, powymieniam po prostu całe rozdziały na poprawione.
A ciągu dalszego należy się spodziewać po niedzieli :).

A zauważyłam, że dodali jakieś emotki i "robaki"(w żargonie drukarski literki z alfabetów arabskich) i takie tam. Nom, takie dzisiaj czasy, że bez emotki jak bez ręki...
Dlatego 😎😀 i do następnego razu... :) (chyba jednak wolę takie :P)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze :). Na pytania dotyczące bohaterów i fabuły zawsze odpowiadam.